Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 385
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. No nie wiem. Jeżeli nędzny rysunek w trzech rzutach, może niewyraźna fotografia na każdy typ samolotu, jakieś parametry techniczne, kilka słów opisu ma być rywalem dla netu, to jego potęga jest niepodważalna. I do bardzo konkretnych, szczegółowych informacji też można się netem dokopać. Fakt, że nie ma mowy o jakichś 15 minutach. Teraz szukam jednego zdjęcia Mustanga i marnie to wygląda. Ale pamiętam, że zdobycie materiału rozwiązującego jedną zagadkę związaną z P-47 zajęło mi ze dwa lata. W końcu się udało. Internetem, bo trudno byłoby kupować kolejne książki w nadziei, że może coś tam będzie. A, że ludzie generalnie zadowalają się bazową informacją, to jeszcze inna sprawa i trudno to w ogóle oceniać.
  2. No powiedzmy, że prawie:
  3. Ja raczej wiem. Znaczy się gdzie ja mam, nie Paweł. Ale akurat u mnie różnie bywa z pamięcią, także gdybym się wkrótce nie odzywał, to się przypomnij.
  4. Wygląda na to, że samoloty z Hickam są z nowszej dostawy ze śmigłami malowanymi w nowym standardzie. P-40 z Bellows Field ma najprawdopodobniej śmigło przemalowane, o czym świadczy znaczna erozja farby, a przede wszystkim srebrna nasada łopaty. To zapewne stało u podstaw wersji z czarnym tylko z tyłu. Moim zdaniem nieracjonalnej, ale podeprzeć tego nie mam czym. Ze znanych mi zdjęć trudno wnioskować jednoznacznie. Wheeler Field:
  5. Prawda, ale jeśli faktycznie mamy być w Pearl Harbor... Hickam: Bellows:
  6. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Oj, prawda. Ale to przecież nie jest relacja, z której zaczerpną coś budujący modele scratchem. Na to mają szansę raczej ci, którzy wzdragają się na samą myśl, że mieliby skleić kilka płytek i wywiercić dwa otwory. W pierwotnej odsłonie relacji, w tym miejscu pojawiła się uwaga, że mamy do czynienia z tutorialem...
  7. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Na razie składamy ofiary w nadziei, że wyjdzie z tego coś innego niż przystanek autobusowy.
  8. Z Detroit do Buffalo rzeczywiście niedaleko. Ale określenie lokalny może być mylące. Berryloid był powszechnie wykorzystywanym produktem w przedwojennym przemyśle lotniczym. Firma miała zasięg międzynarodowy. W czasie drugiej wojny obsługiwała wielu producentów. Curtiss cockpit green to nic innego jak Yellow Green, używany powszechnie w tym czasie we wnętrzach samolotów, tyle że produkowany przez Berry Brothers. Jest tylko kwestią to, czy farbę kładziono również jako drugą warstwę zabezpieczającą na inne elementy P-40 niż kabina (wszystkie takie elementy uprzednio malowano ZCY) . Jeśli tak, to Nick Millman określa kolor jako zbieżny z ANA 611, jednak nieco bardziej żółty w odcieniu. Nie bardzo wiem, dlaczego akurat ANA 603, nie stosowany do malowania ani P-40, ani innych amerykańskich myśliwców ma być odniesieniem dla Neutral Grey. Ale, że opis się merytorycznie zgadza, to nie marudzę, tylko się zwyczajnie ciekawię.
  9. Jestem Radek i lubię rozmawiać o modelarstwie. Ba! Lubię się nawet o tym modelarstwie wymandrzać. Niestety, przyszła pora by wyznać całą smutną prawdę: nie bardzo potrafię robić modele. Jeżeli coś pokazywałem w tej dziedzinie to tylko dlatego, że po prostu bardzo dobrze znam gościa, który zajmuje się modelarstwem i zwyczajnie podpinałem się pod jego pracę. Cóż, gość się zbisił oświadczył, że koniec z tym i nie będzie już żerowania na jego krwawicy. Nie pozostało mi zatem nic innego do zrobienia, jak tylko przełknąć żabę, przyznać się co i jak, wreszcie poprosić go, by tym razem sam udostępnił relację z budowy modelu. Prośba odniosła skutek; zgodę uzyskałem. Ustaliliśmy, że tematem będzie zestaw, który sam zacząłem rozpracowywać lata temu, kiedy jeszcze miałem nadzieję, że coś ze mnie w tych tematach będzie. Wspomniany typ przejął go i zaczął robić rzecz po swojemu. Nie przypadkowo piszę typ, bo to jest, szczerze mówiąc, znany gbur. Owszem, zgodził się na relację, ale oświadczył od razu, że się szczególnie angażował nie będzie, jak chcę to mogę sobie robić zdjęcia, a on co najwyżej bałaknie parę słów komentarza, jak mu się będzie chciało. W żadne interakcje z forumowiczami wchodzić nie zamierza, ponieważ jak elegancko stwierdził: ma to centralnie w dupie. Uznałem mimo to, że choćby w ramach pokuty, jestem Wam winien tę relację, więc cóż było robić - się zgodziłem. W tej sytuacji, gdybyście mieli jakieś wątpliwości, czy pytania - ja postaram się wyjaśniać, czy odpowiadać. Jeszcze tylko słówko, nomen omen, wyjaśnienia i już pędzimy do modelu. Początek relacji był już publikowany na sąsiednim forum. Ponieważ jednak zdjęcia zdechły, a w budowie nastąpiła spora przerwa, uradziliśmy, że zaczniemy od początku, tym razem tutaj. Zanim zatem dotrzemy do teraźniejszości, czeka nas odrobina retrospekcji. Ale to nie potrwa długo i niebawem będziemy na bieżąco, bo choć prace nad modelem znowu ruszyły, to nie widać przy nich szczególnego pośpiechu. Albowiem model powstaje w pełnej zgodzie z popularną wśród modelarzy zasadą, że ma się to odbywać przede wszystkim dla frajdy. I bądźcie pewni, że w tej budowie nie znajdziecie niemal nic, co działoby się bez udziału tej nieszczęsnej frajdy właśnie. Zatem przedstawiam Wam: oto jest Gonzo i jego modelarska frajdolarzerka.
  10. Błędnie zinterpretowałeś swój eksperyment. Fakt, że użycie płaskiej płytki utrudniło wnioskowanie. Dla zdjęcia samolotu zachodzi sytuacja opisana w pierwszym zdaniu z cytatu. Dotyczy to całej powierzchni skrzydła oprócz jednej linii na profilu natarcia, która zapewnia kąt odbicia wprowadzający światło wprost do oka obserwatora. Tylko dla tego miejsca obowiązuje efekt, jaki zaobserwowałeś pisząc o bezpośrednim oświetleniu. To na tym zjawisku bazowali amerykanie opracowując Black Widow camouflage. Rzecz polega na tym, że przy połysku do oka obserwatora wpada zwiększona dawka światła, ale tylko odbitego pod tym jednym odpowiednim kątem. W rezultacie obiekt jest niewidoczny dla patrzących z innego miejsca. No, niewidoczny, gdy jest kulą, ale raz, że obłości samolotu upodobniają go do kuli, dwa, że zadziała tu efekt klasycznego kamuflażu deformującego. Odbite światło stworzy rysunek zupełnie odmienny od sylwetki samolotu. Przy malowaniu matowym refleksy będą słabsze, ale rozłożą się dość równomiernie na całej powierzchni i zaprezentują patrzącemu elegancki wizerunek samolotu. Ten sam mechanizm zadziała dla obu wersji malowania przy oświetleniu wielopunktowym, np. przy rozgwieżdżonym niebie. Zdjęcia modelu z wspomnianego raportu ładnie to prezentują. To dygresja, ale pokazuje dlaczego wyoblone powierzchnie w połysku eksponują się na zdjęciach jako ciemniejsze. Co prawda prezentacja na fotogramach podlega jeszcze wielu innym zmiennym, które mogą wpływać na obraz i jego interpretację, ale to już inna kwestia.
  11. W żadnym razie. Nie wiem jak składano samoloty w Easternie. Ale takie praktyki były stosowane w innych wytwórniach. Tak robiono np. Korsarze.
  12. Prędzej z otrzymywania do montażu gotowych skrzydeł od poddostawcy. Wszelkie spekulacje w tym kierunku wymagają wiedzy o praktykach stosowanych w Eastern. Można ewentualnie próbować wnioskować po zdjęciach, zerknąć na Easternowskie Avengery. Ja w jednym i drugim przypadku jestem ignorant. Ale nadmiar farby to ryzykowny argument. Tego typu odejścia od standardów pojawiały się w wyniku ustaleń z zamawiającym. W ogóle wersja z malowaniem tym co było pod ręką, czy tak jak było wygodniej to jest rzecz popularna wśród modelarzy, ale trudno znaleźć potwierdzony przypadek z rzeczywistości. Efekt innego odcienia na skrzydle mogło dać nawet zwykłe umycie jego fragmentu. Jak człowiek nie chce zagrzebać się w źródłach to trzeba przyjąć jakąś wersję i ją realizować. Niech się dzieje wola nieba!
  13. Przypomniało mi się, że zdarzyło mi się napisać dwa słowa o tym malowaniu przy okazji innej budowy modelu. Rozkazem SR-2C wprowadzono nowy kamuflaż samolotów Navy. Powszechnie zanany jako trójbarwny, rzeczywiście zawierał cztery kolory rozróżniając półmatowy (ANA 606) i matowy (ANA 607) Sea Blue. Mówi się, że kolory te różniły się także odcieniem, ale wg mnie różnica faktury i producenckie tolerancje wystarczą tu za usprawiedliwienie tak niewielkich niezgodności. To znaczy na pewno wystarczą, ale to nadal spekulacja. Matowy Sea Blue miał znaleźć się na górze kadłuba i na krawędzi natarcia skrzydeł i stateczników zachodząc 5% na ich cięciwę na górnych powierzchniach. Jak widać na zdjęciu teoria o różnych farbach nie pokrywa się z zasadami nowego kamuflażu. Ale jest ale. Powyższy opis to tylko skrót SR-2C. Navy wymyśliła sobie kamuflaż tak pieruńsko skomplikowany, że jego wprowadzenie w życie okazało się wręcz niemożliwe. Ostatecznie doprowadziło to do uproszczenia zasad malowania, co przy okazji zaprzeczyło samej idei kamuflażu. Konsekwencją było wprowadzenie kolejnej modyfikacji polegającej na znanym malowaniu jednokolorowym, które ze skomplikowaniem nie miało nic wspólnego, a na ideę jakoś odpowiadało. Problem polega na tym, że owo upraszczanie nie odbywało się w sposób ogólnie zorganizowany, a poprzez negocjacje poszczególnych wytwórni z zamawiającym. Producenci wprowadzali kolejne korekty do malowania, starając się jakoś urealnić proces, by lakierowanie samolotów nie trwało w nieskończoność i nie wymagało od malujących super mistrzowskiego opanowania pistoletu. A to oznacza, że początkowym okresie mamy całą gamę różnych interpretacji 'trójkolorowego malowania' i nie sposób jednoznacznie stwierdzić co tam widzimy na zdjęciu bez zagłębienia się w dokumentację danego producenta. Czy to usprawiedliwia pomalowanie 1/3 skrzydła na kolor, który miał zajmować 5% cięciwy? Sam osobiście wątpię i rozważyłbym raczej zastosowanie na poziomie dywizjonu, powszechnego wówczas sposobu na poprawę osiągów myśliwców, polegającego na pielęgnowaniu (tu polerowaniu/woskowaniu) tej 1/3 powierzchni skrzydła poczynając od krawędzi natarcia. A może naprawy lakiernicze? To tylko hipotezy, słabo podparte i na pewno nie jedyne.. Ten FM nie jest jedynym, który prezentuje taki wygląd frontu skrzydła. Ale prezentuje też podobny efekt w innych miejscach. Gdy realizm jest celem nadrzędnym może zdarzyć się tak, że kłopoty z interpretacją wyglądu samolotu staną się powodem do rezygnacji z danego malowania.
  14. Niech Cię ktoś walnie na zapas. Będziesz miał z głowy i zyskasz spokój duszy.
  15. greatgonzo

    Zamiast cyjanoakrylu

    A, to już wynika z technologii klejenia i wielkości (małości) elementu.
  16. greatgonzo

    Zamiast cyjanoakrylu

    No właśnie. Powierzchnia nieszczególna. Ale obciążenia tez niekoniecznie duże. Trzeba będzie sprawdzić ten lakier. Może jakiś rozpuszczalnik?
  17. Mam arkusik cienkiego tworzywa, które na oko jest jak zwykła plastikowa kartka, ale nie ima się tego klej CA. Zwykły, modelarski klej też tego nie rusza. Ktoś może orientuje się, czy jest jakiś klej, nie bardziej gęsty od CA, którym można przykleić to coś do 'normalnego' plastiku?
  18. Fuchidę już możesz sobie odpuścić. Wiadomo, że łgarca ;). BH, pilot Łosia z definicji nie mógł obalić mitu koloru kabiny wspomnieniem. Tak nie działają narzędzia do ustalania wiedzy historycznej. Fuchida jest przykładem dlaczego nie. Wyobraź sobie, że za podstawę do określenia koloru kabiny F4F-3 mielibyśmy uznać wspomnienia Toma Cheeka z Midway. Wtedy malowalibyśmy te kabiny na czerwono. Mimo, że nawet nie ma za bardzo podstaw by twierdzić, że Cheek mija się z prawdą, to przecież nie uznajemy tego czerwonego za właściwe rozwiązanie, prawda? Ale artykuł podrzuć. Przeczytanie argumentów stuletniego pilota/modelarza będzie niewątpliwie ciekawe.
  19. Moim zdaniem to kwestia przekazu publicznego. Nikt z wymienionych przez Ciebie modelarzy nie prowadził gazety, gdzie miałby wypowiadać się o modelarstwie od strony technicznej, ale i o tym co mu towarzyszy. Za to większość z nich pozostawało i pozostaje z Andrzejem w przyjacielskich stosunkach. Wieloletnia współpraca też miała tu miejsce. Pękło trochę godzin na wspólnych spotkaniach i nikt na nikogo wilkiem nie patrzył. I większość wzięła też udział w projekcie MR. Nie każdy ma potrzebę wypowiadać się na trudniejsze tematy. Niejeden ma potrzebę się nie wypowiadać. Ale wg mnie warto brać pod uwagę, że gdy już ktoś mówi o kontrowersyjnych rzeczach, to lepiej jest dobrze przyjrzeć się co mówi. Przecież jest różnica między stwierdzeniem, że spędza się pięć godzin dziennie nad modelem, a takim, że powinno się je spędzać, czyż nie? A swoją drogą, to w ogóle mówienie rzeczy prawdziwych, ale niepopularnych zwykle budzi niechęć i nieprzychylność. Spróbuj w środowisku motocyklowym wyjść z tezą w poprzek powszechnym przekonaniom. To nic, że masz w ręku, czarno na białym, dowody w wykresach i badaniach. Różnica w stosunku do modelarstwa jest tylko taka, że tam dużo wcześniej pojawiają się wulgaryzmy :). No, może jeszcze legend jest więcej.
  20. Oj, podają i potrafią podać jeszcze więcej. Czasem aż można się zdziwić. Przez pół wieku historiografia dotycząca japońskiej strony w bitwie pod Midway opierała się na wspomnieniach Mitsuo Fuchidy, jak nie patrzeć pilota pełną gębą. Dopiero stosunkowo niedawno kilku amerykańskich historyków się za to wzięło, podocierało do materiałów źródłowych i historię bitwy trzeba było odzierać z uprzedzeń, wybieleń i zwykłej niedoskonałości wspomnień Fuchidy. Pamięć w ogóle jest zawodna i nie przypadkiem zeznania naocznych świadków są najniżej cenionym materiałem dowodowym w systemie prawnym.
  21. W zasadzie nie ma tu za bardzo o czym opowiadać i temat niemal wyczerpałem krótkim odnośnikiem w którymś z poprzednich wpisów. To było w sumie nie tak dawno, niby trochę ponad dekadę temu, ale głoszone wówczas przez Andrzeja twierdzenie, że wszystko w modelach malujemy aerografem, a tym bardziej im mniejszy jest malowany element było szalenie kontrowersyjne. Wtedy w ogóle aerograf nie był oczywistym dla wszystkich elementem wyposażenia modelarskiego warsztatu, a jeśli już to powszechnie używano go tylko do malowania większych powierzchni. Kabiny, wnęki, ich wyposażenie itd malowano na ogół pędzelkami. O awanturze zapomniano, bo dość szybko modelarska brać zaopatrzyła się w aerografy i zaczęła ich używać sprawiając, że konflikt zupełnie się zdezaktualizował. Za to wspomnę o czymś innym, choć Michał elegancko wystawił mnie klasycznym chwytem erystycznym, pisząc swoją opinię, a jednocześnie dodając, że nie warto już do tego wracać i zamykając dyskusję. Tym samym ustawił mnie w pozycji naprzykrzającego się upierdliwca, który próbuje podważać oczywistości, gdybym chciał się jeszcze do czegoś tutaj odnieść. I się odniosę. Znam Andrzeja osobiście, wielokrotnie rozmawialiśmy o modelarstwie, czytałem regularnie jego wypowiedzi w prasie i internecie. Nigdy w życiu nie spotkałem się z twierdzeniem, że jakikolwiek modelarz powinien poświęcać te osiem, czy ile tam godzin dziennie na model. W ogóle nie słyszałem, by sugerował jakikolwiek dzienny limit czasu na modelarstwo. To przecież byłoby straszliwie głupie twierdzenie. Owszem, wspominał, że jemu tak szczęśliwie się w życiu złożyło, że modelarstwo koreluje z pracą i może poświęcać tyle czasu na budowę modelu. Żywice i blachy to elementy, które Andrzej odrzucił w swoich budowach. Tu zasadniczą rolę odegrała idea budowania modeli do wygrywania konkursów, gdzie z zasady do zwycięstwa wybiera się najlepsze prace. To nie jest cecha wszystkich konkursów, a u nas w kraju to już w ogóle jest specyficznie, ale to dygresja. Przy zachowaniu kryteriów zgodności z oryginałem i jakości wykonania decydującym czynnikiem jest tutaj to, który model jest trudniej zrobić. To, że zrobienie elementu samodzielnie jest trudniejsze od wklejenia gotowca nie budzi chyba żadnych wątpliwości. Andrzej założył sobie, że jego materiałem podstawowym będzie plastik. Przy okazji chodziło też o to, by pokazać, że to jest możliwe. Stąd też tytuł wątku na Kartonworku 'blaszki niefototrawione'. To wszystko prowadzi do zależności, że modelarz, który zrobi trudniejszy do wykonania model jest lepszy od tego, który potrafi zrobić tylko łatwiejszy. Ale to jest przecież tautologia. Ewentualną 'winą' Andrzeja było to, że nie unikał takich stwierdzeń w przestrzeni publicznej. Ale jacyś ludzie poczuli się urażeni. I w przypadku czasu i w przypadku materiału do budowy modeli nie spotkałem się, by ktoś z urażonych posłużył się cytatem potwierdzającym tezę. Za to w eter szły oparte na ogólnikach i niepodpartych twierdzeniach żale, na tyle skutecznie, że te umowne osiemdziesiąt procent z postu Michała faktycznie było przekonanych, że tak jest. Ja to nawet mam hipotezę dlaczego tak się działo, ale to nie jest materiał na publiczna wypowiedź, bo jako hipotezę rzecz mogę potwierdzić jedynie przesłankami, a nie faktami. Ja mogę być uprzedzony, albo się zwyczajnie mylić, ale fakty powyżej zawarłem właściwie. Ze strony oskarżającej nie przypominam sobie by jakieś występowały. Z Michałem to się chyba nawet trochę lubimy. W żadnym razie nie zarzucam mu intencji w 'wystawianiu' :).
  22. Ależ ja się koledze w pytanie nie wcinam. Tylko w wątek.
  23. Prostotą zastosowania, Też jest. łatwością aplikacji, Na czym polega różnica z poprzednim punktem? dobrą przyczepnością na CA jest ...brakiem mechacenia, jest (sztuczne oczywiście) dobrą elastycznością, jest, mega samonaciąganiem Jak to, sama się naciąga? Nawet nie trzeba wypowiedzieć zaklęcia? bez podgrzewania nie dotyczy jeszcze nie wyciągłem na tyle długiej No, ja akurat nie robię tak dużych modeli, żebym zauważył problem. nie muszę żonie podbierać To istotnie problem, ale tylko dla tych, którzy muszą żonie podbierać. Do niczego nie namawiam, ciekawość.
  24. No właśnie ja nie widzę tego 'niby'. Andrzej zawsze, wielokrotnie i do znudzenia powtarzał w jakim kontekście się wypowiada. Gdy ten kontekst pomijać, to znaczenie wypowiedzi musi się wywrócić i będzie co najmniej takie jak piszesz. A pomijano go równie konsekwentnie, jak Andrzej go podkreślał. Sam musiałem zjeść niejedną, nie tylko internetową, żabę z powodu choćby otwartego wartościowania gotowych modeli w odniesieniu do modelarstwa redukcyjnego. Często kompletnie bez związku z tym odniesieniem. Ale to oczywiście opinia, warta najwyżej tyle co Twoja. Wiesz, to już powoli zaczyna być historia do wspominania, jak te o wystawaniu w kolejkach po matchboxy do CSH. One mają już osobne wątki na forum. Czas leci, żebyśmy się nie zdziwili... !
  25. Lepiej nie. W to nikt już nie uwierzy i resztki poważania pójdą w ... .
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.