Ja akurat bardziej od statystyk boję się procedur sanepidu, bo przy odrobinie szczęścia można władować się z całą rodziną na kwarantannę na około miesiąc. Robienie potem testów przez kolejnych członków rodziny to loteria.
Co do samego wirusa, to nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale ciekaw jestem jaki procent przypadków śmiertelnych to efekt Covid, a ile to śmierć z różnych przyczyn osób zainfekowanych. Dodatkowo o epidemii w Chinach usłyszeliśmy w grudniu (kiedy wymknęła się spod kontroli), w europie w styczniu (kiedy wymknęła się spod kontroli), a w Polsce w marcu (kiedy namierzono pacjenta 0). Wiadomo już, że wirus panoszył się wszędzie przynajmniej 3 miesiące wcześniej, a tłumy ludzi w lutym beztrosko emigrowały na ferie do Włoch. W regionie, w którym mieszkam na przełomie stycznia i lutego nastąpił wysyp chorób grypopochodnych, w szkołach i przedszkolach była połowa uczniów. Całe oddziały w szpitalu łącznie z personelem kichały i leciały i przeciwgorączkowych. Sam z całą rodziną byłem rozłożony blisko 3 tygodnie, a lekarze twierdzili, że to grypa i samo przejdzie. No i w sumie przeszło, choć męczyło niemiłosiernie. Z perspektywy czasu to samopoczucie i objawy pasowały jak ulał do Covid'a. A nikt wtedy nie panikował, nie zamykał zakładów i szkół.
A teraz głównie POZ i MEN najbardziej zagrożone, bo teleporady z domu i nauka zdalna (100% za siedzenie w domu) co niektórym bardzo pasuje.
To oczywiście moje subiektywne zdanie i oczywiście możecie się z nim nie zgadzać.