Troche duzo jak na pierwszy raz. Sam czolg w wersji styranej to dla mnie na przyklad duze wyzwanie.
Radziecka koncepcja udzielania pomocy na polu walki nie roznila sie specjalnie od innych z tego okresu. To oznacza, ze skoncentrowanie rannych byloby w polowym punkcie opatrunkowym albo w czyms co Niemcy nazywali Verwundetennest (chyba dobrze napisalem), "gniazdo rannych" - taki punkt gdzie sie zrzuca rannych zeby sanitariusze po nich przyszli. Skoncentrowanie rannych na polu walki byloby tylko gdyby ten czolg zostal trafiony w momencie, gdy podwozony oddzial z niego zsialad - np. granatem lub pociskiem odlamkowym. Ale wtedy to tam raczej nikogo do pomocy by nie bylo no i wymodelowanie takiej ilosci to troche za duzo. A z kolei punktu zbierania rannych czy opatrunkowego nikt normalny nie zorganizuje przy czolgu, zwlaszcza unieruchomionym - bo tam sie strzela.
Latwiej i realistyczniej moze byloby zrobic mniejsza diorame na poczatku, gdzie masz czolg z wieza zwrocona np. w prawo a do oslony jego lewej burty zolnierz ciagnie rannego. Wtedy ciagnacy to ten co w zestawie ciagnie taczanke a ciagniony to jeden z tych zeskakujacych (bedziesz musial troche poprzerabiac, ale niewiele). Czolg nie musi wtedy byc az tak styrany (moje osobiste zdanie jest takie, ze dobre styranie jest trudniejsze od zrobienia czystego modelu), scena ma dynamike a Ty mozesz sie skupic na modelu i dwoch figurkach, a nie 6-8, w zalozeniu z korzyscia dla jakosci wykonania. ;)
Tego z taczanka musisz w zasadzie tylko troche pochylic na jego lewa strone, bo co prawda PM1910 wazyl jakies 65 kilo (czyli tyle, co glodny Rosjanin), ale mial kolka a zolnierza sie ciagnie wiec sile trzeba przylozyc wieksza. Mozesz dac drugiego ratownika tego pochylajacego sie z wyciagnieta lewa reka (chyba tez oryginalnie zsiadajacy) i wymodelowac im jakas apteczke (albo rozwijany bandaz). Ciagniony to moze byc wspomniany zeskakujacy w plaszczu albo ten na kolanach z pepesza, zdejmiesz mu bron (polozysz obok) i przycisniesz rece do tulowia i bedzie wygladal jakby dostal w brzuch lub klatke, skoncentrowany na bolu i fakcie ze nie moze sie ruszac ale jeszcze kleczy i stawia opor ratownikowi. Kolejnych figurantow juz bym nie dodawal, bo standardowa odleglosc miedzy zolnierzami piechoty w natarciu to jest kilka - kilkanascie metrow minimum (jesli przeciwnik ma granaty). Gdyby to byla wspolczesna scena, to dwoch kolejnych mogloby prowadzic ogien zza zaslony czolgu.
Oczywiscie to tylko moje zdanie, ale jesli to ma byc pierwsza praca to lepiej nie przekombinowywac. Pisze z wlasnego doswiadczenia.