Andrzej Ziober
Użytkownicy-
Liczba zawartości
99 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Andrzej Ziober
-
II Nieoficjalny Zlot Posiadaczy Luksusowych Modeli 1/144
Andrzej Ziober odpowiedział net_sailor → na temat → Popularyzacja 1:144
Cyt: Istotą Zlotu jest zmasowany nalot modeli […], aby pokazać, że […] budujemy całkiem fajne rzeczy i jest tego dużo. […] Warto przekonywać organizatorów […] konkursów, że skala 1/144 nie musi być marginalizowana na konkursach pod postacią zapisu "1/72 i mniejsze". Bardzo słuszne założenia, niezbędne żeby modele w 1/144 faktycznie zaistniały na imprezach modelarskich jako pełnoprawna i, co jeszcze ważniejsze, równie interesująca kategoria, tak jak pozostałe skale! Jednak żeby było dużo takich modeli, to potrzebne są określone działania popularyzujące tę skalę. Liczny udział modelarzy w konkursach i wystawach towarzyszących może być jednym z elementów wzmacniających starania o - jak napisał net_sailor - poważne traktowanie modeli z tej skali. Ale potrzeba czegoś więcej, by zostało to osiągnięte. W wątku pt. „Popularność skali 1/144” napisałem, że: w tej przestrzeni pole do popisu dla „indywidualnej twórczości” jest ogromne. Szczerze mówiąc, napisałem tak, gdyż liczyłem na jakieś konkretne głosy w dyskusji, ale... chętnych nie było ?. A szkoda, bo temat wart jest dyskusji. Np. na sam początek może warto, żeby warsztaty i galerie modeli w 1/144 wróciły do głównych działów forum (Samoloty, Pojazdy, Okręty statki etc.), bo do działu Projekty grupowe/Popularyzacja 1:144 zaglądają ci co już robią takie modele, więc przecież wśród tych modelarzy popularyzować skali 1/144 już chyba nie trzeba? Na pewno natomiast trzeba popularyzować wśród "tych innych"! Ponadto może warto byłoby uruchomić jakiś tutorial pokazujący jak ładnie fotografować te małe modele, żeby na zdjęciach stanowiących duże powiększenia nie wyglądały niczym antyreklama tej skali? -
Podczas konkursów, na których wystawiano modele lotnicze w 1/144, starałem się nie tylko zobaczyć, jak je robią modelarze w różnych miejscach na świecie, ale przede wszystkim interesowało mnie, jakie są reakcje sędziów i widzów na takie modele. Porównywałem także różnice w zainteresowaniu tymi modelami, gdy były prezentowane w osobnej kategorii wystawienniczej i jako modele wystawiane we wspólnej kategorii razem z modelami w 1/72. W pierwszym przypadku sędziowie na ogół oceniali je tak samo, jak modele z innych grup, czyli mniej lub bardziej rzetelnie. W drugim natomiast bardzo często to widzowie poświęcali takim małym modelom sporo czasu, zaś sędziowie czasami wręcz je olewali, gdy tylko stwierdzili, że to 1/144! Można odnieść wrażenie, że nadal chyba dość często kojarzone są one z „prostymi sklejankami na jeden wieczór”. Nasuwa się wniosek, że w tej przestrzeni pole do popisu dla „indywidualnej twórczości” jest ogromne.
-
Ponieważ w tym dziale chodzi o popularyzację skali 1/144, to postanowiłem podzielić się tu moimi przemyśleniami dotyczących tej skali, ale odnoszącymi się tylko do modeli samolotów nie będących typowymi „pasażerami”. Kilka lat temu zacząłem bacznie przyglądać się modelom lotniczym w 1/144. Skąd wzięło się to moje zainteresowanie? Otóż chciałem sprawdzić, jakie są możliwości wykonania w tej kategorii modelu przełamującego dość powszechne wyobrażenie, że w tej skali nie da się zrobić imponującego swym wyglądem modelu, porównywalnego precyzją choćby do modeli w 1/72. Nie ulega wątpliwości, że podstawowa wada modeli w 1/144 wynika z małych wymiarów ich detali. Stąd ta dość powszechna opinia, że: a- w takich małych modelach nie da się zrobić wielu drobnych detali uatrakcyjniających ich wygląd; b- nawet jeśli się zrobi jakieś detale, to i tak je słabo widać. Sądzę, że jest szansa, iż ową wadę można zmienić na… zaletę. Myślę, że kategoria lotnicza 1/144 może się stać czymś takim, jak klasa C4 w modelarstwie okrętowym. Początkowo klasa ta przez modelarzy robiących duże modele była traktowana wręcz jako „mało ambitna” - do momentu, gdy pojawili się w niej modelarze robiący miniatury w 1/1000 w taki sposób, że szokowały swą niewyobrażalną precyzją. Wydaje mi się, że byłoby ciekawie, gdyby z tymi modelami lotniczymi w 1/144 stało się to samo.
-
Może jeszcze masz szansę zmienić ten zielonkawy kolor na silnikach.Ten Pegaz XX z Muzeum Lotnictwa Polskiego kolorystycznie nie jest dobrym wzorcem. To był wystawowy egzemplarz na Wystawę Światową w NY w 1939. Na Twoim miejscu zamieniłbym ten zielony kolor na ciemno stalowy. A głowice cylindrów i popychacze zaworów na czarny błyszczący.
-
Gdy czytam takie teksty to poprawia mi się mój modelarski humor ?, że jednak kolejni modelarze idą w kierunku takiego modelarstwa. Trzymam kciuki za realizację Twojego projektu i mam nadzieję, że – jak napisałeś – będziesz miał z tego uciechę.
-
cyt: jak to narzędzie ma ułatwić nitowanie po łukach? W tym sensie, że masz łatwiejszą kontrolę, by nie wyjechać poza miejsce, gdzie zaczyna się łuk.
-
Niezbędne oczywiście nie jest, ale gdy np. będziesz musiał zrobić przejścia linii nitów "po łukach" (np. w przypadku niektórych luków eksploatacyjnych) to jest to wygodne w użyciu. Ponadto za pomocą tego narzędzia dokładniej kończy się "rogi" krzyżujących się linii nitów. Więc myślę, że warto również kupić i te elementy.Ale decyzja to zawsze jest kwestia wyborów i możliwości finansowych.
-
Ja to robię trochę inaczej: najpierw wycinam cienkie paski (o szerokości elementów ramy oszklenia kabiny) z folii aluminiowej samoprzylepnej i maluję je na kolor wnętrza tego obramowania szklenia kabiny (można na nich także zrobić nitowałem imitacje nitów dla modeli w większych skalach). Potem przyklejam je do wnętrza oszklenia i od zewnątrz mogę malować ramki oszklenia właściwym kolorem lub zrobić je tak samo z folii aluminiowej. Zamiast folii samoprzylepnej czasami używam przezroczystej kalkomanii pomalowanej na kolor wewnętrzny obramowania i to samo robię z innym kawałkiem kalkomanii, malując go na kolor zewnętrzny. Potem wycinam paski i z nich składam obramowanie zewnętrzne i wewnętrzne. Wiem, że to trochę bardziej skomplikowane, ale dzięki temu nie trzeba robić masek do malowania oszklenia i efekt jest taki, że na modelu bardziej wygląda, jakby to były „prawdziwe” ramki oszklenia. No i nic nie prześwietla. Ważne jest tylko, żeby paski wycinać bardzo ostrym nożykiem.
-
Kibicuję Twoim zmaganiom z Łosiem (mój będzie dwa razy mniejszy ). Mam jedno pytanie: czy czarny numer serialu nie powinien być tylko z lewej strony kadłuba, bo wyczytałem taką informację. Masz może jakieś inne dane w tej sprawie?
-
Nawet bardzo wąskie paseczki papieru ściernego (np. 0,2mm) możesz przykleić taśmą dwustronnie przylepną do przyciętej wykałaczki lub zapałki i masz mikropilniczek. Taśma klejąca pełni rolę „gąbki” lekko amortyzującej nacisk. Takie pilniczki zrobione na wykałaczkach służą mi także do piłowywania i oszlifowywania nawet naprawdę „mikroskojnych” detali. Jeszcze też możesz skorzystać z kłębuszków zrobionych z waty mineralnej (szarej) trzymanych w pincecie. Ponadto, gdy szlifuję jakąś przestrzeń, to zawsze okolicę miejsca szlifowania przesłaniam taśmą samoprzylepną (Tamiya, 3M lub coś innego, byle klej był niebrudzący).
-
Mam pytanie: dlaczego część wnętrza pomalowałeś na kolor czarny? (chyba czarny, przynajmniej u mnie na laptopie tak wygląda). Jeśli to tylko takie wrażenie czarnego na moim ekranie to sorki.
-
Jeśli nie kierujesz światła diody bezpośrednio na oko, to nic Ci raczej nie grozi. No chyba, że całymi godzinami będziesz kleił… ale taka sytuacja jest raczej mało realna, bo żeby utwardzić kroplę Bondicu wystarczy naświetlać ją 1,5 do 3 sekund. Ale jak masz wątpliwości to kup okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV i będziesz zabezpieczony
-
No to jeszcze odnośnie Bondica. Na Bondic trafiłem jakieś 3 lata temu. Kupiłem zestaw startowy i dodatkowo dwa kartusze. Zużyłem ten z zestawu startowego i jeden z tych dwóch dodatkowych (często otwierając kartusze). Klej w obu opakowaniach do samego końca był przezroczysty. Trzecie opakowanie otwarłem teraz z ciekawości... i klej w płynie jest absolutne przezroczysty, zarówno przed, jak i po naświetleniu. Oryginalny kartusz sprzedawany jest w plastikowym opakowaniu z nadrukiem Bondic i na samym kartuszu też jest nazwa kleju. Piszę o tym, bo w jednym ze sklepów modelarskich widziałem kartusze bez nadruku. Solo, miałeś kartusz taki jak opisałem, czy bez nadruku? Może na rynku są już jakieś podróbki ?
-
Przepraszam za kontynuowanie tematu Bondic, ale o co chodzi z tym żółknięciem? Kiedyś na innym forum przeczytałem, że ponoć z czasem ten klej żółknie. Na użytek artykułu o zastosowaniu kleju światłoutwardzalnego (szczegóły dla zainteresowanych – patrz AeroPlan 1/2017) robiłem test z utrwaloną kroplą Bondicu i jak była przezroczysta, taką pozostała mimo kilku miesięcy ekspozycji na światło słoneczne. Znaczy nic nie pożółkła. Ponadto jakieś dwa lata temu zrobiłem z Bondicu klosz światła identyfikacyjnego swój-obcy w Sabre i jak dotąd też nic mi nie pożółkło.
-
Temat już był kiedyś dyskutowany, ale powtórzę. Możesz użyć kleju światłoutwardzalnego Bondic. Nie grozi zmatowienie owiewki. Klej ma taką konsystencję, że można go nanosić porcjami i użyć także jak szpachlówki do wypełnienia szczeliny. Wada – Bondic jest drogi (zestaw startowy 75 PLN), ale nie starzeje się (jeśli będzie przechowywany bez dostępu światła), więc starczy na wiele modeli. I można go zastosować także do innych celów (np. do robienia oszklenia reflektorów, świateł pozycyjnych itp.).
-
VII Chełmżyński Festiwal Modelarski 21-22 lipiec 2018
Andrzej Ziober odpowiedział aureliusz76 → na temat → Wydarzenia, Spotkania, Konkursy
Tomku! Wcześniej swoją wypowiedź sformułowałeś jednak inaczej i dlatego wspomniałem o ludziach, którzy jednak przede wszystkim jeżdżą po to, by spróbować zdobyć te puchary, a nie żeby sobie pogadać. Teraz z tą Twoją drugą diagnozą zgadzam się, bo statystycznie rzecz ujmując oczywiście masz rację, że ludzie startujący w konkursie MW stanowią dużo mniejszy procent, niż wystawcy klubowi, czy też indywidualni, nie zgłaszający modeli do konkursu. Natomiast co jest powodem, że ktoś bardziej preferuje wystawę, niż konkurs (lub odwrotnie) to mnie nigdy nie interesowało. Jednak ciężko mi uwierzyć, że jakiś facet przylatuje do Telford np. z Malty, Cypru, Grecji, czy jeszcze dalej, zza oceanu, jedynie po to żeby sobie z angielskimi kolegami pogadać. W zasadzie to słyszałem tylko o jednym takim przypadku faceta, który przyleciał na konkurs modelarski aż z Kanady do Anglii faktycznie tylko po to, żeby sobie pogadać o modelarstwie. Facet nazywał się Leonard Cohen. -
VII Chełmżyński Festiwal Modelarski 21-22 lipiec 2018
Andrzej Ziober odpowiedział aureliusz76 → na temat → Wydarzenia, Spotkania, Konkursy
Wojtekzina: Wotku, ale historia imprez polskiego modelarstwa redukcyjnego nie zaczęła się wraz podłączeniem Polski do Internetu. I wyciąganie wniosków tylko na podstawie obserwacji z podanego przez Ciebie przedziału czasowego może tworzyć świadomie lub przypadkiem różne urban legends, które potem „zaczynają żyć własnym życiem” w sieci. Nie o skalę tu chodzi! Przykład Telford (jedyny „światowy”, jaki potrafiłeś przytoczyć) jest kompletnie nietrafiony, bo to, że ktoś jest członkiem IPMS UK wcale nie znaczy, że automatycznie jest również organizatorem imprezy ModelWold. IPMS UK ma bardzo rozbudowane struktury, bo to nie tylko brytyjskie kluby lokalne, ale i SIG oraz inne grupy zrzeszone w IPMS UK, a nawet prywatne osoby z innych krajów. W UK startowałem nie tylko w Telford, ale w innych konkursach również, i ani razu nie spotkałem się, żeby organizatorzy także startowali w konkursie, a do tego o jednoczesnym sędziowaniu to już w ogóle trudno mi to sobie wyobrazić taką sytuację w tym kraju. Ale nie wykluczam, że może gdzieś... Gajowy z wąsami napisał: Nie wiem, czy ktoś robił jakieś badania „po co ludzie przyjeżdżają do Telford”, ale miałem przyjemność poznać wielu laureatów konkursu w Telford z różnych krajów i zaręczam Ci, że akurat ci ludzie jechali tam właśnie po to, żeby zdobyć te przysłowiowe „puchary i dyplomy”. Więc jeśli chodzi o konkretne motywacje ludzi startujących w konkursach w ogóle i w Telford w szczególności, to moim zdaniem jest to tak indywidualna sprawa każdego człowieka, że nie ryzykowałbym stwierdzenia, że modelarze jedynie przy okazji chcą pochwalić się swoimi najnowszymi pracami, i jeżdżą tam głównie po to, żeby sobie pogadać. Natomiast zgadzam się z Tobą, że konkurs jest tam jedynie dodatkiem do całego przedsięwzięcia i chyba coraz bardziej traci na znaczeniu. -
VII Chełmżyński Festiwal Modelarski 21-22 lipiec 2018
Andrzej Ziober odpowiedział aureliusz76 → na temat → Wydarzenia, Spotkania, Konkursy
Abstra:bip:ąc od meritum tej dyskusji, zdziwiły mnie dwa stwierdzenia: Jak już, to w naszym kraju nie 10 lat temu, ale lekko licząc dobrych 30 lat temu tak wymyślono. Wcześniej też starano się w miarę możliwości tę zasadę stosować, choć konkursów było mało i startujących w nich modelarzy też było dużo mniej, a sędziów jeszcze mniej. A mógłbyś na poparcie swoich słów napisać, w ilu tych największych światowych imprezach zaobserwowałeś to o czym piszesz? -
Może Ci się przyda ta strona (gdybyś jej przypadkiem nie znał): http://aviation-ancienne.forumactif.com/t7856-potez-54-derives tu jedno ze zdjęć: Powodzenia w budowie!
-
Rymulus, pokazałeś, że można samemu zrobić dużo więcej, niż to, co dostarczają wypraski zestawu. Włożyłeś w ten modele bardzo dużo pracy i udowodniłeś, że taka praca procentuje o wiele ciekawszym wyglądem modelu. Cieszę się, że również malowanie się powiodło. Gratuluję i życzę Ci rozwijania doświadczeń zdobytych podczas wykonania tego modelu.
-
Irek ma rację – to tylko „kwestia priorytetów i samozaparcia”. Jeśli ktoś ma te priorytety i wiele samozaparcia, to taki poziom osiągnie. Jeden prędzej, drugi później, ale osiągnie. Tu nie są potrzebne jakieś specjalne cechy fizyczne lub intelektualne, ani tym bardziej talent (już były kiedyś takie dyskusje, czy do modelarstwa potrzeby jest jakiś specjalny talent). Owszem, potrzebne jest doświadczenie. Ale te zdobywa się poprzez pracę i poszukiwanie, często żmudne, rozwiązywania problemów, o których również Irek wspomina. Jeśli ktoś tych priorytetów nie ma, to po prostu… nie będzie się starał robić takich modeli. Jeśli je ma to… patrz wyżej
-
Właśnie chodzi i o jedno i o drugie. Z mojego punktu widzenia ta cecha kleju światłoutwardzalnego jest warta „modelarskiego Nobla”. Czasami zdarzało mi się, że jakiś zespół bardzo drobnych elementów, których wykonanie zajęło mi kilkanaście godzin (albo dłużej) w trakcie przyklejania go z konieczności na styk (bo nie było możliwości zastosowania kołków i otworów ułatwiających precyzyjne przyklejenie we właściwym miejscu) przykleił mi się „krzywo”. Stosując jakikolwiek klej - nawet wolno schnący - zawsze był problem z usunięciem go w takiej sytuacji. W efekcie detal posmarowany tym klejem trzeba było robić jeszcze raz od nowa, a w miejscu gdzie miał być przyklejony trzeba było zabrudzenie klejem zlikwidować szlifowaniem powierzchni (co czasami było niewykonalne). W przypadku zastosowania kleju światłoutwadzalnego te problemy nie istnieją – zabrudzony detal myję pędzelkiem w wodzie i jest „jak nowy”, a zabrudzenie w miejscu klejenia – jeśli była to grubsza warstwa kleju - też można zmyć wodą. Proszę zobaczyć na zdjęciu z poprzedniej strony: te najdrobniejsze elementy można skleić tylko klejem nie reagującym z plastikiem (bo by je rozpuścił), ale jeśli jest to cyjanoakryl, to klejenie musi być idealnie precyzyjne – nie można popełnić błędu. Myślę, że mam spore umiejętności precyzyjnego klejenia , ale nie miałbym najmniejszych szans tak czystego sklejenia tych detali, gdyby to nie był klej światłoutwardzalny. Możliwości zastosowania do modelarstwa kleju światłoutwardzalnego i jego aplikacji opisałem w AeroPlanie 1/2017.
-
Ferret77 napisał: No właśnie o tę „wytrzymałość mechaniczną” mi chodziło. I jeszcze na dodatek o możliwość czystości klejenia. Ale nie będę się z nikim sprzeczał, kto ma inne zdanie.
-
Wikol nie klei plastiku, on go tylko „przyczepia”. Klejem cyjanoakrylowym można bezpiecznie kleić elementy przezroczyste (zwlaszcza bardzo cienkie), ale wymaga to odpowiedniej metody aplikowania „mikroskopijnych” ilości kleju. Dziś jednak mamy zdecydowanie lepszy klej do tego akurat celu, czyli części przezroczystych – światłoutwardzalny Bondic. Parę osób na forum już go polecało i trochę się dziwię, że jeszcze nie stał się podstawowym klejem do detali przezroczystych i do bardzo małych elementów klejonych na styk. Oczywiście cena jest wysoka, ale nie trzeba go używać „do wszystkiego” i wtedy jeden kartridż starcza na bardzo długo. Na zdjęciu dla przykładu detale klejone na Bondic, wprawdzie nieprzezroczyste, ale bardzo małe. I zero śladu klejenia. Tych najmniejszych „elemencików” żadnym innym klejem nie udałoby mi się skleić kompletnie bez najmniejszego śladu spoiny (zwłaszcza, że niektóre detale trzeba było trochę „poprzesuwać” zanim udało mi się je wpasować na właściwe miejsce. I żaden Debonder do wymywania nie był potrzebny.
-
No to się zrobiła dyskusja o rozciąganiu. Mam nadzieję, że Grzegorz nie ma nic przeciwko, że jeszcze coś dodam. Tego bym nie polecał. Nawet małą kropelką płonącego plastiku można się koszmarnie poparzyć. Ale pomijając już tę kwestię, taki rozciągnięty pręcik z zapalonego plastiku robi się kruchy i jeśli chcemy go potem zaginać pod wyraźnie zaznaczonym kątem, to ma tendencję do łamania się i ciężko coś tym zrobić. Bo chyba mówimy o próbie robienia z niego imitacji wiązek przewodów rozmaitych instalacji, często o skomplikowanym przebiegu w jakiejś przestrzeni luku lub przedziału, a nie o przyklejaniu jakichś kolorowych „pipancików” do modelu. Tego też nie polecam, bo nad takim niemal płynnym bardzo trudno zapanować (wyjdzie z tego najwyżej jakaś długa nitka grubości włosa). Po prostu, jak pisałem wcześniej, trzeba wyczuć właściwy moment i żeby go wyczuć, to trzeba trochę poćwiczyć.
