Skocz do zawartości

socjo1

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1 867
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    17

Zawartość dodana przez socjo1

  1. A ten B-52 to jakiś sensowny jest, czy trup w pudrze z krypty?
  2. socjo1

    Tempest Mk.V 1:48 Eduard

    Często tak właśnie było.
  3. Nie widzę obrazka...
  4. socjo1

    TS-11 Iskra 200 BR

    Śliczności!
  5. Jednakowoż, jak mówią inskrypcje z kolumny Trajana aby okręt pędził z taką prędkością, poza wiosłami i wiatrami atmosferycznymi Rzymianie musieli posiłkować się również wiatrem wytwarzanym przez załogantów. Z dobrych wiadomości, jak donosił Sedes z Bakelitu, przy takiej prędkości taran wówczas okazywał się zupełnie zbędny - w odróżnieniu od pasów bezpieczeństwa i poduszek powietrznych dla załogi. Jest to sytuacja zupełnie analogiczna do tej, którą opiewał tak znamienicie w klasycznym traktacie "Navigare necesse est, vivere non est necesse albo o pięknie żeglugi" Petrarka Jąderko: Pływał na triremie majtek Taki był wirtuoz sportu, Że na pale stawiał foka I wychodził z portu. A, h... oj!
  6. Arma? Airfix? @focus - podpatruję, to jeden z moich ulubionych typów.
  7. Poczekaj, aż się o psychodelicznym miśku wypowie Autor...
  8. Nie wywołuj Julka z lasu...
  9. Jak będziemy grzeczni, to jest zapewne szansa, że nas czymś jeszcze Kolega uraczy i ulubiona wieczorynka powróci. Tyle, że zamiast Kolargola będzie Reksio - chyba nie masz nic do Reksia???
  10. Sęk ju wery macz! Anglicy po I wojnie wprowadzili kilka nowych klas okrętów i nazywając niektóre z nich sięgali do dawnych tradycji epoki żagla. Mówiąc o tym nie sposób nie wspomnieć o SLUPACH - klasie okrętów które w latach '20 łączyły ze sobą cechy eskortowca i trałowca. I kto czytał sagę Patricka O'Briana o przygodach kapitana Aubreya lub serię hornblowerowską, powinien kojarzyć tę nazwę z epoką napoleońską. Zwieńczeniem klasy stał się wkrótce przed wybuchem wojny, typ Black Swan - wielkością, kształtem kadłuba, układem zabudowy i osiągami (prędkością, dużym zasięgiem) podobne do fregat River, za to o wiele silniej uzbrojone ( 6 dział 102 mm zamiast 2 dział jak na fregacie) - w czym z kolei były podobne do niszczycieli eskortowych klasy Hunt (ale od nich wolniejsze). Piękne i groźne Czarne Łabędzie odegrały swoją rolę w Bitwie o Atlantyk, tworząc choćby legendarną i superskuteczną 2 Grupę Eskortową pod wodzą geniusza i asa wojny przeciwpodwodnej - komandora Fredericka Walkera, ale jako projekt czasu pokoju, "Rolls-Royce'y północnego Atlantyku" nie były dostosowane do masowej i szybkiej produkcji. Ale zawsze warto popatrzeć na te piękne okręty: Na marginesie: Amerykanie, jak to Amerykanie nie komplikowali sobie życia tak mocno i stali się to wszystko ogarnąć jedną klasą niszczyciela eskortowego (róznice w "podklasach" były znacznie mniejsze niż w przypadku Brytyjczyków i ich slupów/fregat/niszczycieli eskortowych). Co ciekawe, wzorowali się przy tym na kilku rozwiązaniach brytyjskich i stąd np. na amerykańskich niszczycielach eskortowych charakterystyczne otwarte, wystawione na działania warunków atmosferycznych mostki, wielce angielskie w stylu. Kiedy zaś Brytyjczycy przejęli kilkadziesiąt amerykańskich niszczycieli eskortowych, nazwali je... fregatami. Uffff... - Nadążacie? (HMS Bickerton, fregata klasy Captain (w nomenklaturze brytyjskiej), czyli po amerykańsku niszczyciel eskortowy klasy Evarts bądź Buckley - zależało to od rodzaju napędu), Ikolejny przedstawiciel gatunku, ten akurat przerobiony na pływające stanowisko dowodzenia w czasie lądowania w Normandii, stąd choćby dodatkowy maszt i anteny) Nazwa korweta około 1939 r. została przyjęta w miarę naturalnie. Natomiast kiedy okazało się, że trzeba stworzyć większy eskortowiec - w pełni oceaniczny, wśród lordów Admiralicji zapanowała pewna konfuzja. Początkowo projekt nazywano korwetą dwuśrubową (twin-screw corvette - korwety miały jedną maszynę parową i jedną śrubę, zaś fregaty: po dwie, co widać np. na zdjęciach modeli na poprzedniej stronie), ale w końcu ktoś odkurzył termin: fregata. Trochę było przy tym kontrowersji, bo w erze żagla fregaty to były okręty pełną gębą, noszące np. po 50 i parę dział na dwóch pokładach, większe od nich były tylko liniowce, a tutaj mamy takiego bida-eskortowca budowanego na szybko gdzieś w stoczni handlowej z ledwo dwoma pukawami i przenaczonego głównie do uganiania się za makrelami Donitza. Ale się przyjęło i taka była droga powtórnych narodzin fregaty jako klasy - dziś jakże popularnej w marynarkach świata, a wkrótce miejmy nadzieję i w polskiej (Miecznik). Niedrogą i niezbyt skomplikowaną a fajną i ekfektowną opcją startu w świat okrętów, wydają się niszczyciele Dragona, niemieckie albo wznowione jakiś czas temu amerykańskie. Takie Gearing to już kawał przecinaka jest i ma bardzo bojowy wygląd! Choć nie mam pewności, czy są wciąż łatwo dostępne. USS Gearing, DD-710, 1945 (Dragon, 1/350) - Ready for Inspection - Maritime - Britmodeller.com Dobrze gada, polać mu! Jeśli to zrobisz, to będzie największa korzyść i dla mnie radość z prezentacji modelu na Forum. Innymi słowy, już szukam miejsca na widowni z piwkiem, a nawet na zagrychę otworzyłem puszkę sardynek: PS. Polecam Ci na Britmodellerze obejrzeć profil użytkownika robgizlu (podlinkowałem wcześniej) który kilka ma sporo pięknych korwet na koncie - warto podejrzeć.
  11. Bo cieszy mnie, że macie uciechę z wypatrywania moich różnych baboli. Jak wiadomo, nie ważne jest czy mówią dobrze, czy źle, ważne żeby mówili. Kalkomanie ze znakami zanurzeniowymi generalnie nie są łatwo dostępne (podobnie jak numery burtowe) i szyję z tego, co mogę wynaleźć po kątach lub czym dobrzy ludzie są skłonni się podzielić. W tej chwili nie pamiętam już dokładnie dlaczego tak zrobiłem ale zapewne alternatywą był brak czegokolwiek. I tak dalej i tak dalej... Skoro Wy macie uciechę, a mnie to szczególnie nie przeszkadza, to następnym razem też postaram się skonfrontować swój wytwór z obiektem rzeczywistym. Mi taki ogląd też dobrze robi, parę rzeczy widzę dopiero teraz. I to mnie bardzo cieszy, serio. Bo opisywanie tego wszystkiego trwa długo, więc fajnie że kogoś to interesuje.
  12. Warsztat z mnóstwem pożytecznych informacji, świetny model, ciekawy opis i wysmakowane fotografie. A także kubeł, dla uważających inaczej? Zatem raczej pozostanie pusty. Czegóż chcieć więcej? Aby Autur miał więcej czasu, by nas raczyć nas kolejnymi pracami!
  13. @Andrzej_LK @zaruk Dzięki, Marku za miły wpis. Też nie lubię tych barokowych, lśniących powygibasiunych gałek jako elementów podstawek do nowoczesnych okrętów. W istocie tam są dwie rurki: węższa i dłuższa jest w środku, wchodzi do wnętrza kadłuba który opiera się na szerszej i krótszej rurce, którą widzimy. Myślę, że to dobre rozwiązanie. Kolekcja będzie skoncentrowana na eskortowcach bitwy o Atlantyk (kałuża Śródziemna) ! Jest tam jeszcze sporo ciekawych typów i egzemplarzy, polonika, pojedynki pancernych kolosów... Jedyny wypad w bok jaki planuję to przedstawiciel krążowników plot. typu Atlanta / Jueau, który mi się bardzo podoba. Tak, Flowerka to Hibiscus (też dziękuję!). Poniżej wklejam link do warsztatu, dawno nieaktualizowany, bo 1. przez pół roku nie miałem głowy do modelarstwa 2. Dałem ciała z researchem i znów muszę demolować to, co zbudowałem i zmalowałem - te relingi ze szmatkami na mostku. Nieprzemyślałem, że Hibiscus miał przedłużoną tę platformę. Co mnie mocno sfrustrowało i zniechęciło na dłuższy czas, ale już dojrzałem do... Życzę Ci żebyś mógł zasiąść znów do modeli i okrętów, bo to była duża przyjemność i inspiracja, oglądać Twoje prace. Michał
  14. Dzięki. To były kolory popularne na północnym Atlantyku - bardzo skutecznie ukrywały okręty, zwłaszcza w... nocy, kiedy odbywała się wiekszość walk z U-bootami. Jak chcesz więcej się dowiedzieć na ten temat, to wyżej podaję link do swojego poprzedniego okrętu. Tam w dyskusji opisałem skąd to się wzięło i co to ma wspólnego z ... malarstwem oraz zdobyciem bieguna południowego. Nie ma co się martwić - po prostu natury nie oszukasz... No to może tak: FREGATA to pełnomorski eskortowiec wyspecjalizowany w walce z okrętami podwodnymi- stąd bardzo silne uzbrojenie przeciwpodwodne (bomby głębionowe) i niezłe przeciwlotnicze. Ma mieć duży zasięg (konwoje pływały przez Atlantyk), być dobrze żeglująca przy każdych warunkach i stabilną platformą dla uzbrojenia i załogi. A także... dawać szybko się budować w stoczniach cywilnych (cywilni stoczniowcy tez nie byli orłami jeśli chodzi o zaawansowane technologie okrętowe) , które w czas wojny zostały przestawione na produkcję okrętów. Stąd konieczność pewnego uproszczenia konstrukcji i stosowania w jak największym stopniu cywilnych technologii. Za to nie musiały być bardzo szybkie - wystarczało, że o kilka węzłów prześcigały wynurzonego U-boota. To wszystko co napisałem powyżej powodowało, że mozna było stosować cywilne silniki parowe (a nie turbiny parowe jak w "prawdziwych okrętach" np. niszczycielach, których prędkość sięgała 35-40 węzłów - a fregaty tylko ok.19). Stąd jako artyleria główna - tylko 2 działa 102 mm. Podobnym eskortowcem była KORWETA. Może czytałeś książkę/ oglądałeś film "Okrutne Morze"? Jego bohaterem jest właśnie korweta typu Flower. To od nich (około 1939r.) wzięła się idea budowy w stoczniach cywilnych prostych eskortowców w obliczu spodziewanej wojny. Od fregat korwety były mniejsze (i dalej zwykle są!), słabiej uzbrojone, miały mniejszy zasięg i prędkość. Miała jednak kilka zalet, kluczowych wówczas z punktu widzenia Wielkiej Brytanii: budowało je się najszybciej, w najmniejszych i najbardziej prymitywnych stoczniach i do ich obsadzenia potrzeba było najmniejszych załóg. Były to straszne "zapchajdziury" - kiedy pod koniec lat '30 brytyjska admiralicja zorientowała się, ze wybuchnie wojna, na gwałt zaczeła szukać małego i szybkiego w budowie eskortowca. Ostatecznie, postanowiono wykorzystać i zmodyfikować... kuter wielorybniczy (!). Projektowane były jako jednostki przybrzeżne ale z konieczności wzięły na siebie ciężar walki na Atlantyku w krytycznych latach 1940 - 1943. Zaś fregaty zaczęły wchodzić do walki dopiero pod koniec 1942 r. Były jeszcze NISZCZYCIELE ESKORTOWE, takie jak klasa Hunt (polskie Ślązak, Kujawiak, Krakowiak) i genralnie były to jednostki wielkości fregaty ale budowane przez stocznie wojenne. Były przeznaczone do współdziałania z "regularną" flotą, eskortowania "grubych szych" jak krążowniki, lotniskowce i pancerniki, musiały byś więc szybsze niż fregaty i ciężej uzbrojone (artyleria, często torpedy) choć wciąż mniejsze, wolniejsze i lżej uzbrojne od "zwykłych" NISZCZYCIELI (tzw. niszczycieli foty). I tak dalej i tak dalej, mam nadzieję że trochę rozjaśniłem... To jeszcze kilka fotek poglądowych Od góry wczesnowojenna korweta typu Flower (ok. 1940-1941) - model w budowie późnowojenna korweta typu Castle (1944-45) fregata typu River (1943) a jeszcze slupy, niszczyciele eskortowe i tak dalej. Ale to już innym razem. Pozdro, Michał @M.A.V. @marek d @laskonogi
  15. socjo1

    Mustang P-51D-25 1:72

    Powodzenia!
  16. I to jest bardzo dobre pytanie ! (nienawidzę, kiedy muszę to przyznawać. Kiedy tak mówimy, na polski oznacza to: Cholera, nie mam bladego pojęcia! Zapomniałem / wyparłem!) Ale spróbujmy zmierzyć się z zagadnieniem. Kiedy patrzę na foty prawdziwnego okretu i mojego modelu, to wychodzi mi, że coś mi się obsunęło na etapie wyznaczania pasów poszycia. Może poszły za nisko. Albo zielony płat kamuflażu uciekł za wysoko? W każdym razie, przyklejając kalki musiałem to zgrać z poszyciem (raczej nie malowaliby numerów wyjedżając na dwa pasy poszycia). No i wyszło, jak wyszło. Mogę tylko powtórzyć opisaną wcześniej dykteryjkę: No więc Szanowni Państwo, będziemy musieli nauczyć się tym jakoś żyć. I Pan Prezes też. A ja - spalić całą dokumentację. Bez niej żyje się prościej. Za to chyba dorobię widoczne na zdjęciu brakujące żurawiki na pokładzie dziobowym i pakunek na osłonie przedniego działa 102 mm.
  17. Stary, dobry Gała wrócił. Po pierwszym poście bałem się, że Cię podmienili, Wasza Upierdliwość! Kamień z serca.
  18. UWAGA: Przepraszam, że zamieszczam post pod postem - ale poprzedni (część2: zbliżenia i detale) był ogromną kobyłą, więc trudno byłoby jednoczesnie Wam odpowiadać. Ogromne dzięki - pochwała od Ciebie wiele znaczy, zwłaszcza że w czasie budowy głównie zaliczałem od Ciebie tzw. przyjacielskie bęcki. Moja ulubiona to o linkach wyglądających "jak wyprute z gaci". Obszar do poprawy oczywiście wciąż jest. No cóż - niedarmo Zaruski 90 lat temu pisał o "tradycyjnym polskim wodowstręcie". Widac to po frekwencji w dziale szkutniczym. Tym większe podziękowania dla wszystkich, którym chce się tu choćby zajrzeć, coś napisać lub zostawić reakcję. Zaruk ma na myśli Roba z Britmodellera. Jeśli lubicie oglądać piękne prace to zajrzyjcie na zakładkę z jego pracami. Nie są jakoś dziko zdetalowane, ale bardzo harmonijne i jakieś takie... poetyckie. Pewnie dlatego, że to rzeczywiście jest chirurg wzroku. Taak, rzeczywiście konfrontacja ze zdjęciem ujawniła kolejnych kilka niedociągnięć. Może je poprawię (te dot. braków drobnego wyposażenia), a może nie - tak można się bez końca kręcić wokół własnego ogona . Tak jak pisałem, niekoniecznie od razu trzeba się rzucać na dzikie waloryzacje. Okręty prosto z pudła, moze z dodatkiem relingów też potrafią cieszyć wzrok. Można też poszukać czegoś np, w skali 1/144. To jak, historia jeszcze?... Michał
  19. UWAGA: W poprzednim poście pokazywałem rzuty ogólne. Tutaj wchodzimy w świat ujęć i powiększeń rodem z kolonoskopii mózgu a więc perspektywy której na ogół nie doświadczamy oglądając rzeczywistość okiem nieuzbrojonym. W moim odczuciu, model sprawia wrażenie intensywnie wypełnionego różnego rodzaju wyposażeniem. To dlatego, ze jednostka, która sobie wybrałem, była właśnie taka. Urządzenia trałujące, pełen komplet 8 bocznych miotaczy bomb głębinowych oraz 12 przeciwlotniczych Oerlikonów to unikatowa konfiguracja. Do tego dochodził atrakcyjny kamuflaż "Western Approaches" (odsyłam do mojej galerii HMCS Copper Cliff), barwna historia okrętu - więc wybór konkretnej jednostki do przedstawienia narzucił się właściwie sam. Jak już pisałem, model jest całkiem przyjemny i nowocześnie zaprojektowany, jednak był tylko bazą wyjściową do przeróbek i detalizacji. Chyba najlepszą tego ilustracją będą poniższe zdjęcia z warsztatu: Oczywiście, prace znacznie ułatwiły gotowe dodatki. Kiedy modelowałem z pięć lat temu poprzedni okręt, wiele czasu i sił zajęła tradycyjna waloryzacja części zestawowych lub odtwarzanie detali metodą "od podstaw". Przy fregacie miałem gotowe do wymiany części wysokiej jakości. Oczywiście, wśród dawców podrobów królowali nowozelandzki Micromaster (absolutnie najlepsza jakość dodatków) oraz Black Cat z Francji (klasę niżej, ale wciąż bardzo dobry wybór. Niestety, jego części wymagają likwidacji widocznego "schodkowania" - pozostałości po druku 3D). I tak całe uzbrojenie, winda maszyna trałowa wraz z pływakami i żurawikami, skrzynie: amunicyjne i inne, szalupy, tratwy i korkowe pływaki pochodzą od tych dwóch firm. Mając zgromadzone zawczasu rożnego rodzaju waloryzacje, korzystałem też z wyrobów innych producentów. Świetne wyposażenie mostka oferuje NorthStar Models, podobnie jak kotwice, łańcuchy to chyba Trumpeter. Pewnie coś było i od L'Arsenal i kilku innych. No i oczywiście, tak jak wspominałem: fakturowany podkład by Blacman i ShelfOddity! To nie znaczy, że wszystkie dodatki podobały mi się. Niekiedy warto było zmiksować ze sobą dwa zestawy, albo zmodyfikować inaczej. Wydruki - Oerlikony pozbawiłem przygrubych osłon i przykleiłem cienkie blaszkowe z Abera. Blaszkowe żurawiki miałe piękne bloczki, za to bardzo nie podobała mie się ich płaskość. Dlatego pociąłem je i wykorzystałem same bloczki, trzony zastępując drutem i dodając obejmy. Korzystanie z firmowych dodatków nie załatwiało wszystkiego. Po konfrontacji z fotografiami i planami wykonałem od postaw całkiem sporo różnych elementów. Były to m.in. daszek na rufie nad bębnem trału magnetycznego, grill nad kominem, grzybkowy wywietrznik na pokładzie na śródokręciu, różnego rodzaju konstrukcyjne podpory i wzmocnienia, szafki na mapy sygnalizacyjne, schowki na prowiant i warzywa i pociski do wyrzutni pocisków głębinowych "Jeż", część wyposażenia do trałowania min na czele z "wypuszczaczem" - charakterystyczną "bramką" na samej rufie. Maszty wykonałem z mosiężnych drutów, olinowanie to świetne nici Uschi (to samo, co za wyższą cenę oferuje Mig) oraz cieniutki drucik od Shelfoddity (zwisające anteny między masztami). Oczka imitujące bloczki linowe na rei są z zestawu L'Arsenal (podobne produkuje wiele firm, jako ucha do samolotów z I wojny). Lampy na rei służyły do komunikacji w czasie nocnych operacji trałowania, zrobiłem je z wyciągniętych przeźroczystych ramek. Na koniec, mam pytanie. Co to były fregaty i po co były? Zasadniczo nie były to korwety, jakie każdy kojarzy choćby z "Okrutnego morza". Ani nie były to niszczyciele - nawet eskortowe. I z czegoś taki podział - i nazwy wynikały. Jeśli chcecie o tym poczytać, tak jak wcześniej mogliście poczytać historyjki o historii w poprzednim wątku galeryjnym, poświęconym korwecie "Copper Cliff", zachęcam do polubienia wątku, lub słownej deklaracji. Pisania dużo, ale czy będzie komu czytać?
  20. Jak na prawdziwego Polaka przystało, nie znam się ale chętnie się wypowiem: raczej będzie.
  21. Odpowiadam na zadane mi przez PW pytanie o tabliczki. Po pierwsze, się nie ma co wstydzić pytania. Jest jak najbardziej zasadne, a wiedza może się komuś przydać. Podobno nie ma gupich pytań, są tylko gupie odpowiedzi. Sam pierwszy raz zamawiałem tabliczki i nie bardzo wiedziałem, jak się do tego zabrać w gąszczu możliwości - a finalnie wyszło szybko, niedrogo (wiem, to relatywna kwestia), fajnie i bezproblemowo. Ostatecznie zrobił mi to Pan z Gliwic znaleziony trochę na chybił-trafił na Allegro. Jego nick to marcus512 . Polecam. Mam do niego telefon, ale ewentualnym zainteresowanym podam go tylko przez PW, to oczywiste. Najpierw określiłem (konsultując z Żoną!), jaka wielkość tabliczek powinna być OK jako standard do moich prac. Zrobiłem sobie papierkowe przymiary i sprawdzałem. Wyszło, że 3 x 8 cm będzie OK. Potem ustaliliśmy, że najlepszy kolorek to będzie jakiś (niestety) pazłot z fakturą i ramką - żeby odrózniało się od jasnych podstawek modeli. Ale też i nie wprowadzało nowych, nigdzie nie obecnych kolorów (jak czarny, czy stalowy ). Na Allegro Panów Grawerów wyskakuje pierdyliard. Dlatego zawęziłem obszar możliwości wpisując "tabliczka 8 x 3". Z samym panem współpraca była całkiem fajna. Pokazałem mu o co generalnie chodzi, pokazując na wzór jedną z galerii znalezionych na Britmodellerza z tabliczką, która mi się podobała. Przesłałem plik tekstowy, a Pan dobrał wielkość i krój czcionki - podpasowało mi to. Potem dostałem projekt do akceptacji i poprosiłem o trzy poprawki w kolejnych "obrotach". Zażyczyłem sobie niewielkiego zmniejszenia czcionek w dwóch dolnych rzędach i nieco innych odstępów miedzy poszczególnymi wersami. W mojej opinii wyszło to finalnemu wyglądowi na dobre. W skali mikro, przypominało mi to bardzo proces wysyłania, poprawek i akceptacji tekstów na muzealną wystawę. Oczywiście, starałem się też uszanować czas Pana Grafika i "nie przeginać pały" z modyfikacjami. Pierwszego dnia ustaliliśmy co i jak, kolejnego dnia tabliczki zostały wyprodukowane, zapakowane i wysłane InPostem, Finalnie wyszło ok. 20 zł/szt. Pewnie mozna inczej, szybciej, taniej, ale ja chciałem po prostu beezproblemowo i prosto. Żeby w takim tempie moje modele powstawały ... Mamnadziejezepomogłem
  22. socjo1

    Tempest Mk.V 1:48 Eduard

    Czasem warto a czasem nie warto. To zależy na czym, kto, gdzie ile i kiedy. Oj, poziom abstrakcji niektórych Twoich pytań wprawia mnie w konfuzję. Z sympatią pozdrawiam, życzę konstruktywnej rozkminy i zmykam do swojej nory! Michał
  23. socjo1

    Tempest Mk.V 1:48 Eduard

    Jest taki wątek na Forum , "Zamienniki chemii modelarskiej", czy coś. Króluje tam kolega HKK, którego warto pytać o różne sprawy.* Idąc za jego cenną radą, zanabyłem na Allegro literka octanu butylu (bodajże), tyleż samo acetoniku, mieszam to w proporcji pół na pół i mam tego sex on the beach do emerytury w cenie śmiesznej. A pytania o zużycie na hektar, przestały nurtować mą duszę. Bardzo przyjemnie Ci wychodzi ta dłubanina, tak 3V! *Wywołuje się tego Dżina Czcigodnego z butelki po rozpuszczalniku, gdzie przesiaduje, zaklęciem następującem: "maluję Hataką pomarańczową, czyli lakierem celulozowym, zaś nie znoszę wodorozcieńczalnych winyli". Wnet wówczas się pojawi. Na podobnej zasadzi,e prosto z Irlandii przyfrunie niechybnie Kolega @Szydercza Gała, kiedy zaprezentujesz na Forum swoją śrubę napędową w pełnej krasie. Mnie zaś należy wołać: "taś, taś kanadyjka, cip, cip narty"...
  24. W końcu tabliczki dotarły do kapliczki. ... a model został sfotografowany i opisany. Jednym słowem - zapraszam do GALERII. Dziękuję za uwagę i wszelką pomoc. Michał
  25. (foto z zasobu online Imperial War Museum) Witajcie, Zamiast płoszących zwierzaki fajerwerów i porannego ciężkiego kaca, uczczę Nowy Rok nową galerią. Przed Wami HMS Jed - fregata typu River. Jako jedna z pierwszych jednostek tej klasy, została wcielona do służby pod koniec 1942 r. Kilka miesięcy później szala zwycięstwa w bitwie o Atlantyk zaczęła przechylać się na stronę Aliantów, a okręt wiosną i latem 1943 r. brał udział w zaciętych bitwach konwojowych. Praca przedstawia fregatę własnie z tego okresu. Jest to mój drugi model okrętowy (nie licząc podwodniaka U-boota typu XXI), więc wciąż sporo się przy nim nauczyłem. Bardzo dziękuję Wam za wsparcie i uwagi, w szczególności Markowi @donalyah00 (Marek wie za co!), Michu @Szydercza Gała, Grzechu @blacman za super blachy z perforacją antypoślizgową na pokład które możecie nabyć w Shelf Oddity (od ryfli grzechocze paszcza ze śmiechu - dzięki, Grzechu!) Dziękuję też Zbyszkowi @M.A.V. - Zbyszku: i Marcinowi @zaruk. Co do samego modelu - to bardzo fajny produkt, dobrze zdetalowany, bez schodków typowych dla modeli będących wydrukami 3D. Na pewno trzeba uważać na przylepność farb do żywicy. Mi, mimo odtłuszczenia i zastosowania podkładu z Surfacera, farba odrywała się całymi płatami. Lepiej, choć nie idealnie trzymał podkład z Alclada (Microfiller). Koledzy na Britmodellerze do wyczyszczenia żywicy radzą stosować specyfik do... mycia łańcuchów rowerowych i następnym razem chyba tego spróbuję. Merytorycznym felerem jest pomylenie przez producenta konfiguracji uzbrojenia dodatkowego, nieprawidłowy kształt platformy na działka p-lot czy brak grilla na kominie ale o tym więcej przeczytacie tutaj: czyli w warsztacie. Przy okazji jeszcze raz podziękuję chłopakom z Inowrocławskiego Stowarzyszenia Modeli Redukcyjnych którzy sprawili mi piękną niespodziankę na warszawskiej Babierybie. Mimo że mój niewielki model prezentowałem wystawowo, a nie konkursowo, postanowili przyznać mi wyróżnienie. Panowie - sprawiliście mi ogromną radość i nawet odrobinę... wzruszenia. Momenty, jeśli sobie publika życzy? - będą później. Michał Życzę Wam, Waszym bliskim, protegowanym oraz poplecznikom, Najlepszości i oby Nasze modelarskie plany udało się zrealizować choć w połowie!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.