Skocz do zawartości

socjo1

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1 848
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    17

Zawartość dodana przez socjo1

  1. Jeszcze drobna uwaga do wzoru 2 , jeśli się da. Te "korytarze - listwy" układały się wzdłuż okrętu. Nie jestem pewien, czy na blaszce są one wzdłuż jej dłuzszej krawędzi. Byłoby super, bo to by umożliwiło jej prawidłowe położenie na większych powierzchniach, tak jak na zdjęciach:
  2. No i dobrze, że szukają. Z czegoś trzeba popłacić medykom, strażakom i nauczycielom. Czemu nie z naszego kaprysu, przyjemności, luksusu czy jak inaczej by tego nie nazwać? Jak stać nas żeby dać te 100 dolarów za nasze zabawki czy książki (ostatnio przecież przekonywaliscie że to żaden piniondz), to te kilka - kilkanaście więcej robi taką różnicę? (nie będę ciągnął tego wątku, bo wiem że ma duży potencjał wybuchowy a zerowy merytoryczny, ale skoro wilk został wywołany z lasu, to spójrzcie na to też z tej strony...) Aaaale, przy okazji spytam też konkretniej. Jak do tej pory, dwa razy nikt nie zainteresował sie paczką z Nowej Zelandii do mnnie, no ale jak mowią do trzech razy sztuka. W procentach wiele sobie życzą daniny? Rozumiem, że od wartości towaru, a nie + przesyłka?
  3. Ileś razy go oglądałem i ... zawsze warto jeszcze raz. Pięknie wykonany i pięknie sfotografowany. Przyjemna, minimalistyczna podstawka która nie odwraca uwagi od meritum. Malowanie figurkek to wisienka na torcie dzieła. Kotlet który warto odgrzewać i wciąż smakuje!
  4. Z Czarnego Kota HMCS Agassiz oraz HMS Begonia: Już dostępne. A w zasadzie - już chyba niedostępne. W każdym razie - po khm, khm - 100 eurasków... Dla tych których cena nieco przerasta, Black Cat zapowiedział waloryzacje "cząstkowe", przygotowane pod model Miraża.
  5. To i ja chciałbym oficjalnie odbić od kei. Z tym: Slup kasy Modified Black Swan, żywica ś.p. White Ensign Models, 1/350. Slupy ze swoją długością ok. 90 metrów były porównywalne z fregatami River (prostszym w konstrukcji, słabiej uzbrojonymi i wyposażonymi - widoczna jest na powyższym foto), czy niszczycielami eskortowymi Hunt (mniejszy zasięg, większa prędkość). Co ciekawe - Amerykanie całą tą czeredę obsługiwali jedną klasą okrętów, niszczycielami eskortowymi. Black Swany były silnie uzbrojone: 6 dział 102 mm, do 10 Oeerlikonów 20 mm lub 2 poczwórne pom-pomy 40 mm lub 2 podwójne Boforsy 40 mm z systemem kierowania ogniem (HACS). Do tego dwie zrzutnie bomb głebinowych i nawet do 8 bocznych miotaczy. Nic wiec dziwnego, że nazywano je "Rolls Royce'ami eskorty". Największą sławę zyskały służąc w 2 Grupie Wsparcia (2nd Escort Group) pod dowództwem słynnego U-boot-killera - Frederica Johna Walkera (o czym może w następnych wpisach, aby Was nie zanudzić). Zbudowano łącznie 37 okrętów klas Black Swan oraz Modified Black Swan. Ich łupem padło aż 29 U-bootów. Sam "Starling" (czyli nasz niepozorny szpak)- dowodzony przez Walkera - wziął udział w zatopieniu 11 okrętów podwodnych, co czyni go jednym z najskuteczniejszych okrętów II wojny światowej. Model to typowy wytwór spod znaku (nomen omen) White Ensign. Super że jest, ale aby osiągnąć zadowalający efekt, należy włożyć weń sporo pracy (i dodatków). Detale mocno spod znaku kluchy (sponsored proudly by Makaron Babuni!). Chociaż Anglicy wciąż się jarają, no ale co się dziwić, jak się całe życie pod prąd zapycha a do obsługi wody w wannie potrzebuje dwóch kranów? Zresztą sami popatrzcie: Na osłodę mamy dwie spore blachy: No i oczywiście gluty części z białego metalu. Naprawdę nie zasługują na lepsze zdjecia. Wyglądają jak części trawione... pardon, (prze) trawione przez psa! Nawet ich nie wyciągam z wora. Jedyne co można zawołać na ich widok to: Niech żyją Micromaster, Black Cat Models, North Star i Master Models!!! Jak już widzieliscie moją korwetkę w galerii i oglądacie fragatę w warsztacie, to z grubsza wiecie czego się spodziewać. Zabawa podobnymi klockami, podobne detale konstrukcji i patenty. Rozruch będzie raczej powolny - na razie koncentruję się na fregacie, poza tym na początku budowy zawsze bardzo pracochłonne jest studiowanie dokumentacji i planowanie prac... DOKUMENTACJA Historia slupów została wyczerpująco przestawiona w książce Arnolda Hague'a British Sloops 1926-1946. Około strony opisu losów każdej jednostki, plus jedno--dwa ogólne zdjęcia każdego okrętu. Niestety zdjęć żadnych detali, ani planów - nie uświadczysz. Książka ma również wersję rosyjskojęzyczną, raczej mocno piracką. Stoczniowe plany Black Swanów (niezłej jakości reprograficznej) znalazłem w: Atlantic Escorts Davida K. Browna (plan HMS Whimbrel - pol. kulik mniejszy - uzbrojony w 2x podwójne Boforsy) British Warships of the Second World War Johna Robertsa (wśród kilkunastu zamieszczonych tam planów jednostek różnych klas mamy plan HMS Starling). Plany Starlinga mozna znaleźć również w "Modelarstwie Okrętowym" natomiast nie mam tego czasopisma. W 2020 wydano również książkę ze stoczniowymi planami "Black Swan Class Sloops: Detailed in the Original Builders' Plans" PS. Mam wrażenie, że po tym obkręcie będę potrzebował odpoczynku od paradygmatu"angolski eskortowiec - z brytolskiej żywiczki - lub na odwrót". Zaczyna być to jakiś uzależniający przepis na toksyczny związek... Coś trzeba będzie w swoim życiu zmienić!
  6. Wszystko idzie znacznie wolniej niz myślałem - ale najważniejsze, że nie stoi w miejscu. Niestety, ostatnimi czasy zdrowie się nieco sypło i po prostu nie mam wiele sił, a poza tym, kiedy tylko wymykam się do swojej dziupli, zaraz daje się posłyszeć tupot małych stóp i głos "Tata, pomodelujemy?" No i jak tu takiemu małemu molestatorowi odmówić? No nie sposób się opędzić. Zwłaszcza, że własny... No więc najsampierw trzeba pańszczyznę odrobić, a dopiero później bierzemy się za swoje. Oczywiście, tak naprawdę - bardzo mnie cieszy, że syn chce spędzać ze mną czas i dzieli ze mną hobby. Przejdźmy zatem do rzeczy. Z pokładów zdarłem prawie wszystkie skrzynki i inne detale. Pozaślepiałem różne schodnie etc. Niezastąpiony przy tym były dwa zestawy piłek Hasegawy Trytool TP-3 i TP-4 oraz dłuto modelarskie Trumpetera. Dzięki nim mogłem siegnąć nawet w miejsca które są trudno dostępne. Używając tych piłek nie zostawia się prawie śladów piłowania, ale w kilku miejscach niezbędne było jednak wyszlifowanie śladów po obróbce. Szlifowałem przy użyciu mikropilniczków RB-models które mocuje się do skalpela, można je poodginać i są bardzo wąskie. Równolegle pracowałem nad detalami: Jak widzicie, zdewastowałem całkiem sympatycznie wyglądający mostek. Niestety, to co zproponował producent (ponownie) nie odpowiadało dokumentacji - ani planom, ani zdjęciom. Co dalej? - położyłem drewniany pokład na mostku oraz przygotowałem jego nową przednią ścianę (do przygotowania skomplikowanego kształtu dewnianego pokładu bardzo przydatny okazał się stary, dobry papier milimetrowy). Jeśli chodzi o mostek, to jeszcze sporo pracy przede mną. - zdetalizowałem podstawę radaru - poprawiłem obrys nawiewnika maszynowni (znacznie bardziej zaokraglone narożniki) - wykonałem grill na wylot komina (z miedzianego drutu). Trudno uwierzyć, ale tak charakterystycznej części zabrakło na blaszce! - z mosięznej rurki wykonałem nowe mocowanie komina - kopułka ASDIC (sonaru) - żywiczne wały napędowe zastąpię metalowymi Luki zamieniłem na blaszkowe, wyrównałem bardzo niestarannie wykonane pokrywy świetlików nad kambuzem i dodałem tam iluminatory (zestaw North Star) Otworzyłem i pocieniłem detale na pokładzie (chyba to są jakieś windy do łodzi). Równolegle przygotowywałem kadłub do malowania. Kilka warstw surfacera i mozolne szlifowanie powierzchni. Kiedy już wszystko było gotowe, zacząłem odtwarzać imitację pasów poszycia. Na kadłubie narysowałem linie pomocnicze, następnie nakleiłem przycięte pasy z taśmy Tamiya. Pięknie było, ale się skończyło, kiedy chcąc coś poprawić przy ułożeniu Taśmy, zacząłem ją odrywać. Easy come, easy gone... Decyzja mogła być tylko jedna: Jeszcze raz podkreślę - był to podkład surfacera, nakładany aerografem. Poradziłem się kolegów na PWM, co zrobić z tym fantem i jak zapobiec takim niespodziankom w przyszłości. Odpowiedzi było kilka - farba Tamiya, podklad do żywic od Gunze (Mr. Resin - niestety już nieprodukowany), grzanie żywicy na kaloryferze lub surfacer ale w sprayu. Ostatecznie, przypomniałem sobie o jeszcze jednym specyfiku w swoim składziku. Smród był bardzo obiecujący, zaś model nabrał cokolwiek diabolicznego charakteru... Podkład Alclad był strzałem w dziesiątkę (oprócz tego, że urywał nos). Dobrze się szlifował, miał twardą i gładką powierzchnię, no i przede wszystkim - mocno trzyma się żywicy. Potem na szczęście już obyło się bez przygód - znowu linie, znowu taśma, natrysk Surfacerem żeby stworzyć krawędzie linii. Na koniec zaznaczyłem linię wodną i namalowałem ją na czarno oraz zamaskowałem taśmą (co było widoczne na zdjęciu powyżej). Mała dygresja: Na zdjęciu produkt Hobby Zone. Kupiłem go z myślę o rysowaniu linii wodnych, ale miałem nadzieję też, że uda się nim zawalczyć wiecej. Chciałem wyrysować pionowe linie w kadłubie samolotu (Sunderlanda), aby móc potem odtworzyć wręgi. Niestety przyrząd nie pozwala na wygodne wysuwanie / wsuwaniaeołówka więc jest do tego celu bezużyteczny bez jakiejś głębszej modyfikacji. Dziś raczej sięgnałbym po pdobny wytwór RB Model (mimo wyższej ceny). Przede mną wreszcie malowanie! Mam nadzieję, że przygód już będzie mniej...
  7. Interesuję się wczesnymi "błotniakami" (tłumaczenie nazwy Harrier), więc tylko o nich mogę się wypowiedzieć. Kiedyś robiłem falklandzkiego GR.3 z Hasegawy i wspominam go mile. Możesz sobie go obejrzeć tu: https://pwm.org.pl/viewtopic.php?f=13&t=17414 Jeśli chodzi o FRS.1 to Italka jest dobrym modelem, Airfix też - ale ma bardzo szerokie linie podziałowe, co psuje efekt. Na forum niebieskim (PWM) w dziale konkursowym alex - specjalista od Falklandów - prowadzi bardzo sumiennie warsztat porównawczy, warto go śledzić.
  8. Pamiętaj, że kiedy trzon eskorty stanowiły korwety (ok. 16 węzłów) , wszelkiej maści kutry (w tym pożyczone od US Coast Guard), to mogły sobie przeciwnika goooo... i jeszcze trochę ... oooonić. Z kolei US czterofajkowce miały promień skrętu o ile dobrze pamietam rzędu conajmniej krązownika i U boot był w stanie je łatwo wymanewrować. No więc siłą rzeczy strzelali ile mogli i jak mogli. Natomiast skutki bywały różne - relacje wspominają, że pociski często się ześlizgiwały po obłościach kadłuba, w dodatku stal z którego był zrobiony miała bardzo dużą twardośc i nie bbyło łatwo osiągnąć penetracji. Kapitan MacIntyre sie pięklił, że absolutnie nieskuteczna była artyleria amerykańskich niszczycieli eskortowych (działa 3"/50 czyli 76 mm). "Kwiatki" z kolei kołysały się nawet na mokrej trawie, jak mówiło popularne powiedzonko. Za to raporty alarmowały, że powyżej 4 stopni Beauforta ich skuteczność jest bardzo mocno problematyczna - tak jako platformy do strzelań artyleryjskich, jak i do działań przeciwpodwodnych (skuteczność asdicu, stabilność odpaleń z miotaczy b.g.). Dodatkowo - podkreslano, że choroba morska załóg jest na tyle częsta , że stanowi powaznym problem zmniejszający efektywność walki. Wady te zmniejszono lub zlikwidowano na większych jednostkach - niezrównane pod tym względem były fregaty River, również jednak mniejsze Castle stanowiły znaczący postęp (choć żadna z nich nie imponowała prędkością - skutek zastosowania napędu - tłokowego silnika parowego). (DYGRESJA: rozmiar nie był automatycznie związany z lepszą praca na fali: amerykańskie nisczyciele eskortowe były bardzo krytykowane były przez Anglików za bardzo szybką i "nerwową" charakterystykę przechyłów). Dodatkowo, tak jak pisałem , opracowano "sharka" - specjalny, ciężki pocisk który m.in. miał nie rykoszetować. Miał bbyć używany na bliskim dytansie, używając go, miano celować w kadłub U-boota pod linią wodną. Pozdrawiam, Michał.
  9. Tak, 1/350 - myślę, że zainteresowanie będzie większe niż jednoosobowe ;-)! Wielkie dzięki!
  10. Tego typu akcje były dość częste w pierwszej połowie wojny, gdy taktyka U-bootów zakładała ataki na powierzchni, działania okrętów eskorty nie grzeszyły skutecznością, a nasycenie alianckim lotnictwem było znikome. Black Swany z grupy eskortowej dowodzonej przez Walkera też taranowały, pamiętam że czytałem u Blaira, że zdarzył się przypadek, że jeden z Niemców nawet przeskoczył na pokład eskortowca. Choć to trudne do uwierzenia. Jeden z oficerów Royal Navy był tak niskiego zdania o umiejętnościach swoich kolegów z Kanady (co było splotem wielu czynników, m.in. ubogiego wyposażenia korwet produktowanych w Kanadzie) , iż pisał, że w ich przypadku taran pozostaje najskuteczniejszym środkiem walki. Właśnie dlatego na wprowadzanych od 43/44 nowej generacji eskortowców (jak na pokazywanej przeze mnie w galerii korwecie) armata była montowana na specjalnej platformie. Oczywiście, miała ona na celu podniesienie działa i zmniejszenie zalewania przez fale, ale kształt platformy i jej wyniesienie ponad szerszy pokład miały umożliwiać też oddawanie strzałów na bliski dystans, przy ujemnych kątach podniesienia (wprowadzono też specjalne pociski typu Shark, skuteczne w przebijaniu kadłubów U-bootów). W praktyce rzadko kiedy wykorzystywano tę cechę, bo w drugiej połowie wojny nie dochodziło juz do tak zaciętych starć na powierzchni...
  11. Te foty z Assinaboine widziałem wcześniej - naprawdę niesamowity dramatyzm z nich bije, zresztą jak z całej akcji...
  12. Micromaster właśnie zaanonsował wypuszczenie boxów do Oerlikonów w 1/350. Akcesorium które pewnie każdemu się przyda, a w modelach jest traktowane po macoszemu (wysiłki producentów akcesoriów też nie powalały...) https://micromaster.co.nz/collections/featured-products/products/1-350-royal-navy-20mm-oerlikon-ready-use-lockers-x42-4-sizes Ponieważ i tak będę pisał do Simona podziekowanie za extra bliźniacze Oerlikony, które mi dorzucił do ostatniego zamówienia (szło coś koło 3 tygodni), to przy okazji zapytam, czy nie nie ma w planach lornetek obserwacyjnych z pomostów i generatorów dymu. W moim przekonaniu są to bardzo uniwersalne zestawy, które mogą być przydatne w wielu modelach.
  13. Z kolei te kołnierze, jeśli by ich brakowało, lub się uszkodziły, można zgrabnie dorobić z cynowego drucika lutowniczego. Jest bardzo miękki, więc łatwo go się formuje, m.in. spłaszcza. Tak zrobiłem to w korwetce (łańcuch z Trumpetera):
  14. Przypomnij proszę, z jakiego zestawu jest ta wieża?
  15. Szukam w swoich materiałach, ale na razie "efectus jest nullus". Jeśli coś znajdę, to dam znać. 2 hipotezy na szybko: - działanie filtra fotograficznego (choć wtedy powstaje pytanie, co z białym kominem)? -wydaje mi się, że kolor WA blue miał też jakieś ciemniejsze odmiany. Ale to już trzeba się przekopać przez Alana Ravena: https://www.shipcamouflage.com/3_1.htm farby: - oprócz AK są też bardzo przyjemne w malowaniu (jak na akryle) Lifecolory. To nimi malowałem korwetkę. Choć biały warto przyciemnić, żeby nie bił po oczach. Oczywiście, świętym graalem merytoryki są oleje Royal Sovereign (i w ogóle chwalone na Britku), ale w Polsce niedostępne (najbliżej to chyba z Niemiec), no i trzeba lubić oleje.. - co do skracania tylnego komina: o ile mnie nie myli pamięć, na blaszce WEM jest sugestia, że rżnąć należy go o 3 mm. w tym wątku jest parę słów o Eskimo, ale niestety chyba nic rozstrzygającego, ale warto go prześledzić: http://www.shipmodels.info/mws_forum/viewtopic.php?f=49&t=35073&start=20
  16. Jakbyś zamówił części 3D z Black Cata (za wysyłkę raptem 4 euro), to byś się nie musiał zastanawiać, jak to zmontować
  17. O czym myślisz w czasie tak fascynującego zajęcia? (efekt podziwiam i samozaparcie również!)
  18. Czekam na dwie książki angielskie ze szkicami i planami, w których może to również być. Niestety, okazało się w międzyczasie, że wyjście z domu moje i moich domowników przez jakiś czas będzie niemożliwe, więc sprawa się komplikuje. Tym niemniej, jak już je dostanę, to będę starał się drążyć temat dalej.
  19. socjo1

    IJN Akagi Hasegawa 1:350

    Zapierający dech w piersiach model. Nawet nie mówię o weatheringu, ale immponująca jest ta plątanina kratownic podpokładowych! Napisz proszę, czym potraktowałeś i jak - śruby.
  20. socjo1

    TITANIC 1/700 ACADEMY

    Ogólnie przyjemny, ale co mu się takiego dziwnego dzieje w czerń na kadłubie?
  21. Czyli HMS jest prawnie zarezerwowanym znakiem handlowym?
  22. Podejrzewałbym, że to może model na wewnętrzny rynek kraju wiecznej szczęśliwości i wymogi cenzury chińskiej? Odniesienie do brytyjskiej monarchii, gorąca sytuacja w Hong-Kongu...
  23. Tam nie ma. Z tej choćby przyczyny że na Flowerkach rzadko tego typu ustrojstwo montowano. Widziałem tylko parę zdjęć - układ "równoległe szczeble prostopadłe do okrętu". Pewnie dlatego nie ma tego też w korwetach z serii Shipcraft (to druga podstawowa książka o tej klasie okrętów) Lamberta i Les Browna, w The Kelly's ani w niszczycialach A-I cz. 2 Okrętów Wojennych.
  24. Tzw. "lampa" (słońce niemiłosierne) za oknem i prognoza na weekend zwiastowały na czas mijających 4 dni zupełnie inne aktywności niż siedzenie na ... w domu . Mam wiele miłostek wśród tego co pływa, ale tylko jedną miłość prawdziwą: Jednak choroba syna zatrzymała nas w domu. No trudno - cały ten rok jest mocno dziwny. Mogłem za to poświęcić kilka chwil na wsadzenia nosa w książki i modele. To też są przyjemności! Wróćmy zatem do wątku zasadniczego. HMS Jed należał do grupy pierwszych 24 fregat którym zainstalowano urządzenia trałujące. Kolejne budowane jednostki już były pozbawione zdolności niszczenia min - dzięki temu można było zwiększyć ilość zabieranego paliwa lub bomb głębinowych. W praktyce tylko raz 8 (o ile mnie pamięć nie myli) fregat posłużyło jako trałowce - podczas lądowania w Afryce. Tyle filozy - Gienku, do dzieła! Do ideału daleko, ale nie mam ambicji bycia nanomodelarzem... Muszę jeszcze wymyslić, jak zorganizować pozostałe części maszyny trałującej - rolki, maszynę napędową. Najchętniej tak, żeby nie robić tego wszystkiego od podstaw. Zagadka, skąd podprowadziłem fototrawiony bęben, chyba jest łatwa... PS. Do posta z 28 IX dodałem uzupełnienie. Traktował on o uzbrojeniu, więc nie chciałem tego wątku rozpraszać w różnych miejscach. Może się przydać komuś, kto jakimś zrządzeniem losu kiedyś zapragnie zbudować HMS Nadder... Pozdrawiam, Michał
  25. Blacmanie, bardzo dziękuję za zainteresowanie zagadnieniem! Pierwsze przejrzenie przyniosło następujące spostrzeżenia: Typ 1: Kształt kwadratów z przecinającymi się liniami. Ten typ widziałem na krążownikach (Towny, ale też lekkie). (chyba to ten typ...) 2 typ - kwadraty "przerywane" - np. pokłady rufowe w korwetach Castle, pokład dziobowy na HMCS Haida, podobno również na fregatach River: Do tego schematu mam szkic: typ 3: linie (mniej lub bardziej) równoległe: pokłady rufowe i dziobowe korwety Castle, fregaty River: (w poprzek też można: ) Oczywiście to nie znaczy, że nie było więcej tych wzorów lub że nie występowały na innych klasach okrętów. Po prostu zrobiłem szybką kwerendę w tym co zbieram na swój użytek i co wynika z moich fiksacji na kilku typach. Tak jak pisałem: do schematu nr. 2 mam szkic, mogę zdjąć też miarę z pokazanego przeze mnie modelu korwety, gdzie on jest odtworzony przez producenta. Koledzy - miłośnicy"wielkiej lufy" pewnie byliby bardziej zainteresowani schematem nr 1. Niestety - w monografii Okrętów wojennych o krązownikach Town, nie było w planach nigdzie tych ryfli - wszystkie okręty konsekwentnie przedstawiane są jako kryte dechami. Może któryś z kolegów byłby uprzejmy grzebnąć w swojej dokumentacji, może tam byłyby jakieś dokładne malunki (nie mam Profili morskich, nie wiem czy tam ich nie można znaleźć)? Pozdrawiam, Michał Janik.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.