Skocz do zawartości

tenzan

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    487
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Zawartość dodana przez tenzan

  1. Heh, nic się nie odzywam... Dobra - JAK robisz te cylindry? Wytaczasz? Żywica? Bo dla mnie to czarna magia, gdyż moje sklejanie sprowadza się od odtwórczości z pudełka...
  2. Według mnie M6A Seiran to jeden z najciekawszych samolotów, jakie zaprojektowano w trakcie 2 wojny światowej. Nie chodzi o jakieś nowatorskie rozwiązania w samej maszynie, ale o sposób, w jaki miała zostać użyta. Wodnosamolot kamikaze, który miał wystartować z podwodnego lotniskowca aby zaatakować Kanał Panamski. Interesujące, czyż nie? Do listy niekonwencjonalnych posunięć, które miały powstrzymać napierające siły USA, Japończycy dodali projekt budowy gigantycznych „podwodnych lotniskowców”. Jeszcze przed wybuchem wojny, japońskie dowództwo marynarki wojennej uznało, że można zaatakować USA przy pomocy startujących z okrętów podwodnych samolotów. Atak taki miał miejsce w 1942 roku, kiedy to wodnosamolot E14Y Glen zaatakował Zachodnie Wybrzeże USA. Jednakże, zadane straty były praktycznie żadne. Natomiast w styczniu 1942 roku, w pełnej tajemnicy, rozpoczęto prace projektowe nad okrętem oznaczonym jako Toku-Gata Sensuikan (specjalny okręt podwodny). Już w kwietniu przygotowano wstępny projekt. Równocześnie rozpoczęto rozmowy z firmą Aichi, która miała opracować odpowiedni samolot. Podjęto decyzję o budowie 18 ogromnych okrętów podwodnych, mogących przenosić po 2-3 wodnosamoloty. Sądzono, że flotylla podwodnych lotniskowców będzie mogła atakować odległe cele, całkowicie zaskakując obrońców. Jednocześnie pracowano nad wodnosamolotem uderzeniowym. W listopadzie 1943 roku zmontowano pierwsze prototypy nowoczesnego wodnosamolotu bombowego M6A1 Seiran. Japończycy mieli spore doświadczenie w budowie wodnosamolotów bazujących na okrętach podwodnych, jednakże czymś innym było wyprodukowanie maszyny zdolnej do przenoszenia bomby lub torpedy, w dodatku szybkiej (marynarka japońska żądała prędkości 556 km/h) i mogącej wystartować z katapulty okrętu podwodnego, przy okazji mieszcząc się w wodoszczelnym hangarze o ograniczonych rozmiarach. Jednakże firma Aichi wywiązała się z postawionego przed nią zadania bardzo dobrze. Powstały samolot M6A Seiran był zdolny do przeniesienia bomby lub torpedy o masie ponad 800 kg, rozwijał prędkość 440 km/h, mając przy tym dopracowaną aerodynamikę, możliwość zmagazynowania w hangarze okrętu podwodnego. Dodatkowo, po wynurzeniu przygotowanie go do startu miało zająć około 6-7 minut. Samolot ten bazował na okrętach Sen Toku. Rozpoczęły one próby na przełomie 1944 i 1945 roku. Były przy tym niezwykłym osiągnięciem konstruktorów japońskich. Przekrój kadłuba miał kształt „ósemki położonej na boku”, co pozwalało optymalnie rozmieścić urządzenia i wyposażenie. Olbrzymie okręty (wyporność nawodna ponad 5,200 ton), o ogromnym zasięgu (teoretycznie mogły opłynąć kulę ziemską bez uzupełnienia paliwa), wyposażono w wszelkie dostępne nowinki techniczne, jakie posiadali Japończycy. Otrzymały one radary, chrapy, a także inne rozwiązania. Przykładowo, ogromne Sen Toku były dobrze widoczne dla radaru, a Japończycy doświadczyli już skuteczności tego narzędzia walki i byli świadomi zagrożenia. Stąd też próby okrycia ich specjalną powłoką, mającą zminimalizować szanse na wykrycie. Z drugiej strony, kadłub okrętu szczelnie wypełniały instalacje i urządzenia techniczne, a udogodnienia załogi były minimalne. Dla 191 osób załogi przygotowano jedną toaletę, a zapasy słodkiej wody były ograniczone. W trakcie rejsu nikt nie brał prysznica, nie prał ubrań, ani nie mył zębów. Początkowo planowano wykorzystać te okręty oraz bazujące na nich wodnosamoloty do uderzenia na Kanał Panamski. Okręty miały podpłynąć w rejon Kanału Panamskiego, a bazujące na nich Seirany wystartować i dokonać samobójczego ataku na śluzy kanału, utrudniające w ten sposób przerzut sił USA z Atlantyku na Pacyfik. Jednakże pogarszająca się sytuacja militarna spowodowała, że zmieniono cel uderzenia na atol Ulithi, gdzie kotwiczyły amerykańskie lotniskowce. Zanim zrealizowano ten desperacki plan, wojna dobiegła końca. Krótki filmik o Sen Toku: https://www.youtube.com/watch?v=99jz8NgXaXw Tu filmik po japońsku, ale wiadomo o co biega: Przejdźmy do modelu. Zaopatrzyłem się w zestaw Tamiya, w skali 1:48, do tego blaszka: Zacząłem, cóż za niespodziewajka, od kokpitu. W instrukcji stoi, że ma mieć kolor szary. Zdjęcia tymczasem mówią coś innego. Zielony lub coś zbliżonego do aotake. Sporo dumałem nad właściwym doborem barwy, ale w końcu zdecydowałem się na aotake jako kolor bazowy. Do tego kilka elementów w interior green. Najpierw pokryłem wnętrze Seirana kolorem srebrnym: Potem rozcieńczonym aotake własnej roboty, wedle przepisu Tamiya z modelu J1N Gekko. Kolejny krok to część na zielono, suchy pędzel, następnie lekki wash, potem lekko przymatowiłem lakierem bezbarwnym: Wzbogaciłem kokpit imitacją drutologii, do tego fotele i cała reszta: Potem kadłub i skrzydła: Jak do tej pory wszystko pasuje na 100%. Nie wiem, czy aby Japończycy nie posiadają jakiejś magicznej formuły na spasowanie ich modeli? Jak do tej pory sama przyjemność lepienia. C.D.N.
  3. Niestety, z tego co wiem żaden "Jake" nie ocalał do dnia dzisiejszego. Chyba, że Ty odrestaurujesz, bo potencjał jest na 110% Japończycy byliby zachwyceni
  4. Skończyłem, zapraszam do galerii: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=52696 Jeżeli chodzi o prace końcowe, to wash, kilka obić oraz ślady eksploatacyjne typu okopcenia w okolicach rur wydechowych czy wylotów km-ów i działek. Standard.
  5. No i kolejny model na półkę. Warsztat można było śledzić pod tym linkiem: http://www.modelwork.pl/viewtopic.php?f=86&t=50602 Jeżeli chodzi o odczucia względem sklejalności, to akurat miałem kilka uwag co do spasowania paru części, o czym była mowa w warsztacie. Wiadomo, model Hasegawy to nie short-run, ale w kilku miejscach trzeba było dokonać drobnych korekt. Irytujące były też kalki, wielce wrażliwe na płyny zmiękczające. Jedna z nich aż za bardzo wrażliwa się okazała, po kompletnym jej wyschnięciu okazało się, że trzeba było zdzierać i nałożyć nową (był zapas z innych Zer ). Generalnie, z efektu jestem zadowolony, acz nie ukrywam, że ten model to typowe "widzimisie", że tak ten mityczny "fioletowy Rufe" mógł wyglądać. Zachęcam do krytyki: Od góry: Od dołu:
  6. Nadal chcesz tą japońską bombę? Mam wolną 250 kg dedykowaną do D4Y Judy, ale powinna pasować i do Kikka
  7. Co do aotake, fajna relacja: http://www.hyperscale.com/features/2001/gekkogc_1.htm Dużo lepszy jest efekt, jak aotake nałoży się na kolor aluminium/naturalnego metalu. Ja kiedyś zrobiłem tak, kładąc podkład z aluminium Vallejo, potem psikając rozcieńczoną warstwę "home made" atoake na to. Efekt był nawet ciekawy. Tu czyjeś przemyślenia na ten temat: http://colesaircraft.blogspot.com/2014/01/japanese-wwii-aircraft-aotake-primer.html Mam nadzieję, że nie zaśmiecam relacji, bo Twoje postępy oglądam z ogromna uwagą. Szacun za wkład pracy i efekt, mnie by się nie chciało
  8. W książce Iana Bakera "Barwa i oznaczenia Japońskiego Lotnictwa Morskiego" stoi, że wnętrza wykańczano kolorem szarozielonym o różnych odcieniach, ale odnotowano też oliwkowozielony, różne odcienie khaki, a nawet biały! Natomiast na wszystkich wewnętrznych powłokach kładziono lakier półprzeźroczysto niebieski lub zielonkawy (u nas przyjęło się "aotake"). Tą farbą malowano wnętrza samolotów, ale często wnętrza te otrzymywały też finalną barwę w postaci kolorów kabiny czy kokpitu (szarozielony, interior green, oliwkowozielony, itp.). Jak miałbym ja malować to komorę bombową pociągnąłbym "interior green" lub aotake. Skłaniałbym się do "interior green".
  9. Piąte przez dziesiąte, sporo zapomniałem... Co do kolorów wnętrza komory bombowej to jedyne kolorowe zdjęcie jakie znalazłem to wnętrze komory bombowca P1Y Ginga. Wydaje mi się, że to "interior green" lub zielonkawe aotake. Na niektórych częściach widać różne odcienie kolorów, ale zdjęcie nie wskazuje jednoznacznie, zwłaszcza, że kolory już leciwe. W każdym razie stawiam, że większość wnętrza było interior green, ale część elementów w aotake. Inna bajka, że np. wnęki podwozia myśliwca Gekko są do połowy pociągnięte aotake, a dalej to nie malowane niczym. W rozpoznawczym Saiunie znowuż fotele były aotake, a cały kokpit w interior green, co może sugerować pewną dowolność w malowaniu wnętrz samolotów Cesarstwa. Może zależało to np. od producenta, inne kolory lub ich rozkład stosowało Mitsubishi, inne Nakajima, inna Aichi, itp.
  10. Hej! Śledzę postępy z uwagą i podziwiam za cierpliwość. Co do twojego pytania czym malowani, to jest to trudne pytanie. Spotkałem się z kilkoma wersjami. Pierwsza z nich głosi, że to był wspomniany aotake, drugie, że zielonkawy, trzeci, że nie malowali w ogóle. Mogło to zależeć od okresu, na początku wojny mogli malować dosyć dokładnie, potem już nieco mniej. Popatrzę w monografie kilku japońskich bombowców i wodnopłatowców (Bunrindo), to może coś wyczytam. Może w tych linkach coś będzie: http://www.aviationofjapan.com/ http://www.j-aircraft.com/faq/aircraft_interiors.htm
  11. Miałem ochotę sprawić sobie takiego żywicznego Japońca, ale odpuszczam. Wolę się nie irytować Poza tym nie mam doświadczenia w sklejaniu żywic. Raz jeszcze gratuluję wykonania maszynki i cierpliwości do niej
  12. Model jak zawsze zacny, ale mam pytanie - jak się kleiło tą żywicę od Choroszy'ego?
  13. tenzan

    Avenger - Italeri/ACC - 1:48

    Dla mnie wygląda bardzo OK, tylko te bomby coś takie sterylnie czyste. Ale i tak fajna, dobrze sklejona i pomalowana maszynka
  14. Modelik, jak i cała relacja, super, zarówno modelarsko, jak też ironiczno-satyrycznie Miło obejrzeć, jak i poczytać
  15. Co do farb,to Tamiya oferuje farbę XF-12 (JN Grey), która jest dedykowana dla szarych maszyn japońskich. Co do kokpitu, wydaje mi się, że zieleń jest za ciemna. Czym malowałeś? Ja stosuję Tamiya XF-71 Cockpit Green. Model zapowiada się interesująco. Czekam na ciąg dalszy
  16. Walczymy dalej. Na brązowoczerwony podkład nałożyłem dwie warstwy AK Worn Effect. Po wyschnięciu zaraz natrysnąłem Tamiya XF-12 IJN Grey, dosyć mocno rozcieńczony. Do szarego dodałem kapkę czerwonej farby, aby otrzymać minimalny odcień różowego. Model pomalowałem, następnie ścieranie za pomocą szczoteczki do zębów. Poczekałem kilka godzin aż wszystko wyschnie i zabezpieczyłem model bezbarwnym lakierem błyszczącym. Kolejny krok to malowanie powierzchni sterowych. Tutaj XF-12 z kroplą białej farby. Uzyskane efekty poniżej. Jako, że był to mój pierwszy raz z Worn Effect miałem sporo frajdy z tego etapu zabawy z modelem Zaznaczam, że to jest moje wyobrażenie "floletowego" Rufe. Według mnie, amerykańskie meldunki o walce z "fioletowymi" Rufe dotyczyły samolotów, z których częściowo złuszczyła się farba, odsłaniając trwalszy podkład. Niestety, zdjęć A6M2-N z Aleutów jest niewiele, w dodatku same czarno-białe. Ciężko zweryfikować meldunki pilotów.
  17. Szkoda by było. Zapowiada się świetna maszynka. Szkoda, że tak mało będzie widac po zamknięciu kadłuba i skrzydeł. Trzymam kciuki za ukończenie projektu!
  18. Nieco czasu w Święta człowiek znalazł na hobby, totez prace poszły ciut do przodu. Uporałem się z wózkiem transportowym oraz osłoną silnika: Sam płatowiec wyszlifowany, dorobił się czerwonobrązowego podkładu. Wcześniej mocny preshading: Lotki i powierzchnie sterowe zabezpieczyłem taśmą. W A6M2 były kryte płótnem, toteż podejrzewam, że nie powinny mieć lekko różowawego/fliotelowego odcienia wynikającego z utleniania farby, eksploatacji w trudnych warunkach, itp. To przypadłość metalowych części, spod których zaczął przebijać kolor podkładu. Dokleiłem też pływam główny, acz było to lekko męczące, aby zachować poprawną symetrię. Całość na teraz wygląda tak: Kolejny krok to kolor właściwy i efekty zużycia. Zobaczymy, jak to wyjdzie w rzeczywistości. C.D.N.
  19. Ależ sympatyczna pajęczyna. I wojna światowa to nie moja bajka, ale model podoba mi się wielce. Zwłaszcza wkład pracy włożony w naciągologię
  20. Suuuper
  21. Bardzo dobry model, szacunek za wykonanie
  22. Jestem pod wrażeniem pomysłu i wykonania Gratuluję!
  23. Bardzo ładne latadło
  24. Super wykonanie. Czekam na kolejne Twoje galerie. A może jakiś warsztacik?
  25. Bardzo podoba mi się wózek transportowy - zużyty, matowy, widać, że nie stał w hangarze. Natomiast wodnosamolot - ładnie wykonany, czysto sklejony, ale się błyszczy. Jest poobijany, widać ślady eksploatacji, toteż powinien być matowy. Chyba, że to wina oświetlenia.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.