Jump to content

tenzan

Members
  • Content Count

    287
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by tenzan

  1. Cóż, jako że na RAF-ie się nie znam, malowałem wedle instrukcji.
  2. Dzięki za miłe komentarze. Nic nikomu się nie wylało Pierwotnie samolot był pomalowany na pomarańczowo, na to nałożono kiepskie jakości zieloną farbę. W warsztacie jest zdjęcie mozno zdewastowanego M6A, z którego zielony kolor zlazł płatami, odsłaniając pomarańczową farbę. Tym się inspirowałem...
  3. Dzięki za dobre słowa, towarzysze 😀 Był w całości jako kalkomania. Trochę się bałem, że się potarga przy nakładaniu, ale po dobrym namoczeniu kalka okazała się mocna i ładnie zareagowała na płyny. Oczywiście wymagała dosyć uważnego i delikatnego nakładania, a że z doświadczenia wiem, że kalkomanie Fine Molds czasem bardzo gwałtownie reagują na płyny, to dawkowałem je z wyczuciem. Napiszę raz jeszcze, kalkomania to najmocniejszy punkt tego konkretnego zestawu.
  4. Na lotnictwie RAF-u znam się średnio, ale po lekturze książki "Krwawe niebo nad Tobrukiem" postanowiłem ulepić coś w klimacie pustynnym. Akurat się ukazał bodajże rodenowski Gloster Gladiator opakowany przez Edka, wraz z blachą i pięknym zestawem kalek (łotewski Gladiator z zestawu też kusił, oj kusił). Od razu zaznaczam, ze sekrety i tajemnice malowania RAF-u to dla mnie trochę czarna magia, toteż pomalowałem samolot zgodnie z zaleceniami w instrukcji. Sam model okazał się miejscami toporny w budowie - namęczyłem się z goleniami podwozia, a jako, że to mój pierwszy dwupłat w życiu, to zachowanie symetrii górnego i dolnego płata było dla mnie wyzwaniem. Naciągi zrobiłem - PRZEPRASZAM - z MIG Rigging (świetna sprawa) plus żyłka wędkarska. A czemu przepraszam? RAF-owskie naciągi miały formę taśm a nie linek, ale ja kleję dla przyjemności i wykonanie imitacji taśm mnie przerosło. Poszedłem na łatwiznę, co przyznaję bez bicia. Sporo uwagi poświęciłem brudzingowi - ślady odbić tam gdzie metalowe części, spaliny no i kurz (specyfik Dust Effects okazał się przydatny bardzo). Do tego dodałem figurkę lotnika z zestawu Buffalo Tamiya. Sam model przedstawia maszynę pilotowaną przez F/O Petera Turnbula (RAAF), asa z 12 zestrzeleniami odniesionymi nad Afryką i Dalekim Wschodem. Na Gladiatorze zaliczono mu uszkodzenie Fiata G.50. Lotnik ten zginął w sierpniu 1942 nad Nową Gwineą. Zachęcam do oglądania i komentarzy: Kilka zbliżeń: Rzut na spód maszyny: tu jeszcze z budowy: Model na półce z pilotem:
  5. Ki-43 był najliczniejszym myśliwcem Cesarskiej Armii podczas walk w latach 1941-1945. Bardzo zwrotny, pilotowany przez dobrze wyszkolonych lotników, na początku wojny przyczynił się do wywalczenia dla Japonii przewagi w powietrzu nad Malajami, Birmą i Holenderskimi Indiami Wschodnimi. Jednakże, już od połowy 1942 wyszły na jaw jego wady - słabe uzbrojenie, niewielka prędkość i duża podatność na ogień przeciwnika. Bardzo lekki samolot nie posiadał opancerzenia i ochrony zbiorników paliwa. Kolejne modyfikacje nieco poprawiły odporność Ki-43 na ogień wroga, ale seria z amerykańskich km-ów 12,7 mm z reguły wystarczała aby wykończyć Ki-43. W kampanii nad Nową Gwineą samoloty te poniosły wielkie starty, a poległych doświadczonych lotników nie było już komu zastąpić. Jako ciekawostkę mogą dodać, że Ki-43 latał w barwach Tajlandii, komunistycznych i nacjonalistycznych Chin, a nawet Indonezji (pojedyncze sztuki). Pewną partię tych samolotów otrzymało od Japonii marionetkowe państewko Mandżukuo i właśnie samolot w tych barwach postanowiłem sobie ulepić. Model pochodzi z zestawu Ki-43 Fine Molds: W zestawie znajdziemy bardzo interesujące kalkomanie (Tajlandia, czerwone Chiny, Mandżukuo) no i sam płatowiec. Jednakże, o ile kalki są świetne, to model z kategorii zmiłuj się Panie i nerwów oszczędź. Albo mnie się włączyły dwie lewe ręce, albo producent się średnio postarał. Szlifowania dużo wielce, spasowanie skrzydła-kadłub słabe, osłona silnika też wymagała solidnej obróbki ostrymi narzędziami i papierem ściernym. Jak na tak mały samolot namęczyłem się sporo. Model pomalowałem - pierwszy raz w życiu - metalizerem Alclada i efekt mnie zadowolił. Powierzchnie kryte płótnem pomalowałem J.A. Grey (Tamiya XF-41), wnętrze i komory podwozia - zielonkawym aotake własnego wyrobu. Plus pin-up wash i delikatne ślady zużycia (samoloty te nie za dużo polatały, brakowało paliwa). Zachęcam do oglądania i komentarzy: i na koniec - model na półce z dumnym pilotem (figurka z zestawu):
  6. Jakiś czas temu model wzbogacił się o pozostałe detale plus dwie figurki. Zapraszam do galerii:
  7. Jakiś czas temu dobrnąłem do końca modelu, ale nie było czasu i okazji zrobić - nawet byle jakiego - zdjęcia i wrzucić. Na temat modelu jest w warsztacie: Generalnie, model kleił się bezproblemowo, Tamiya w dobrej formie. Seirana uzupełniłem o dwie figurki z zestawów Fine Molds. Zapraszam do oglądania i komentowania. pilot i mechanik:
  8. Super latadło, Ki-45 jest uroczy Bardzo mi się podoba, możesz coś więcej napisać o zestawie? Bo też mam w pudełku i chciałbym wiedzieć, na co zwrócić uwagę.
  9. Świetny warsztat (jak zawsze zresztą), aluminium siadło pięknie. Mógłbyś słów kilka napisać o tym, w jaki sposób różnicujesz?
  10. Czy ktoś ma do sprzedania/odstąpienia znaki przynależności do Singapurskich Sił Powietrznych, z tego zestawu: https://www.mojehobby.pl/products/Hawker-Hunter-F-Mk.VI-IX.html Chodzi mi tylko o znaki lotnictwa wojskowego z tego zestawu. Chyba, że ktoś ma takie znaki z innego zestawu w 1:48, ale to chyba rzadkie przypadki niczym jednorożec. Pozdrawiam!
  11. Zasiadam i oglądam warsztat
  12. Producent zapodał coś takiego, w rzeczywistości było nieco mniej toporne. Inna sprawa, że to działka 20 mm a nie km-y, a działko swoje ważyło i uchwyt musiał utrzymać kilogramy, jak i nie odkształcić się pod wpływem odrzutu po wystrzałach. Natomiast próba szlifowania tego - nie ręczę za ostateczny efekt. Wolałem zostawić to co jest. Przyszła blacha Edka, ubogaciła kokpit: Tablice przyrządów nakleiłem bezpośrednio na kadłub, a nie do części N25, inaczej całość byłaby bardzo gruba i opierała się o wolant. Po złożeniu kadłuba okazało się, że jest spora szpara pomiędzy kadłubem a fragmentem komory bombowej: Można było mocno docisnąć i zniwelować szparę, ale zdecydowałem się zaszpachlować, wyszlifować, potem podkład i farba (będzie druga warstwa, żeby kolorek był równomierny). Efekt mnie zadowolił, szpara zniknęła. Gorzej, że zorientowałem się, że przy składaniu połówek kadłuba nie wkleiłem części N3, dźwigara łączącego stateczniki poziome. Za pomocą wykałaczki i masy samoprzylepnej umocowałem gdzie trzeba. Natomiast nawet jakbym wkleił "normalnie", zgodnie z instrukcją to mógłby być problem. Przyklejenie do jednej z połówek kadłuba może skutkować tym, że część będzie pod kątem do drugiej połówki. Kadłub w tym miejscu zwęża się do ogona. Jakbym miał to powtórzyć, to złożyłbym kadłub "na sucho", wkleił stateczniki, potem rozłożył i dokleił N3 do jednej z połówek kadłuba. Do środa wchodzi fragment statecznika to można dokleić, tak aby wszystko pasowało. Swoją drogą, część N3 wymagała lekkiego przeszlifowania, aby była ciut węższa i weszła na miejsce. Gorzej z szklarnią kokpitu. Spasowałem "na sucho" i niespodzianka - o ile z przodu pasuje idealnie do kadłuba, to z tyłu się zwęża i jest duży uskok z obu stron. Na tyle duży, że nie zeszlifuję plastiku aby ładnie, bez schodka, kabina wpasowała się w kadłub. Zdecydowałem się na następujące rozwiązanie. Przyciąłem wykałaczkę (drewno nie zarysuje plastiku), dwa kawałki. Za ich pomocą rozepchnąłem kabinę i teraz pasuje idealnie: Zaryzykuję i za pomocą Tamiya Extra Thin Cement przykleję szklarnię do kadłuba (cyjanoakryl zapewne mocniejszy, ale boję się, aby opary kleju nie zapaskudziły szklarni). Poczekam długo, aż klej na 110% wyschnie. Konstrukcja kadłuba pozwala na to aby sztywny i odpowiedni długi drut wsadzić w tyłek Betty (zabrzmiało perwersyjnie), i wypchnąć kawałki drewna. Da się je wytrząść z wnętrza przez wciąż istniejące otwory. Pytanie tylko, czy spoina wytrzyma i szklarnia ta znów się nie zwęzi. A może ktoś ma lepszy patent? Tylko proszę bez pomysłu cięcia kabiny wzdłuż na pół 😉 Jeszcze rzut oka na całość: C.D.N.
  13. Piękny model się szykuje, widać fachową rękę
  14. Jak byłem szczylem małym, to mamusia kupiła mi właśnie ten model pod choinkę bodajże. Jako, ze był to jeden z pierwszych kroków w stronę modelarstwa to ten samolot darzę sentymentem. Trzymam kciuki za końcowy efekt, zapowiada się dobrze
  15. Śledziłem warsztat, a finalny efekt bardzo ładny - samolot cieszy oko 👍 . Czekam na kolejne modele.
  16. Dzięki za miłe słowa. Nie, nie próbowałem. Generalnie postawię tezę, że przy takim malowaniu (pomarańcza/żółty) czarny preshadning zrobi więcej złego niż dobrego. Kiedyś eksperymentalnie dałem ciemno-czerwony preshading i dało fajny efekt. Pokazałem bodajże przy relacji z klejenia Seirana (który już stoi na półce, tylko muszę skombinować, jak go ładnie sfotografować).
  17. Buffalo - fajna maszynka, no i jeszcze Holender (kiedyś popełniłem w RNZAF - ten smok na kadłubie mi się spodobał ). Wracając do tematyki malowania. Interesujący artykuł: https://kw.jonkerweb.net/index.php?option=com_content&view=article&id=725:brewster-b339-buffalo-uk&catid=83&lang=en&showall=1&limitstart=&Itemid=545 Dużo zdjęć, schematy malowania i bazuje na holenderskiej literaturze. Stoi tam m.in. All aircraft were sprayed in the so called "jong blad" (dark green) and "oud blad" (olive drab) camouflage pattern on upper surfaces and aluminium sprayed undersides. During the armistice several Buffaloes were received from RAF, these aircraft had the standard RAF camouflage applied. czyli: wszystkie samoloty były malowane w ciemnozielony i khaki/oliwkowy (góra) a dół aluminium. Natomiast samoloty przejęte od RAF były w standardowym RAF-owskim malowaniu. Oczywiście, nie przesądzam, że to na 100% prawda. Aczkolwiek, można pooglądać foty innych myśliwców holenderskich (CW-21 i P-36) latających nad terytorium dzisiejszą Indonezją w latach 1941-1942.
  18. Kibicuję. Fajny, rzadko spotykany temat, a mimo pewnych oporów materii śmiało idziesz do przodu i się nie zniechęcasz. Jest moc
  19. Też bardzo lubię japońskie latadła. Co do mego warsztatu - zapewne wiele ciekawych rzeczy nie będzie. Model z pudła ubogacony właśnie zakupioną blachą Edka. Acz pewne pole do popisu daje malowanie, zobaczymy co wyciśniemy z Betty. Będę podwieszał - już powiercone odpowiednie otwory Acz, gdyby ktoś sprezentował dodatkową Ohka w 1:72, to chętnie wsadzę na wózek
  20. Fakt, zastanawiałem się nad malowaniem w kolorze maszyn frontowych, ale A7M1 był najpewniej w pomarańczy. Kamuflaż miały A7M2. Poza tym pomarańczowy trochę wyłamuje się z stylistyki malowania maszyn bojowych. Dzięki, że się podoba. Co do malowania hinomaru - w końcu zapewne pęknę i pomaluję przy którymś modelu Japończyka. Panele - przy pomarańczowym wolałem nie kombinować, żeby nie spartolić. Aby nałożyć kolor w miarę równo i bez "skórki pomarańczy" trzeba było kilka warstw położyć pomarańczowego. Już nie chciałem przedobrzyć. Zdjęcia - pełna zgoda, to do poprawy. Co do linek - w prototypie na 90% nie montowano radia.
  21. Żaden problem, bardzo fajnie wygląda Twoja Betty. Co do modelu, to faktycznie spasowanie super, a i o edkowej blaszce też myślę. Wracając do modelu - w sumie poleżał na półce sporo, ale w końcu poszło do przodu. Najpierw uporałem się z śladami po wypychaczach, co było czasochłonne. Potem podkład i na to Tamiya XF-17 IJN Cockpit Green. Potem suchy pędzel aluminium, aby nieco wyeksponować detale, lakier błyszczący, wash no i matowy. Następnie zabrałem się za drobnicę (działka, itp.) i na tym etapie właśnie jestem. Model klei się bardzo fajnie, pomijając kwestie wspomnianych wypychaczy. Mam nadzieję, że robota pójdzie szybciej, niż do tej pory, acz jeszcze jedna maszyna na tapecie jest... A czasu mało. C.D.N.
  22. A7M Reppu miał być następcą słynnego Mitsubishi Zero, ale późne rozpoczęcie prac, problemy z silnikiem, kryzys surowcowy i naloty amerykańskie spowodowały, że samolot ten nie miał okazji sprawdzić się w walce. Wyprodukowano kilka prototypów i bodajże jeden egzemplarz seryjny. Prezentowany model to prototyp A7M1, latający w Yokosuka Kokutai. Sam model jest duży (oryginał liczył 14 metrów rozpiętości) i cieszy oko na półce. Kleiło sie go dobrze, Fine Molds nie dał ciała jak przy J8M Shusui czy Nakajima Kikka, gdzie spasowanie niektórych elementów wołało o pomstę do nieba. Drobne problemy były przy łączniu kadłuba z płatem, ale nic poważnego. Kokpit jest dobrze zdetalizowany, kalki siadły ładnie. Model pomalowałem Tamiya X-6 Orange (przedtem położyłem Mr Surfacer 1000 White, aby ładnie eksponował pomarańczowy kolor), na to pin-up wash, aby zaznaczyć linie podziału blach i nity. Oznaczenia kodowe pomalowałem za pomocą masek, które sam skompletowałem z innych modeli a co brakowało - wyciąłem (i to była najtrudniejsza część klejenia). Zdjęcia może nie powalają, ale dawno nic nie wrzucałem: Zachęcam do komentowania
  23. Znowu człowiek obejrzy warsztat i zacznie się dołować, porównując swoje umiejętności z tym, co widzi. Świetna robota, jak zawsze zresztą...
  24. Ach, Hayabysa 1:48 Nichimo - miód na serce me, zwłaszcza, że model wykonany bardzo dobrze! Wielkie TAK i czekamy na więcej. Co do lotek, ona były kryte płótnem, to odcień bywał inny, zwłaszcza, że w tym przypadku - ale to wciąż temat do dyskusji i nie będę rozstrzygał na 100% - samolot do jednostki frontowej trafił w kolorze naturalnego metalu i pomalowano go na miejscu. Z tego też tytułu spód winien być w kolorze aluminium, a nie IJA Grey. Jednakże, to kwestia dyskusyjna wciąż. Generalnie, bardzo mi się samolot podoba!
  25. Bardzo fajnie wykonany model - widać potencjał. Co do Zvezdy - zdecydowanie POLECAM nowe wypusty tej firmy, bardzo dobra jakość za bardzo dobrą cenę.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.