-
Liczba zawartości
483 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
4
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez tenzan
-
Piękna krówka (jak chodzi o wielkość), czy też raczej suczka Kawał maszyny, no i wykonanie naprawdę OK
-
Zapraszam do kolejnego wątku mych zmagań modelarskich. Na tapecie mój najnowszy nabytek, o którym napisałem już kilka zdań: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=66&t=49285 Model wygląda na prosty, a pierwsze przymiarki wskazują, że model firmy Fine Molds spasowany jest dobrze. Kolejne spostrzeżenie, wielki to on nie będzie Na razie powycinałem najważniejsze części, aby sprawdzić spasowanie. Dociążyłem też głowicę bojową, aby model leżał prosto na wózku transportowym, a nie kiwał się do tyłu. Zapowiada się na razie lekko, łatwo i przyjemnie, o ile czegoś nie sknocę w trakcie zabawy ;)
-
No i finito. Zapraszam do galerii: viewtopic.php?f=64&t=49515
-
Koniec wieńczy dzieło. Relacja z budowy: viewtopic.php?f=86&t=48565 Jeżeli chodzi o zestaw Tamiya, to kleił się praktycznie bezproblemowo. Nieco uwagi wymagało przyklejenie pływaków, aby zachować właściwą symetrię. Poza tym - easy work. Może kabinka mogłaby być nieco bardziej ubogacona, zwłaszcza tablica przyrządów, ale mimo to zestaw N1K1 Kyofu firmy Tamiya jest godny polecenia. Co do malowania - tradycyjnie dla samolotów japońskiej marynarki. Góra - Tamiya XF-11 (Japanese Navy Green), dół Tamiya (XF-12, Japanese Navy Grey), kokpit - Tamiya XF-71 (cockpit green Imperial Japanese Navy), łopaty śmigła Tamiya XF-10 (flat brown), pasy szybkiej identyfikacji - Hobby Color 413 (RLM04 yellow). Model zwashowany. Potem pobrudzony (okopcenia) za pomocą Tamiya Weathering Master (gun metal) oraz Vallejo 70939 smoke. Samokrytycznie przyznam się, że chyba przesadziłem z okopceniem. Zapraszam do oglądania i komentowania:
-
Model okalkowany, kalki - jak i cały model - raz jeszcze zabezpieczone lakierem błyszczącym. Czas na lekki wash i brudzenie, potem zapewne galeria i następny projekt Co do mych byków, to z lenistwa zostawiłem łopaty śmigieł w kolorze brązowym, powinny być srebrne. Sam model klei się bardzo przyjemnie, jakby ktoś szukał łatwego samolociku w 1:48, to akurat ten wyrób Tamiya nadaje się do tego
-
Zacznę od pozytywów. Najbardziej podoba mi się wózek. Jak uzyskałeś kolor i fakturę drewna na podstawkach? Wg mnie wygląda to bardzo naturalnie. Można prosić o info? Wykonanie samolotu pod kątem technicznym jest w porządku - ładnie pomalowany, wash, odpryski, wszystko gites. Ale mam jedno ALE - prawdziwy Seiran nie mógł tak wyglądać z bardzo prostej przyczyny. Miała to być maszyna samobójcza, toteż nie mogła aż tak się zużyć. Po drugie - nawet operacyjne samoloty japońskie wcale nie były aż tak zaniedbane. To mit, aczkolwiek mocno utrwalony. Fakt, farby japońskie były nienajlepszej jakości, ale zdjęcia z lat wojny pokazują, że samoloty Cesarskiej Marynarki nie były tak bardzo odrapane. Są i wyjątki, ale bez przesady. Dodatkowo, najbardziej odrapane i zużyte maszyny, z łuszczącą się farbą, uwieczniono na zdjęciach po kapitulacji. Trochę odstały pod gołym niebem, bez konserwacji, toteż nieco gorzej wyglądają. Natomiast maszyny operacyjne, używane bojowo, nie były tak zaniedbane. Trafiały z fabryki na front, a w latach 1944-1945 żywot japońskiego myśliwca czy bombowca był dosyć krótki. Generalnie, model mi się podoba, acz realny Sieran tak nie wyglądał. Oczywiście, każdy klei i maluje modele dla swojej przyjemności i radości, to nie mam zamiaru się czepiać Nie należę do zakonu liczących wszystkie nity... Mnie model się podoba
-
Nie powiem, robi wrażenie. Świetny model, zazdroszczę warsztatu
-
Model daje radę Re-ve-ll-acja. No i rewelacyjne wykonanie!
-
Zapowiada się interesująco. Mam ten model w planach, chętnie popatrzę na wykonanie i dowiem się czegoś o jakości zestawu Airfixa. Muszę przyznać, że dawniej firma ta robiła za "chłopca do bicia", a teraz jakość jej modeli wyraźnie zwyżkuje. Kleiłem Me-109E w 1:48, bardzo mile wspominam. Ciekawe jak wypadnie Hurricane, czekam na wieści.
-
Ostatnimi czasy wpadł mi w ręce model pilotowanej latającej bomby Yokosuka MXY7 Ohka (Baka). Jedna z owych japońskich "cudownych broni", która była połączeniem dosyć prymitywnej technologii z poświęceniem ludzkiego życia. Model tego samobójczego samolotu o napędzie rakietowym wypuściła firma Fine Molds, skala 1:48. Może coś o historii. Pogarszajaca się sytuacja wojenna Japonii spowdowała, że rozpaczliwie zaczęto poszukiwac metod zniwelowania przewagi USA. Japoński przemysł technologicznie był zapóźniony w porównaniu do USA, WIelkiej Brytanii czy Niemiec, toteż wyszukana technika musiała ustąpić temu, czego w ówczesnej Japonii nie brakowało - czyli pogardzie wobec śmierci i poświęceniu życia dla Cesarza. Japonia sięgnęła po lotników-samobójców. Używano do tego celu wielu typów maszyn, często nowoczesnych, do tego materiałochłonnych i drogich w produkcji. Ideałem byłby samolot tani, prosty w produkcji, do tego o dużej sile niszczenia. W tej sytuacji pomysł ppor. Mitsuo Otha wydawał się interesujący. Lotnik ten zaproponował zastosowanie prostego samolotu o napędzie rakietowym, którego w miejsce akcji "podrzuciłby" samolot-matka, przekonstruowany bombowiec G4M. Już w sierpniu 1944 (czyli jeszcze przed pierwszymi atakami samobójczymi, co dużo daje do myślenia), opracowano projekt wstępny. Początkowo do napędu służyć miał silnik rakietowy na paliwo ciekłe, ale okazało się to zbyt dużym wyzwaniem dla japońskiego przemysłu. Zastosowano więc zespół trzech silników rakietowych na paliwo stałe, co przełożyło się na krótki zasięg samolotu - zaledwie 37 kilometrów. Prace nad rozwojem konstrukcji postępowały szybko i już w październiku 1944 przeprowadzono pierwsze próby samolotu. Testy zakończono do stycznia 1945 roku. Mógłbym jeszcze się porozpisywac o historii samolotu, czy też pilotowanej bomby, ale akurat na ten temat w PL napisano sporo. Generalnie, pomysł ten okazał się klapą. Ohka model 11, pomimo dużego potencjału rozczarowała. Niewielki zasięg powodował, że należało przetransportować latającą bombę blisko potencjalnego celu, co narażało samolot-nosiciel na zestrzelenie. Obciążone nosiciele Ohka, czyli bombowce G4M2, praktycznei nie miały szans przedrzeć się przez parasol myśliwców USA. Straty były wysokie, sukcesy nikłe. Najprawdopodobniej tylko jeden okręt US Navy padł łupem Ohka. Był to niszczyciel USS Mannert L. Abele. Przejdźmy do modelu. Przedstawia on samolot MXY7 Ohka , Model 11. Inna, popularna nazwa to Baka, czyli po japońsku głupiec. "Ksywkę" tą nadali tej maszynie Amerykanie. Do rąk dostajemy podełko z ładnym obrazkiem: Po otwarciu okazuje się, że wszystkie części są starannie zafoliowane. Model składa się z 75 części, wykonanych z jasnoszarego tworzywa. Dobrze komponuje się to z jasnoszarym kamuflażem Ohka. Części są umieszczone na dwóch ramkach. Generalnie, jakość odlewek jest wysoka. Nie zauważyłem nadlewek, wklęśnięć czy innych niedoróbek. Zbliżenie: Do tego dochodzą części przeźroczyste. Kabina jest trzyczęściowa, dzielona: Nie rozpakowałem jej, ale jakosć wykonania oceniam wysoko. Kalkomanie pozwalają na wykonanie 6 malowań, aczkolwiek różnią się one tylko oznaczeniami kodowymi. Kalki są dobrej jakości, wyraźne, bez przesunięć kolorów, ale film wydaje mi się cokolwiek gruby: Zobaczymy, jak zareaguje z płynami, jak się już wezmę za to cudo. Instrukcja klejenia zawiera rozbudowaną historię konstrukcji, a także kilka rysunków, acz ma jeden feler - jest po japońsku. Rysunki montażu są przejrzyste i zrozumiałe. To samo dotyczy schematów malowania: Pod tym kątem naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Przyczepic można się do ceny. Jak za tak niewielki model, jest ona oszałamiająca. W kilku sklepach w PL, nie znalazłem taniej niż 150 PLN. Rzuca na kolana, nie powiem. Dużo taniej wychodzi zamówić bezpośrednio w Japonii (nie wiem, czy mogę podać miejsce, w którym zamawiałem - reklama??), zapłacić koszta wysyłki i cieszyć się tym ciekawym modelem. Wychodzi znacznie taniej. Podsumowując, model MXY7 Ohka Model 11, przedstawia ciekawą konstukcję lotniczą. Jakość wykonania oceniam wysoko, a z tego co wyczytałem, model skleja się łatwo. Polecam miłośnikom lotnictwa Cesarstwa Japonii, aczkolwiek zakup tej zabawki w Polsce nadwyrężyć może budżet większości modelarzy.
-
Znakomity model, szacunek dla warsztatu.
-
Zacny model, milordzie
-
Maszyna pomalowana, położyłem też pierwsze kalki: Generalnie wodnosamolot zaczyna wyglądać jak wodnosamolot. Po malowaniu zabezpieczyłem go sidoluksem, a następnie lakierem błyszczącym Vallejo. Teraz czas na dokończenie kalkomanii, lekki wash i ślady eksploatacji. Do tego podoklejenia dupereli typu rurka Pitota, maszt radiowy, wydechy. A potem powoli można szukać miejsca gdzie postawić toto cudo i co następne w kolejce ;)
-
Zapowiada się zabójczo, będę śledził z zainteresowaniem.
-
Nie jestem okrętowcem, ale to co tu wyczyniasz (i przy innych swych modelach) wzbudza mój podziw i szacunek. Re-ew-la-cja! A z tą lupą to faktycznie pech ...
-
Żaby nie było, iż nic się nie dzieje. Położyłem kolor szary (tradycyjnie, Tamiya XF-12), potem na dole pływaka lekko poprzecierałem farbkę (zwłaszcza w miejscach, gdzie pływak spoczywał na wózku), aby dotrzeć do koloru podkładu: Na fotce wygląda to tak sobie, ale w realu ciut lepiej. Nie chciałem też przesadzać z odrapaniami i przetarciami farby, może póżniej. Całość zabezpieczyłem bezbarwnym błyszczącym. Spód maszyny też pomalowany: jednakże zauważyłem kilka baboli, toteż po przyklejeniu głównego pływaka dokonałem jeszcze kilku korekt (widać, gdzie położony Surfacer 1200, albo starta farba): Następnie przystąpiłem do żmudnego maskowania przed malowaniem góry, aczkolwiek wciąż jestem w drodze : Pomalowałem też śmigło, a po fakcie kapnąłem się, iż lekko dałem ciała. Brązowe śmigła i kołpaki akurat nie paszą do tego konkretnego modelu - kołpak był zielony, śmigła srebrne, z tyłu chyba czarne. Lenistwo podpowiada mi, żeby przemalować tylko kołpak i moooże przednie części śmigła. Się zobaczy C.D.N
-
Pogratulować, naprawdę fajny model. Czym malowałeś kolor "aluminium" (chodzi mi o farbę) ?
-
Może i monolog, ale wielce interesujący. Oglądam, czytam i podziwiam. Baaardzo fajna robota
-
Dzięki za miłe słowa
-
Dzięki za miłe słowa
-
tombie01, koralgol4, Model FAN - dzięki za miłe słowa
-
Prezentuję kolejnego Japończyka z mej kolekcji. Tym razem to japoński bombowiec nurkujący Kugisho D4Y1 Judy, wykonany z zestawu Fine Molds. Sam samolot był najszybszym bombowcem nurkującym II wojny światowej, zwrotnym i o dobrych właściwościach lotnych, jak też niezłym udźwigu bomb. W większej ilości wszedł do służby pod koniec 1943 roku, aby w 1944 i 1945 stać się podstawowym bombowcem nurkującym Cesarskiej Japońskiej Marynarki Wojennej. Była to udana konstrukcja, ale brak opancerzenia, coraz słabszy poziom wyszkolenia pilotów japońskich, jak też rosnąca dominacja USA w powietrzu spowodowały, że nie odniósł sukcesów takich jak np Aichi D3A Val. Pod koniec wojny często używano go do ataków kamikaze, jak też kilka egzemplarzy przystosowano do roli nocnego myśliwca. Cechą charakterystyczną pierwszych wersji Judy był silnik rzędowy, rzadkość w lotnictwie Japonii tego okresu. Potem zastosowano silnik gwiazdowy. Fine Molds wypuściło na rynek kilka wersji Judy w skali 1:48, począwszy od bombowca nurkującego z silnikiem rzędowym, poprzez nocny myśliwiec, bombowiec nurkujący z silnikiem gwiazdowym, jak też maszynę kamikaze z bombą 800 kg oraz dodatkowymi silnikami rakietowymi. Co ciekawe, nie znalazłem informacji, aby inny producent skusił się na wypuszczenie tego samolotu w 1:48, co wydaje się dziwne. Maszyna jest ładna, nie jest to też jakiś samolot wyprodukowany w minimalnej ilości. Cóż, do wyboru mamy Fine Molds i Fine Molds. Ja nabyłem i skleiłem wersję D4Y1, acz inne warianty też chodzą mi po głowie. Zestaw ten budzi moje mieszane uczucia. Z jednej strony fajny samolot, dobra detalizacja kokpitu, możliwość wykonania komory bombowej, ciekawe malowanie i dobrej jakości kalkomanie. Z drugiej strony koszmarna osłona kabiny - nie dość, że gruba niczym szkło pancerne, to jeszcze mało co przez nią widać i jest jednoczęściowa. Można oczywiście pociąć kabinkę na kawałki, ale osłona jest tak gruba, że wygląda to karykaturalnie. Do tego osłona kabiny po prostu bardzo słabo pasi do kadłuba, co jest po prostu irytujące. Również spasowanie kadłub - silnik, oraz fragment chłodnica - silnik wymaga sporej cierpliwości, szpachli i szlifowania. Poza tym było OK, ale model nie dla początkujących. Do tego drażnąca jest cena, ale co poradzić. Odżałowałem, kupiłem i zrobiłem. Jak wspomniałem, osłona kabiny jest do luftu, toteż wysupłałem na osłonę vacuform Squadrona. Niestety, nie pomyślałem i nie dałem jakichś pasów do foteli, model by tylko zyskał. Malowanie to standard dla ówczesnych japończyków. Góra - Tamiya XF-11 (Japanese Navy Green), dół Tamiya (XF-12, Japanese Navy Grey), kokpit - Tamiya XF-71 (cockpit green Imperial japanese Navy), śmigło Tamiya XF-10 (flat brown), pasy szybkiej identyfikacji - Hobby Color 413 (RLM04 yellow), wnętrze komory bombowej oraz komory podwozia - aotake (kumpel wyczarował większą ilość tego koloru, toteż skorzystałem z darowizny ). Co do tego ostatniego miałem wątpliwości, czy nie pomalować komór w kolorze aluminium, ale aotake ładniejszy. Potem delikatny wash oraz ślady eksploatacji, ale tu bez szaleństw. Zdjęcia pokazujące niemiłosiernie odrapane Judy to najczęscie fotki wraków lub maszyn przejętych po kapitulacji, które swoje odstały pod chmurką. Fotosy D4Y w służbie pokazują, że nie były tak mega zużyte, acz wyjątki się zdarzały. Zachęcam do oglądania i komentarzy:
-
Ciąg dalszy zabawy. Najpierw Mr Surfacer 1200, potem delikatne przeszlifowanie, następnie preshading: Preshading na górnych powierzchniach kładłem dosyć bylejako, w sumie ciemnozielony kolor przykryje praktycznie wszystko. Użyłem też nieco czerwonej farby, zwłaszcza na dolnych powierzchniach pływaków. Po pierwsze - jak już pisałem kalkomanie są nie do użycia, a pas ostrzegawczy na pływaku być musi. W kilku źródłach wyczytałem też, że Japończycy używali czerwonego podkładu pod farby w samalotach marynarki. W przypadku wodnosamolotów podkład wchodził w reakcję z szarą farbą, nadając jej lekko różowawy odcień. Dotyczyło to zwłaszcza Rufe bazujących na Aleutach, powstały nawet teorie o fioletowych Rufe. Podchodzę do tych informacji dosyć sceptycznie, ale pewnego przebarwienia nie wykluczam, toteż z ciekawości zdecydowałem się na ten mały eksperyment. Zobaczymy, co będzie po położeniu szarej farby, czegoś takiego jeszcze nie robiłem.
-
Ostatni dzień wolny po Świętach, to może wrzucimy coś na warsztat. Jakiś czas temu zabrałem się za klejenie japońskiego wodnosamolotu myśliwskiego N1K1 強風 (Silny wiatr), wyprodukowanego przez Tamiya: Coś o Kyofu. Maszynę tą opracowano na początku lat 40-stych, w konfiguracji myśliwca pływakowego. Wodnosamolot ten miał ochraniać miejsca japońskich desantów do momentu zdobycia lub wybudowania stałych lotnisk. Miał być zdolny do walki z ówczesnymi myśliwcami, co w przypadku maszyny z sporym pływakiem było równie sporym wyzwaniem. Generalnie, japońscy inżynierowie zbudowali dobrą, ale w 1943 już niepotrzebną maszynę. Limitowana produkcja utrzymywana była do 1944 roku, łącznie zbudowano około 100 egzemplarzy. Myśliwiec ten odniósł umiarkowane sukcesy w walkach z amerykańskimi bombowcami, a jego największym wkładem w japoński wysiłek wojenny był to, że stał się bazą do budowy myśliwca N1K1-J George. Jak już wspomniałem, model zacząłem kawałek czasu temu, potem wylądował w szufladzie, a teraz znów wrócił do łask. Kupiłem go na allegro za niewielkie pieniądze, jako, że zapewne przeżył jakąś małą powódź, co odbiło się zwłaszcza na kalkomaniach. Do tej pory model klei się bardzo dobrze, jedynie łączenie głównego pływaka z pylonami w kształcie V wymagało ciut szpachli i przeszlifowania. Skleiłem też wózek transportowy. Na razie wygląda to wszystko tak: C.D.N.
-
Prezentuję kolejny model z mej kolekcji - japońską Wunderwaffe Mitsubishi J8M Shusui . Samolot ten był kopią niemieckiego myśliwca przechwytującego Me-163. Japończycy rozpaczliwie potrzebowali samolotu zdolnego niszczyć formacje bombowców B-29 i liczyli, że to J8M będzie tą tak potrzebną im bronią. Generalnie, idea ta od początku skazana była na niepowodzenie, Japonia nie miała wystarczającego potencjału go produkowania bardzo niebezpiecznego paliwa dla silnika rakietowego, brakowało też pilotów. Był to raczej rozpaczliwy pomysł w myśl, tonący brzytwy się chwyta. Japończycy zdołali wyprodukować 7 samolotów J8M, ale próba oblotu prototypu zakończyła się katastrofą, w której zginąl pilot kmdr ppor. Inuzuka Toyohiko. Dalsze próby przerwał koniec wojny. Model przedstawia ten pechowy prototyp. Mimo, że wygląda na łatwy, model nie jest "spacerkiem" w budowie, ze względu na występujące problemy z spasowaniem skrzydła - kadłub. Dodatkowo, męczące było takie ustawienie płozy i wózka z kółkami, aby model stał prosto, a nie kiwał się niczym solidnie napity sake Japończyk. Osobiście dałem też ciała z pin-up washem, ponieważ linie podziału zapuściłem kolorem czarnym, co dało dosyć karykaturalny efekt. Brąz byłby lepszy. Jednakże, jak kleiłem ten model to byłem młody i głupi Malowanie - Tamiya X-6 (Orange), okolice dyszy wylotowej kolor aluminium, bodajże Valleyo. Pomimo problemów, lepienie tego modelu dało mi sporo satysfakcji, było dobrą szkołą dla moich skromnych umiejętności, a w dodatku na półce stanął mało znany samolot Japońskiej Cesarskiej Marynarki Wojennej. Nie ukrywam, poluję na kolejnego Shusui, tym razem chciałbym pyknąć go w konfiguracji bojowej, z działkami, szybą pancerną i ciemnozielonym kamuflażem. Niestety, model Fine Molds raczej trudno dostępny :( Zachęcam do oglądania i komentarzy:
