Skocz do zawartości

tenzan

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    487
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Zawartość dodana przez tenzan

  1. Dzięki za słowa otuchy Ciągniemy dalej wózek z Ohka. Rozpocząłem zabawę z wnętrzem samolotu -latającej bomby (jak w sumie nazwać tą japońską "Wunderwaffe" ?). Przygotowanie do malowania wnętrza kadłuba i kilku akcesoriów (silniki rakietowe już pomalowane i przeciągnięte suchym pędzlem): Potem srebrny lakier na wnętrze Ohka, następnie maskowanie: Wnętrze kokpitu pomalowane IJN Cockpit Green I (Tamiya XF-71), głowica bojowa ciemnoszara (mieszanka biały + czarny własnego sumptu): Następnie wszystko zabezpiecznone lakierem błyszczącym. Co do głowicy bojowej, o jakości zestawu Fine Molds świadczą dołączone kalkomanie na tą głowicę, ale darowałem sobie, tak samo jak jej "odrapywanie", "washowanie", dodawanie śladów żużycia. Dlaczego? Nie robię dioramki, a po sklejeniu połówek kadłuba nic a nic nie będzie widać głowicy bojowej. Kompletnie nic. Sprawdziłem i odpuściłem zabawę. Nie powiem, model ma potencjał na ciekawą dioramkę, ukazującą np. jedną scenkę z filmu: Widać, że Amerykanie "rozbierają" Ohka i dokonują jej inspekcji. Można wtedy odsłonić gowicę bojową, ukazać w całej pełni silniki rakietowe, strzelić całkiem ciekawą dioramę. Natomiast na razie przekracza to moje umiejętności, toteż zrobię Ohka na wózku i nic ponadto. Jak się poduczę nieco, to może kiedyś spróbuję, zwłaszcza, że sam model do tej pory buduje się świetnie. Pasuje wszystko, do tego jest przemyślany, tak aby nie trzeba było kombinować. Idziemy według instrukcji i wszystko gra. Stan na teraz:
  2. tenzan

    RWD-8 IBG

    Ach, czemuż nie w 1:48 są te piękne płatowce :( Brałbym w ciemno...
  3. Nie będę ukrywał, że washowanie ciemnych powierzchni idzie mi słabo. Muszę się podszkolić w tej materii, chętnie skorzystam z rad bardziej wprawionych w bojach towarzyszy i towarzyszek Co do Wildcata, nie ukrywam, że uważam go za swój najlepszy model i nie wiem, czy to aby nie jest szczyt moich możliwości.
  4. Piękna krówka (jak chodzi o wielkość), czy też raczej suczka Kawał maszyny, no i wykonanie naprawdę OK
  5. Zapraszam do kolejnego wątku mych zmagań modelarskich. Na tapecie mój najnowszy nabytek, o którym napisałem już kilka zdań: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=66&t=49285 Model wygląda na prosty, a pierwsze przymiarki wskazują, że model firmy Fine Molds spasowany jest dobrze. Kolejne spostrzeżenie, wielki to on nie będzie Na razie powycinałem najważniejsze części, aby sprawdzić spasowanie. Dociążyłem też głowicę bojową, aby model leżał prosto na wózku transportowym, a nie kiwał się do tyłu. Zapowiada się na razie lekko, łatwo i przyjemnie, o ile czegoś nie sknocę w trakcie zabawy ;)
  6. No i finito. Zapraszam do galerii: viewtopic.php?f=64&t=49515
  7. Koniec wieńczy dzieło. Relacja z budowy: viewtopic.php?f=86&t=48565 Jeżeli chodzi o zestaw Tamiya, to kleił się praktycznie bezproblemowo. Nieco uwagi wymagało przyklejenie pływaków, aby zachować właściwą symetrię. Poza tym - easy work. Może kabinka mogłaby być nieco bardziej ubogacona, zwłaszcza tablica przyrządów, ale mimo to zestaw N1K1 Kyofu firmy Tamiya jest godny polecenia. Co do malowania - tradycyjnie dla samolotów japońskiej marynarki. Góra - Tamiya XF-11 (Japanese Navy Green), dół Tamiya (XF-12, Japanese Navy Grey), kokpit - Tamiya XF-71 (cockpit green Imperial Japanese Navy), łopaty śmigła Tamiya XF-10 (flat brown), pasy szybkiej identyfikacji - Hobby Color 413 (RLM04 yellow). Model zwashowany. Potem pobrudzony (okopcenia) za pomocą Tamiya Weathering Master (gun metal) oraz Vallejo 70939 smoke. Samokrytycznie przyznam się, że chyba przesadziłem z okopceniem. Zapraszam do oglądania i komentowania:
  8. Model okalkowany, kalki - jak i cały model - raz jeszcze zabezpieczone lakierem błyszczącym. Czas na lekki wash i brudzenie, potem zapewne galeria i następny projekt Co do mych byków, to z lenistwa zostawiłem łopaty śmigieł w kolorze brązowym, powinny być srebrne. Sam model klei się bardzo przyjemnie, jakby ktoś szukał łatwego samolociku w 1:48, to akurat ten wyrób Tamiya nadaje się do tego
  9. Zacznę od pozytywów. Najbardziej podoba mi się wózek. Jak uzyskałeś kolor i fakturę drewna na podstawkach? Wg mnie wygląda to bardzo naturalnie. Można prosić o info? Wykonanie samolotu pod kątem technicznym jest w porządku - ładnie pomalowany, wash, odpryski, wszystko gites. Ale mam jedno ALE - prawdziwy Seiran nie mógł tak wyglądać z bardzo prostej przyczyny. Miała to być maszyna samobójcza, toteż nie mogła aż tak się zużyć. Po drugie - nawet operacyjne samoloty japońskie wcale nie były aż tak zaniedbane. To mit, aczkolwiek mocno utrwalony. Fakt, farby japońskie były nienajlepszej jakości, ale zdjęcia z lat wojny pokazują, że samoloty Cesarskiej Marynarki nie były tak bardzo odrapane. Są i wyjątki, ale bez przesady. Dodatkowo, najbardziej odrapane i zużyte maszyny, z łuszczącą się farbą, uwieczniono na zdjęciach po kapitulacji. Trochę odstały pod gołym niebem, bez konserwacji, toteż nieco gorzej wyglądają. Natomiast maszyny operacyjne, używane bojowo, nie były tak zaniedbane. Trafiały z fabryki na front, a w latach 1944-1945 żywot japońskiego myśliwca czy bombowca był dosyć krótki. Generalnie, model mi się podoba, acz realny Sieran tak nie wyglądał. Oczywiście, każdy klei i maluje modele dla swojej przyjemności i radości, to nie mam zamiaru się czepiać Nie należę do zakonu liczących wszystkie nity... Mnie model się podoba
  10. Nie powiem, robi wrażenie. Świetny model, zazdroszczę warsztatu
  11. tenzan

    Rafale M // Revell // 1:48

    Model daje radę Re-ve-ll-acja. No i rewelacyjne wykonanie!
  12. Zapowiada się interesująco. Mam ten model w planach, chętnie popatrzę na wykonanie i dowiem się czegoś o jakości zestawu Airfixa. Muszę przyznać, że dawniej firma ta robiła za "chłopca do bicia", a teraz jakość jej modeli wyraźnie zwyżkuje. Kleiłem Me-109E w 1:48, bardzo mile wspominam. Ciekawe jak wypadnie Hurricane, czekam na wieści.
  13. Ostatnimi czasy wpadł mi w ręce model pilotowanej latającej bomby Yokosuka MXY7 Ohka (Baka). Jedna z owych japońskich "cudownych broni", która była połączeniem dosyć prymitywnej technologii z poświęceniem ludzkiego życia. Model tego samobójczego samolotu o napędzie rakietowym wypuściła firma Fine Molds, skala 1:48. Może coś o historii. Pogarszajaca się sytuacja wojenna Japonii spowdowała, że rozpaczliwie zaczęto poszukiwac metod zniwelowania przewagi USA. Japoński przemysł technologicznie był zapóźniony w porównaniu do USA, WIelkiej Brytanii czy Niemiec, toteż wyszukana technika musiała ustąpić temu, czego w ówczesnej Japonii nie brakowało - czyli pogardzie wobec śmierci i poświęceniu życia dla Cesarza. Japonia sięgnęła po lotników-samobójców. Używano do tego celu wielu typów maszyn, często nowoczesnych, do tego materiałochłonnych i drogich w produkcji. Ideałem byłby samolot tani, prosty w produkcji, do tego o dużej sile niszczenia. W tej sytuacji pomysł ppor. Mitsuo Otha wydawał się interesujący. Lotnik ten zaproponował zastosowanie prostego samolotu o napędzie rakietowym, którego w miejsce akcji "podrzuciłby" samolot-matka, przekonstruowany bombowiec G4M. Już w sierpniu 1944 (czyli jeszcze przed pierwszymi atakami samobójczymi, co dużo daje do myślenia), opracowano projekt wstępny. Początkowo do napędu służyć miał silnik rakietowy na paliwo ciekłe, ale okazało się to zbyt dużym wyzwaniem dla japońskiego przemysłu. Zastosowano więc zespół trzech silników rakietowych na paliwo stałe, co przełożyło się na krótki zasięg samolotu - zaledwie 37 kilometrów. Prace nad rozwojem konstrukcji postępowały szybko i już w październiku 1944 przeprowadzono pierwsze próby samolotu. Testy zakończono do stycznia 1945 roku. Mógłbym jeszcze się porozpisywac o historii samolotu, czy też pilotowanej bomby, ale akurat na ten temat w PL napisano sporo. Generalnie, pomysł ten okazał się klapą. Ohka model 11, pomimo dużego potencjału rozczarowała. Niewielki zasięg powodował, że należało przetransportować latającą bombę blisko potencjalnego celu, co narażało samolot-nosiciel na zestrzelenie. Obciążone nosiciele Ohka, czyli bombowce G4M2, praktycznei nie miały szans przedrzeć się przez parasol myśliwców USA. Straty były wysokie, sukcesy nikłe. Najprawdopodobniej tylko jeden okręt US Navy padł łupem Ohka. Był to niszczyciel USS Mannert L. Abele. Przejdźmy do modelu. Przedstawia on samolot MXY7 Ohka , Model 11. Inna, popularna nazwa to Baka, czyli po japońsku głupiec. "Ksywkę" tą nadali tej maszynie Amerykanie. Do rąk dostajemy podełko z ładnym obrazkiem: Po otwarciu okazuje się, że wszystkie części są starannie zafoliowane. Model składa się z 75 części, wykonanych z jasnoszarego tworzywa. Dobrze komponuje się to z jasnoszarym kamuflażem Ohka. Części są umieszczone na dwóch ramkach. Generalnie, jakość odlewek jest wysoka. Nie zauważyłem nadlewek, wklęśnięć czy innych niedoróbek. Zbliżenie: Do tego dochodzą części przeźroczyste. Kabina jest trzyczęściowa, dzielona: Nie rozpakowałem jej, ale jakosć wykonania oceniam wysoko. Kalkomanie pozwalają na wykonanie 6 malowań, aczkolwiek różnią się one tylko oznaczeniami kodowymi. Kalki są dobrej jakości, wyraźne, bez przesunięć kolorów, ale film wydaje mi się cokolwiek gruby: Zobaczymy, jak zareaguje z płynami, jak się już wezmę za to cudo. Instrukcja klejenia zawiera rozbudowaną historię konstrukcji, a także kilka rysunków, acz ma jeden feler - jest po japońsku. Rysunki montażu są przejrzyste i zrozumiałe. To samo dotyczy schematów malowania: Pod tym kątem naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Przyczepic można się do ceny. Jak za tak niewielki model, jest ona oszałamiająca. W kilku sklepach w PL, nie znalazłem taniej niż 150 PLN. Rzuca na kolana, nie powiem. Dużo taniej wychodzi zamówić bezpośrednio w Japonii (nie wiem, czy mogę podać miejsce, w którym zamawiałem - reklama??), zapłacić koszta wysyłki i cieszyć się tym ciekawym modelem. Wychodzi znacznie taniej. Podsumowując, model MXY7 Ohka Model 11, przedstawia ciekawą konstukcję lotniczą. Jakość wykonania oceniam wysoko, a z tego co wyczytałem, model skleja się łatwo. Polecam miłośnikom lotnictwa Cesarstwa Japonii, aczkolwiek zakup tej zabawki w Polsce nadwyrężyć może budżet większości modelarzy.
  14. Znakomity model, szacunek dla warsztatu.
  15. tenzan

    Jaguar A Heller 1:48

    Zacny model, milordzie
  16. Maszyna pomalowana, położyłem też pierwsze kalki: Generalnie wodnosamolot zaczyna wyglądać jak wodnosamolot. Po malowaniu zabezpieczyłem go sidoluksem, a następnie lakierem błyszczącym Vallejo. Teraz czas na dokończenie kalkomanii, lekki wash i ślady eksploatacji. Do tego podoklejenia dupereli typu rurka Pitota, maszt radiowy, wydechy. A potem powoli można szukać miejsca gdzie postawić toto cudo i co następne w kolejce ;)
  17. tenzan

    S-2 Tracker 1/48 Kinetic

    Zapowiada się zabójczo, będę śledził z zainteresowaniem.
  18. Nie jestem okrętowcem, ale to co tu wyczyniasz (i przy innych swych modelach) wzbudza mój podziw i szacunek. Re-ew-la-cja! A z tą lupą to faktycznie pech ...
  19. Żaby nie było, iż nic się nie dzieje. Położyłem kolor szary (tradycyjnie, Tamiya XF-12), potem na dole pływaka lekko poprzecierałem farbkę (zwłaszcza w miejscach, gdzie pływak spoczywał na wózku), aby dotrzeć do koloru podkładu: Na fotce wygląda to tak sobie, ale w realu ciut lepiej. Nie chciałem też przesadzać z odrapaniami i przetarciami farby, może póżniej. Całość zabezpieczyłem bezbarwnym błyszczącym. Spód maszyny też pomalowany: jednakże zauważyłem kilka baboli, toteż po przyklejeniu głównego pływaka dokonałem jeszcze kilku korekt (widać, gdzie położony Surfacer 1200, albo starta farba): Następnie przystąpiłem do żmudnego maskowania przed malowaniem góry, aczkolwiek wciąż jestem w drodze : Pomalowałem też śmigło, a po fakcie kapnąłem się, iż lekko dałem ciała. Brązowe śmigła i kołpaki akurat nie paszą do tego konkretnego modelu - kołpak był zielony, śmigła srebrne, z tyłu chyba czarne. Lenistwo podpowiada mi, żeby przemalować tylko kołpak i moooże przednie części śmigła. Się zobaczy C.D.N
  20. Pogratulować, naprawdę fajny model. Czym malowałeś kolor "aluminium" (chodzi mi o farbę) ?
  21. Może i monolog, ale wielce interesujący. Oglądam, czytam i podziwiam. Baaardzo fajna robota
  22. Dzięki za miłe słowa
  23. Dzięki za miłe słowa
  24. tombie01, koralgol4, Model FAN - dzięki za miłe słowa
  25. Prezentuję kolejnego Japończyka z mej kolekcji. Tym razem to japoński bombowiec nurkujący Kugisho D4Y1 Judy, wykonany z zestawu Fine Molds. Sam samolot był najszybszym bombowcem nurkującym II wojny światowej, zwrotnym i o dobrych właściwościach lotnych, jak też niezłym udźwigu bomb. W większej ilości wszedł do służby pod koniec 1943 roku, aby w 1944 i 1945 stać się podstawowym bombowcem nurkującym Cesarskiej Japońskiej Marynarki Wojennej. Była to udana konstrukcja, ale brak opancerzenia, coraz słabszy poziom wyszkolenia pilotów japońskich, jak też rosnąca dominacja USA w powietrzu spowodowały, że nie odniósł sukcesów takich jak np Aichi D3A Val. Pod koniec wojny często używano go do ataków kamikaze, jak też kilka egzemplarzy przystosowano do roli nocnego myśliwca. Cechą charakterystyczną pierwszych wersji Judy był silnik rzędowy, rzadkość w lotnictwie Japonii tego okresu. Potem zastosowano silnik gwiazdowy. Fine Molds wypuściło na rynek kilka wersji Judy w skali 1:48, począwszy od bombowca nurkującego z silnikiem rzędowym, poprzez nocny myśliwiec, bombowiec nurkujący z silnikiem gwiazdowym, jak też maszynę kamikaze z bombą 800 kg oraz dodatkowymi silnikami rakietowymi. Co ciekawe, nie znalazłem informacji, aby inny producent skusił się na wypuszczenie tego samolotu w 1:48, co wydaje się dziwne. Maszyna jest ładna, nie jest to też jakiś samolot wyprodukowany w minimalnej ilości. Cóż, do wyboru mamy Fine Molds i Fine Molds. Ja nabyłem i skleiłem wersję D4Y1, acz inne warianty też chodzą mi po głowie. Zestaw ten budzi moje mieszane uczucia. Z jednej strony fajny samolot, dobra detalizacja kokpitu, możliwość wykonania komory bombowej, ciekawe malowanie i dobrej jakości kalkomanie. Z drugiej strony koszmarna osłona kabiny - nie dość, że gruba niczym szkło pancerne, to jeszcze mało co przez nią widać i jest jednoczęściowa. Można oczywiście pociąć kabinkę na kawałki, ale osłona jest tak gruba, że wygląda to karykaturalnie. Do tego osłona kabiny po prostu bardzo słabo pasi do kadłuba, co jest po prostu irytujące. Również spasowanie kadłub - silnik, oraz fragment chłodnica - silnik wymaga sporej cierpliwości, szpachli i szlifowania. Poza tym było OK, ale model nie dla początkujących. Do tego drażnąca jest cena, ale co poradzić. Odżałowałem, kupiłem i zrobiłem. Jak wspomniałem, osłona kabiny jest do luftu, toteż wysupłałem na osłonę vacuform Squadrona. Niestety, nie pomyślałem i nie dałem jakichś pasów do foteli, model by tylko zyskał. Malowanie to standard dla ówczesnych japończyków. Góra - Tamiya XF-11 (Japanese Navy Green), dół Tamiya (XF-12, Japanese Navy Grey), kokpit - Tamiya XF-71 (cockpit green Imperial japanese Navy), śmigło Tamiya XF-10 (flat brown), pasy szybkiej identyfikacji - Hobby Color 413 (RLM04 yellow), wnętrze komory bombowej oraz komory podwozia - aotake (kumpel wyczarował większą ilość tego koloru, toteż skorzystałem z darowizny ). Co do tego ostatniego miałem wątpliwości, czy nie pomalować komór w kolorze aluminium, ale aotake ładniejszy. Potem delikatny wash oraz ślady eksploatacji, ale tu bez szaleństw. Zdjęcia pokazujące niemiłosiernie odrapane Judy to najczęscie fotki wraków lub maszyn przejętych po kapitulacji, które swoje odstały pod chmurką. Fotosy D4Y w służbie pokazują, że nie były tak mega zużyte, acz wyjątki się zdarzały. Zachęcam do oglądania i komentarzy:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.