Skocz do zawartości

Albatros

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    503
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    11

Zawartość dodana przez Albatros

  1. Osobiście uważam, że fotografowanie aparatami fotograficznymi nie stanowi aż takiego zagrożenia, jak fotografowanie komórkami przez zwiedzających. Aparat zwykle jest na pasku na szyi, chwyt jest zdecydowanie pewniejszy, obiektyw też wymusza minimalną odległość ostrzenia, więc rzadziej się zdarza wkładanie obiektywu między modele. Inaczej z foceniem komórkami - jak widzę te komórki 5 cm nad modelami w drżących palcach, wśród potrącających innych zwiedzających z plecakami, to aż mi się włosy jeżą... W moim odczuciu wprowadzenie zakazu fotografowania komórkami, albo przynajmniej pilnowanie, aby wykonywać to z większej odległości miałby sens, podobnie jak absolutny zakaz wchodzenia z torbami, plecakami i okryciem wierzchnim na salę wystawową. Teoretycznie egzekwowanie takich zakazów (włącznie z dotykaniem przez zwiedzających i uczestników) byłoby możliwe, kwestia odpowiedniej ilości ludzi do pilnowania (zaangażowanych i serio traktujących to zajęcie). Aby to zdało egzamin też osoby pilnujące powinny się zmieniać (trudno oczekiwać, że ktoś wytrzyma 8 godzin stania i pilnowania, czujność spadnie dość szybko) i mieć na oku odcinki na maks dwa-trzy stoliki. Ale wtedy musiałaby być armia pilnujących, co może jednak być istotnym problemem dla organizatorów. Z moich sugestii dla organizatorów to zapewnienie odpowiedniego oświetlenia (na wzór SMC) oraz położenie na stołach nakryć w kolorach szarym/czarnym, a nie zielonym lub innym bordowym - na pewno poprawiłoby odbiór i ogólny wygląd imprezy oraz fotograficznych relacji...
  2. No więc właśnie dlatego mnie to zaciekawiło, ponieważ pamiętam też Twoje sugestie i obawy dotyczące wystawiania modeli. Raz spróbowałem z gablotą, i zabija to odbiór modelu, drugi raz bez, i w sumie to był weekend z duszą na ramieniu. I ciekaw byłem jak w takim razie Ty to godzisz, jeżeli tak twardo sprawiasz sprawę w kwestiach bezpieczeństwa. Z moich skromnych (podkreślam) obserwacji albo się modlisz albo utrudniasz odbiór, co z kolei zabija efekt i zaczyna niweczyć sens wystawiania modelu. Ci do żartu, myślę że na żywo byłoby jasne że to żart, znowu niestety komunikacja pisana daje znać o swoich wadach
  3. Zaczynam coraz bardziej odnosić wrażenie, że jakakolwiek czyjaś wypowiedź jest dla Ciebie pretekstem do dopisywania, nadpisywania, analizowania, nadinterpretacji, dzielenia włosa na czworo i chwytania się każdego słowa… męczące to się robi. To forum, a nie obrona doktoratu, gdzie każde słowo i sformułowanie należy kilkanaście razy przemyśleć, a i tak rozbierzesz je na atomy. Być może jestem słabo rozgarnięty, ale bez przesady. Piszesz o pewnych kryteriach, które są dla Ciebie istotne, a tak się składa, że dla mnie kwestia bezpieczeństwa modeli jest najistotniejszym elementem udziału w konkursie. Dlatego z ciekawości się nad tym pochyliłem, choć chyba jednak niepotrzebnie. Jeżeli ktoś pisze, że są to najważniejsze kwestie w jego podejściu, to wysnuwam logiczny wniosek, że są związane z pewnymi jego oczekiwaniami. I nie ma w tym drugiego, trzeciego czy piątego dna, ani odgadywania Twoich myśli. Choć rozwinięcie precyzuje nieco te kwestie i Twoje oczekiwania, więc dziękuję, już wszystko jasne.
  4. No ale to chyba eliminuje wszystkie festiwale… nie śledzę tego, ale chyba żaden z organizatorów festiwali nie bierze odpowiedzialności za modele i zawsze jest formułka „na własne ryzyko”. Oczywiście organizator zapewnia, że dołoży wszelkich starań, ale finalnie ryzyko jest tylko i wyłącznie wystawiającego. Z tych nielicznych festiwali na których byłem dotykanie modeli było zupełnie możliwe, nawet jeżeli były osoby porządkowe to nie były w stanie ogarnąć wszystkiego. Widok zwiedzających z komórkami w rękach robiących zdjęcia tuż nad modelami był powszechny. I chyba nie wyobrażam sobie jak można by to organizacyjnie ogarnąć… więc pozostaje chyba z Twojej listy tylko jedno kryterium.
  5. Na giełdach na FB już się rozchodzą jak świeże bułeczki gratulacje
  6. Naprawdę piękna praca
  7. A czym lutujesz? Mi to wciąż sprawia problem i nie mogę tego opanować, dużo przypadkowości w tym mam, mimo że już ileś tutoriali i filmów jak to robić obejrzałem…
  8. Nawet jeżeli znajdziesz kolorowe, to raczej i tak trudno będzie mówić o wierności koloru na takim zdjęciu.
  9. Książkę mam już u siebie na półce, a dla mnie jest to na tyle ważna pozycja, a @Boch tak znakomitym modelarzem, że postanowiłem podzielić się moimi osobistymi odczuciami. Wiedząc, jak wyczekiwane było to „dziecko” Łukasza, ile włożył w nie pracy i zaangażowania obawiałem się trochę jednak jakości wydania, jako, że książki modelarskie nie należą do wydawnictw z najwyższej półki jakościowej. Osobiście widziałbym tą książkę (zapewne Łukasz również) w twardej okładce, z obwolutą i uszlachetnieniami, ale po zejściu na ziemię też uważam, że jest bardzo ładnie wydana. Lakierowana okładka o zwiększonej gramaturze, z atrakcyjną grafiką przyciąga wzrok, a wrażenie poprawiają jeszcze skrzydełka. Satynowy papier dobrze służy fotografiom, profilom barwnym i uzupełniającym treść ilustracjom. Z mojej strony bardzo duże słowa uznania dla Tomasza Wajnkaima za całą oprawę graficzną - atrakcyjną, spójną, konsekwentną, czytelną i porządkującą optycznie zawartość. Książka podzielona jest na kilka części. Witają nas „bohaterowie dramatu” - sam Łukasz spogląda ze zdjęcia przy krótkiej notce biograficznej, a obok najważniejsze postacie historyczne z omawianego okresu. Dla Polaka króciutkie biogramy pewnie nie wnoszą niczego nowego, ale dla odbiorcy z Europy i innych części świata część nazwisk z tej listy może być zupełnie nieznana. Dalej na 30 (!) stronach mamy część historyczną, zapoczątkowaną stylizowaną mapą z teatrem działań i głównymi manewrami i kierunkami uderzeń podczas wojny 1920 roku. I myślę, że ta część jest chyba pewnym ewenementem na tle książek modelarskich (choć też przyznaję, że nie czytałem ich dużo i nie śledzę zbyt dokładnie tych wydawnictw), ponieważ ja do tej pory nie spotkałem się z tak rzetelnie potraktowanym tematem historycznym. Wiadomości, które Łukasz zawarł w tej części dla przeciętnego Europejczyka będą pewnie czymś absolutnie nowym i nieznanym, ale myślę też, że także polski czytelnik odnajdzie tam mnóstwo ciekawych i nieznanych informacji. Aby uzmysłowić, jak bardzo serio Łukasz potraktował tą część publikacji możemy przenieść się na moment na ostatnią stronę, aby zapoznać się z imponującą bibliografią, której lwia część dotyczy właśnie historii wojny polsko-bolszewickiej. Nie znam się, ale tak merytoryczne i rzetelne z badawczego punktu widzenia podejście nie jest chyba czymś często spotykanym w książkach modelarskich. Treść wzbogacają zdjęcia z epoki - duże, wyraźne, ostre, bardzo dobrze zdigitalizowane i przygotowane do druku, w wielu przypadkach niepublikowane, pochodzące z prywatnych zbiorów i kolekcji. I w moim odczuciu zdjęcia niesamowicie potęgują wrażenie, które wywiera część historyczna, a spoglądający nam w oczy piloci, siedzący przy swoich maszynach wręcz dopominają się naszej uwagi i zapoznania się z ich - niestety - niemal zupełnie nie znanymi ani w Polsce ani na świecie - aktami skrajnego poświęcenia, odwagi i brawury w chmurach 1920 roku… Główna część książki, czyli już stricte modelarska, prezentuje nam szczegółowy przebieg prac nad sześcioma modelami samolotów biorących udział w walkach podczas wojny polsko-bolszewickiej. I tak - po stronie sowieckiej mamy R.A.F. RE8 „Harry Tate”, Sopwith „Snipe” I Nieuport 23, a siły powietrzne II RP reprezentują Halberstadt (no i tutaj mamy nieszczęsną literówkę w tekście…) CL.II, F.2b Bristol i Fokker (OAW) D.VII. Wszystkie prezentowane modele są wykonane w skali 1/32 i pochodzą ze stajni Wingnut Wings, poza jedynym Nieuportem od Copper State Model. Każdy warsztat otwiera nam duży, wyraźny, pięknie namalowany profil boczny samolotu wypełniający rozkładówkę, wzbogacony informacjami na jego temat - króciutkiej historii rozwoju maszyny oraz szczegółowej historii konkretnego budowanego egzemplarza, wraz ze zdjęciami archiwalnymi. Każdy warsztat prowadzi czytelnika przez procesy budowy modelu, przy czym - mimo, że Łukasz nie pomija w relacji żadnego etapu, tak jak sklejanie części, uzupełnianie i waloryzacja (wraz podaniem producentów i zestawów aftermarketów) czy przeróbki i modyfikacje - to jednak odnoszę wrażenie, że główny nacisk jest położony na malowanie. Nie wiem, czy taki był pierwotny zamysł i koncepcja, czy też finalnie trzeba było - siłą rzeczy - skompresować relacje i z części opisów prac zrezygnować, to jednak otrzymujemy bardzo dokładny opis tego, z czego Łukasz jest chyba najbardziej znany i co stanowi jego swego rodzaju wizytówkę. Mianowicie bardzo rozpoznawalny - nazwałbym go już stricte malarskim, a nie modelarskim - styl malowania swoich modeli. Na kolejnych - świetnych zresztą, ostrych (choć jednak operator DTP w drukarni mógłby je jednak trochę jeszcze niekiedy podostrzyć, jak na mój gust na potrzeby druku) i wyraźnych zdjęciach widzimy etapy nakładania i przede wszystkim BUDOWANIA koloru. Łukasz pokazuje nam, jak świadomie pracuje z barwą. Nie ma tutaj sztywnego schematu, jest namysł i stopniowe dochodzenie do finalnego efektu za pomocą kolejnych, przenikających się warstw i - nazwałbym to, oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji, ale bardzo pasuje mi to słowo w tym kontekście - „impresjonistycznego” rozbicia koloru na składowe. Nie są to proste recepty, wymagają doświadczenia, wyczucia, wrażliwości na barwę, wyobraźni i sporego nakładu pracy, ale jednocześnie - krok po kroku, pokazane jest jak dojść do efektu bogactwa pozornie jednolitego koloru. Ponadto mamy tutaj także pokazane, jak radzić sobie z typowymi problemami malarskimi w przypadku samolotów z wczesnego okresu rozwoju lotnictwa. Malowanie różnorakich materiałów - drewna, metali - blach osłon, miedzi i mosiądzu, korpusów i cylindrów silników, oprzyrządowania, płótna, gumy - to wszystko znajdziemy na kolejnych, szczegółowo opisanych zdjęciach poszczególnych warsztatów. Przy okazji chciałbym polecić obserwację profilu Autora w mediach społecznościowych, ponieważ opisy i zdjęcia z książki można też skonfrontować z krótkimi rolkami na Facebooku, na których Łukasz pokazuje poszczególne czynności na żywo. Przełamuje to ograniczenia książki i stanowi cenne uzupełnienie wiedzy o poszczególnych filmikach, stanowiąc swego rodzaju multimedialne kompendium wiedzy. Cennym akcentem są wydzielone rozkładówki z najbardziej potrzebnymi w budowie szmatopłatów patentami, gdzie krok po kroku pokazana jest praca przy malowaniu jednolitych powierzchni, malowanie silników, wykonywanie naciągów, malowanie drewna, praca z częściami żywicznymi, nakładanie i weathering kalkomanii. Pokazane techniki mogą być przydatne na każdym poziomie zaawansowania - początkujący podążając za radami Łukasza może zbudować i pomalować swój pierwszy samolot z okresu początków lotnictwa, a dla doświadczonego modelarza może to być świetny punkt wyjścia do rozwinięcia i wzbogacenia swoich technik. Łukasz pokazuje też na łamach swojej książki, że tak naprawdę weathering jest bardzo kompleksowym, złożonym i wieloetapowym procesem i zaczyna się już od pierwszych kroków malarskich na modelu. Każdy warsztat jest zakończony galerią prezentującą gotowy model, a biorąc pod uwagę znakomity warsztat fotograficzny autora, możemy sycić oczy i odnajdywać kolejne niuanse na świetnych, dużych, wyraźnych zdjęciach. Podsumowując, moje wrażenia są ze wszech miar pozytywne, to niezwykle udana, cenna i pożyteczna książka, pełna bardzo wartościowej wiedzy merytorycznej. W moich oczach szczególna wartość tej pozycji leży jednak już w samej jej koncepcji. Łukasz buduje modele samolotów z konfliktu mało znanego, niszowego nawet w Polsce. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak wąsko zakreślony temat ogranicza krąg odbiorców. Jest jednak dokładnie odwrotnie. Kluczową rolę odgrywa fakt, że w opisywanej wojnie polsko-bolszewickiej wykorzystywano samoloty wywodzące się z pierwszej wojny światowej. To sprawia, że rozwiązania warsztatowe opisane przez Autora - sposoby budowy, waloryzacji, malowania i weatheringu maszyn - z powodzeniem znajdują zastosowanie przy budowie bardzo szerokiego i zyskującego na coraz większej popularności tematu w modelarstwie - lotnictwa Wielkiej Wojny. Dzięki temu lokalna, niszowa historia (choć oczywiście zdajemy sobie sprawę, że historycznie ta wojna miała ogromne znaczenie dla Europy) staje się punktem wyjścia do szerszej opowieści i zyskuje wymiar uniwersalny, wartościowy dla każdego modelarza zainteresowanego początkowym okresem rozwoju lotnictwa. I cieszy fakt, że modelarz z drugiego końca świata, chcący zbudować swój pierwszy model Fokkera D.VII dzięki tej książce będzie się uczył na przykładzie modelu Fokkera w polskich barwach.
  10. Raczej dla kogoś, kto dopiero stawia pierwsze kroki w temacie fotografowania przedmiotów polecałbym tło w kolorze szarym. Fotografowanie na skrajnych wartościach tła - bieli i czerni zawsze będzie wymagało wprowadzenia korekt i trochę doświadczenia. Wynika to z konstrukcji światłomierza w aparacie. A już szczególnie w przypadku białego obiektu na czarnym tle nie jest to tak proste zrobić dobrze. Ale tak, duży karton (nie poskładane ileś kartek papieru z xero) w jednolitym szarym kolorze na pewno pomoże.
  11. No przepięknie zgadzam się, że 1/32 to skala, która nie wybacza i wymaga mnóstwo pracy, aby model nie wyglądał jak zabawka. I wbrew powszechnym opiniom nie jest to skala dla niedowidzących tylko przeciwnie, są to chyba najbardziej wymagające modele, jeśli chcemy je wykonać na wysokim poziomie… po prostu niemal każdy segment to osobny model, co generuje bardzo duży zakres prac. Pozostawienie „prosto z pudła” bezlitośnie obnaża uproszczenia…
  12. Kolejny świetny odcinek sagi mega ciekawe i pouczające jest podglądanie, jak wieloetapowo budujesz kolor i jak kolejne warstwy budują tego koloru bogactwo. Podglądam teraz i na pewno będę nieraz wracał, aby przyjrzeć się jak budujesz poszczególne efekty, bo to skarbnica wiedzy i inspiracji. Jedna tylko uwaga techniczna - czy mógłbyś na zdjęciach przy ujęciach słoiczków AK RC oprócz numeru pokazać także nazwę koloru? AK sporo namieszało po „liftingu” tych farb, a najgorsze, że nowa numeracja nie zgadza się ze starą i raz, że będzie łatwiej namierzyć „nowy” kolor AK RC, a w sytuacji gdy dany kolor został wycięty z nowej palety, byłby jakiś punkt odniesienia do poszukiwań zamiennika innych firm.
  13. Dzięki bardzo, no ale tym Albatrosem to pozamiatałeś, rewelacja ja kompletnie nie kleję kartonowych, ale szereg technik z modelarstwa kartonowego bardzo przydaje się przy skraczu i okazuje się, że nieco bezwiednie z nich korzystam a Twój kartonowy warsztat to świetna porcja inspiracji i patentów, które z dużą dozą prawdopodobieństwa wykorzystam
  14. Też myślałem o druku 3D, jest nawet produkt Aircraft in Pixels (bardzo polecam ich elementy, opiszę szerzej silnik Mercedes DIIIa, który wykorzystam w moim modelu). Po namyśle jednak zdecydowałem się na moje rozwiązanie z kilku powodów - wydruk jest w wersji późnej (inny układ wlewów - to akurat łatwe do ogarnięcia, ale późne chłodnice były grubsze. Tą modyfikację wprowadzono w związku z nie dość efektywnym chłodzeniem i wydajnością wczesnej wersji. I tutaj odchudzenie byłoby trudniejsze do wykonania. Kolejna rzecz, to wydruk jest rozwiązany podobnie jak moje blaszki - tzn. na moje oko wygląda, że są też dwie płytki - zewnętrzna i wewnętrzna, bez struktury w środku, dokładnie jak u mnie. Z kolei moja blaszka dawała mi większą wytrzymałość i podatność na podgięcia i lekką deformację w wyniku uderzenia. Myślę, że w chwili obecnej wymagałoby to po prostu dobrego projektu (niestety sam jeszcze nie opanowałem projektowania 3D na takim poziomie by to wykonać dobrze), dlatego jest tak. Natomiast co do konsultacji w kwestii projektowania i druku mogę gorąco polecić @Sasini, jej elementy, które dla mnie wykonała już pokazywałem w poprzednim poście warsztatowym. Jeżeli jest w stanie to ktoś zrobić to Ala
  15. Zgadza się, ta pozycja jest jedną z najważniejszych przy budowie mojego modelu, wskazałem ją w bibliografii w pierwszym poście. Zresztą także mailowe konsultacje z Achimem Engelsem pomogły mi rozpoznać także inne kwestie. Natomiast tak jak wspomniałem, nie miałem pomysłu jak to wykonać w modelu 1:1 i zdecydowałem się na rozwiązanie z blaszkami. @jachud3dziękuje bardzo, przy blaszkach jednak trzeba sporo cierpliwości, zawsze też trawię sobie egzemplarze rezerwowe części, ponieważ często jest tak, że finalny efekt osiągam dopiero po kilku próbach i podejściach. Także duże straty są przy bardzo drobnych elementach, bo często giną. Natomiast myślę, że efekty są warte wysiłku. @zarukdziękuję, co do zdjęć obie wersje wykonywane były dokładnie na tych samych parametrach i setupie, różnica wynika z tego, że duża biała powierzchnia dodatkowo odbija światło rozświetlając bardziej cienie oraz odbija się w powierzchni metalicznej. Wersja z szarym tłem jest bardziej wg mnie klimatyczna, z białym faktycznie lepiej oddaje szczegóły. Dlatego będę wykonywał zdjęcia warsztatu w obu wersjach, myślę że świetnie wzajemnie będą się uzupełniały
  16. Trafna uwaga - sama chłodnica de facto miała nieco inną konstrukcję - była zlutowana z setek rurek, i to sześciokątne końcówki tych rurek tworzyły „wzór” na froncie radiatora. Trochę jak plaster miodu. Nie widziałem jednak dla siebie możliwości wykonania tego w modelu - lutowanie odcinków rurek w kształt radiatora już nawet dla mnie było przesadą Dlatego wymyśliłem to w ten sposób - i też z tym kompromisem się pogodziłem. Na dużym powiększeniu na zdjęciach widać że jest pusto w środku, natomiast myślę, że na modelu i po pomalowaniu efekt będzie dla mnie akceptowalny i będzie wyglądał jednak lepiej niż radiator zestawowy.
  17. Dzięki bardzo, ja z kolei bardzo się cieszę, że mogę obserwować Twoje warsztaty, bo znajduję tam mnóstwo inspiracji malarskich, które na pewno w tym projekcie wykorzystam a Twój Fokker D.VII to jest jeden z moich najważniejszych punktów odniesienia, chciałbym go pomalować na takim poziomie
  18. Mały update prac nad Fokkerem. Pojawiło się nieco komplikacji, mianowicie po zaprezentowaniu poprzedniego etapu na anglojęzycznej grupie na FB zwrócono mi uwagę na dość istotny błąd konstrukcyjny, który popełniłem. Nie było rady, przeprowadziłem operację na otwartym sercu Fokkera, ale o tym w następnym poście - mam nadzieję, że już niedługo. Poprzednie zdjęcia konstrukcji muszą zostać zaktualizowane. W międzyczasie natomiast udało mi się wyskrobać kolejny element - chłodnicę. To element dość charakterystyczny dla Fokkera D.VII, a dodatkowo po zestrzeleniu, przymusowym lądowaniu i uszkodzeniu samolotu przez Wusthoffa wymagał malowniczych zabiegów powyginania i uszkodzeń, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. Z części zestawowej została w zasadzie tylko rama - środek praktycznie w całości usunąłem, reszta to zaprojektowane samodzielnie części PE, elementy TaurusModels (śrubki, dźwignie), oraz skracz z rurek Albion Alloys, folii aluminiowej z opakowania po soczewce kontaktowej, kawałków plastiku, drutu oraz masy Tamiya Epoxy Putty Smooth. Z masy Tamiya wykonałem gumową złączkę z rurą, na niej jeden zacisk jest wykonany z blaszki aluminiowej, a drugi wykonałem w formie prowizorycznej polowej naprawy z drutu. W kwestiach merytorycznych jest mała nieścisłość w obszarze mocowania do łoża silnika. Dave Roberts w opisie 382/18 wskazuje, że chłodnica w wyniku uderzenia podczas przymusowego lądowania została nieco uniesiona, co widać po braku spasowania pokryw. Nie wiadomo dokładnie, jaki był zakres uszkodzeń, więc wymyśliłem, że element będzie lekko podniesiony i wyrwany z jednej strony z łoża w wyniku uderzenia. Samo mocowanie w rzeczywistości było bardzo - rzekłbym - filigranowe, a mi zależało mi na maksymalnej wytrzymałości konstrukcji i mocowania tylko w jednym punkcie, dlatego poszedłem na mały kompromis. Być może jeszcze kilka małych drobiazgów będę dopracowywał, ale ogólnie cały element wygląda tak: I po wstępnych przymiarkach do łoża silnika: Wykonałem też sobie kilka zdjęć na białym tle, głównie na potrzeby wykonania późniejszej dokumentacji budowy. Białe tło daje trochę większe i ciekawsze możliwości składu i layoutu graficznego. Przy składaniu dokumentacji do MiGa nieraz żałowałem, że nie robiłem też zdjęć na białym tle, bo ułatwiłoby to kilka rozwiązań graficznych i kompozycyjnych.
  19. Na zdjęciu widać jak na dłoni, że to jest wielkie modelarstwo
  20. Rewelacyjna praca generalnie uważam, że w 1/144 nie da się nic sensownego zrobić, widziałem póki co dwie prace, które są dla mnie wyjątkiem: modele Williama Adair - min. przepiękny Taube, oraz Twój Bell. Jak dla mnie, to jest przesunięcie granic modelarstwa w obszary niemożliwego wielkie gratulacje, odwrotnie proporcjonalne do wielkości modelu
  21. Czekam niecierpliwie na galerię, warsztat był fascynujący
  22. Może krzewienie patriotyzmu na siłę warto zacząć od siebie i nauczenia się władać w ojczystym języku bez błędów? A jak już przyswoisz sobie zasady pisowni, to wtedy możesz sam napisać i wydać taką książkę w języku polskim. Panowie patrioci, to może zamiast narzekać i obwiniać wszystkich dookoła, to zróbcie coś konstruktywnego: zbierzcie pieniądze na wydanie polskie. Załóżcie zrzutkę, sami możecie sfinansować, możecie nawet nakłonić IPN, żeby to wydał, opcji mnóstwo, przy takim wzmożeniu patriotycznym to bez problemu sfinansujecie nawet spory nakład, na pewno każdy prawdziwy Polak bez problemu rzuci kilka stówek, nawet jak egzemplarz po polsku będzie kosztował dwa razy tyle, co po angielsku. Każdy kupi ku chwale Ojczyzny, a jak finansowanie będzie załatwione to myślę, że AK i Łukasz dadzą radę ogarnąć polskie wydanie Dość wynaradawiania i oglądania się na obcych, sami to sfinansujcie
  23. A wiesz, że kontrola lotów oraz wszelka komunikacja w lotnictwie pasażerskim odbywa się również wyłącznie po angielsku? Coś źle przetłumaczysz, coś się stanie - twój problem… wynaradawiają polskich pilotów… wskażesz te klasy w Polsce, w której szkole, w którym mieście konkretnie? Bo dla mnie to kolejny ksenofobiczny fejk. A pozycja potrzebna, bo jak widać prawdziwi patrioci również nie bardzo znają realia tej wojny, poczytaj o Petlurze i traktacie ryskim.
  24. Myślę, że przede wszystkim mieszasz dwa zjawiska. Czym innym jest wydanie publikacji w całości w języku angielskim, a czym innym „anglicyzowanie” i zanieczyszczanie rodzimego języka. I o to dbają Francuzi, a nie walczą z publikacjami w językach obcych lub z nauką tych języków. Natomiast dla mnie zawsze znajomość języków obcych (każdych) jest cechą człowieka wykształconego i kulturalnego i zjawiskiem pozytywnym. A w dzisiejszych czasach znajomość angielskiego to część absolutnie podstawowego wykształcenia. I publikowanie dla społeczności międzynarodowej (w dodatku przez zagranicznego wydawcę) odbieram za wielki sukces Łukasza, że tak mało znanym tematem potrafił zainteresować wydawcę zagranicznego. A że ta wojna w kraju znana nie jest (a takie przecież patriotyczne wzmożenie wszędzie) to chyba nie wina Niemców, Francuzów czy Hiszpanów, tylko chyba nas samych? Zawsze możesz opublikować swoją książkę, lub zaproponować sfinansowanie tej wkładki z tłumaczeniem przecież.
  25. Język angielski jest w tej chwili powszechnie znanym językiem, używanym i rozumianym w całym kręgu cywilizacji zachodniej. To pozwala dotrzeć do najszerszej grupy odbiorców, zarówno pod względem zrozumienia tekstu, jak i dzięki przystępnej cenie. Druk offsetowy ma to do siebie, że im większy nakład tym cena jednostkowa egzemplarza niższa. Produkcja nakładu w języku, którego znajomość jest marginalna w skali świata generuje wysoki koszt - oddzielny, relatywnie niski nakład spowodowałby, że książka po polsku kosztowałaby pewnie przynajmniej dwa razy tyle. No a niestety polski patriotyzm kończy się tam, gdzie trzeba sięgnąć do kieszeni i zapłacić więcej za produkt krajowy. Pewnie dlatego odzież tzw. „patriotyczna” produkowana jest także Chinach a nie polskich szwalniach. Znajomość powszechnego języka cywilizacji zachodniej jest podstawą wykształcenia w dzisiejszych czasach, a nie wynaradawianiem. Więc może darujmy sobie teorie spiskowe o oblężonej twierdzy na którą wszyscy się uwzięli… I cieszmy się wspaniałą publikacją, która opowie o nas na Zachodzie, a ta opowieść w tak pięknej formie zapewne zdziała więcej dla naszego wizerunku niż teorie spiskowe, obrażanie i pretensje do wszystkich dookoła.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.