Skocz do zawartości

Albatros

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    503
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    11

Zawartość dodana przez Albatros

  1. @rymulusdziękuję, choć wszelkie porady techniczne zawsze chętnie przyjmę Częściowo tak nie jest moim celem odtworzenie zdjęcia czy wierność dokumentacji w sposób, w jaki pojmowane jest tradycyjne modelarstwo redukcyjne. Generalnie unikam takiego szufladkowania, choć z takiego podejścia nie rezygnuję - choćby poprzez dokładny research i pracę w oparciu o dokumentację. Owszem, mam zamiar zbudować możliwie wierną replikę samolotu, wzorując się na materiałach referencyjnych, jakimi dysponuję. Jednak kiedyś już rozmawialiśmy i ustaliliśmy, że słowa Maurice Denisa rozumiemy inaczej. Ja - przenosząc je w sferę modelarstwa - interpretuję je tak, że koniec końców model ląduje w gablocie/na półce/na stole konkursowym i stanowi swój własny, odrębny i autonomiczny świat i przez większość ludzi nigdy nie będzie z tymi materiałami referencyjnymi konfrontowany. Ale właśnie w swoim odrębnym i autonomicznym świecie - ograniczonym do gabloty czy podstawki - musi działać na widza, wywierać efekt. Wykonany z duchem tradycyjnego modelarstwa redukcyjnego, gdzie nieraz odtworzenie efektu 1:1 na modelu wygląda po prostu nudno i źle - czyli bez modulacji koloru, postshadingu, z niewidocznymi nitami i liniami podziału itp. Dlatego dopuszczam pewne odstępstwa od oryginału - nieprzypadkowo wspomniałem Fokkera z Kanady, który będzie mi służył za pewien punkt odniesienia przy malowaniu i weatheringu. Egzemplarz muzealny, w stanie nierestaurowanym na pewno wygląda gorzej niż samolot von Hantelmanna i Wusthoffa (Jasta 15 otrzymała nowe samoloty pod koniec maja. Dowódca JGII - Rudolf Berthold zasiadł za sterami nowo otrzymanego Fokkera D.VII 28 maja, von Hantelmann zdążył odnieść na swoim nowym Fokkerze zaledwie 3 + jedno niepotwierdzone - zwycięstwa, zanim rozbił mu go Wusthoff), był to więc samolot względnie nowy. Ale mam zamiar iść bardziej w kierunku efektu muzealnego i podbić malarsko pewne efekty, żeby model prezentował się bardziej atrakcyjnie. Podobnie decyzja ze śmigłem (i kilkoma jeszcze innymi elementami, które pojawią się w trakcie budowy - mam jak byk na zdjęciu, że zostało odpiłowane, ale połamane łopaty na pewno nadadzą nieco bardziej malowniczy efekt, który spotęguje wrażenie kraksy. Nie mam więc zamiaru kurczowo trzymać się zdjęcia, a raczej trochę bawiąc się rozwiązaniami formalnymi - także świadomą i zamierzoną deformacją czy wzmocnieniem - stworzyć możliwie atrakcyjną scenkę. Oczywiście będę starał się zachować równowagę pomiędzy jednym światem a drugim. Tymczasem - stan modelu w momencie rozpoczęcia budowy MiGa. Nie pokazuję wszystkich zdjęć, a tylko chciałbym pokazać do czego doszedłem i od jakiego miejsca kontynuowałem budowę. Konstrukcję oparłem o rurki mosiężne AK i Albion Alloys, które łączyłem zarówno za pomocą klejenia, jak i lutowania. Niestety do dziś z lutowaniem mam problem, nie mogę dobrze tego wyczuć i zrozumieć o co chodzi, kosztuje mnie to dużo prób, powtórek, zepsutych elementów i nerwów. Jednak w niektórych miejscach łączenie musi być bardzo wytrzymałe i nie ma innego wyjścia. Wymieniłem fotel zestawowy na żywiczny z Aviattica, moim zdaniem wygląda dużo lepiej i ma właściwszy kształt. Żeby jednak nie było tak różowo, to detal z zewnątrz przypominał ulep z plasteliny, więc za pomocą frezów, skalpela wyprowadziłem rant, aby wyglądał bardziej realistycznie. Na zdjęciu jest założony "mna sucho", oczywiście będzie wklejony dopiero po malowaniu. Także poduszka wygląda lepiej niż zestawowa, ale nad nią będę jeszcze pracował. Wykonałem też stelaż do siedzenia. Wykonanie od podstaw całą instalację i wajchę przepustnicy.Wcześniej zakupiłem kompletny zestaw części fototrawionych HGW dedykowanych do tego modelu, i okazało się, że nie ma to sensu. Z całego zestawu wykorzystam prawdopodobnie tylko pasy i może jeszcze kilka dosłownie detali. Produkcja HGW (a w praktyce Eduarda) nie za bardzo się nadaje do użycia, wybrane elementy, które wchodzą w skład blaszek akurat zupełnie się do takiej technologii nie nadają, bo w rzeczywistości są przestrzenne, a nie płaskie. Elementy przepustnicy z kolei można by wykorzystać, gdyby nie fakt, że są kompletnie przeskalowane - o wiele za duże. W takim razie zdecydowałem się sam zaprojektować blaszki i zleciłem ich wytrawienie. W ten sposób wykonałem całą instalację przepustnicy. Całość uzupełniłem drucikami i śrubkami od Taurus Models. Od podstaw wykonałem też z rurek Albion Alloys pompę paliwa (jedynym elementem zestawu, który użyłem, jest uchwyt odcięty od części oryginalnej). Elementem, który zajął mi sporo czasu, ale jestem z niego zadowolony jest busola, wykonana w zasadzie w całości od podstaw. Zestawowy element był tak mało szczegółowy i uproszczony, że aż szkoda było marnować potencjał tak pięknego elementu. Wykorzystałem rurki mosiężne, pręty polistyrenu, zaprojektowaną przez siebie blaszkę fototrawioną oraz tarczę busoli z zestawu do Albatrosa z Yahu i śrubki od Taurusa (w podobny sposób wykonałem też prędkościomierz). Busola i pompa paliwa wklejona tymczasowo na Liquid Tape, oba elementy będę chciał malować raczej osobno. Na tym etapie Fokker poszedł na dwa lata do pudełka, a na warsztat wjechał MiG 21.
  2. Czas rozpocząć kolejny warsztat, a w zasadzie kontynuować budowę modelu, od którego miałem dwuletnią przerwę na budowę MiGa 21 z Alei Migów. To był pierwszy model, jaki kupiłem po około trzydziestoletniej przerwie od modelarstwa, i dłubałem go w wolnych chwilach bez jakiejkolwiek nadziei na pomalowanie i ukończenie go ze względu na brak warsztatu, umiejętności malowania aerografem i znajomości technik weatheringu. Po wykonaniu części kokpitu (pokażę stan prac w kolejnych postach) na białym koniu wjechał Kamil Trembacz ze swoimi warsztatami, po których podchodzę do kontynuacji budowy już z zupełnie nowym nastawieniem. Nie tylko wiem, że już jestem w stanie go pomalować, mam do tego narzędzia i nabyte umiejętności, ale też - obserwując modelarzy, którzy są dla mnie autorytetem, wzorem i inspiracją - postanowiłem także trochę inaczej poprowadzić budowę. Po przemyśleniach nad moją wizją modelarstwa oraz dalszymi krokami w tym temacie raczej chcę przedstawić pewną historię za pomocą modelu - zarówno pod względem historycznym, ale przede wszystkim w warstwie formalnej, artystycznej, potraktowaniu modelu jako opowieści zawartej w bryle, niż w budowaniu po prostu tylko możliwie dokładnej repliki samolotu - jak planowałem początkowo. Warsztat będzie trwał długo i nieśpiesznie, ponieważ tym razem nie mam ograniczonych ram czasowych ani presji terminu, więc spokojnie mogę sobie dopracowywać każdy etap. Miałem sporo wątpliwości, czy go w ogóle rozpoczynać, ale relacja, którą prowadziłem podczas budowy MiGa bardzo pomogła mi potem przy tworzeniu dokumentacji budowy. Porządnie złożona i wydrukowana książka (na Babarybie można było obejrzeć finalną wersję, bytomska wykonana na ostatnią chwilę i fatalnie wydrukowana przez zawalenie zlecenia przez drukarnię - była tylko szkicem) stanowi fajne uzupełnienie modelu, zawiera szereg informacji i zdjęć referencyjnych, zdjęć detali, które z czasem mogą zginąć i zostać zapomniane. Jest to też pamiątka tych dwóch lat z MiGiem. Materiałem wyjściowym jest model Fokker D.VII (Fok early) 32067 w skali 1/32 firmy Wingnut Wings. Kupiłem go, gdy firma jeszcze funkcjonowała, a bezpośrednią inspiracją i impulsem była relacja na forum PWM autorstwa Pana Adama (nie pamiętam nazwiska), który budował model maszyny Wilhelma Leuscha. Wersja OAW Leuscha była już wtedy wyprzedana, więc kupiłem ten, który był aktualnie dostępny, a po krótkiej analizie malowań szybko dokupiłem dodatkowy zestaw kalkomanii WnW Fokker D.VII (Fok) Fighting Fokkers part 1 (30006), bo w oko wpadł mi samolot Georga von Hantelmanna. W ostatnim czasie dość mocno starałem się zgłębić historię tego egzemplarza (o czym szerzej za chwilę) i po analizie materiałów postanowiłem wykonać model bezpośrednio inspirowany zdjęciami samolotu po zestrzeleniu i przejęciu przez Brytyjczyków. W tym celu udało mi się zdobyć jeszcze model żywiczny Aviattica przyczepy RAF/RFC Towing Trailer (ATTKIT004). Być może pojawi się jeszcze jakiś zestaw (chodzi mi jeden po głowie), ale nad tym będę się zastanawiał dopiero przy wykonaniu podstawki… Zakupiłem też szereg dodatków, natomiast ich jakość i zakres wykorzystania w moim modelu będę omawiał stopniowo, w momencie, kiedy będą one pojawiać się podczas budowy. (Zdjęcie tylko poglądowe, ponieważ nie są to wszystkie zestawy dodatkowe, jakie przez te kilka lat zakupiłem, oraz - jak wspomniałem powyżej - ich wykorzystanie też będzie miało bardzo różny zakres) Jeszcze mała dygresja - nie widzę sensu w omawianiu modelu WnW, ich jakość jest powszechnie znana, aczkolwiek osobiście mam trochę sceptyczne podejście do rzekomo ich „legendarnego” detalu. Model jest wysokiej jakości, świetnie spasowany i zaprojektowany, co pozwoli skoncentrować się na waloryzacji i nie tracić czasu na zbędną walkę z materią w kwestiach podstawowych. Natomiast detal jest ok, ale też cudów w tych modelach też nie widzę i w tym temacie jest ogromne pole do popisu. Dlatego traktuję te modele jako znakomitą bazę i punkt wyjścia do realizacji swojej wizji. Starałem się zrobić też dokładny reaserch jeśli chodzi o literaturę i materiały źródłowe. Na ten moment na mojej półce z książkami i dyskach w komputerze zebrałem następujące pozycje: Literatura podstawowa [A]: Ray L. Rimell (editor) „Fokker D.VII Anthology” 1 - 3; Albatros Publications Ltd. Berkhamsted, 1997. - „biblia” Fokkera D.VII, jedna z podstawowych pozycji na temat tego samolotu, obejmuje zarówno budowę (jest trochę zdjęć szczegółów konstrukcji, plany i rysunki) jak i przegląd jednostek i malowań maszyn. Kolejne tomy omawiają samoloty budowane przez wytwórnie Fokker, OAW i Albatros. W tomie 1 jest też rozdział dokładnie opisujący budowany przeze mnie samolot 382/18: Dave Roberts „382/18 - Casualty of War. Dave Roberts Re-Examines a Familiar Fokker…”, w [1], str. 56 - 58. - Bardzo dokładny opis i analiza samolotu von Hantelmanna, w zasadzie podstawowy i najważniejszy materiał dotyczący tej maszyny. Mimo, że stanowi fragment poprzedniej pozycji, wyodrębniam go, ze względu na jego podstawowe znaczenie przy budowie modelu. Tomasz J. Kowalski, Marek Ryś „Fokker D.VII. The Lethal Weapon” Legends of Aviation in 3D - Kagero; Lublin 2015; Wyd. 2. - dość szeroki rys historyczny oraz duża ilość renderów 3D ukazujących szczegóły konstrukcji. Przy konfrontacji ze zdjęciami rendery okazują się nieraz nieco uproszczone, ale pozycja jest bardzo pomocna w zgłębianiu konstrukcji samolotu i analizie budowy poszczególnych podzespołów - co przy waloryzacji i skraczu sporo pomaga. Achim Sven Engels „Engels E.3 (Fokker D.VII) In Detail. Volume 1 - Structure”; QAU/FTS/FokkerNutz Models/Achim Engels, 2020 - bardzo szczegółowa relacja z budowy replik Fokkera przez jednego z najbardziej znanych rekonstruktorów samolotów z 1 w.św. - Achima Engelsa i jego ekipę Fokker-Team-Schorndorf. Bardzo dużo zdjęć pokazujących szczegóły budowy stanowi doskonałe źródło materiałów referencyjnych dla modelarza. Oczywiście opisane i pokazane są tutaj szczegóły budowy replik, natomiast Achim Engels i jego manufaktura słyną z dokładności i bardzo dokładnych studiów w oparciu o materiały źródłowe. Dodatkową zaletą jest fakt, że ta pozycja jest dostępna bezpłatnie, jako .pdf do pobrania. O’Brien Browne „Ambition and Glory - Letters and Documents Concerning Kurt Wusthoff” w „Cross&Cockade International Journal” Vol. 34, No.3, 2003. - odkryty po długich poszukiwaniach wartościowy artykuł przybliżający sylwetkę Kurta Wusthoffa, w którym znalazłem także kilka dodatkowych ciekawych informacji nt. ostatniej walki powietrznej oraz stanu 382/18 po zestrzeleniu przez Brytyjczyków. Norman Franks, Greg VanWyngarden „Fokker D VII Aces of World War 1. Part 1.” Osprey Aircraft Of The Aces 53; Osprey Publishing Limited 2003. - książka opisująca działania operacyjne jednostek wyposażonych w Fokkery D.VII oraz przybliżająca sylwetki najważniejszych pilotów. Dla mnie interesujący i wartościowy był oczywiście rozdział dotyczący Jasta 15 pod dowództwem Bertholda oraz sylwetki pilotów 382/18 - Georga von Hantelmanna i Kurta Wusthoffa. „Report On The 180-hp Mercedes Aero Engine” Windsock Datafile Specials; Albatros Publications Ltd. - faksymile opublikowanego w 1918 oficjalnego raportu Ministry of Munitions na temat niemieckiego silnika lotniczego Mercedes DIII. Wraz ze zdjęciami pochodzącymi z National Air and Space Museum w Waszyngtonie oraz moją dokumentacją zdjęciową wykonaną w Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie jest świetnym źródłem wiedzy na temat silników lotniczych tego typu, stosowanych min. w Fokkerze D.VII. Podobnie jak kolejna książka: Michael Dusing „German & Austro-Hungarian Aero Engines of WWI. Vol. 2” Aeronaut Book 2022. - cała seria trzech tomów to pełny przegląd silników lotniczych, używanych w samolotach niemieckich i austro-węgierskich w czasie I wojny światowej. W tomie 2 możemy znaleźć zdjęcia, rysunki, schematy i specyfikacje silników z wytwórni Daimlera - w tym interesujące nas w tym przypadku silniki serii Mercedes DIII. Kolejna pozycja - z artykułem dotyczącym Kurta Wusthoffa, powinna dotrzeć do mnie na dniach, wtedy też ją pokażę i w skrócie opiszę. Jestem w trakcie poszukiwań jeszcze jednego - być może wartościowego źródła - zamieszczonego w którymś z wczesnych numerów „US Cross&Cockade Journal”. Została tam opublikowana czwarta - mało znana fotografia 382/18 (być może również jakieś dodatkowe informacje). Sam skan fotografii z tego magazynu już zdobyłem, niestety jest on bardzo słabej jakości. Pozycje dodatkowe/pomocnicze [B]: P.M. Grosz „Fokker DVII”; Windsock Datafile 9; Albatros Publications Ltd., Berkhamsted, 1989. - posiadając „Fokker Anthology” jest to pozycja bardziej uzupełniająca, zakupiłem do kompletu. Achim Sven Engels „Engels E.3 (Fokker D.VII) In Detail. Volume 2 - The Odd ‚Munich’ Fokker D.VII”; QAU/FTS/FokkerNutz Models/Achim Engels. Walkaround egzemplarza prezentowanego w Deutsche Museum w Monachium. Dla mnie pozycja mniej przydatna, ponieważ prezentuje egzemplarz samolotu powojennego, ze sporymi modyfikacjami. „The Fokker D.VII”; Profile Publications 25; Coburg House, England. - mała książeczka, nie wnosząca nic nowego w stosunku do poprzednich pozycji. Ray Rimell „World War One Survivors”, Aston Publications Ltd. 1990 - bardzo ciekawe kompendium zawierające zestawienie i opis zachowanych w muzeach samolotów z 1 wojny światowej. Przy okazji chciałbym bardzo podziękować @zaruki @Boch za udostępnienie mi materiałów ze swoich zbiorów. Oczywiście, jeżeli ktoś dysponuje jeszcze jakimiś materiałami lub informacjami to bardzo będę wdzięczny za każdy trop. Ciekawym i pomocnym źródłem - zwłaszcza przy śledzeniu karier Georga von Hantelmanna i Kurta Wusthoffa było też forum https://www.theaerodrome.com/, na którym znalazłem zarówno dokładne wykazy zestrzeleń pilotów, jak również informacje o składzie, wyposażeniu, dowódcach i asach w poszczególnych jednostkach. W przypadku budowy modeli samolotów z 1 wojny światowej dużym problemem jest zdobycie materiałów referencyjnych. W przypadku mojego 382/18 zachowały się tylko 4 zdjęcia, wykonane po przejęciu go przez Brytyjczyków w wyniku zestrzelenia i przymusowego lądowania. Mimo, że są niezłej jakości, to jednak nie widać bardzo wielu szczegółów budowy, malowania (zdjęcia są oczywiście czarno białe) czy śladów eksploatacji. Siłą rzeczy pozostaje bardzo duże pole do przypuszczeń i interpretacji. Będę więc oczywiście bazował na innych zdjęciach tych samolotów z epoki, a także zachowanych egzemplarzach muzealnych. Jednym z najważniejszych źródeł tego typu - zwłaszcza przy malowaniu i weatheringu - będą dla mnie zdjęcia jednego z najbardziej autentycznych okazów z 7 zachowanych egzemplarzy Fokkera D.VII. Pieczołowicie przechowywany w Lac-Brome Museum w Knowlton, Quebec w Kanadzie samolot jest zachowany w stanie rzeczywistym (nie restaurowany, z autentycznym, oryginalnym pokryciem płótnem lozenge) i nosi numer 6810/18. Zdaję sobie sprawę, że jest to wersja budowana przez Albatrosa (a w zasadzie zachowany egzemplarz złożony jest z elementów pięciu samolotów - numer 6810 widnieje na kadłubie i większości pokryw, oprócz części nosowej noszącej oznaczenie OAW 6504. Pozostałe zidentyfikowane elementy to usterzenie ogonowe 6506, ster wysokości 8313, prawa 8502 i lewa lotka 8502), pokryty jest też 4 kolorową lozenge (328/18 miał 5 kolorową), aczkolwiek zużycie powierzchni, wypłowienia płótna i drewna, część rozwiązań konstrukcyjnych (pokrywających się z wersją Fokkera) będzie dla mnie referencją dla przedstawienia „mojego” samolotu w służbie frontowej, po dość poważnych uszkodzeniach. referencją i punktem wyjścia będą fotografie wykonane po przejęciu samolotu przez Brytyjczyków, wykonane prawdopodobnie na lotnisku RAF Conteville, gdzie Fokker leży na przyczepie, uszkodzony po przymusowym lądowaniu. Nie będę jednak ściśle odwzorowywał tej fotografii - chcę przedstawić samolot tuż po przywiezieniu go na lotnisko, jeszcze z załadowanym połamanym podwoziem na przyczepie (na zdjęciu leży przy wejściu do hangaru), złamanym (wydaje mi się zdecydowanie bardziej malownicze), a nie odpiłowanym śmigłem, pozdejmowanymi osłonami okapotowania silnika (aby oczywiście ten silnik mocno wyeksponować), rozładowanym karabinem maszynowym ze zwisającą z zasobnika amunicyjnego taśmą i jeszcze kilkoma innymi smaczkami. Ma wyglądać tak, jakby przed chwilą został wciągnięty na przyczepę na miejscu kraksy i przywieziony na lotnisko. (zdjęcia do celów dyskusji, bardzo dziękuję Greg VanWyngarden za udostępnienie mi ich ze swojej kolekcji) Prześledziłem bardzo dokładnie historię i losy tego samolotu oraz jego obydwu pilotów (na tyle ile dałem radę), znalazłem też kilka informacji, które wydaje mi się, że uzupełniają powszechną wiedzę o stanie i wyglądzie tej maszyny, jednakże wyszła mi z tego całkiem spora rozprawa - na razie 7 stron samego tekstu, bez zdjęć - więc chyba nie ma tu za bardzo miejsca na tak długie wywody... Opracowałem to tak dokładnie na potrzeby dokumentacji, oraz z racji, że bardzo wciągnęło mnie takie "śledztwo". Podobnie jak przy MiGu na koniec stworzę sobie taką książkę z dokumentacją budowy, a tutaj chyba po prostu w odpowiednich miejscach budowy będę się odwoływał do pozyskanych informacji, które będą uzasadniały takie a nie inne rozwiązania.
  3. Albatros

    An-26, 1:72 A-Model

    Dopiero trafiłem, bo temat dla mnie zupełnie nie interesujący, ale praca modelarska fantastyczna, piękny model i wspaniała waloryzacja
  4. Albatros

    MIG-23 MF 1:32

    No dobra, to jest niepojęte
  5. Nie bawiłbym się w Magic Sculpt, tylko dociął wstępnie „klocki” z polistyrenu (albo kupić profil odpowiedni, albo skleić kilka grubszych kawałków), poodcinać na tyle żeby po wklejeniu już pozostało tylko dopieszczenie, wkleić na CA, który od razu zaszpachluje szpary. Profile zrobiłbym jednak z prętem (drutem lub rurką) w środku, który usztywni Ci konstrukcję. Dodatkowo jak nawiercisz otwory w pływaku to będziesz miał doskonale, wytrzymałe i sztywne połączenie. Na jakiejś płytce zrób sobie szablon z tych odlewów, żeby zachować kąty. Rurkę oklej z obu stron kawałkami polistyrenu o tej samej grubości i dodatkowo z obu stron cienkimi płytkami (tak, aby rurka została przykryta i schowana wewnątrz). I teraz sobie szlifujesz, żeby otrzymać równe krawędzie spływu z obu stron. Osadzasz te pionowe w nawierconych otworach i masz sztywną, wytrzymałą, ładną konstrukcję.
  6. Odlew kiepskiego odlewu… to nie ma prawa dobrze wyglądać moim skromnym zdaniem. Szwy, faktura, szczegóły krzywe, detal toporny… może i będzie trochę łatwiej to obrabiać ale i tak tu będzie kupa roboty, żeby to jakoś wyglądało…
  7. Patrząc na to, to ja bym odciął ten stelaż, przestrzeń w pływaku uzupełniłbym polistyrenem i do tego kleił pływak. Będzie bardzo trudno to ładnie wyprowadzić, zwłaszcza te wypukłe linie na wierzchu, przy takiej różnicy materiałów. A szczerze mówiąc, jeśli to jest takie miękkie i wygina się od dotyku, to całość bym zrobił od nowa, a to wykorzystał jedynie jako szablon. Nakład pracy w sumie będzie podobny, bo wyprowadzić to ładnie to kupa roboty, a efekt pewniejszy i byłoby to zdecydowanie bardziej wytrzymałe. Mi bardzo dobrze sprawdza się CA Tamiya Extra Strong, ewentualnie próbowałbym Poxipolem.
  8. Piękna robota, w czym projektujesz detale do druku?
  9. Coś za dużo się z tym bawisz, przecież wiadomo, że dzisiaj to już nie ma modelarstwa, tylko wszystko gotowe z drukarki wyskakuje…
  10. Przefantastyczne, rewelacyjna praca
  11. No dobrze, więc jeszcze raz. Nie odbieraj tego, jako krytykę, bo kilka osób naprawdę starało się tutaj pomóc. Zacznę od początku - czyli od koncepcji. Osobiście uważam, że koncepcja na model jest jedną z rzeczy najważniejszych oraz - tak naprawdę - bardzo ułatwiającą budowę, malowanie, weathering itp. Wynika to z tego, że jeżeli wiesz czego chcesz, łatwiej to uzyskać, nawet jeżeli tego jeszcze nie potrafisz. Jeżeli wiesz jaki efekt chcesz uzyskać, fokusujesz sobie poszukiwania na konkretnych problemach - łatwiej jest to ogarnąć, niż próbować zrobić od razu całość. Jeżeli masz konkretną koncepcję, pod ten pomysł/pojazd gromadzisz zdjęcia, na których się opierasz - znowu ułatwia to sprawę, bo zamiast próbować sobie wyobrażać jak dany efekt wygląda (co wymaga dużo większej wiedzy i umiejętności) - tak jak łatwiej jest namalować portret gdy model siedzi przed Tobą, niż gdy musisz go namalować z pamięci lub wymyślonego. Więc zarówno koncepcja jak i zdjęcia bardzo pomagają w pracy - zarówno jeśli chodzi o poszukiwania rozwiązań jak i przy weryfikacji osiągniętego efektu - porównujesz po prostu, czy ten efekt jaki uzyskałeś wygląda tak jak na zdjęciu. Jeśli nie masz koncepcji i wyznaczonej granicy, bardzo łatwo możesz osunąć się w obszary, które zniweczą efekt. I moim zdaniem właśnie tutaj się to dzieje, bo z pojazdu w służbie przekraczasz granicę wraku (a taka koncepcja również bez odpowiedniego podejścia też niesie ze sobą ryzyko). Rdza jest tematem łatwym i trudnym. Łatwym, bo szybko daje efekt wow, łatwo ją osiągnąć i efekt jest widoczny szybko i łatwo. Trudnym, bo wymaga bardzo dużo wyczucia i umiaru, tak naprawdę powinna się pojawiać pod koniec i tylko incydentalnie, w kilku miejscach. Tak jak pojawia się w rzeczywistości - po obiciu, zmatowieniu metalu, na samym końcu tych wszystkich procesów starzenia, które tam zachodzą. Położenie rdzy nie polega za zapacianiu całych płyt pancernych i wszystkich spawów (już nie wnikając w niuanse spawalnictwa), bo robi się z tego karykatura. Im mniej tym więcej - zapewniam, że jeżeli położysz ją delikatnie tylko w kilku starannie przemyślanych miejscach to będzie zwracać dużo większą uwagę i da dużo mocniejszy efekt, niż jak zapaciasz nią cały pojazd. Efekty powszechne szybko powszednieją i przestają się wyróżniać. Pojazd w służbie - wbrew pozorom mocno różni się od wraku, bo jest ciągle używany, i nawet mimo uszkodzeń i frontowego zmęczenia utrzymywany jest w gotowości, sprawności do walki. Rdza może się pojawić ale incydentalnie i na pewno nie dominuje, tak jak jest teraz w Twoim modelu. Dyskusja o spawach wynikła może ze skrótu myślowego - nie tyle chodziło o to, że spawy w ogóle nie rdzewieją, tylko o to, że bardzo rzadko można je spotkać zardzewiałe w użytkowanym pojezdzie, nawet w warunkach frontowych. I nie trzeba być ekspertem spawalnictwa, bo zdanie osoby, która jest ekspertem w dziedzinie niemieckich pojazdów pancernych i która przeczytała dziesiątki książek, instrukcji, dokumentów i przejrzała tysiące zdjęć takich pojazdów w różnych sytuacjach i w różnym stadium - a taką właśnie osobą jest @meser262dla mnie jest zupełnie wystarczające, i bardzo bym się cieszył gdyby udzielał się w moim wątku, gdy może kiedyś będę budował Panterę czy innego Panzera. Ja odbieram to tak, że chciałbyś jakoś te spawy podkreślić - więc raczej wycieniowałbym je szarościami (zamiast tej rdzy) - np pinwash panelinerami plus potem trochę szerzej olejami, delikatnie przejechał grafitem po spawie, aby go lekko wyeksponować i nadać połysku (co bardzo wzbogaci faktury) i na koniec - jeśli już musi być - w dwóch trzech miejscach zrobił jakieś rdzawe zacieki, tam gdzie można zakładać że cieknie woda - np w okolicach powieszonego zapasowego ogniwa gąsienicy… PS. Podalem Ci filmy NightShifta i Rinaldiego, naprawdę obejrzyj sobie, bobtemat zardzewiałych tłumików pojawia się tam bardzo często i pięknie jest pokazane jak uzyskuje się świetny efekt - bynajmniej nie malując całość rdzą, tylko najpierw szarości, biele i znowu - rdza na samym końcu.
  12. https://www.eaos.pl/uslugi/ Ja tam trawię i robią bardzo dobrze, projekt musisz sobie sam zrobić (ewentualnie chyba zrobią, ale będzie to dodatkowy koszt), minus to dość długi czas oczekiwania, bo trawią raz w miesiącu, jak zbiorą nakład.
  13. Albatros

    Sturmtiger 1/35 - RFM

    Może Buff? Ogólnie, poza tematem intensywności plam kamuflazu, jak już koledzy wspomnieli, to bardzo mi się podoba Koła świetne
  14. Też tak podejrzewam, dlatego tematu wraku nawet już nie rozwijałem
  15. Moim skromnym zdaniem - ale ja się nie znam, bo sam robię póki co lotnictwo - to pytanie jaka jest koncepcja tego modelu. Czy to ma być działo porzucone, uszkodzone i rdzewiejące sobie od iluś miesięcy/lat czy pojazd w służbie. Jednak w obu wypadkach wydaje mi się, że łagodzenie i rozcieranie tej rdzy wiele nie zmieni, bo ona jest umiejscowiona zupełnie przypadkowo, bez powodu i przyczyny, w miejscach zupełnie losowych. Rdza z jakiegoś powodu powstaje - np. przy odpryskach farby, która odsłania goły metal i on przy kontakcie z powietrzem i wilgocią koroduje. Odpryski powstają w różnym czasie, więc nie wszędzie rdza będzie jednakowo intensywna, poza tym one powstają też w określonych miejscach i z jakiejś przyczyny (np. przy miejscach eksploatacji, klap, włazów, uderzeń o przeszkody, trafień pocisków broni małokalibrowej itp.). Więc zastanowiłbym się - a najlepiej pooglądał zdjęcia, gdzie takie uderzenia, uszkodzenia powstają w czołgu najczęściej. Potem dodałbym stopniując te uszkodzenia farby - przy czym nie zawsze farba będzie zdarta do gołego metalu. I na koniec dawał w niektórych miejscach rdzę z różną intensywnością. Tak jak ślady eksploatacji i uszkodzenia powstają stopniowo, w długim okresie czasu, tak samo naniósłbym je na model stopniując efekt warstwami, które narastają kreując efekty i delikatne i mocniejsze. Natomiast jako punkt wyjścia zawsze traktowałbym zdjęcia, wtedy zdecydowanie łatwiej jest ogarnąć co i gdzie i z jaką siłą ma się pojawić. W tej chwili czego byś z tymi zaciekami rdzy nie zrobił one i tak będą wyglądać sztucznie, jak randomowo nałożona rdzawa farba. Obejrzyj sobie filmy NightShifta albo Rinaldiego jak oni stopniowo i warstwami budują efekt.
  16. No niestety, dla fanów Zwiezdy, Quinty i innego ruskiego shitu wojna przecież nie ma nic wspólnego z modelarstwem… jak jest naprawdę to właśnie widać na załączonym obrazku. Zresztą nawet jak ruskie drony w Polsce spadają, to też nie przekonuje, więc o czym tu pisać…
  17. Oczywiście jest taka możliwość najpierw ładujesz zdjęcia na serwer przez Kliknij, aby wybrać pliki (szary przycisk pod okienkiem posta), one pojawiają się w okienku poniżej. Następnie piszesz akapit tekstu, tam gdzie chcesz mieć odpowiednie zdjęcie - zjeżdżasz na dół do okienka z załadowanymi zdjęciami i przy zdjęciu klikasz w przycisk Insert. Zdjęcie pojawia się w odpowiednim miejscu, możesz albo załadować kolejne albo dalej pisać kolejny akapit tekstu, aż do kolejnego miejsca, gdzie wrzucasz w identyczny sposób kolejne zdjęcie.
  18. Jak ten czołg mnie kompletnie nie rusza, to ta budowa jest bardzo interesująca, podziwiam efekty. Bardzo fajnie to wygląda. No i wielki szacun za ogarnianie, który przewód skąd dokąd idzie i do czego służy, to już level rzadko osiągalny w znajomości budowy sprzętu I tylko refleksja natury ogólnej - szkoda wrzucać foty z budowy przez hosting zewnętrzny, bo po jakimś czasie te zdjęcia przepadają… jest wiele wydaje się bardzo ciekawych i wartościowych warsztatów, które niestety stały się kompletnie bezwartościowe, bo poznikały zdjęcia… szkoda…
  19. Nieparujący CA Permabond 947, sprawdziłem u siebie i sprawdził się bardzo dobrze przy klejeniu elementów owiewki. U mnie nic nie zaparowało mimo, że sporo części z różnych materiałów wklejałem.
  20. To co pozornie niby znika decyduje o klasie modelu i może nikt nie będzie miał pojęcia ile to kosztowało zachodu, ale wszyscy będą widzieć wybitny model, i raczej nikt nie będzie miał co do tego wątpliwości:-)
  21. Albatros

    PZL 46 Sum 1/48 Miniplast

    Hmmm, dobrze czytać (no i na załączonym przykładzie widzieć), że taka koncepcja ma sens i kilka osób na nią wpadło. To chyba dobrze rokuje Co do kooperacji, to mam jeden model rozgrzebany i 4 zestawy w pudłach, więc harmonogram prac zapełniony na jakieś 12 lat jak będzie szło sprawnie w każdym razie jest czas na dopracowanie koncepcji
  22. Albatros

    PZL 46 Sum 1/48 Miniplast

    Bardzo ciekawy projekt i w gruncie rzeczy zrealizowałeś koncepcję, która chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Mianowicie takie połączenie technologii - czyli kadłub wykonany w vacu, plus mniejsze elementy drukowane/skracz/PE - jawiło mi się, jako dobra koncepcja na budowę modelu od podstaw. Forma vacu oczywiście wymagałaby sporo pracy z opracowaniem powierzchni - czyli rycie nowych linii, nitowanie, dorobienie detali - ale wydaje mi się rozwiązaniem problemów z drukiem dużych elementów (czyli ryzyko odkształceń i deformacji żywicy, waga, problem z usuwaniem rastra). Dodatkowo w vacu plusem jest grubość (a raczej „cienkość” ścianek, dzięki czemu lepiej oddaje realne elementy konstrukcji samolotu. Pewnie kiedyś zabiorę się za taką realizację…
  23. O, super, że kolejna odsłona Jugosławii w Twoim wykonaniu się szykuje, oglądam
  24. Rozumiem, będę z ciekawością oglądał. Jeżeli będziesz chciał coś rzeźbić z silnikiem to mam bardzo dobre zdjęcia, mogę Ci udostępnić.
  25. Piękny samolot i znów chętnie będę obserwował warsztat, choć jak widzę ten inbox to aż mnie odrzuca… wiem, że to osobiste preferencje, ale zdecydowanie polecam jednak skalę 1/32 do szmatopłatów. To są tak małe samoloty (piszę o myśliwcach nie bombowcach ), że w 1/32 mają rozmiary podobne do późniejszych w 1/48 a możliwości waloryzacji więcej. W 1/32 masz piękną Ballilę Aviattica (perfekcyjna żywica), aczkolwiek tylko z rynku wtórnego w wysokich cenach, oraz niedawno wydany Lukgraph w druku 3D. Myślę że z tym ostatnim zestawem będziesz miał dużo więcej zabawy i satysfakcji niż z tym mydłem. Tak czy inaczej obserwuję
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.