Skocz do zawartości

letalin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3 631
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Zawartość dodana przez letalin

  1. Sądzę, że takich informacji mógłby udzielić Jakub Plewka, który współpracował z AH przy tym projekcie. Kiedyś bywał na PWM z pasją, nie wiem, czy nadal jest tam uchwytny, bo nie odwiedzam tamtego forum z różnych powodów tu go chyba nie ma.
  2. Nie jestem na bieżąco z tłem wydarzeń na Fejsie. Wendeta? Co mu AH zrobiła?
  3. AH wybrnęło lepiej z dopasowaniem osłony kabiny w pozycji otwartej. Limuzyna leży tylnym końcem na kadłubie, tak jak w oryginale, dzięki pocienieniu wewnętrznych powierzchni ramy w newralgicznym miejscu. W Edku bez zeszlifowania, dopasowania, będzie wisiała nad kadłubem. Drobiazg, którego pewnie nie zauważy wielu sklejaczy, ale wynikający z doświadczenia modelarskiego projektanta z innymi modelami Mustanga. Poniższe zdjęcie pokazuje jednak, że montaż może sprawiać duże problemy
  4. AH ma tu rację z kolorem. Poza tym świetna recenzja.
  5. To nie jest pomysł AH, z tym podwójnym zestawem. AH jeszcze nic o tym nie wie To moje prywatne przemyślenia, bo widzę potencjał i mnie te kolorowe ptaszki od dawna bardzo interesują. Nie mam pojęcia, czy takich entuzjastów jest dość dużo, żeby to był rynkowy przebój? Pomarzyć sobię mogę: Osiem kolorowanek i dwie wypraski.
  6. Teraz będzie P-36C. Z kolorowymi kamuflażami z Cleveland. Dla mnie to najatrakcyjniejsze Hawki, mógłby być nawet podwójny zestaw, bo tych pstrych malowań jest sporo. Najfajniejsze poza fińskimi oczywiście, ale te są już zapowiedziane na ten rok, jak i te z kolorowymi ogonami z Vichy. Ja bym sobie jeszcze życzył niemieckiego filmowego, z "Kampfgeschwader Lützow", ale chyba nie mam takiego wpływu, żeby to przepchnąć. Są jednokolorowe. dość nudne, ale z ciekawą historią, no i niemieckie, więc z plusem za niemieckie malowanie. Pewnie jak te zarobią na siebie z nawiązką, to pojawią się wersje z Cyclone i reszta z Twin Wasp. Nie sądzę, że to się wydarzy w 2026.
  7. Nie trzeba jeździć kolejką po dywanie. Można po prostu fascynować się modelami parowozów. Ze wszystkich maszyn jakie stworzył człowiek, to parowozy należą wg mnie do najpięknięjszych. Moja pierwsza, trwająca od żłobka miłość:)
  8. Dziecinniejemy:) Przeglądam czasem też ten dział Allegro, nie tylko szukając zabawek, które miałem, ale przede wszystkim tych, które chciałem mieć.
  9. Ja zajeździłem tę hiszpańską zabawkę. Urwała się linka od kierowniy, stalowy drucik pękł ze zmęczenia i SEAT stał jakiś czas jako model statyczny. Miał otwierane drzwi, świata i czerwony był jak na sportową maszynę przystało. Próbowałem go kiedyś odkupić na Allegro, ale byli badziej napaleni. Niedawno poszedł za prawie 600 złotych.
  10. Nic złego, u mnie też inne powody. Dla czystości rasowej postawiłem na produkty IBG, nie chcę mieszać. I nie mam już gdzie tego trzymać, więc redukcja zamówienia wynikła nie z jakichś wad zestawu Eduarda, a niechęci do różnorodności. To na pewno dobry model. Edek przecież umie w te zabawki.
  11. Dziś anulowałem zamówienie na tego edkowego Spitfire. Pozostanę przy popsutych przez IBG.
  12. Ależ to jest śliczne
  13. Był To się nie załapałeś na gierkowską prosperity. W 1975 w CSH było bardzo bogato. Bywały plastiki z kilku zachodnich firm, ale były też silnii modelarskie z Zachodu (w tym słynne Webry, kosztujące tyle co normalny człek zarabiał przez kwartał) i aparatury RC. Nie tylko "Pilot 2", ale i Graupner. Wtedy też był papier japoński. To był moment, zaraz wszystko wróciło do normy.
  14. Czy styropian ulega biodegradacji? Zastanawiam się, czy zestaw Turista na CO2 byłby jeszcze flyable po 40 latach?
  15. Kiedyś wszystko było w CSH Papier japoński też. Mając wielkie plany zbudowania makiety latającej, zacząłem zakupy materiałów od papieru japońskiego, co wyczerpało moje fundusze. Papier nie trafił na prymitywne szybowce w rodzaju Czyżyka, czy Jaskółki, te były oklejane czymś zbliżonym do papieru pakowego, a dopiero jeden arkusz zużyłem na napędzanego CO2 Turista. Z całą pewnością nie wyrzuciłem reszty. Gdzieś jest.
  16. Koszt aftermarketowych działek i rur wydechowych dodany do ceny zestawu Eduarda wyrówna różnicę w cenie zakupie zestawu IBG, ale nadal zestaw Eduarda będzie wygrywał ceną wyświetlaną w sklepie, bo koszty dodatków idą jakby z innej kieszeni. Wydaje się, że strategia Eduarda jest w jakiś sposób echem sukcesu marketingowego innego czeskiego producenta, bazującego na prawie Kopernika-Muzikanta, które mówi, że zestaw gorszy wypiera lepszy. Na ile może być gorszy to właśnie sprawdza Eduard.
  17. Lobbowałem. Wojtek Bułhak zbudował Lightninga z Tamiyi 1/48 i powiedział wtedy, że zrobią w 1/72, ale jeszcze nie teraz. To było ze 2 lata temu, więc może coś w tym kierunku już zrobili? Poza tym AH zrobi kiedyś wszystko, taki jest plan Wystaczy trochę poczekać.
  18. Nowością jest też mój artykulik o słynnym "Dooleybird". Zachęcam do lektury i dyskusji. Przyznam, że jestem zwolennikiem wersji niebieskiej, ale samokrytycznie przyznam, że nie jestem tu obiektywny, bo działa u mnie prawo pierwszych połączeń i wersja żółta kłóci się z moimi głęboko wdrukowanymi przez Matchboxa poglądami na ten temat. https://armahobbynews.pl/blog/2025/11/24/dooleybird-zolty-czy-niebieski/#fn1
  19. Po co? Bo to udaje lepiej prawdziwy samolot. Przy śmigle de Havilland była tam dość duża szczelina między kołpakiem, a kadłubem oraz taki drobiazg, że na części Mk I nie było zgarniacza oleju, a na późniejszych już był. To wszystko spowodowało taki wygląd przedniej części kadłuba, chociaż raczej nie chodziło tu o pokazanie odłony reduktora, a te inne sprawy. Przy tym rozwiązaniu wystarczy też lekka obróbka i można mieć bardzo fajnie wyglądające te małe chwyty powietrza za kołpakiem. Przy kołpaku Rotola są zaznaczone otworu odciążające na jego podstawie, których też raczej nie będzie bardzo widać, ale na prawdziwym samolocie były fragmentarycznie widoczne, gdy się tam w tę szczelinę zajrzało. Taki smaczek. Czarny kołpak z zewnątrz, a przez szczelinę między kadłubem, a kołpakiem widać jego srebrną podstawę i te otworki, które można wyczernić. Ciekawi mnie, czy na modelu właśnie tak będzie?
  20. Bez Garbuska nie byłoby AH Myślisz AH, widzisz Garbuska. I niech tak już zostanie. Szwabe-szajse, może być, ale dla mnie to tylko taki przerywnik między kolejnymi Garbusami:)
  21. To są dwa różne zdjęcia, najpewniej na innego rodzaju filmie, z innymi filtrami i dość ryzykowne jest wnioskowanie, że kolory zachowały się w taki sam sposób na obu zdjęciach. Jasny szary odpowiadający żółtemu na drugim zdjęciu nie mówi nic o tym, jak wyglądałby na pierwszym. Mógłby być dużo ciemniejszy, nie do odróżnienia od czerwonego. Tu by należało poszukać głębiej, sprawdzić np. jak malowano drony w tej bazie lotniczej. Jakie reguły wówczas stosowano. W "Squadron Signal" pokazano go jako żółtego. Możesz napisać też do Palm Springs, gdzie ten samolot stoi w muzeum i może podczas restauracji robili zdjęcia zdejmowanych powłok lakierniczych:) https://palmspringsairmuseum.org/aircraft-gallery/
  22. Dało się też zrobić zamykaną komorę bombową.
  23. Matchboxy były drogie też w UK i chociaż zawsze były postrzegane przez bardziej zaawansowanych jako zabawki dla dzieci, przypominające raczej diecasty, to odniosły sukces na całym Świecie. Perfekcja nigdy nie była czynnikiem najistotniejszym, bo zestawy MB osiągały doskonałość tam gdzie inni się gubili. Do dzisiaj nikt nie zaprojektował form z tak delikatnymi kanałami wlewowymi, żeby separacja części od ramek była możliwa bez żadnych narzędzi, a części po oddzieleniu nie wymagały już pracochłonnej obróbki przed sklejeniem, ani szpachlowania spoin po sklejeniu. Każdemu, kto potem próbował np. wyciąć kratownicę kadłuba do kabiny w Hurricane Mk I Arma Hobby bez jej połamania, musiały te stare Matchoxy wydawać się nie do końca pozbawione zalet.
  24. A ja się będę upierał, że nie tyle Blackboxy, a Matchboxy. W rozumieniu idealnego balansu między jakością, a łatwością montażu. Cena też, ale Matchboxy 50 lat temu były dość drogie. Zdobyły rynek czymś, czego Airfixy, czy Frogi nie miały. Pomijając genialne boxarty, to po prostu były zestawy banalne do sklejenia i nie oferowały pułapek. Spitfire IBG jest imponująco skomplikowany, ma tyle części, co nowoczesne zestawy 1/32. Nie kupię go żadnemu dzieciakowi, bo zadziała jak Mistercraft, a i nie jednemu dziadersowi noga się podwinie, bo takie są prawa przyrody. Zresztą powoli sam dziecinnieje i wrażenie po otworzeniu Blackboxa było, obok zachwytu, trochę przytłaczające. Nawet nie wyciągałem ramek z pudełka, bo wiedziałem, że łatwo tego nie zapakuję z powrotem. Teraz już się odważę
  25. Do tej pory wylądowało u mnie w sumie 6 Spitfire z IBG. Siódmy wkrótce. Będąc dość zdecydowanym krytykiem przeładowania faktury powierzchni modelu w skali 1/72 nadmiarem detali, które w naturze są niewidoczne, to o ile wizję IBG jestem w stanie uznać ostatecznie za akceptowalną (na Spifire, bo na IAR już mniej), to wersja Eduarda wywołuje u mnie już duży zawód. Znam setki różnych zestawów z całej historii tej branży i patrząc na ten produkt Kniazia Wlada widzę coś przypominającego mi Lindberga sprzed 60 lat. Powstrzymam się od dalszego znęcania się nad tym "trupem" (po czesku kadłub), bo w sumie jest/będzie wybór i nie ma się co stresować. AH też prędzej, czy później zrobi Spitfire.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.