-
Liczba zawartości
4 381 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Nie, ponieważ takich zbiorników w ogóle nie powinno tu być. Faktem jest, że dłuższe podwieszenia podpierano dodatkowo tylnym stabilizatorem. Tak przy okazji: ten zbiornik powyżej to jest bomba napalmowa testowana na Hawajach we wrześniu 1944, ale w temacie stabilizatorów nic to nie zmienia.
-
Ktoś podpierdzielił kanały dolotowe do airboxu. Mniej funu na aotobahnie, niestety.
-
Jeśli można, to jeszcze spytam o źródło tej informacji.
-
Podeprzesz się czymś, bo faktycznie ciekawe.
-
I teoretycznie i praktycznie żadne z nich nie jest ważne. Liczy się ciśnienie w dyszy aerografu. Skoro znasz wartość spadku 'przy pracy' to oba są równorzędną informacją. W rozmowach modelarskich też nie ma większego znaczenia, o którym ciśnieniu mowa. Do wspomnianych w poście wyżej zmiennych dochodzą jeszcze błędy samych mierników - w sumie wartość zmiennych może być większa niż spadki ciśnienia na wyjściu, które zresztą też są zmienne i zależne od otwarcia dyszy aerografu.
-
Też mam taką nadzieję.
-
Mikołaj, dziewczyna na forum modelarskim? Dziesięć takich warsztatów zrobi i dalej nie opędzi się od komentarzy. Nie widzę zagrożenia .
-
:(
-
To są bardzo ważne słowa. Co prawda wytrwałość też można ćwiczyć, ale zabierając się za taki model trzeba zdać sobie sprawę, że to jest zupełnie inny rodzaj wyzwania, nierozwiązywalny pytaniami na forum o rodzaj rozpuszczalnika, czy sposób na wycięcie jakiejś części.
-
Zadajemy pytania, dostajemy odpowiedź
greatgonzo odpowiedział DeX → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Rzecz względna. Różnica będzie niewielka, ale w zależności od potrzeb ktoś może stwierdzić, że zasadnicza i mieć rację. Za to na pewno bardzo znacząco wzrosną problemy z odpowiednim przygotowaniem farby, ciśnienia itd. -
Hawker Hurricane Mk I (wczesny), AIRFIX 1/72
greatgonzo odpowiedział Wojciech Butrycz → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Te zdjęcia przypomniały mi pewne zdarzenie. Ładnych parę lat temu w którejś gazecie modelarskiej ukazał się artykulik z modelem Wojtka, bodajże Spitfire MkIIA. Ja wtedy już konkretnie ukierunkowałem się na amerykańskie myśliwce i nie brałem pod uwagę żadnych innych tematów. Ale kiedy zobaczyłem tego polskiego Spita z czarnym skrzydłem i brązowo zielonym kamuflażem to wróciły z całą mocą młodzieńcze fascynacje polskimi pilotami i po prostu musiałem zrobić sobie polskiego Spitfire'a. Chciałem szybciutko go pyknąć i wrócić do swoich tematów ale ugrzązłem w tym modelu na kilka lat. Niemniej to właśnie Wojciech Butrycz sprawił, że ten mój Spitfire w ogóle powstał. Wojtku, możesz sobie dopisać ten mikrokroczek na swojej pięknej ścieżce popularyzacji polskiego lotnictwa, a ja dziękuję Ci za inspirację. -
P-47D-28RE "Pengie IV" Gładycha, TAMIYA/AIRES 1/72
greatgonzo odpowiedział Wojciech Butrycz → na temat → [L]Galerie
To oczywiście względna i subiektywna ocena, ale moim zdaniem zaznaczony italikiem fragment to jednak spora przesada. -
Tu nie o to chodzi, że taka sytuacja nie mogła się zdarzyć. Chodzi o ogólne stwierdzenie 'w warunkach wojennych' sugerujące, że to standard. We wrześniu 1940, czyli w najintensywniejszym okresie walk w swojej historii Dywizjon 303 miał 16 dni bez kontaktu z wrogiem, w tym kilka w ogóle bez lotów bojowych. 9 dni z dwoma startami i 3 z trzema. Większość startów bojowych kończyła się brakiem kontaktu z wrogiem. W sumie dywizjon (jako jednostka, niezależnie od ilości poderwanych samolotów) przebywał w powietrzu mniej więcej 50 godzin (to rząd wielkości, w sumie w całym 1940 roku 303 wylatał ok.1050 godzin). To oznacza, że ok. 670 godzin pozostało na resztę działań dywizjonu, w tym serwis, który nie był fanaberią, a miał zapewnić sprawne działanie samolotów w akcji. To jest proporcja ze skrajnie intensywnego okresu. Te stanowią zdecydowaną mniejszość w sześcioletnich zmaganiach powietrznych IIWŚ. Regularnie można przeczytać sugestię jak to producenci nie trzymali różnych standardów, bo wojna i nikt się tym nie przejmował oraz jak żołnierze z tego samego powodu nie stosowali się do regulaminów, instrukcji i zasad wynikających ze zdrowego rozsądku. Moim zdaniem sporo w tym przesady.
-
Które to ważniejsze prace odciągały mechaników silnikowych od dbania o motory samolotów? Oczywiście, że Merliny ciekły, ale nie z każdego miejsca i sprawdzanie tego elementu (przecieków) było jedną ze składowych obsługi silnika. Czyszczenie jest jednym ze sposobów na sprawdzenie, czy czy nie pojawiają się wycieki nadmierne, lub z niedopuszczalnych miejsc. Oprócz tego Merliny (jak inne silniki) podlegały określonym regulaminem przeglądom codziennym i okresowym. Te drugie wyznaczały listę czynności po wylataniu danego czasu. Pierwszy przegląd następował po 10 h lotu, co przy bardzo intensywnych operacjach oznaczało że praktycznie miał miejsce codziennie. Dochodziła eskalacja kolejnych stopni przeglądów okresowych do wybudowania silnika z samolotu i serwisu głównego włącznie. Pomijając zwykłą ludzką niechęć do babrania się w syfie, skrajnie brudne silniki zwyczajnie utrudniały lub nawet wykluczały prawidłowe przeprowadzenie niektórych czynności serwisowych. Oczywiście, że Merliny, cieknące niekoniecznie z powodu zepsucia ich intensywną eksploatacją brudziły się w naturalny sposób, ale nadużyciem jest twierdzenie, że obsługa nie zajmowała się tym tematem.
-
Moim zdaniem to są wzmocnienia, lub pomocnicze elementy montażowe do urządzeń kabin. Ich nadmiar wynika ze zróżnicowania wyposażenia w różnych wersjach. To tylko prywatne wnioskowanie z mojej strony, nie znam się na Mosquito.
-
Spryciarz, nie spryciarz... . Kiedy wejdzie się trochę głębiej w takie tematy szybko dochodzi się do wniosku, że właściwie nie ma tu absolutnych pewników. Kiedy czytasz informację, która wydaje się być nawet absurdalna, to możesz machnąć ręką, a możesz też podciągnąć temat by sprawdzić, czy ktoś nie dotarł do udokumentowanej 'sensacji'. Czasem można się zdziwić i szkoda przegapić taką okazję. A, że kolega Kreator buduje swoje wypowiedzi w sposób dość autorytatywny, to i podpuszcza tym samym do takich sprawdzeń.
-
...Ta pani, tego pana męczyła przez cztery stacje co najmniej, Szczególnie ostro zaś wyszydziła użycie słowa 'bynajmniej'. ... I wówczas - tego, co się zatliło I uleciało gdzieś w dal, Przez małą chwilę mi się zrobiło Bynajmniej żal...
-
OK, dzięki za odpowiedz.
-
Słusznie. Po prostu jest różnica między 'moim zdaniem dana technika się tu nie sprawdza', a 'nie potrafię zastosować tu tej techniki'. Wg mnie pierwsza wersja wymaga czegoś w rodzaju uzasadnienia.
-
To który OD reprezentowany jest przez Humbrol 66? I dlaczego właśnie ten?
-
Niezależnie czy z nie, czy bez - takie stwierdzenie jest moim zdaniem bardzo ryzykowne i bezpieczniej byłoby poprzedzić je uwagą w stylu 'w moim warsztacie'. Jednoznaczne przekreślanie jakiejś techniki w kontekście uzyskania danego rezultatu, czy odwrotnie, jednoznaczne przypisywanie jej do niego jest tylko narzucaniem zbędnego ograniczenia. Zawsze zgrabniej jest odnosić się do efektu. Skupienie się na metodzie jest ryzykowne, jako że może być wypaczone osobistymi kłopotami z wykorzystaniem jej potencjału. W przykładzie mamy do porównania nie model i oryginał tylko zdjęcie modelu i zdjęcie oryginału. Bardzo duża różnica.
-
Mógłbyś to napisać jakoś inaczej? Tak jak jest nie łapię o co Ci chodzi, ale brzmi to bardzo podejrzanie.
-
We wszystkie szczegóły nie wchodziłem . Ta płetwa to jednak chyba najprostszy do dorobienia element. Ale lepiej sprawdź, co tam jest w pudełku, może producent dodał płetwę.
-
Zapewne chodzi Ci o model Tamiya w wersji D i pewnie Bubble. Niestety, tu nie za bardzo coś mogę powiedzieć, bo nie znam produktów rynku modelarskiego niemal zupełnie. Rzeczywiste samoloty różniły się stosunkowo znacznie, ale wiele z tych elementów w modelu może być zupełnie niewidocznych (np. śmigło). Podstawowe różnice to: Wersja M - nowy silnik serii C (z chrakterystyczną nową osłoną reduktora i zapłonem Scintilla) - nowe śmigło Curtiss Electric symetryczny Paddle Blade (nie widziałem wszystkich M, ale wszystkie operacyjne Mki na znanych mi zdjęciach mają symetrycznego paddle'a) - dodatkowe klapki aerodynamiczne na skrzydłach (na D od wersji D-30) - dodatkowa płetwa grzbietowa, na ogół o kształcie trójkąta (znane są przypadki z płetwą a'la N, ale znów na operacyjnych samolotach jest już trójkątna - z linii produkcyjnej M schodziły bez płetwy.) - Celownik K-14 (do sprawdzenia, bo mogła to być kwestia indywidualnej decyzji pilota, w późniejszych D oczywiście też występował. - wyposażenie kabiny - tu trzeba posprawdzać po zdjęciach. Choć pewnie i tak się wszystkiego nie ustali , ze względu na problemy z automatyką sterowania silnikiem i możliwe zmiany w stosunku do wersji fabrycznej. To jednak są bardzo niewielkie różnice w wyglądzie, o ile w ogóle. -'tępe' lotki (od wersji D-30) Tyle pamiętam . Jeszcze turbina się zmieniła - też z tych niewidocznych zmian.
-
Republic zrobił to siedemdziesiąt lat temu, to współczesny modelarz też powinien dać radę. Moim zdaniem niewielkie różnice i niewielkim nakładem pracy. Ale wobec braku definicji słów wielkie i niewielkim w Twoim pytaniu, to raczej niewiele to znaczy. No i zależy z którego D. Najbliżej jest D-30 naturalnie .
