Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 491
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Te zamalowane znaki w naturze też są takie fioletowe? Mam nadzieję, że to tylko przekłamanie na ekranie.
  2. To może inaczej. Wyjaśnię, dlaczego info powyżej, choć wartościowe, niewiele wnosi do sprawy. To, że samolot Andersona wyposażony był w celownik N-9 w momencie przybycia do Anglii jest oczywiste, nie ma innej możliwości. Celowniki żyroskopowe zaczęły być dostępne w październiku 1944 i informacja o szkoleniu mechaników wpisuje się w czas, gdy K-14A pojawiły się w Europie. Montowane początkowo w Mustangach K-14 raczej tu nie docierały, ale różnice między tymi celownikami są niuansowe. Szansa na to, że odarcie z farby i montaż nowego celownika wystąpiły równocześnie nie jest szczególnie wielka. Na zdjęciu kamuflowanej wersji możemy dopatrzeć się proporcji celownika wskazujących na żyroskopowy, ale znana mi fota nie jest dość wyraźna by przesądzić, bo na celowniku mógł być pokrowiec, albo coś wisieć. Dodatkowy problem stanowi temat jak długo samolot był w jednostce, zanim został furą Andersona. Ogólne ramy czasowe sugerują, że nawet ze dwa miesiące, ale to bardzo ogólny szacunek i trzeba by tu się dobrać do AAC tego Mustanga. Za mało mój temat, by się w to bawić. Tu chodzi o to, czy Anderson przejmował zielonego Mustanga, czy pomalowano samolot dla niego, a jeśli tak, to kiedy. Raczej to pierwsze, bo kamuflaż także sugeruje, że ten P-51 był już w jednostce dość długo. Bud rozpoczął drugą turę w październiku. W zasadzie nie ma opcji, by mógł w tym momencie dysponować K-14A, zatem N-9 wydaje się pewnikiem dla kamuflowanego Old Crow. Tylko kiedy nastąpiła zmiana? Przy budowie modelu można by było machnąć na to ręką, gdyby Anderson nie był asem. Jednak ilość oznaczeń zestrzeleń może ustawić samolot w czasie, gdy powinien/mógł już mieć K-14A. W takim razie jak, w kwestii oznaczeń, wyglądałby ten Mustang w okresie z N-9? I tu pojawia się korzystny przypadek. Zwycięstwa w drugiej turze pojawiły się dopiero pod koniec listopada. Zdjęcie kamuflowanego samolotu pokazuje go z trzynastoma krzyżami, czyli 12 1/4 zestrzelenia z pierwszej tury. Czyli spokojnie możemy przyjąć, że pilot latał samolotem z celownikiem N-9 w oznaczeniach jak na zdjęciu. Dlaczego zatem użyłem wcześniej formy w zasadzie, zamiast napisać po prostu nie ma opcji? Otóż w 8th AF powszechnie wymieniano celowniki N-3 na brytyjskie. To była rozpoznana i uczęszczana ścieżka. A brytyjski celownik GGS, którego kopią był K-14A. dostępny był już od wiosny. Zostawia to furtkę, że Anderson, w końcu persona nieostatnia, mógł zadbać o celownik żyroskopowy od początku swojej aktywności w drugiej turze. To podparłoby wersję dla tych, którzy złapią się owych proporcji celownika na zdjęciu kamuflowanego Old Crow. Ale po prawdzie, to nie wiem nawet , czy ta furtka jest choćby uchylona.
  3. To by załatwiało pierwszy temat. Drugi jest bardziej frapujący, bo info, które wyszperałeś jest cool i ciekawe, ale nie wiem co nowego wnosi do tematu.
  4. Mnie nie, bo wciąż jestem ciekawy czym podpierał się kolega. A teraz jeszcze ciekawi mnie też, w jaki sposób Tobie załatwia to sprawę?
  5. A czym popartą? Bo na czymś twierdzenie chyba się jednak opiera.
  6. Ja to nawet nie pamiętam na jakim forum to było.
  7. Nie wiem nic o tym by Recce coś publikował na papierze. Swego czasu , ale raczej dawnawo, pisywał w sieci, także o wnętrzach amerykańskich samolotów z okresu. Z dystansu powiedziałbym, że taki IPMS Stockholm, tylko lepszy ;). Zresztą Waligórski podawał go też jako źródło w tych swoich stockholmskich artykułach.
  8. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Mniejszych elementów dociąć się nie da. Ale można nawet nieco większe, ale ustawiać je pionowo. Wejdzie kilkakrotnie więcej. Zatem tniemy: Płaskie kwadraciki można se było kłaść i leżały, Ale pionowo toto nie ustoi. Trzeba zrobić jakiś ustalator, który by je trzymał, bo zaczyna brakować rąk. I jeszcze do czegoś trzeba to kleić, żeby się towarzystwo nie rozpadło przy wyjmowaniu i obróbce. W kolisty szablon wtykamy po obwodzie plastikowy paseczek, będący zewnętrznym pierścieniem wirnika. Długość paseczka łatwo obliczyć, ale w tej skali tylko mniej więcej. Ważne by z nadmiarem. Potem metodą prób i błędów można go dopasować odcinając po mikrokawałeczku, aż uda się go wcisnąć na miejsce. Ważne, żeby z oporem, by pierścień rozparł się w szablonie. W środek wklejamy mniejsze kółko, dobrane tak, by pionowe prostokąciki można było wciskać z oporem. Przy takich rzeczach warto pamiętać, by wyzbyć się nadziei, że pierwsza próba będzie udana. Z góry wiadomo, że wirników trzeba będzie robić więcej niż dwa. Pierwsze podejście to nauka. Jak bardzo trzeba kontrolować promieniste ustawienie prostokącików, żeby się dramatycznie nie przekosiły, jak będzie się wyjmował element z formy, czy poradzi wytrzymałością przy wyjmowaniu z formy, docinaniu i szlifowaniu... . Tego się trzeba nauczyć, a i wprawa nabywana w kolejnych podejściach jest nie do pogardzenia. I znów, nie warto nawet zakładać, że zrobi się taki wirniczek za jednym posiedzeniem. Powtarzające się czynności zaczynają nużyć, tolerancja na niedokładności rośnie. A i w samym procesie warto wymuszać urozmaicenie. Bo odruchowo chcemy dalej, jeszcze jeden prostokącik i jeszcze jeden... . A jak się natnie ograniczoną ilość elementów, to konieczność docięcia kolejnych zmieni rytm pracy i ograniczy problemy związane z taką rutyną. Pierwszy wirniczek po próbach cięcia i szlifowania. Parę razy trzeba go było ratować, ale ogólnie do ogarnięcia: I kolejny w szablonie: Z magazynkiem prostokącików w blistrze po lekach i pęsetą operacyjną. Przy okazji: pęsetka kosztowała u Chińczyka jakieś pięć złotych za parę. Nie wątpię, że super mega modelarskie narzędzia są zdecydowanie lepsze, ale to ustrojstwo pozwala operować elementami o wielkości rzędu 0,5 x 0,5 mm ze swobodą i bez stresu. Tylko mówię... . Na powyższych zdjęciach jest jeszcze jeden, bardzo istotny element wyposażenia modelarskiego warsztatu, którego nie powinno zabraknąć wśród narzędzi żadnego modelarza, pokazującego swoje prace w internecie. Zresztą, często się o nim wspomina przy okazji takich prezentacji. Chodzi oczywiście o zapałkę. Nie raz przecież czytaliście: skąd masz taką dużą zapałkę?. A przecież zdobycie jej nie jest szczególnie trudne, a zysk na polu modelarskiej sławy, za którą tak niestrudzenie gonimy, niepodważalny! Wirnik się wyjął, ale dalsza obróbka poszła w zapomnienie. W międzyczasie pojawił się pomysł na czwartą jego wersję i właściwie ten egzemplarz został doklejony do końca dla zasady. Niespodzianki nie ma, bo rzecz ta została zaspoilerowana po poprzednim wpisie warsztatowym. Tym niemniej będziemy popychać te taczki dalej. A po drodze wystąpiło Tadammm 2!
  9. Źródłem jest opracowanie Williama Recce. Na ogół dobre, ale na pewno nie bezbłędne. Z jednej strony typ bazuje na relacjach restauratorów, historyków, osobistych wiwisekcjach egzemplarzy i pierwotnych materiałach źródłowych, z drugiej to informacje raczej starszawe i niektóre z nich, wiadomo dziś, że błędne. Możliwe, że źle zinterpretowałem określenie rear cockpit, bo opisane jest to u Billa tak, że może to być tylna ściana kabiny pilota, albo jakaś przestrzeń bezpośrednio za fotelem. Dlatego dodałem to In Action, żeby można było sobie sprawdzić o co chodzi. Ja nie mam tej książki, ale Recce podaje ją jako ilustrację tego sposobu malowania. Załączone zdjęcie nie jest źródłem, tylko ilustracją tego co pisze Recce o Tigercatach w służbie. No i ja to piszę z widowni. Żadnej poważnej polemiki na temat malowania F-7 w żadnym razie nie mam jak podjąć.
  10. W uzupełnieniu. Tylna kabina ZCY. To bym sprawdził. Podobno widać to dobrze w książeczce In Action. Podwozie SB dotyczy elementów goleni i kół. Pozostałe kijaszki IG. Myślę, że to zdjęcie pokazuje ideę:
  11. W okolicznościach, w jakich jesteśmy nie da się lepiej niż lepiej. Na moim monitorze kolor wygląda bardzo dobrze w buteleczce z farbą, bo opakowanie tłumi nasycenie. Na modelu jest zbyt jaskrawy. Na ogół, bo wygląda różnie w różnych miejscach. Nie sposób określić wpływu stałych zmiennych: zdjęcie, obróbka, monitor. Farbki AK nie znam.
  12. Lepiej.
  13. Silnik przypisywano do samolotu w ten sposób, że wiadomo było który silnik zamontowano w danym płatowcu. Ale silnik miał własne życie, warunkowane resursami, ale i uszkodzeniami. O Niemcach nie wiem nic, ale scenariusz, gdzie wyjmuje się silnik do remontu, na jego miejsce wsadza się zastępczy, a potem montuje z powrotem ten wyremontowany i tu jest raczej absurdalny.
  14. Znaczy się niedomalowany?
  15. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Fajne, takie vintagowe, monochromatyczne. Książki mogłem sobie wybrać z oferty jaro11c na Allegro. Ponad tysiąc pozycji, toteż bez trudu zapełniłem koszyk stadkiem książek do selekcji. Ostatecznie wybrałem te, bo chciałem mieć zebrane kolorowe zdjęcia amerykańskich samolotów w jednym miejscu. Nie spodziewam się nieznanych rewelacji. Ale zależało mi na wersji drukowanej. Książki składane przez wydawnictwo, pod okiem uznanych autorów dają szansę na pewną stabilność interpretacji kolorów, a przynajmniej raczej nie są w tym względzie odjechane w kosmos. Książki jedynie przekartkowałem. Są podobne , bo opierają się na prezentacji zdjęć. Mighty Eight przedstawia kolejne amerykańskie bazy lotnicze w Anglii przypisując im odpowiednie fotogramy. Cała treść to podpisy pod nimi. Fighter Command jedzie rejonami operacyjnymi. Zdjęcia okraszone są krótkimi relacjami uczestników wydarzeń. Fajnie się to zapowiada, bo są to bardziej wybrane anegdoty, a nie typowe relacje z lotów, de facto niemal nie do odróżnienia jedne od drugich. Z reguły wyrywa się rozdział o samolotach zdobycznych. Dla mnie średnio interesujący, ale trochę zdjęć zdobycznej niemczyzny i włoszczyzny się znajdzie. Ponieważ są to albumy foto, nie spodziewam się, by dokładniejsze zapoznanie się książkami mogło wnieść do tego opisu coś istotnego.
  16. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Bardzo rzadko dostaję w prezencie jakieś modelarskie szpeje. Dlatego w tym roku zadbałem by było inaczej. Oczywiście wyłącznie poprzez bycie bardzo grzecznym ;). Dzięki temu podwoiłem swoje stany magazynowe zestawów i zapewniłem sobie materiał do budowy modeli na długie lata :). Oprócz tego zdarzyło się, że pisujący tu kiedyś Kornik zaprosił mnie do stworzonego przez siebie, fejsbukowego klubu książki historyczno militarnej. Tam, z okazji świąt, ogłoszono konkurs na recenzję książki. Ten konkurs wygrałem i w świątecznym okresie dotarły do mnie dwie książki, które mogłem sobie wybrać jako nagrodę. Zaliczam je do prezentów gwiazdkowych :).
  17. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    To są jakieś inne skale?!
  18. greatgonzo

    Frajdolarzerka

  19. greatgonzo

    Jak pomalować Spitfire w 1:1

    Niby tak, ale to jednak nie cała historia. Burty są jednak dość grube, gdy weźmiemy pod uwagę elementy konstrukcyjne. W kabinach z widoczną konstrukcją to będzie problem, ale większych samolotach, nawet jednosilnikowych może być tak, że burta z konstrukcją oddzielona jest od kabiny ślepą ścianą i tu pojawia się szansa na zmniejszanie w skali i proporcjach. Ale to właściwie tak tylko, żeby się przyczepić bez sensu ;). Za to nity i linie podziału i takie tam są widoczne na samolotach, nawet jeśli są to nity wpuszczane. Na pomalowanych też. Kwestia jak i kiedy. Zmyślnie odwzorowane przez modelarza nitowanie jest sporym walorem modelu. A, że nie każde jest wystarczająco zmyślne? Kiedyś organizator konkursu napisał mi, że klasyfikacja w nim jest drugorzędna, bo dla niego wszystkie modele są piękne. No nie są. Dotyczy to tak samo nitów jak dowolnych innych elementów modelu.
  20. greatgonzo

    Jak pomalować Spitfire w 1:1

    Filmik znany jest od lat. O szpachlowaniu skrzydeł Spitfire mówiłem w warsztatach okazyjnie od nastu, od czasu gdy Edgar Brooks podesłał mi info. Ostatnio na forum była o tym mowa dość niedawno. Film wypływa czasem cyklicznie i chyba ostatnio znowu, bo o ile się nie mylę Moses wrzucał ten film parę dni temu. niektórzy modelarze na forum porobili ten efekt. Przynajmniej Marek D :). Wygląda na to, że moje twierdzenie, że idea warsztatów, jako źródła informacji merytorycznych nie trzyma się rzeczywistości ma sens ;). Szpachlowanie dotyczyło raczej pojedynczych samolotów. Trudno powiedzieć, że myśliwców RAF. Ale to była znana i stosowana procedura, dotycząca wielu typów samolotów, także w Stanach. Jednak nie powszechna.
  21. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    A tak w ogóle, to Wesołych Świąt!
  22. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Mnie też się tak wydaje. Ale odwzorowanie wirnika w skali idealnie nie jest celem. Chodzi o to by uzyskać efekt wpiździec łopatek, i by dało się odgadnąć, że to jest wirnik. Idealnie w skali, dla oka, rzecz byłaby wg mnie nierozpoznawalna. Także pewna zgrubność jest pożądana. Zbyt małe elementy sprawią, że wpływ jakiegokolwiek spoiwa będzie nadmierny. Takie zagrożenie byłoby przy włosach. Plus trzeba by je kleić na gotowo po okręgu, bo nie wyobrażam sobie, by to jakkolwiek formować.
  23. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Rada jest dobra, dzięki. Ale też relacja nie jest całkiem na bieżąco. Staram się w niej podkreślać te momenty, kiedy coś nie wychodzi, albo kiedy pomysły nie wypalają. Żeby ci, którzy chcieliby spróbować zawalczyć z własną waloryzacją nie mieli poczucia, że skoro raz im nie wyszło, to znaczy, że nie umieją w te klocki. Porażki i nieudane próby są wpisane w ten proceder. Obecnie Gonzo kleci czwartą wersję wirnika, i jest to coś na kształt tego, o czym piszesz.
  24. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Sprężarka w zestawie w zasadzie prezentuje się nieźle. I może wystarczyłoby podrasować ją nieco by było dobrze. Jednak dwie sprawy robią problem i każda z nich samodzielnie, że nie wchodzi to w grę. Po pierwsze jest tak, że niestety chwyt powietrza do chłodzenia zlany jest z wirnikiem, a to jest rzecz nie do przełknięcia. ustrojstwo powinno tworzyć wiadukty nad wirnikiem, o tak: Po drugie z tą sprężarką mamy od dawno na pieńku. Wiele lat temu, budując model P-47 robiłem imitację tego GE. Wyszło to bardzo zgrubnie. Tam to przeszło, bo element był w zasadzie niewidoczny. Ale efekt jednak był marny i niesmak pozostał. Pora wyrównać rachunki. W planie jest pozostawić korpus, odciąć chłodzenie, wygrzebać wirnik i dorobić nowy. Spoko. Tylko ten wirnik... . No to pierwszy pomysł po linii najmniejszego oporu. W plastikowej płytce wycięte zostało koło, dopasowane średnicą do wirnika w elemencie z wypraski. To będzie szablon do produkcji wirnika. Zgrubnie przycięty, plastikowy wielokąt, niemal koło, też z plastikowej płytki, podzielony został na pół, a następnie na ćwiartki, ósemki i tak, aż do granicy możliwości nożyka. Powstałe kliny wetknięte w szablon imitować mają wirnik. Arkusz z wyciętym ząbkiem, to narzędzie, pozwalające wpychać ostatnie klinki, bez wystrzału elementu w kosmos. Eee, podział w wirniku Hasegawy jest dużo gęstszy. Trzeba będzie inaczej... . No to drugi pomysł. Najpierw trzeba zwrócić trochę honoru gilotynce Dispiae. Okazuje się, że konstrukcja urządzenia nie jest symetryczna i po przykręceniu przymiaru z drugiej strony można ciąć elementy około pół milimetra. Tyle, że baza od której odcinamy te cypki musi mieć przynajmniej niemal centymetr, żeby można było oprzeć ją o prowadnicę i utrzymywać coś na kształt prostopadłości ciecia. OK, marnotrawstwo kawałka plastiku 1cm x pół milimetra możemy przeżyć. W ten sposób naprodukowała się kupka kwadracików 0,5 x 0,5 mm, które wklejone w szablon po obwodzie będą imitować wirnik. Do płytki z szablonem heftnięta został cieńsza płytka stanowiąca podkład. Do niego klejone były kwadraciki, tak by można było potem spokojnie oderwać ten podkład od szablonu wraz z wirnikiem. Zostało tylko dociąć i doszlifować brzegi. No dobra, ilość podziałów to jest rząd wielkości tego co widać na pokazanym wyżej zdjęciu sprężarki. Cóż, gdy zdjęcie pokazuje sprężarkę ze zdjętym wirnikiem i to co widzimy to są stałe deflektory nakierowujące spaliny na wirnik. Sprężarka z wirnikiem wygląda tak: Nic to! Trzeba będzie inaczej... .
  25. HO było cięższe, a pociąg najeżdżał na ten semafor z górki. I w sumie ta ósemka nie była wielka, nie było za dużo miejsca. Nie mówiąc o tym, że wątpię, by po zmontowaniu makiety był w okolicy ktoś, kto by ogarnął to wydłużanie :).
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.