-
Liczba zawartości
4 492 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Nie wiem, ale nie będzie stał.
-
Who cares?!
-
Konfiguracja w kabinie to sen szalonego mechanika. Zamiast wysuniętego podwozia, hamulce aerodynamiczne w pośrednim położeniu, podobnie jak sterowanie składaniem skrzydeł. Przepraszam Cię, nie mogłem sobie odmówić :). Ale tę czerwoną końcówkę dźwigni składania podwozia, jeśli już zostawisz w niewłaściwej prowadnicy, to chociaż przemaluj na srebrno.
-
Barker rules! Warsztat ewidentnie wrogi, ale nie wiedzieć czemu, ogląda się znakomicie. Może to jakość, zaobserwowana i spodziewana?
-
-
Tak. ZCY będziesz potrzebował do wnętrza przy kółku ogonowym. Ale ten 58 na oko wygląda akurat dobrze do tego celu. Może odrobinka OD by go poprawiła, ale to już trudno ocenić na monitorze. Dałoby się, ale wymagałoby to nieco starań. Z tego co masz możemy zrobić Apple Green. Zachęcam Cię. Wprawdzie nie ma żelaznych kwitów na to, że Apple Green wystąpił w Ole 122, ale jest to całkiem prawdopodobne, no i jest częścią historii malowania Korsarzy. Brakuje Ci płyty pancernej pod fotelem. Co prawda jej widoczność w modelu jest umowna :).
-
Będzie jak znalazł do Birdcage'ów. Albo P-47, albo.... ;). Masz jakąś zieloną inną niż OD? Taką zieloną, zieloną. Ew. czysty żółty. No i ZCY, masz konkretny, czy będziesz się ratował tym 58?
-
Pomijając czarne elementy kabina malowana IG. Fotel, wręga za fotelem (sama wręga, nie płyta pancerna), pedały orczyka wraz ze stelażem - Dull Dark Green. Butle CO2 czarne. Butla z tlenem czarna, srebrna, lub żółta. Możliwe pojedyncze elementy ZCG w wersji Apple Green. Np skrzynka z przełącznikami na sterburcie (sama skrzynka, płyta z przełącznikami na niej - czarna). Jeśli rezygnujemy z Apple Green, to skrzynka DDG. Ale IG też może być. Jeżeli chcesz poprawić ten H58 możesz zrobić tak: Weź plastikowy patyczek, najlepiej z czubkiem bez zadziorów (rozciągnięta nad ogniem ramka będzie ok, ale może być cokolwiek niechłonnego) i do naczynka do mieszania nakap dwadzieścia kropel tego żółtego. Dodaj kroplę czarnego i zobacz co wyjdzie. Dodaj znowu jedną kroplę i tak do skutku, aż będziesz zadowolony. Zapisz gdzieś proporcje i będziesz mógł w miarę potrzeb mieszać kiedy chcesz i ile chcesz. To akurat nie jet dziwne. FS przyjął się jako podstawowy odnośnik dla modelarskich farbek, niezależnie od przeznaczenia. Ale on występuje tu jedynie jako marketingowy układ odniesienia. Trochę wskazówka w co celował producent, ale bardziej jako kod do wpisania w przelicznik farb (przy czym nie można tego wnioskować, że farby różnych producentów są kolorystycznie zbieżne). W żadnym razie nie jako informacja, że farbka ma cokolwiek wspólnego z wzornikiem FS.
-
Ogólnie tak. Ale w momencie, gdy barwiono ten ZCY, to przestawał on spełniać funkcję podkładu i stawał się warstwą wykończeniową. A IG to już w ogóle nic z podkładem wspólnego nie miał. I to nie jest tak, że uzyskane kolory różniły się, bo wrzucano barwnik po uważaniu. Proporcje były określone i kolor wychodził raczej stały. Również dlatego wiadomo, że IG to jest odpowiednik tej wersji ZCG. Istotna różnica była w momencie (i tu Kozborn zaczyna czytać z zainteresowaniem), gdy barwnikiem był aluminiowy proszek. Wówczas powstawał ZCG w wersji tzw. Apple Green. Ten jednak z IG nie miał wiele wspólnego. FS wprowadził własną numerację i własne formuły kolorów, na ogół zmieniając odcienie farb systemu ANA.
-
To po filmie ;). Bliżej jutra.
-
Pewnie mógłbym to ogarnąć nawet dzisiaj wieczorkiem, bo samolot ustawiłem już sobie w czasie z własnej ciekawości. Ale to oznacza że Ty będziesz musiał sobie ogarnąć te cztery zielone do wnętrza, bo to jest tylko kwestia gdzie, który. Jeśli podejmiesz to wyzwanie, to można podchodzić do tematu. A o szpeje we wnętrzu pytałem, żeby się upewnić, że nie warto zwracać sobie głowy sprawdzaniem, czy to już butla pojedyncza, czy jeszcze podwójna i takie tam najważniejsze na świecie dla modelarza błahostki :). Moses: No właśnie nie wiem, czy się rozpędziłeś, ale jednym tchem mówisz o podkładzie i Interior Green, co jest dla mnie niezrozumiałe. O ZCG spytałem, bo ludzie używają to w trzech różnych znaczeniach i ciekawy byłem, które masz na myśli. Dzięki.
-
Te zdjęcia możesz spokojnie, za radą Mojżesza, pominąć. Nie kojarzę żadnego zachowanego U-1A, który mógłby być wzorcem. W kabinach F4U-1 wszystkich wersji stosowano trzy odcienie zieleni (cztery, jeśli ZCY zaliczymy do zielonych) w różnych konfiguracjach. Jak chcesz to zrobię Ci taką rozpiskę kolorystyczną do kabiny. Prawdopodobną, ale przybliżoną. Znamy ogólnie historię malowania tych kabin, ale przyszpilić wszystkie szczegóły do konkretnego egzemplarza nie sposób. To chyba trzeba by go wykopać z dżungli na którejś z salomonowych wysp i liczyć, że erozja farb nie posunęła się ponad ich rozpoznawalność. Jednak chwilę to potrwa, bo muszę poszukać i skonfrontować kilka rzeczy w kontekście tego egzemplarza. Jeśli masz tę chwilę, to poszukam i skonfrontuję. Zakładam, że korekt w wyposażeniu kabiny nie będziesz robił? Moses, rozpędziłeś się z tym podkładem IG, czy coś jest na rzeczy? I z ciekawości, co masz na myśli pisząc ZCG?
-
Masz ochotę pomalować tę kabinę w kolory zbliżone do oryginału, czy ten IG Ci wystarczy?
-
W tym kontekście jesteśmy zgodni.
-
Teraz to ja nie rozumiem. To Ty wprowadziłeś do rozmowy tłumaczenie polskiego nazewnictwa na angielski i dalej argumentujesz w ten sposób. Takie rzeczy nie tłumaczą się koniecznie tak samo w dwie strony. Tu istotne jest przyjęte nazewnictwo stosowane w języku polskim, nie jak tłumaczą to Anglicy, Chińczycy, czy Papuasi. I nie jest istotne czy określenie jest najbardziej, czy nawet w ogóle pasujące, dopóki będzie oficjalnie przyjęte formalnie i językowo. Ostatecznie możesz mieć rację (co do eskadry, nie szwadronu), ale metodologia, którą stosujesz jest chybiona.
-
To co i jak Anglicy tłumaczą na swoje potrzeby nie ma znaczenia gdy chodzi o język polski. Gdyby chcieć podpierać się nomenklaturą z okresu eskadra by uszła. Dzisiaj squadron to dywizjon, o ile jesteśmy w lotnictwie (to uszczegółowienie wcześniej pominąłem, bo przecież o lotnictwie rozmawiamy, ale słusznie się tu pojawiło). Jak ktoś będzie chciał pisać działon, to w końcu też może, ale lotniczy squadron wciąż pozostanie dywizjonem. Moim zdaniem kompletny i powtarzany squadron bardziej kłułby w oczy niż szwadron.
-
Nie spotkałem się z sytuacją, by squadron tłumaczono jako szwadron, choć dosłownie tak to wygląda. Jest w zasadzie możliwość, że w początkowym okresie lotnictwa wojskowego stosowano taką nomenklaturę, choćby nieoficjalnie. Gdyby tak, to można by się w ten sposób bronić. Ale trzeba by to wiedzieć, a ja na razie tylko to zmyśliłem. Organizacyjnie squadron odpowiada naszej przedwojennej eskadrze. Ale wtedy nomenklatura nasza opierała się na źródłach francuskich i nazwa z francuskiego lotnictwa przekładała się 1:1. Nomenklaturą brytyjską nikt sobie głowy nie zawracał. Temat pojawił się dopiero przy okazji organizacji PSP w Wielkiej Brytanii. Co prawda przetłumaczenie squadron jako eskadra wydaje się być całkiem naturalne, jednak zrobiono inaczej i razem z RAF latały dywizjony. Moim zdaniem ten dywizjon wziął się z Francji z 1940. Powstające polskie jednostki lotnicze kwalifikowano zgodnie z ówczesną francuską nomenklaturą jako groupe. Uznano, że groupe to już nie escadrille i trzeba ją było jakoś nazwać. Wybrano dywizjon i nazwę przeniesiono do PSP. Nie sprawdzałem w źródłach francuskiego wątku. Moim zdaniem. Tak, czy inaczej po dziś dzień anglojęzyczny squadron tłumaczy się jako dywizjon.
-
Tylko ten szwadron... . Ale zgadzam się, przeczytałem z zainteresowaniem.
-
Szkoda, szkoda. Ale cóż, wiadomo, że to są sprawy nieregulowalne odgórnie.
-
XIX Międzynarodowy Festiwal Modelarski Bytom 16-17 marca 2024
greatgonzo odpowiedział Erni → na temat → Wydarzenia, Spotkania, Konkursy
Zupełnie pomijając festiwal w Bytomiu. Taki model jest na granicy kategorii. I jako taki, poddaje się konsekwencjom tej sytuacji. Jedną z nich jest możliwość przesunięcia go do innej kategorii niż ta, zgłoszona przez autora. O tym niemal zawsze decydują sędziowie i w zasadzie fakt, że organizator w ogóle odpowiada na związane z tym pytania świadczy tylko o jego dobrej woli i zaangażowaniu. Ale warto pamiętać, że takie przedkonkursowe odpowiedzi nie muszą być wiążące i może się zdarzyć, że sytuacja ostatecznie rozwiąże się inaczej. I nie ma tu miejsca na późniejsze pretensje. Zasadniczo to modelarz decyduje w jakiej kategorii wystawia swoją pracę. Jeżeli wciśnie ją nie tam gdzie trzeba, to musi liczyć się z tym, że organizator skoryguje to w najprostszy, zgodny z regulaminem sposób. Zwykle po prostu dyskwalifikując model. Jeżeli udział w konkursowej ocenie jest dla modelarza istotny, to odpowiedni wybór tematu jest tylko i wyłącznie jego zadaniem. Gdy startuje w sposób narażający model na dyskwalifikację, to jest to jego decyzja i wybór. Jeżeli np. mamy kategorię 1/48 i większe, i autor chce coś ugrać, to musi zastanowić się, czy lepszą drogą jest zbudowanie modelu w 1/48 tak, by zakasować większych konkurentów, czy postawić na 1/32 bo duży może więcej. Na pewno nie marudzić, że on ma zwykły model w czteryósemce i z większymi nie ma szans. Regulaminy konkursowe nie są od tego by dostosowywać się do modeli, które akurat zawidziło się wykonać poszczególnym modelarzom. -
Jak da się leczyć, to sprawa nie jest jeszcze przegrana! Po prawdzie mnie się wydaje, że to tutaj to jest taka podstawowa waloryzacja. Owszem, trochę bardziej rozbudowana pod względem ilości rzeczy, ale jeśli chodzi o stopień trudności, to całkiem zwyczajna. Rozwiązywanie problemów związanych ze spasowaniem zespołów elementów z wypraskami zestawu bazowego jest faktycznie bardziej kłopotliwe, ale ten aspekt nie za bardzo jest pokazywalny i zauważalny w relacji. Dorabianie drobnych, pojedynczych elementów to bezstresowa zabawa - czysta frajdolarzerka. Zerkam czasem na FB, na relację z budowy Vulcana 1/144 Andrzeja Ziobera i jeżeli moje klejenie powinno być leczone z urzędu, to Andrzeja trzeba by odizolować od świata w jakimś wariatkowie w trybie natychmiastowym. Zauważcie, że w tej (lightningowej) koncepcji prawie nie ma dorabiania licznych, powtarzających się elementów, tworzących powtarzające się struktury. Jakieś gęsto ożebrowane w kratkę luki, występujące obok siebie liczne bliźniacze wnęki, tego typu rzeczy. Takie zespoły to wyzwanie dużo większe, niż robienie pojedynczych, różniących się od siebie elementów, gdzie można oszukać tu i tam, choćby na skali. W ogóle chodzi mi o to, że ta koncepcja jest bezproblemowo podzielna i można łatwo zaadaptować ją do swojego warsztatu zapominając o całości, a tylko wybierając dowolny jej fragment. Jeżeli ktoś nie waloryzował samodzielnie modelu, to rozumiem, że taka relacja może, powiedzmy, budzić zastanowienie ;). Przecież sam kiedyś byłem w takim miejscu i wiem, że przede wszystkim widać barierę, która wydaje się być nie do przekroczenia. Jednak nie trzeba jej przeskakiwać, ani burzyć. Wystarczy mała dziurka. Nie trzeba budować od podstaw całej kabiny, czy innej wnęki podwozia. Można np. spróbować zrobić pojedynczy element, jakąś gaśnicę, czy inną butlę. Wtedy okaże się, czy niewyobrażalne rzeczywiście jest niewyobrażalne. Zza światów i spoza wyobraźni, czy nie - dalej jest mi bardzo miło i dziękuję za uznanie.
-
O, to w zasadzie możesz już do końca życia robić kolejne wcielenia Ole' 122 :).
-
Działamy przy jedynce: Najpierw powstała obejma środkowa. Wywiercony otworek w płytce może też funkcjonować jako imadełko do obróbki końcowej plastikowego elementu. W prawym dolnym rogu płytki siedzi zaokrąglony patyczek, który znajdzie swoje miejsce w widocznej tu też obejmie. Taki sam patyczek miał się znaleźć z drugiej strony obejmy, ale czy to wpuszczony od tyłu do pierwszego patyczka klej zmniejszył jej średnicę, czy przeszkadzała jakaś niedoszlifowana mikrozadra, dość, że za nic nie szło go wcisnąć. Nowy patyczek został podszlifowany tak, by od strony montażowej powstało przewężenie, które już na pewno zmieści się w obejmie. Sorki, za pierwszy kadr :). Niestety, przewężenie zdematerializowało się przy odcinaniu końcówki od pręta. No to inaczej. Wyciągnięta na ciepło ramka wtryskowa, w części bliższej nienaruszonego fragmentu wypraski ma zmienną średnicę. Trzeba było tę ramkę odciąć w tym miejscu, oszlifować do kulistego kształtu i znów odciąć jako brakujący patyczek. Jego podstawa ma tę oczekiwaną, mniejszą średnicę i w końcu dopasuje się do obejmy, Jedynka na paletce zbiorczej. Właściwie poniższa fotka powinna się chyba znaleźć w poprzednim odcinku relacji Bo w tym szlifują się już obejmy do trójki. I dalej: Podstawa i pogrubienie korpusu trójki. Sklejone do kupy. Tylko krawędź od przodu, żeby można było odciąć od płaskowniczka samo pogrubienie, a dopiero później podstawę, z niezbędnym naddatkiem. Po warsztacie walają się cieniutkie nitki rozciągniętej ramki. Zawsze można urwać kawałeczek by nanieść na element mikrokropelkę kleju CA. Zaschnięta kropelka widoczna na zdjęciu nie jest mikro. W zasadzie to jest pięć kropelek zaschniętych jedna na drugiej, bo obawiałem się, że jednej na zdjęciu nie będzie widać. Elemencik należy doszlifować. I trójka na paletce. Przy klejeniu tych elementów często używanym spoiwem jest błyszczący lakier. Pozwala on pozycjonować przyklejaną drobinkę, a ślad po klejeniu jest pomijalny. Czasem tak uzyskane łączenie jest ostateczne, czasem wzmacniane jeszcze kropelką CA, Tą mikro. A nity powoli się naklejają:
-
To tak, ale ja się nie pytam dlaczego trzeci Korsarz, ale dlaczego trzeci 122.
-
Sentyment do czego?
