Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 386
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Chyba, że jest sędzią modelarskim. Wtedy to zdjęcie zostanie starannie zignorowane :). Marcin, wiesz dobrze, że nawet jak nikt nie obejrzy, to nie ma to żadnego znaczenia. No i przecież każdy szanujący się frajdolarz, nawet wyrwany ze snu w środku nocy wyrecytuje: Ważne, że model się podoba autorowi, opiniami natrętnych malkontentów nie wolno się przejmować ! Ale ten przytoczony wywód jest oczywiście mój, do kolegi. Zagrożenia kwasem empirycznie nie stwierdzono. Gonzo nie lubi rękawic i używa tylko wtedy, gdy nie ma innego wyjścia. Dziwolągi tak mają.
  2. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Dzięki. Środki ochrony i szkolenia to są zbędne koszta. Dziwolągi mają inaczej.
  3. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Dzięki za wpisy i życzenia! Ścianki wnęki przedniego podwozia wymagają wykończenia. Pojawią się na nich wzmocnienia w postaci teowników i kątowników, otwory techniczne na różne przewody, zamki blokujące wciągniętą goleń i nity.Na bazie dostępnych zdjęć powstał szkic: A potem zostało to naniesione na rysunki w skali: Z rysunków przeniesione na plastikowe części: I mogły rozpocząć się prace nad reliefem ścianek: Z tyłu materiał wybrany, by ścianka nie robiła wrażenia płyty pancernej: Wśród otworów przytrafiła się też fasolka, którą trzeba jakoś obrobić: Ramka na krawędziach ścianki to połowa kątownika, który znajdował się na styku ścianki z sufitem i przegrodami. Druga część kątownika zostanie przyklejona później, w zamiarze maskując ewentualne niedoskonałości powstałe przy montażu sufitu wnęki. I pora zacząć rzeźbić detale: Tu dygresja zakończona małym wykładzikiem. Kolejnym etapem będzie nakładanie nitów. Wiąże się to z pewnym problemem. Akurat tak się złożyło, że w tym czasie odbywałem z kolegą z forum pogawędkę o trudnych aspektach modelarskiego rzemiosła. Wycinek z tej rozmowy akurat nada się jako wstęp do problemu z nitami. Zaznaczam kursywą, dla wyróżnienia, bo wiem, że są tacy, którzy przed tego typu rozważaniami bronią się do krwi ostatniej. Niech czują się uprzedzeni. Przy zaawansowanych budowach pojawiają się sytuacje, które w ogóle nie towarzyszą typowym warsztatom. Etapy rozciągają się w czasie i bywa, że pojawia się znużenie, zniechęcenie, nuda. Gdy proces trwa kilka lat, to takie uciążliwe rozdziały mogą ciągnąć się miesiącami. Albo okresy, gdzie przez kolejne tygodnie praktycznie nie widać postępu. Albo pojawia się konieczność wykonania jakiegoś elementu w większej ilości. Czasami dwie sztuki takich samych szpejów to już jest wyzwanie. Andrzej Ziober opowiadał w swoich artykułach jak sobie radzić z takimi sytuacjami i podkreślał ich znaczenie. Bo prawdą jest, że tego typu sprawy to jest coś, co rzeczywiście jest trudne przy zaawansowanych projektach - nie jakieś techniczne skille, które w modelarstwie, obiektywnie rzecz biorąc, nie są wielkim wyzwaniem. W ich przypadku jakimś niewielkim kłopotem jest tylko ogarnięcie dość prostych zasad, które są właśnie techniczne tylko, a nie wchodzące w konflikt z człowieczą naturą. Oczywiście rady Andrzeja nie były jakimiś nowatorskimi rewelacjami, ani wyzwaniami wymagającymi kilkunastu lat medytacji w Tybecie. Ale zwrócenie uwagi na problem i nadanie mu odpowiedniej rangi było w naszej dziedzinie zupełnie prekursorskie. Nie wypunktuję wszystkiego co pisał przez lata, często jako dygresje przy okazji prezentowania fragmentów budowy modelu. Ale parę zdań mogę, swobodnie mieszając swoje i andrzejowe wnioski. By zachować koncentrację i jakiś entuzjazm trzeba odpowiednio planować prace. Wprowadzać dywersyfikację działań unikając tej samej, nużącej czynności powtarzającej się dzień za dniem, ale i odpowiednio dobierać zadania i kolejność ich podejmowania przy pojedynczej sesji modelarskiej. Planowanie pozwala też przygotować się na trudne sytuacje. Lepiej wiedzieć co nas faktycznie czeka, zanim porwiemy się na realizację pomysłu. Trzeba też pogodzić się z innym upływem czasu. Odpadają wszelkie zdążenia na Bytom. Modelu nie będzie jutro, nie będzie go za miesiąc, ani za rok. Będzie, kiedy będzie i to musi być naturalny stan rzeczy - nie problem. W ten sposób unika się szkodliwego pośpiechu przy pracach. Także zwykłego zniechęcenia. A świat nie pomaga. Inni modelarze co rusz publikują galerie gotowych modeli, jakieś rozbudowane podsumowania roku itd. Też by się chciało do przodu. A jak już się model skończy to np. taka reakcja na forum na galerię modelu, który powstawał te pięć lat nie jest wcale istotnie różna, niż ta na zakończenie dwumiesięcznego warsztatu. Jeżeli jeździ się na konkursy, to wieloletnia budowa też nie jest gwarancją sukcesu i trzeba liczyć się nie tylko z zasłużonymi porażkami ale i z absurdalnymi decyzjami sędziów. To wszystko powinno być ogarnięte, a modelarz przygotowany do takich wyzwań. I do tych, o których nie przyszło mi do głowy napisać też. Rzecz z nitowaniem mieści się w opisanych kategoriach. Nity we wnęce były wypukłe. Model ma zaprezentować je jako różne w stosunku do nitów z płaskim łbem. Sprawdzonym w poprzednim modelu sposobem, do wykonania nitów z łbem wypukłym posłuży produkt HGW. Nity te nakłada się jak kalkomanie, a po określonym czasie zdejmuje się przezroczysty film pozostawiając, przyklejone do modelu, równe rzędy nitów. To teoretycznie. Z budowy Spitfire’a wiem, że nie jest tak różowo. Część nitów lubi się nie przykleić, pozostawiając wyrwy w szeregach. Potem trzeba to uzupełniać, również ze zmiennym szczęściem. W końcu przykleja się pojedyncze nity, by uzupełnić braki. To dość żmudny proces sam w sobie. Ale to mało! Okazało się, że moje nity się zwyczajnie zestarzały. Film potrafi odejść od nitów już przy wycinaniu. Namoczona kalkomania też potrafi uwolnić się od nitów, pozostawiając je na wolności jeszcze przed przeniesieniem na model. Gdy już to przeniesienie się uda, straty są znacznie większe, niż poprzednim razem. Teraz dopiero jest mowa o żmudnym procesie: tak na oko na elemencie modelu zostaje jakieś 50% nitów. Czy można to rozwiązać kupując po prostu nowy arkusz nitów? Pewnie tak, ale szkoda wywalić prawie pełny zestaw do kosza. Gdybym to jeszcze ja miał przyklejać te nity, to może. Ale przecież to nie ja się z tym będę męczyć, więc co mnie to obchodzi :). Tym niemniej mamy do czynienia z klasyczną robotą głupiego. Dwa kroki do przodu, jeden w tył i tak dookoła Wojtek! Nawet gdyby nity działały normalnie, to i tak praca byłaby nużąca i szybko zniknęłyby nawet pozory frajdy. By do tego nie doszło trzeba było trochę zaplanować przebieg pracy. Nity mają być naklejane na początku modelarskiej sesji. Kilka pasków, kilka poprawek, tak żeby nie zacząć się tym nudzić i irytować. Potem ścianki idą leżakować z nitami nabierającymi (ha, ha) mocy, a Gonzo będzie mógł zająć się czymś autentycznie fajnym i przyjemnym. Film zdejmie sobie w międzyczasie, albo na koniec sesji, ciesząc się z tego, co się przykleiło i wzruszając ramionami na to co nie. Do realizacji tego niecnego planu konieczne było przygotowanie frontu tych lepszych robót. Doskonale do tego celu nada się zespół elementów znajdujących się z tyłu, za końcową wręgą komory przedniego koła. Nie było tam ściany i cała ta hydrauliczna plątanina była całkiem odsłonięta. Ileż tu pola do zabawy dla modelarskiej duszy! Zbiorniki, trójniki, złączki i przewody na dokładkę. Nie planuję odwzorowania tego w stu procentach zgodnie z rzeczywistością. Ale ma to tak wyglądać. Sztuczka polega na tym, by wybrać kilka dominujących elementów i wykonać je w modelu. Obserwator, chcąc rozpoznać wszystkie cechy takiej plątaniny miałby zadanie równie trudne jak modelarz i tak naprawdę nie będzie w stanie zwrócić uwagi na wszystko. Te kilka charakterystycznych szpejów wystarczy by przekonać go, że jest tam wszystko co trzeba. Oto plątanina. Na niej leży fałszywa przegroda, o której mowa poniżej: I rysunek zaznaczający wybrane elementy wraz z wstępnym rozrysowaniem ich wykonania. To może być później uszczegółowione w razie potrzeby. Jeszcze pozostaje wymyślić, jak całą tę instalację zamontować w modelu. W rzeczywistości praktycznie wisi ona w powietrzu, a za wybranymi elementami są kolejne i jest przestrzeń. Rozwiązaniem będzie wykonanie fałszywej przegrody, ścianki montażowej, do której zamocowane zostaną elementy instalacji. Ścianka docelowo będzie czarna, imitując pustą przestrzeń. W zacienionym i trudno dostępnym miejscu będzie to zupełnie wystarczająco przekonywujące. A zatem dopasowujemy przegrodę: Teraz można zabierać się za nitowanie ścianek wnęki.
  4. podwójny post, soreczki
  5. Można wcześniej. Albo odpowiednio planować maskowanie i kolejność nakładania kolorów. Należy unikać sytuacji, kiedy ta sama maska będzie stanowić granicę dla więcej niż jednej warstwy kolorystycznej. Jeżeli warstwy będą z kontrastujących ze sobą kolorów, to z boku taka kanapka może być widoczna, szczególnie jeśli dolny kolor będzie też kontrastował z kamuflażem. I nie da się tego zlikwidować bez konkretnych poprawek. Coś takiego przydarzyło mi się kiedyś przy malowaniu amerykańskiego znaku. Stwierdziłem, że prysnę wg zasady najpierw jasne, później ciemne. I wypełniłem całe pole znaku białym, przykleiłem maski - gwiazdę i belki, po czym prysnąłem granatowym. I wyszła mi taka właśnie kanapka z wyraźnie widoczną warstwą białego na krawędziach. Skończyło się szlifowaniem i malowaniem raz jeszcze. Od tego czasu nie sprawdzam czy się uda, tylko planuję kolejność malowania i maskowania tak, by nie było tematu. Idei stosowania specjalnego podkładu, przy normalnie działających farbach zupełnie nie rozumiem. Ale jeśli ktoś musi, to lepiej uwzględnić to w planach.
  6. To jest kluczowa kwestia. Bez tego projekt skazany jest na porażkę. Jeżeli zachwycisz się modelarstwem to cała rzecz może się udać. Ale w zasadzie to tak przy okazji. Mnie się wydaje, że naturalnym rozwiązaniem byłoby podjęcie próby budowy modelu z dziadkiem. Pod jego okiem i wg jego sugestii. Wspólna realizacja powinna sprawić mu bez porównania więcej satysfakcji , niż prezentacja gotowego modelu. Forum miałoby tu znaczenie drugorzędne - można by z niego korzystać, gdyby okazało się, że poprawia to jakość przedsięwzięcia, które było by bardziej międzyludzkie, niż modelarskie. Jeżeli to nie jest możliwe z przyczyn innych niż logistyczne, to rzecz się wydaje niewarta zachodu.
  7. Oby nie było widać warstwy tego podkładu po zdjęciu masek.
  8. RE - produkcja zakłady Farmingdale. RA - zakłady Evansville. D-30 to oznaczenie modelu i serii. Ryflowana podłoga i tablica pasują do wcześniejszych razorbacków niestety. Skrzydło bez Compressibility flaps - wszystko do D-28 włącznie.
  9. To masz kłopot, o ile takie rzeczy Cię ruszają. Ryflowana podłoga i tablica przyrządów są od wcześniejszych modeli. Na zdjęciu spodu nie ma też compressibility flaps i w konsekwencji reflektor do lądowania jest w złym miejscu.
  10. Ciągnie Marcina do metalu! Ale słusznie, bo to jest dzida, to co tu oglądamy. Co aktualizacja, to mega przyjemność popatrzeć.
  11. Chodzi o celownik. W MkV oryginalnie montowano go do poprzecznego elementu stelaża od strony pilota. W testach stwierdzono jednak, że pilot ma wtedy za mało miejsca na głowę i trzeba było znaleźć rozwiązanie. Proste! Celownik wystarczy przykręcić z drugiej strony rurki, pod wiatrochronem i gra muzyka. Tyle, że standardowy MkII zupełnie się tam nie mieścił. By temu zaradzić, trzeba było obrać go z obudowy, łącznie z szybką ekranu. Tę zastąpiła szyba pancerna. Sam celownik montowano pod wyraźnym kątem, przekrzywiony w stronę pilota. Powodowało to niepożądane refleksy i z tym też trzeba było sobie poradzić. Modyfikacja znowu była prosta. Przewidziano wycięcie obejmy/osłony z blachy. Owijano nią celownik skręcając końcówki od strony pancerszyby. Od strony pilota szerokość blaszki łagodnie wzrastała i zmniejszała się tworząc optyczną przesłonę w kształcie wycinka koła. Obłuskanie celownika sprawiło, że znikła też zintegrowana poduszka, chroniąca głowę pilota przed skutkami uderzenia w kolimator. Za to pojawił się niczym niechroniony śrubunek mocowania. Do niego przyczepiano poduszkę ochronną, sposobem całkiem chałupniczym, przywiązując cienkim sznurkiem. U Clostermana nie ma tej osłony z blachy, ale śmiem twierdzić, że jeszcze nie ma, lub chwilowo nie ma, bo mod był bardzo prosty, a problem nie całkiem błahy. Tu mamy samolot z tej samej jednostki, więc można ewentualnie doszukiwać się podobieństw. Ale, przynajmniej na tym etapie, kąt mocowania celownika obaj z Jachudem macie zły i obaj nie macie poduszki ochronnej, którą u Clostermana widać jak wół. Ciekawostka: Zdarzały się wyjątki od opisanej modyfikacji. Niektóre szyby pancerne generowały podwójne odbicie plamki kolimatora. W takim przypadku montowano kompletny celownik, a jego przesunięcie wgłąb wiatrochronu uzyskiwano poprzez wymianą stelaża. Zamiennik miał prostokątne wcięcie w którym mieścił się MkII.
  12. Ten Twój Tempest to Closterman czy coś innego?
  13. Nie wiedziałeś poniekąd słusznie. Te dwumiejscowe Mustangi to polowe modyfikacje samolotów War Weary. Powtarzające się, ale jednak nieliczne i niekoniecznie dwustery. Takie konwersje pojawiły się szerzej po wojnie, choć ciągle małe ilości i niefabryczne. Często szybki samolot dyspozycyjny, czasem wycieczkowy a czasem do zadań specjalnych, jak historycznie najciekawszy wg mnie: Stars Look Down.
  14. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Odpowiedzialny modelarz wykorzystałby go inaczej. Obrabiany fragment byłby wycięty z nadmiarem na boki. Na końcówkach nie sposób jest utrzymać stałej siły nacisku i skrawają się one troszkę inaczej niż na długości. Nadmiar pozwoliłby przesunąć tę strefę poza obrys obrabianej części. Potem bezstresowo by się go odcięło. Ale to wymagałoby bardziej zaawansowanego planowania budowy, a tu próbujemy utrzymać je w ryzach, dbając o niezbędną w tym warsztacie frajdę. Na szczęście przy odrobinie uwagi idzie te końcówki wyprowadzić na tyle, by różnice były w zasadzie niedostrzegalne.
  15. To są na ogół ślady technologiczne, wynikłe z manufakturowego procesu budowy. I choć technologia była stosowana także w Inglewood to jednak z innym efektem i takich rzeczy na ówczesnym HJGB nie widać. Do rozważenia pozostaje, czy kałubowe I namalowano na białym tle? Moonbeam i stampy 4237: I od razu odszczekuję - nie metalurgiczne (takie tez bywały) ale przypisujące blachy do konkretnego samolotu, co widać po zgodności z serialem.
  16. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Ano żyje i nawet ma się niezupełnie najgorzej. Dzięki za wpis, fajnie, że Ci się chciało.
  17. Ja nie maluję. Malowałem i ewentualnie będę malował. W pierwszym przypadku były to Model Mastery. Paleta moich kolorów całkiem OK i technicznie też jak trzeba. Niestety MM wyszło z rynku. Zatem będę (ewentualnie) malował tymi MM, które mi zostały. Pewnie spróbuję coś przypolować na aukcjach, bo widziałem, że się zdarza. A jak nie to... wobec tej sytuacji i ogólnych opinii kupiłem sobie ze dwa lata temu, na próbę, parę buteleczek Gunze. Tych mocniejszych. Jednak jakoś nie było okazji zrobić próby :). Supermetaliki Gunze zupełnie mi podeszły swego czasu, więc jestem dobrej myśli. Zgodnością kolorystki się nie przejmuję - poprawi się w miarę potrzeby.
  18. To nie wiem, ale pamiętaj, że nie ustaliliśmy co znaczy zimne i gorące, ani w którą stronę odbiegasz od letniego ;).
  19. Kwestia układu odniesienia. Na wykresie temperatur uwzględniającym wszystkich modelarzy jesteś daleko od letniej, jak sądzę.
  20. A nie, ja do Kozborna z tymi czołgami..
  21. Taka ciekawostka: na tłoczonych panelach poszycia w Moonbeam widać bardzo wyraźnie zachowane oznaczenia metalurgiczne.
  22. Mr Color to Gunze. Ale ja jestem słaby w te klocki. Nie wiedziałem i musiałem sprawdzić. DG Gunze nie prezentuje się najlepiej jeśli chodzi o autentyczność koloru. To powtarza się na zdjęciach różnych modeli i w opiniach modelarzy. Na Twoich zdjęciach też wygląda jak gunze. Fetysze? Być może, nie wiem. A w temacie koloru ciekawe było to, czy starasz się dowiedzieć jak wyglądał dany kolor i dobierasz farby do uzyskanego rezultatu, czy może szukasz informacji która farbka modelarska najlepiej oddaje rzeczywisty kolor, czy też postępujesz jak opisałeś. Dzięki za info.
  23. Czekaj, bo chyba rozeszliśmy się w temacie rozmowy. Co Ci się zdaje? I jeszcze mnie zaciekawiło: jak szukasz koloru?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.