Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 492
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. To będzie ta jasna, prostokątna plama, tak? Nie to klasyczne czerwone światło?
  2. Twój post stoi w jawnej sprzeczności z cytowanym stwierdzeniem.
  3. To, że wypraska miała te wcięcia stało się zupełnie oczywiste. Ja tylko mam nadzieję że zajrzy tu jakiś koleżka tempestowiec i opowie o tym co nieco. Różnice związane z oglądaniem modelu na żywo i na zdjęciach. Może światło ułożyło się tak na tym kółku, że mnie zwiodło, a może zabrakło tam malarskiego podkreślenia tej separacji. Zupełnie pewny nie byłem, dlatego użyłem jeżeli zamiast skoro. No i istota tricku się nie zmienia, a podobno inni też czytają :). Kółko jest oddzielnie, zakonotowałem i tym lepiej!
  4. Nie dość. Podobnie jak powyższa wypowiedź, która pozostawia w strefie cienia modelarzy regularnie biorących udział w festiwalach, ale nie zdobywających nagród. Podobnie modelarzy chcących zadebiutować w takiej imprezie, ale z modelem, który uważają za stojący na wysokim poziomie. Plus wątpliwość czy kwalifikator nagrody dotyczy Bytomia, czy także innych imprez. I czy każda impreza się liczy, np. czy nagroda w konkursie sekcji modelarskiej w Myszykiszkach też decyduje o tym, do której klasy zgłaszać model. Część modelarzy rozstrzygnie to intuicyjnie, część nie. Szczególnie tych mniej bywałych. Ma to jakieś znaczenie, bo słusznie piszesz, że ludzie potrafią niezwykłe numery wykręcać, by zdobyć puchar. To jest powszechne. Np. w Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostwach Polski na starcie wyścigu klasy amatorskiej pierwsze trzy linie regularnie zajmowali zawodnicy stojący w oczywistej sprzeczności z regulaminem. W wyższej klasie Rookie było dokładnie tak samo. A on był jednoznaczny ten regulamin. Tyle, że organizatorom nie chciało się go egzekwować. Bez zaangażowania organizatora rzecz się sama nie rozwiąże. Klasę Master łatwo ogarnąć stwierdzeniem: otwarta. Przy Hobby przydałyby się chyba czytelne wytyczne.
  5. Po prostu nie wypisuj po forum jak spływasz Nilem!
  6. Aaaaaa! Magda, gdzie są moje okulary?! Szybciej kobieto, SZYBCIEEEEEJJJJ !!!!!
  7. Model jest bardzo dobry. Ustawia Cię na innym poziomie modelarskiej drabinki. Wyższym poziomie, żeby nie było wątpliwości. A statystycznie, to po prostu wysokim. Z mojego punktu widzenia nie cieszy trochę macosze traktowanie tematu zgodności z oryginałem. Ale zobaczymy czego doczekamy się w przyszłości. Mgliste srebrzenie, które opisałeś w warsztacie to moim zdaniem nie jest dobre rozwiązanie. Może i fajne, ale gdy w grę wchodzi realizm, to raczej nie tędy. Generalnie na zdjęciach nie bardzo to widać, a tam gdzie widać (zakładam, że widać) wygląda jak zakurzony model. W naturze może być inaczej, ale nie wyobrażam sobie, żeby dobrze. To mnie zdumiało: Aż przejrzałem zdjęcia Tempestów, żeby sprawdzić, czy na końcówce lewego statecznika poziomego, rzeczywiście występował jakiś aerodynamiczny korektor. Nic takiego nie znalazłem i wygląda to na podstawowy błąd modelarza. Czy źle nie znalazłem? Edyta: Ha! Dopiero teraz spojrzałem inaczej i widzę, że to po prostu łączenie kolorów. Uff, nie mogłem pojąc, skąd by się wziął taki błąd. Jak nic wychodzi na to, że mam syndrom nachalnej potrzeby znajdowania błędów. I zastanowiła mnie jeszcze jedna rzecz. Proces był podobny: nietypowy efekt wyglądający na pierwszy rzut oka jak niedoróbka i sprawdzenie po zdjęciach co i jak. Chodzi o wcięcia w przedniej części dolnej ramy limuzyny. Od spodu. Nie znam konstrukcji Tempesta, ale wygląda to jak ślad po odciętym łączniku z ramką wypraski, albo jak techniczne wcięcie dostępowe. Do czego? Pierwszy wybór to do mechanizmu awaryjnego otwierania/odrzucania limuzyny. Ale po dwóch stronach? Z przeglądu zdjęć wyszło mi że wcięcie, ale też, że występowało ono tylko na sterburcie. Może ktoś wie, czy zdarzały się limuzyny ze wcięciem po obu stronach i czy dobrze domyślam się w kwestii jego funkcji? Edyta II A, jeszcze jedno. Skoro już jesteś na tym wysokim poziomie, to może warto rozważyć stosowanie w przyszłości małego tricku, który widocznie podnosi poziom realizmu prezentacji modelu. Jeżeli zestaw zwiera kółko ogonowe zintegrowane z zawieszeniem dobrze jest je wyciąć, Strat powstałe zarówno w widelcu jak i w samym kole są dość łatwe do naprawy. Ponieważ niemal nikt tego nie robi, uzyskany efekt jest ponad miarę, a co ważniejsze, likwiduje się bardzo widoczne uproszczenie. Powszechnie tolerowane, bo poprawa wymaga jednak jakiegoś skillu, ale jednak bijące po oczach i obniżające wartość pracy. To trochę jak z mocowaniem wiatrochronu. Rzecz szczególnie szkodliwa, gdy występuje kontrast w stosunku do innych miejsc, przedstawionych na wyższym poziomie. Jak tu u Ciebie. Model się nie spina jako całość.
  8. Do tego zrealizowane dobro narodowe: No replacement for displacement! Komfort i wygoda - zimny łokieć kiedy się ma na to ochotę, a nie za każdym razem, kiedy odsunie się limuzynę. I najważniejsze: litraż piwa jaki można przytargać do jednostki trzy razy większy. Tematu urody nawet nie poruszam, bo byłoby to kopanie leżącego. Nie sportowo.
  9. Żeby się nam kolega Zaruk ostatecznie odfanzolił od tego, niewątpliwie, pięknego lusterka podrzucam zdjęcie z realu. Jeszcze na oryginale, choć wątpię, bu to było koniecznie to samo. Maj. Gaskin nie wygląda na typa, który oddałby lusterko bez walki. Wytęż wzrok i znajdź otwór na gumę do żucia. Zresztą, w Mustangu nikt by się nie męczył z mocowaniem w tym celu osłony lusterka, zdobytego po trupie dowódcy 37th FS. Po prostu wybrano by gotową limuzynę z dziurą. Trzeba trochę sięgnąć do tyłu by wywalić tę gumę, ale jakże prostsza logistyka. Może nawet tak było? Znane zdjęcia są zbyt słabe, by to rozstrzygnąć.
  10. Oczywiście, że nie. Otwierasz ogień w obronie własnej. Weszłaś tu bez buty i bez agresji. Znakomicie! Ale drugi koniec tego kija jest tak samo niepotrzebny. Jeżeli szukasz informacji/pomocy i zależy Ci na porozumieniu trzymaj się merytoryki. Nie marudź, nie tłumacz się, nie przepraszaj. To tylko rozmywa wątek konsekwentnie popychając go w złym kierunku. Ten temat trąci trollem od samego początku. Nie zarzucam Ci tego, o nie! Nie mam do tego żadnych podstaw więc a priori przyjmuję pozytywny wariant. Po prostu widziałem już kilka podobnych wątków na forach modelarskich, których celem była jedynie prowokacja. Myślę, że lepiej będzie nie upodobniać się do nich. Jeżeli kilku forumowiczów niezależnie udzieliło Ci tej samej rady, to szanse na inną są praktycznie żadne. Przygotuj się do założenia warsztatu i załóż go. Nie wiesz jak się przygotować, zapytaj i na pewno pojawią się sugestie jak to zrobić. Uważasz, że to złe wyjście? OK, przedstaw swoje, lepsze, i uzasadnij dlaczego jest lepsze. Oczywiście poddając swoją wersję pod krytykę. Ale reaguj w konkretny sposób na merytoryczne wypowiedzi. Pozwalam sobie tu na mentorski ton bo jestem dla Ciebie anonimowy i łatwo jest mnie zignorować. Ale jeśli chcesz skomunikować się z tą społecznością nie rozmywaj wątku sporem o formy przekazu, ani też pączkowaniem merytorycznych tematów, bez doprowadzenia do jakiegoś efektu tych już podjętych. W przeciwnym razie zainteresowanie szybko zniknie. W najlepszym razie.
  11. Indywidualne kwestie. Jakość krycia, czy przyjęta technika (malowanie dokładnie wg masek, czy z nadmiarem) może mieć tu znaczenie.
  12. Nie wiem jakie są Twoje oczekiwania, ale mam wrażenie, że idziesz przez ten wątek w pełnym napięciu, z odbezpieczoną bronią w dłoni. Przez to odbierasz wypowiedzi jako agresywne. Ale to Ty nadajesz im takie znaczenie, bo np. wpis sjr może być zupełnie zasadnie odebrany jako całkowicie neutralny i pomocny. Oczywiście nie wiem jakie są intencje sjr ale myślę, że lepiej najpierw to ustalić niż od razu otwierać ogień. W ogóle, jak na standardy forum, to noszą Cię tutaj na rękach. To tylko rada Radka. Łatwa do pominięcia, gdy uwiera. Pax vobis z mojej strony.
  13. Wypowiedź Mosesa to jednak trochę hiperbola. Wyjaśnienie idei i niekoniecznie trzeba to rozumieć dosłownie, albo nadmiernie szeroko. Informacje na temat poprawności zestawów do budowy modeli możesz uzyskać zadając konkretne pytanie dotyczące konkretnego zestawu/samolotu, w oddzielnym wątku, w odpowiednim dziale. Wtedy szanse na to, że czegoś się dowiesz wzrosną. Moim zdaniem najbardziej przy otwarciu warsztatu i rozpoczęciu budowy (potrzebna postawa dopytująca). Można też zapytać co jest nie tak w danym zestawie, albo jakoś formułować pytania w dziale o samolotach rzeczywistych. Ale też jako oddzielny wątek z jasnym tytułem.
  14. Dobrze, że zaznaczyłeś ;). A tak na poważnie, to nie wydaje Ci się źle.
  15. Na żadnej z tych fotek nie występuje P-51A.
  16. Przy malowaniu klasycznych kokard, ze współśrodkowymi okręgami warto jest mieć zawsze wklejone wszystkie maski i usuwać tylko tę do pryskania. Pamiętając o zabezpieczaniu łączeń. Jężeli maski się niszczą w procesie twórczym, to dobrze jest mieć ich nadmiar i wymieniać. Tu są tylko dwa kolory, ale RAFowski roundel może się składać i z czterech kółek. Utrzymywanie wszystkich masek w malowanym znaku wykluczy przesunięcia.
  17. Jeżeli zaangażowanie się w projekt razem z dziadkiem jest fizycznie możliwe, to rozwiąże on wszystkie Twoje wątpliwości związane z dodatkami, terminologią i samolotami. Oczywiście, że nic nie stoi na przeszkodzie, by podszkolić się samemu, ale ogólnie przy wspólnym działaniu to w ogóle nie jest temat. Weź też po uwagę, że wielu, wg mnie nawet większość modelarzy buduje modele nie mając wiele pojęcia o niuansach konstrukcyjno eksploatacyjnych samolotów, o których (niuansach, nie samolotach) wspominasz. Zdobycie tej wiedzy trwa często latami i po prostu nie jest to możliwe, by brylować w temacie każdego statku powietrznego. Można próbować coś doczytać, albo skorzystać z pomocy pasjonatów danej konstrukcji. Można tez machnąć ręką i większość tak robi.
  18. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    W ogóle się nie znasz na frajdolarstwie!
  19. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Chyba, że jest sędzią modelarskim. Wtedy to zdjęcie zostanie starannie zignorowane :). Marcin, wiesz dobrze, że nawet jak nikt nie obejrzy, to nie ma to żadnego znaczenia. No i przecież każdy szanujący się frajdolarz, nawet wyrwany ze snu w środku nocy wyrecytuje: Ważne, że model się podoba autorowi, opiniami natrętnych malkontentów nie wolno się przejmować ! Ale ten przytoczony wywód jest oczywiście mój, do kolegi. Zagrożenia kwasem empirycznie nie stwierdzono. Gonzo nie lubi rękawic i używa tylko wtedy, gdy nie ma innego wyjścia. Dziwolągi tak mają.
  20. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Dzięki. Środki ochrony i szkolenia to są zbędne koszta. Dziwolągi mają inaczej.
  21. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Dzięki za wpisy i życzenia! Ścianki wnęki przedniego podwozia wymagają wykończenia. Pojawią się na nich wzmocnienia w postaci teowników i kątowników, otwory techniczne na różne przewody, zamki blokujące wciągniętą goleń i nity.Na bazie dostępnych zdjęć powstał szkic: A potem zostało to naniesione na rysunki w skali: Z rysunków przeniesione na plastikowe części: I mogły rozpocząć się prace nad reliefem ścianek: Z tyłu materiał wybrany, by ścianka nie robiła wrażenia płyty pancernej: Wśród otworów przytrafiła się też fasolka, którą trzeba jakoś obrobić: Ramka na krawędziach ścianki to połowa kątownika, który znajdował się na styku ścianki z sufitem i przegrodami. Druga część kątownika zostanie przyklejona później, w zamiarze maskując ewentualne niedoskonałości powstałe przy montażu sufitu wnęki. I pora zacząć rzeźbić detale: Tu dygresja zakończona małym wykładzikiem. Kolejnym etapem będzie nakładanie nitów. Wiąże się to z pewnym problemem. Akurat tak się złożyło, że w tym czasie odbywałem z kolegą z forum pogawędkę o trudnych aspektach modelarskiego rzemiosła. Wycinek z tej rozmowy akurat nada się jako wstęp do problemu z nitami. Zaznaczam kursywą, dla wyróżnienia, bo wiem, że są tacy, którzy przed tego typu rozważaniami bronią się do krwi ostatniej. Niech czują się uprzedzeni. Przy zaawansowanych budowach pojawiają się sytuacje, które w ogóle nie towarzyszą typowym warsztatom. Etapy rozciągają się w czasie i bywa, że pojawia się znużenie, zniechęcenie, nuda. Gdy proces trwa kilka lat, to takie uciążliwe rozdziały mogą ciągnąć się miesiącami. Albo okresy, gdzie przez kolejne tygodnie praktycznie nie widać postępu. Albo pojawia się konieczność wykonania jakiegoś elementu w większej ilości. Czasami dwie sztuki takich samych szpejów to już jest wyzwanie. Andrzej Ziober opowiadał w swoich artykułach jak sobie radzić z takimi sytuacjami i podkreślał ich znaczenie. Bo prawdą jest, że tego typu sprawy to jest coś, co rzeczywiście jest trudne przy zaawansowanych projektach - nie jakieś techniczne skille, które w modelarstwie, obiektywnie rzecz biorąc, nie są wielkim wyzwaniem. W ich przypadku jakimś niewielkim kłopotem jest tylko ogarnięcie dość prostych zasad, które są właśnie techniczne tylko, a nie wchodzące w konflikt z człowieczą naturą. Oczywiście rady Andrzeja nie były jakimiś nowatorskimi rewelacjami, ani wyzwaniami wymagającymi kilkunastu lat medytacji w Tybecie. Ale zwrócenie uwagi na problem i nadanie mu odpowiedniej rangi było w naszej dziedzinie zupełnie prekursorskie. Nie wypunktuję wszystkiego co pisał przez lata, często jako dygresje przy okazji prezentowania fragmentów budowy modelu. Ale parę zdań mogę, swobodnie mieszając swoje i andrzejowe wnioski. By zachować koncentrację i jakiś entuzjazm trzeba odpowiednio planować prace. Wprowadzać dywersyfikację działań unikając tej samej, nużącej czynności powtarzającej się dzień za dniem, ale i odpowiednio dobierać zadania i kolejność ich podejmowania przy pojedynczej sesji modelarskiej. Planowanie pozwala też przygotować się na trudne sytuacje. Lepiej wiedzieć co nas faktycznie czeka, zanim porwiemy się na realizację pomysłu. Trzeba też pogodzić się z innym upływem czasu. Odpadają wszelkie zdążenia na Bytom. Modelu nie będzie jutro, nie będzie go za miesiąc, ani za rok. Będzie, kiedy będzie i to musi być naturalny stan rzeczy - nie problem. W ten sposób unika się szkodliwego pośpiechu przy pracach. Także zwykłego zniechęcenia. A świat nie pomaga. Inni modelarze co rusz publikują galerie gotowych modeli, jakieś rozbudowane podsumowania roku itd. Też by się chciało do przodu. A jak już się model skończy to np. taka reakcja na forum na galerię modelu, który powstawał te pięć lat nie jest wcale istotnie różna, niż ta na zakończenie dwumiesięcznego warsztatu. Jeżeli jeździ się na konkursy, to wieloletnia budowa też nie jest gwarancją sukcesu i trzeba liczyć się nie tylko z zasłużonymi porażkami ale i z absurdalnymi decyzjami sędziów. To wszystko powinno być ogarnięte, a modelarz przygotowany do takich wyzwań. I do tych, o których nie przyszło mi do głowy napisać też. Rzecz z nitowaniem mieści się w opisanych kategoriach. Nity we wnęce były wypukłe. Model ma zaprezentować je jako różne w stosunku do nitów z płaskim łbem. Sprawdzonym w poprzednim modelu sposobem, do wykonania nitów z łbem wypukłym posłuży produkt HGW. Nity te nakłada się jak kalkomanie, a po określonym czasie zdejmuje się przezroczysty film pozostawiając, przyklejone do modelu, równe rzędy nitów. To teoretycznie. Z budowy Spitfire’a wiem, że nie jest tak różowo. Część nitów lubi się nie przykleić, pozostawiając wyrwy w szeregach. Potem trzeba to uzupełniać, również ze zmiennym szczęściem. W końcu przykleja się pojedyncze nity, by uzupełnić braki. To dość żmudny proces sam w sobie. Ale to mało! Okazało się, że moje nity się zwyczajnie zestarzały. Film potrafi odejść od nitów już przy wycinaniu. Namoczona kalkomania też potrafi uwolnić się od nitów, pozostawiając je na wolności jeszcze przed przeniesieniem na model. Gdy już to przeniesienie się uda, straty są znacznie większe, niż poprzednim razem. Teraz dopiero jest mowa o żmudnym procesie: tak na oko na elemencie modelu zostaje jakieś 50% nitów. Czy można to rozwiązać kupując po prostu nowy arkusz nitów? Pewnie tak, ale szkoda wywalić prawie pełny zestaw do kosza. Gdybym to jeszcze ja miał przyklejać te nity, to może. Ale przecież to nie ja się z tym będę męczyć, więc co mnie to obchodzi :). Tym niemniej mamy do czynienia z klasyczną robotą głupiego. Dwa kroki do przodu, jeden w tył i tak dookoła Wojtek! Nawet gdyby nity działały normalnie, to i tak praca byłaby nużąca i szybko zniknęłyby nawet pozory frajdy. By do tego nie doszło trzeba było trochę zaplanować przebieg pracy. Nity mają być naklejane na początku modelarskiej sesji. Kilka pasków, kilka poprawek, tak żeby nie zacząć się tym nudzić i irytować. Potem ścianki idą leżakować z nitami nabierającymi (ha, ha) mocy, a Gonzo będzie mógł zająć się czymś autentycznie fajnym i przyjemnym. Film zdejmie sobie w międzyczasie, albo na koniec sesji, ciesząc się z tego, co się przykleiło i wzruszając ramionami na to co nie. Do realizacji tego niecnego planu konieczne było przygotowanie frontu tych lepszych robót. Doskonale do tego celu nada się zespół elementów znajdujących się z tyłu, za końcową wręgą komory przedniego koła. Nie było tam ściany i cała ta hydrauliczna plątanina była całkiem odsłonięta. Ileż tu pola do zabawy dla modelarskiej duszy! Zbiorniki, trójniki, złączki i przewody na dokładkę. Nie planuję odwzorowania tego w stu procentach zgodnie z rzeczywistością. Ale ma to tak wyglądać. Sztuczka polega na tym, by wybrać kilka dominujących elementów i wykonać je w modelu. Obserwator, chcąc rozpoznać wszystkie cechy takiej plątaniny miałby zadanie równie trudne jak modelarz i tak naprawdę nie będzie w stanie zwrócić uwagi na wszystko. Te kilka charakterystycznych szpejów wystarczy by przekonać go, że jest tam wszystko co trzeba. Oto plątanina. Na niej leży fałszywa przegroda, o której mowa poniżej: I rysunek zaznaczający wybrane elementy wraz z wstępnym rozrysowaniem ich wykonania. To może być później uszczegółowione w razie potrzeby. Jeszcze pozostaje wymyślić, jak całą tę instalację zamontować w modelu. W rzeczywistości praktycznie wisi ona w powietrzu, a za wybranymi elementami są kolejne i jest przestrzeń. Rozwiązaniem będzie wykonanie fałszywej przegrody, ścianki montażowej, do której zamocowane zostaną elementy instalacji. Ścianka docelowo będzie czarna, imitując pustą przestrzeń. W zacienionym i trudno dostępnym miejscu będzie to zupełnie wystarczająco przekonywujące. A zatem dopasowujemy przegrodę: Teraz można zabierać się za nitowanie ścianek wnęki.
  22. podwójny post, soreczki
  23. Można wcześniej. Albo odpowiednio planować maskowanie i kolejność nakładania kolorów. Należy unikać sytuacji, kiedy ta sama maska będzie stanowić granicę dla więcej niż jednej warstwy kolorystycznej. Jeżeli warstwy będą z kontrastujących ze sobą kolorów, to z boku taka kanapka może być widoczna, szczególnie jeśli dolny kolor będzie też kontrastował z kamuflażem. I nie da się tego zlikwidować bez konkretnych poprawek. Coś takiego przydarzyło mi się kiedyś przy malowaniu amerykańskiego znaku. Stwierdziłem, że prysnę wg zasady najpierw jasne, później ciemne. I wypełniłem całe pole znaku białym, przykleiłem maski - gwiazdę i belki, po czym prysnąłem granatowym. I wyszła mi taka właśnie kanapka z wyraźnie widoczną warstwą białego na krawędziach. Skończyło się szlifowaniem i malowaniem raz jeszcze. Od tego czasu nie sprawdzam czy się uda, tylko planuję kolejność malowania i maskowania tak, by nie było tematu. Idei stosowania specjalnego podkładu, przy normalnie działających farbach zupełnie nie rozumiem. Ale jeśli ktoś musi, to lepiej uwzględnić to w planach.
  24. To jest kluczowa kwestia. Bez tego projekt skazany jest na porażkę. Jeżeli zachwycisz się modelarstwem to cała rzecz może się udać. Ale w zasadzie to tak przy okazji. Mnie się wydaje, że naturalnym rozwiązaniem byłoby podjęcie próby budowy modelu z dziadkiem. Pod jego okiem i wg jego sugestii. Wspólna realizacja powinna sprawić mu bez porównania więcej satysfakcji , niż prezentacja gotowego modelu. Forum miałoby tu znaczenie drugorzędne - można by z niego korzystać, gdyby okazało się, że poprawia to jakość przedsięwzięcia, które było by bardziej międzyludzkie, niż modelarskie. Jeżeli to nie jest możliwe z przyczyn innych niż logistyczne, to rzecz się wydaje niewarta zachodu.
  25. Oby nie było widać warstwy tego podkładu po zdjęciu masek.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.