Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 386
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. W polskim nie. Ale wtedy nr, nie Nr. Nie no, Werk Nummer to numer fabryczny. Dosłownie.
  2. Wcale. Od dziestu lat robię ludziom wnętrza i nie mogę się nadziwić, że wciąż są mężowie, którzy wypowiadają się w kwestii jak mają wyglądać ich domy. Tu potrzeba hartu ducha, bo oczywiście presja ze strony żon, by ci nieszczęśni mężowie mieli zdanie występuje, ale po to się człowiek uczył być mężczyzną by nie uginać się w skrajnych sytuacjach! Przecież nie o to chodzi by to zdanie męża miało jakiekolwiek praktyczne znaczenie. Sam u siebie odmawiam kreowania wnętrz z żelazną konsekwencją. Najwyżej pomagam, gdy trzeba wymyślić jak. Na zewnątrz też widzę, że zawsze gdy trafi się typ, który rozumie tę sytuację, to proces projektowania i remontu idzie raczej bezstresowo. To jest niezmiernie proste: w tej kwestii, gdy spojrzeć na sam rdzeń, to babie zależy, a chłop ma w dupie. Man's Cave to nie jest przypadkowy produkt, tylko zdobycz cywilizacyjna. Lepiej to uznać i zwyczajnie mieć spokojniej. Rada Radka :). Ano tak. Ale obawiam się, że to nie jest zafałszowany stereotyp, tylko zwykła rzeczywistość. Z tym spotkałem się nie raz. I wg mnie to jest rzecz nie do przyjęcia. Niestety modelarskie środowisko bez zahamowań akceptuje zachowania zwyczajnie nieeleganckie. W większości są to rzeczy dość specjalistyczne, raczej nieczytelne dla osób postronnych, ale to nie jest coś co można ukryć. Wątpliwego smaczku dodaje fakt, że wiele modelarskich imprez odbywa się w szkołach. Rozpijanie flaszeczki za rogiem korytarza (wciąż szkolnego), blokada przejścia, bo trzeba złapać równowagę trzymając się kurczowo ościeżnicy, wodzenie rozedrganym palcem kilka centymetrów od modelu, bo trzeba wykazać zacinającym się głosem, że hakenkreuz za wysoko... . I niekoniecznie są to jacyś anonimowi typkowie z kosmosu. Nietrudno rozpoznać tu osoby, za chwilę organizujące kolejny festiwal i zachwalające go wszem wobec. Ostatnio pandemia przystopowała festiwale i wystawy, ale przed nią, w publicznie dostępnych wątkach na forach bezstresowo planowano libacje, prześcigając się w przewidywaniach stopnia upodlenia. Tylko trochę przesadzam, a w niektórych przypadkach wcale. Na tych samych forach, gdzie chce się widzieć jak najwięcej dzieci i młodzieży. Powiem szczerze, że myślałem, iż trochę szybciej to będzie zanikać. Może popandemiczny krajobraz przyniesie zmiany, ale jakoś nie jestem optymistą.
  3. Nie dziwne. Amerykanie w czasie IIwś używali przynajmniej sześciu odcieni zieleni do malowania kabin, nie licząc różnych odstępstw producentów farb. Istniały obowiązujące regulaminy, ale istniały też okoliczności sprawiające, że od tych reguł odstępowano. Wprawdzie niemal zawsze za porozumieniem stron: producent/zamawiający, ale w drobiazgach było to nie do ogarnięcia. Można było uzgadniać z Wright Field kolor kabiny, ale trzeba też było w niej zamontować kupę drobnych elementów pochodzących od rzeszy poddostawców. Ktoś kto produkował skrzynkę przekaźnikową malował obudowę zgodnie z zamówieniem, np IG i nie zmieniał przecież koloru z partii na partię, bo akurat Boeing dogadał się z AAF, że kabiny będą DDG. Boeing tez nie przemalowywał tych szpejów - to byłby absurd. W rezultacie kabiny i w ogóle wnętrza ówczesnych samolotów to często różnozielono-żółto-czarny patchwork. Na ogół rzecz ignorowana przez modelarzy, szukających zwykle prostych schematów. Ale prawda, że bardzo kłopotliwa do ogarnięcia. Ale trochę się przebija. Kolorowe kabiny, czy wnęki Mustangów, Avengerów, czy B-17 już pojawiają się w modelach. Kolejne w kolejce :).
  4. To jeszcze OK, bo to w sumie kwestia wyboru języka, ale W.No. to byłoby coś w stylu: Meine żona.
  5. Jak sobie myślę o tych stereotypach negatywnych, to zastanawiam się jak bardzo one rzeczywiście występują w naturze. I zaczynam podejrzewać, że z jednej strony lęgną się w miejscach bez znaczenia, bo jakie znaczenie może mieć dla nas opinia drapiącego się po brzuchu gościa w żonobijce? Z drugiej strony, to stereotypy zmyślone, jak w tym zalinkowanym artykule. Modelarze często przyjmują je za aksjomat, towarzyszący nam byt oczywisty, nie oczekując dowodu. Może nawet w obawie, że taki dowód się nie znajdzie? Osobiście nigdy nie zetknąłem się z pejoratywnym odbiorem modelarstwa, ani jako dziecko, ani jako dorosły. A wręcz przeciwnie, owszem. OK, moje jednostkowe doświadczenia nie są w żaden sposób miarodajne, ale i tak skłaniam się ku tezie, że w tej kwestii, jak w wielu innych, modele przemawiają tak za siebie, jak i za modelarza. Weźcie tego Dorniera Mikołaja i postawcie pod nos komukolwiek, nawet temu w żonobijce. Jaka jest szansa, że skończy się to szczerą szyderą? No dobra, w tym przykładzie może w gablotce ze szkła pancernego... . A pamiętajmy, że bawiąc się w te klocki inaczej oceniamy jakość modeli. Ludzie nie mający z tym hobby wiele wspólnego nie zadziwią się wprawdzie modelem byle jakim, ale by uzyskać to zadziwienie nie potrzeba dzieła aż tak wspaniałego. Po prostu dobry model będzie rzeczą wystarczająco trudną do ogarnięcia dla oglądacza, by nie zaryzykował kpiny. Także lepiej róbmy lepiej :).
  6. To ci, którzy zarabiają budową modeli. Ale oni z definicji starają się wydać jak najmniej i jak najmniej dopieszczać :).
  7. Jak to?! Chcesz powiedzieć, że możliwe jest by spędzić przyjemnie czas i w efekcie zbudować świetny model? Świat oszalał, siostro krople!!
  8. Tego rodzaju budowa, gdy dobiegnie do końca stanowi niezwykłe zaskoczenie. Nawet, gdy minęły lata, człowiek myśli sobie: jak to, już?! Zaskoczeniu towarzyszy zachwyt, bo co innego można odczuwać, gdy ogląda się tak znakomity model. Może tylko trochę współczucia dla autora, który musiał się zmagać z katorgą przypisaną budowie modelu redukcyjnego. Ale tylko trochę, bo będąc zaprzysięgłym frajdolarzem nie jestem w stanie, tak naprawdę, zrozumieć cierpień będących jego udziałem i współczuję najwyżej tylko z przyzwoitości. Za to, odruchowo, próbuję zwrócić uwagę na potencjalne niedociągnięcia. Jakie? Nie napiszę nawet, że w ogóle coś przyszło mi do głowy, ale podzielę się refleksją, która była uprzejma mnie najść. Samoloty prezentują tak szeroki wachlarz efektów zużycia i śladów eksploatacji, że nie sposób ogarniać ich wszystkich. Zwykle przyzwyczajamy się do jakichś schematów, typowych dla tematów, z którymi stykamy się na co dzień. Tym samym bywa, że gdy mamy do czynienia z odmienną sytuacją, automatycznie mamy tendencję do jej odrzucania. Może to prowadzić do pozornie neutralnych, ale jednak krytycznych komentarzy zaczynających się od: Jak dla mnie..., albo Na mój gust..., które w ostatecznym rozrachunku będą oznaczać po prostu: Nie mam pojęcia o czym piszę! :). I to pomijając nawet odwieczny problem ze zdjęciami... . Fantastyczny model, godzien laurów i podziwu modelarzy i tej mniej istotnej reszty świata!
  9. Na miejscu AH nie reagowałbym wcale. Odnosić się do dzieła innych producentów byłoby nieelegancko, nie mówiąc o tym, że te produkty jako materiał źródłowy to jednak absurdalna koncepcja.
  10. Jeżeli na górnym zdjęciu mamy DDG, a na dolnym BG, to o ile mój monitor nie oszalał kolorystycznie, zdjęcia są mylące. Na dolnym mamy ogólnie dobrą prezentację tonalną koloru DDG, jednak nieco skoszoną przez prześwietlenie i lampę. Na górnym zdjęciu trudniej dopatrzyć się DDG. Łatwiej już odnaleźć tam BG. W sumie DDG znajdzie się gdzieś pomiędzy górną i dolną fotką, a BG będzie odrobinę ciemniejszy i mniej niebieski. Kiedyś powszechnie twierdzono, że te kolory były niemal identyczne, ale to było w czasach, gdy BG potrafiono uznać za primer z jakimiś konotacjami z patynującym brązem jako stopem metali. Spuśćmy na te czasy zasłonę milczenia. Pojedyncze zdjęcia, o ile nie towarzyszy im specyficzna informacja, nie mogą być wystarczającym źródłem do określenia wyglądu danego koloru. Nie dość, że zagrażają im przekłamania towarzyszące powstawaniu i obróbce zdjęć, to jeszcze niełatwo jest wykluczyć błędy w opisach. Zasadniczo lepiej sprawdzają się zdjęcia w publikacjach. W sieci nigdy nie wiadomo ile i jakich cyfrowych przeobrażeń przeszedł dany fotogram. W przypadku wydawnictw, szczególnie tych starszych (statystycznie rzecz biorąc), jest spora szansa, że podjęto kroki, by prezentacja kolorystyczna nie była od czapy. To, niestety, nie znaczy, że tak się zdarzyć nie może.
  11. Fotki srotki. Zdjęcia kłamią. Ty widzisz ten kolor i jeśli jest to DDG, to świetnie. Jeśli nie jest, to nie jest.
  12. Akurat ten kolor na zdjęciu kabiny wygląda zupełnie dobrze, o ile ma to być DDG. Trzeba trochę brać poprawkę na prześwietlenie i lampę, albo patrzeć w miejsca, gdzie te elementy mają najmniejsze znaczenie. I różni się zasadniczo od togo co widzimy na modelu. Oczywiście, że archeologia kolorystyczna to jest dziedzina obarczona błędem, jak człowiek grzechem pierworodnym, ale to nie znaczy, że nic nie wiadomo i można malować jak się chce. To znaczy można, pewnie, bo kto komu zabroni? Tylko trzeba pamiętać, że błędy w doborze koloru wciąż będą widoczne. Tu działa aksjomat gonza, który w ogóle sprawdza się w w życiu: Nawet jeśli nikt nie będzie w stanie powiedzieć jak jest dobrze, to wielu bez problemu i zasadnie stwierdzi, że jest źle.
  13. Przy tak ogólnym zakresie można jedynie stwierdzić, że samoloty na żywo mają wszystko!
  14. Tu zawiało zgrozą i zgrzytaniem. Jakbyś zaszpachlował i było widać, to dopiero byłby problem ;).
  15. Ja bym się chętnie dowiedział i rozróżniał. Choć podwarianty to z definicji składają się na warianty, a nie na wersje. Ale nie wiem, może w USAAF było inaczej.
  16. Nie, no myśliwiec, to myśliwiec i Twoje modele (skądinąd całkiem , całkiem) bez wątpienia je przedstawiają. Nie ma tu mowy o jakimś urażaniu. Choć jak już zaczniesz pisać płatowiec to sugeruję nieco staranności - ludzie dość często używają tego terminu jako synonimu słowa samolot, a to nie to samo. Model jest tak trudny jak zadecyduje o tym jego autor i temat w zasadzie nie ma znaczenia. I nie trzeba trzydziestu lat stażu, by podjąć decyzję o zrobieniu takiego trudnego modelu, i doprowadzić do jej realizacji. Sądząc po tym co pokazujesz, spokojnie byłbyś w stanie to udowodnić, gdyby Ci zależało :). Dzięki za wyjaśnienia.
  17. Kładziesz duży akcent na słowo myśliwce. Chyba w ogóle do tej pory nie użyłeś innych określeń jak np. samolot itd. Wspomniałeś nawet coś w stylu, że budujesz modele myśliwców bo wymagają szczególnej precyzji i czasu. Zaciekawiło mnie to i zastanawiam się czy mógłbyś rozwinąć ten temat? W zasadzie w takim przekazie zawarta jest sugestia, że inne tematy są łatwiejsze, ale nie sądzę by o to Ci chodziło, bo to oczywisty absurd. Opowiesz?
  18. Za to wiemy dość dobrze jak wyglądał: Przez długi czas pokutował pogląd, że był wycięty z blachy. A sam diabełek jak to zły, nic go nie rusza. Jeszcze w latach osiemdziesiątych odlewano takie w sojuzie:
  19. Na pewno już to wrzucałem, ale skoro ma być Barker niech będzie znowu. Taki upominek kiedyś koledze machłem.
  20. A widzisz, zatem Zaruk jest modelarzem nieświadomym, bo usiłował wykonać relaksacyjny projekt. Czyli to malowanie jest już klepnięte?
  21. Nie no, wiadomo, że ten Barker to jest Camel wzorcowy. Ale dopóki była mowa o robionym niedbale, relaksacyjnym projekcie, to nie było warto nawet wspominać.
  22. To nadal ciekawe. Czy to znaczy, że znalazłeś MkVb z ETO z linką anteny radia HF?
  23. Gdy życie zdarło z faceta już maskę Gdy mu fasada rozpada się z trzaskiem Gdy zza niej wyjrzy jak dupa z pokrzywy Pysk zły i obrzydliwy i pryśnie cały blef
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.