Dawno, dawno temu w odległej galaktyce - chciałoby się napisać. Po długiej nieobecności czas wracać i powoli kończyć temat. W pewnym momencie ogarnęła mnie modelarska niemoc, a robienie na siłę nic dobrego nie przynosi modelowi. Sami wiecie jak to jest, jak trzeba pół godziny przygotowań, aby 5 sekund malować. Po prostu nie chce się robić. Już nawet chciałem zacząć inny monumentalny projekt i Golden Hinda robić razem z ................(na razie tajemnica). Kilka miesięcy szperań w internecie, przeglądania różnych for i już prawie zapadła decyzja. Ale w ostatniej chwili w moje łapki wpada po okazyjnej cenie inny cudowny model (na który kiedyś bardzo chorowałem). I konsternacja. Co robić?. Odpowiedź: skończyć Golden Hinda. Tak więc pokazuje moje ostatnie poczynania. Skupiłem się na rufie. Zakleiłem otwory, o których była długa dyskusja z Forestem
I skończona rufa
Model polakierowałem satynowym lakierem Vallejo. Jakie było moje zaskoczenie jak zobaczyłem na pokładzie coś takiego
Nie była to wcale wina lakieru, ale pisaka, którym imitowałem gwoździe. Tam gdzie użyłem takiego
gwoździe wyglądały tak
Tym samym pisakiem była robiona również imitacja uszczelnienia pomiędzy deskami. Jak widać lakier nic z nim nie zrobił.Dobrze, że udało mi się jakoś zmyć te ohydne kropki i jakoś je poprawić. Jak postawie w na swoich miejscach działa, to zasłonią dużo "nieszczęścia". Jeszce talie do dział, szalupa, wanty i prawie nic nie będzie widać.
Przemalowałem również działa. Teraz pomalowałem je True Metalem z AK. Kolor OLD BRONZE.
Pora zacząć wykonywać talie do dział. Ale to już w następnym odcinku.