Niby tak, ale atesty to nie ze względu na to że dzieci są inne tylko o odpowiedzialność. W dawnych czasach instalator takiej zabawki nie musiał się martwić o odpowiedzialność jeżeli komuś się stała krzywda. Dziś jeżeli cokolwiek stało by się dziecku na placu zabaw z powodu wadliwego sprzętu, instalator mógłby mieć bardzo ciepło. Dlatego mamy mięciutka podłogę, i instalacje z atestami. W dzieciakach nic a nic się nie zmieniło, dalej są dziećmi.
I tak samo jest z innymi rzeczami których "za naszych czasów nie było" pamiętam jeszcze w latach 90tych pół kraju z ojcem przejeżdżałem bez obowiązku zapinania pasów, ba, o tym aby jako szkraba pakować mnie w fotelik nawet mowy nie było, i żyje. Czy to znaczy że mam krzyczeć że wtedy to było? Teraz w pasy się zapinam bo chce, nie bo muszę. Młodą jeździ w najlepszym na jaki mnie stać foteliku, też nie dlatego bo musi. Bo mam świadomość tego co może się stać bez tych rzeczy, bo mam możliwości zwiększenia bezpieczeństwa swojego i bliskich. Czy to źle? Czy przez to młoda jest jakaś gorsza niż ja 30 lat temu. Nie sądzę.