Boch Napisano 12 Stycznia Autor Share Napisano 12 Stycznia (edytowane) Witajcie, Czasu, jak zwykle, jest jak na lekarstwo. Choć przerwy w publikowaniu kolejnych postów mogą się wydawać dość długie, prace przy modelu idą pełną parą. Samo publikowanie relacji w kilku miejscach jednocześnie, opisywanie etapów, zbieranie materiałów, robienie zdjęć i ich obróbka to niestety ogrom pracy. Nie jestem w stanie robić tego z taką regularnością, jakiej sam bym sobie życzył. W efekcie okazało się, że w relacji warsztatowej na forum mam już całkiem spore zaległości względem tego, gdzie faktycznie jestem z modelem. Z drugiej strony oznacza to, że materiału na kilka kolejnych aktualizacji na pewno nie zabraknie. Dzisiejsza część będzie o tyle szczególna, że zaczynamy wprowadzać również warstwę historyczną. Jest to dla mnie bardzo ważny element każdego warsztatu — zawsze staram się pokazać model w możliwie szerokim kontekście. Zebranie i uporządkowanie tych informacji było dla mnie prawdziwą katorgą. W języku polskim praktycznie nie istnieją sensowne publikacje na ten temat, a dostępne strony internetowe są bardzo lakoniczne. Informacje musiałem zbierać z wielu strzępów, w dużej mierze opierając się na dokumentach archiwalnych pochodzących bezpośrednio z amerykańskich archiwów. Oczywiście możliwe są drobne błędy w nazewnictwie jednostek, regionów czy struktur dowodzenia, ale starałem się, aby całość była możliwie wierna dokumentom źródłowym. Cała historia będzie miała charakter syntezy. Niestety nie udało mi się dotrzeć do dzienników lotów konkretnych pilotów ani poszczególnych maszyn. Nadal trwa ustalanie numerów bocznych i ich powiązań z numerami seryjnymi — zobaczymy, jak głęboko uda się tu jeszcze zajrzeć. Na dziś wprowadzamy pierwszą część historyczną: krótkie wprowadzenie dotyczące powstania bazy straży, utworzenia bazy w Elizabeth City, jej początków oraz zarysu jej znaczenia w trakcie II wojny światowej. W kolejnych częściach będziemy już schodzić coraz głębiej w szczegóły. Część historyczna – wprowadzenie Część I Coast Guard Air Station Elizabeth City: lotnicza tarcza i ratunek na Wschodnim Wybrzeżu USA (1940–1944) Narodziny stacji: decyzja strategiczna u progu wojny Choć Kongres już w czasie I wojny światowej zatwierdził utworzenie dziesięciu stacji lotniczych w ramach narodowego systemu obrony, dopiero realia lat trzydziestych sprawiły, że decyzja ta nabrała realnego kształtu w postaci United States Coast Guard Air Station Elizabeth City w Karolinie Północnej. Wielki Kryzys, dostępność siły roboczej oraz determinacja lokalnych władz i społeczności spotkały się tu z chłodną kalkulacją wojskową. Wybrana lokalizacja okazała się niemal idealna dla lotnictwa morskiego i wodnosamolotów Straży Przybrzeżnej. Rzeka Pasquotank zapewniała dostęp do słodkiej wody, co w znacznym stopniu ograniczało problem korozji charakterystyczny dla baz morskich. Jej łagodne brzegi sprzyjały wodowaniu i podejmowaniu samolotów, a przyległy teren wymagał jedynie minimalnych prac niwelacyjnych pod przyszłe pasy startowe. Kluczową zaletą była także unikatowa cecha hydrologiczna: Pasquotank jest najbardziej na północ wysuniętą rzeką słodkowodną na wschodnim wybrzeżu, która nie zamarza zimą, umożliwiając całoroczne operacje wodnosamolotów. Dodatkowym atutem było położenie w bezpośrednim sąsiedztwie, lecz jednocześnie w osłonie pogodowej przylądka Cape Hatteras – jednego z najtrudniejszych meteorologicznie rejonów Atlantyku – co czyniło stację kluczowym punktem osłony newralgicznych podejść morskich. W 1938 roku mieszkańcy hrabstwa Pasquotank poparli emisję obligacji przeznaczonych na wykup gruntów pod bazę, a budowę, realizowaną przez federalne programy WPA i PWA, rozpoczęto rok później. Oficjalne otwarcie stacji nastąpiło 15 sierpnia 1940 roku. Jej pierwszym dowódcą został Richard L. Burke, pionier lotnictwa Straży Przybrzeżnej, którego doświadczenie i energia miały odegrać kluczową rolę w nadchodzących miesiącach. Od szkolenia do wojny: Elizabeth City przed niemieckim uderzeniem W początkowym okresie działalności stacja realizowała zadania typowe dla lotnictwa Straży Przybrzeżnej czasu pokoju. Prowadzono szkolenia przedlotnicze dla przyszłych pilotów, w tym kursy przygotowawcze przed wysłaniem ich na dalsze szkolenie w Pensacoli, realizowane od października 1941 do stycznia 1942 roku. Wykonywano loty nocne, trening przyrządowy oraz szkolenia orientacyjne. Funkcjonowała również szkoła mechaników lotniczych pod nadzorem wydziału inżynieryjnego, a w ramach potrzeb logistycznych uruchomiono nawet szkołę kucharzy i piekarzy. Ten stosunkowo spokojny, szkoleniowy charakter działalności stacji miał jednak wkrótce ustąpić miejsca realiom wojny totalnej. „Paukenschlag” Po japońskim ataku na Pearl Harbor Niemcy, zgodnie z zobowiązaniami sojuszniczymi, wypowiedziały Stanom Zjednoczonym wojnę 11 grudnia 1941 roku. Dowódca niemieckiej broni podwodnej Karl Dönitz natychmiast uruchomił plan operacji Paukenschlag („Drumbeat”) – zmasowanego uderzenia w żeglugę handlową wzdłuż wschodniego wybrzeża Ameryki. Celem było sparaliżowanie amerykańskiej gospodarki wojennej, w szczególności transportów ropy z Karaibów, Wenezueli i Zatoki Meksykańskiej. Na początku 1942 roku wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych było dramatycznie słabo przygotowane do odparcia tej ofensywy. Brakowało eskort nawodnych i nowoczesnych środków zwalczania okrętów podwodnych. Wiele jednostek przekazano wcześniej aliantom lub skierowano na Pacyfik, a priorytetem amerykańskiego dowództwa, kierowanego przez admirała Ernesta J. Kinga, stała się odbudowa floty po stratach grudnia 1941 roku. Skala strat w pierwszej połowie 1942 roku była szokująca. Setki statków zatopionych w wodach przybrzeżnych i tysiące ofiar sprawiły, że lotnicy z Elizabeth City każdego dnia oglądali skutki nocnych ataków: rozległe plamy ropy po zatopionych tankowcach, dryfujące szczątki, łodzie ratunkowe, rozbitków w kamizelkach oraz ciała unoszące się na falach. Cape Hatteras jako epicentrum walki Stacja w Elizabeth City szybko stała się jednym z kluczowych punktów lotniczej osłony rejonu Cape Hatteras, gdzie wąski szelf kontynentalny umożliwiał U-Bootom operowanie w głębokiej wodzie bardzo blisko brzegu. Niemiecki schemat działania był bezlitosny: w ciągu dnia okręty podwodne odpoczywały na szelfie, natomiast polowanie rozpoczynały późnym popołudniem i prowadziły je przez całą noc. Po podporządkowaniu Straży Przybrzeżnej Marynarce Wojennej w sensie operacyjnym, co nastąpiło 3 listopada 1941 roku, rozkazy dla Elizabeth City szybko przybrały charakter stricte przeciwpodwodny. Patrole obejmowały podejścia do przylądków Chesapeake, rejon statku-latarni Chesapeake, Cape Hatteras oraz Cape Lookout, sięgając nawet 50 mil w głąb morza. Przez pierwsze tygodnie piloci mogli jedynie obserwować i meldować pozycje przeciwnika, często pozbawieni realnych środków walki. Uzbrojenie i pierwszy atak W styczniu 1942 roku sytuacja osiągnęła punkt krytyczny. Do Elizabeth City skierowano samoloty J2F-5 przystosowane do przenoszenia dwóch bomb głębinowych o masie 325 funtów. Pierwsze uzbrojone maszyny dotarły do stacji 22 stycznia. Pięć dni później, 27 stycznia 1942 roku, pilot Straży Przybrzeżnej Harry Logan przeprowadził pierwszy potwierdzony atak stacji na zanurzający się okręt podwodny, zrzucając dwie bomby głębinowe Mark XVII. Choć używane maszyny były przestarzałe, wydarzenie to miało ogromne znaczenie psychologiczne i symboliczne. Ratownictwo jako codzienność Równolegle do działań bojowych lotnictwo Elizabeth City realizowało zadania ratownictwa powietrzno-morskiego. Piloci zrzucali środki ratunkowe, oznaczali pozycje rozbitków, naprowadzali jednostki nawodne oraz podejmowali ryzykowne lądowania na otwartym morzu. Z czasem opracowano improwizowane „ładunki zaopatrzeniowe”, które skutecznie dostarczały wodę i żywność dryfującym godzinami na oceanie rozbitkom. Od improwizacji do systemu Wraz z postępem kampanii obrona wschodniego wybrzeża zaczęła przybierać formę zorganizowaną. Wprowadzono system konwojów przybrzeżnych, a lotnictwo stało się jego kluczowym elementem. Elizabeth City odpowiadała za sektor Cape Hatteras i w latach 1943–1944 uczestniczyła w eskortowaniu tysięcy statków. Równocześnie poprawiano uzbrojenie i wyposażenie lotnictwa Straży Przybrzeżnej, a lokalne modyfikacje znacząco zwiększyły możliwości bojowe używanych maszyn. Nowa misja i znaczenie stacji W miarę jak zagrożenie ze strony U-Bootów malało, stacja stopniowo zmieniała profil działalności. W 1944 roku nacisk położono na Air-Sea Rescue oraz szkolenia specjalistyczne, w tym przygotowanie załóg do działań w Arktyce i na Grenlandii. Historia Elizabeth City z lat 1941–1944 pozostaje jednym z najlepszych przykładów funkcjonowania lotnictwa Straży Przybrzeżnej w warunkach skrajnych niedoborów sprzętowych i ogromnej odpowiedzialności operacyjnej. Od improwizacji po dojrzały system działań – ta ciągłość doświadczeń definiuje jej miejsce w historii działań United States Coast Guard na Atlantyku. Aktualizacja warsztatu – J2F-5 Duck Lukgraph 1/32 Prace nad budowaniem powierzchni cały czas posuwają się do przodu. Metodologia pozostaje w zasadzie niezmienna — ciągłe rotowanie kolorami w celu uzyskania możliwie złożonej, żywej struktury powierzchni. Przy tak dużym modelu to jedyny sposób, by uniknąć płaskiego, monotonnego efektu. Ten proces dotyczy wszystkich powierzchni, które będą malowane. Jest to etap bardzo czasochłonny i wystawiający na próbę cierpliwość. Naturalnie pojawia się pokusa, żeby całość przyspieszyć, ale z mojego — dość skromnego — doświadczenia wynika, że praca wykonana na tym etapie zawsze procentuje później. Finalny efekt powinien dzięki temu wyglądać znacznie lepiej. Na pierwszy ogień poszły zastrzały. Zaczynam od zastrzałów wspierających kadłub: centralnego zastrzału kadłubowego oraz dwóch skrajnych, które łączyły płaty. Dwa kolejne zastrzały kadłubowe są już przyklejone na stałe do górnego płata. Sam płat wymagał oczywiście odpowiedniego maskowania, aby móc przygotować te elementy bez ryzyka uszkodzenia powierzchni płóciennej. Na tym etapie pojawiły się również pierwsze odpryski już na warstwie podkładu. Od razu odpowiem na pytanie, które często się w takich momentach pojawia: po co robić odpryski tak wcześnie, skoro i tak wszystko zostanie zamalowane? Otóż — nie wszystko. Część tych odprysków, zostanie w finalnym modelu widoczna. Dzięki temu, pracując później gąbką, wykałaczką czy innymi narzędziami, będę mógł „dokopywać się” nawet do warstwy ZCY lub samego metalu. Cały ten proces wykonuję konsekwentnie na wszystkich powierzchniach metalowych. Czubek pływaka, a właściwie jego nosek, był wykonany z drewna. Postanowiłem więc odpowiednio go przygotować, tak aby w finalnym etapie móc obdrapać kolor wierzchni i odsłonić warstwę drewna. W tym celu zamaskowałem pływak, przygotowałem podkład, a następnie — przy użyciu farb olejnych — wykonałem imitację drewna. Całość została zabezpieczona lakierem i dopiero wtedy mogłem przystąpić do pierwszego koloru finalnego na modelu. Tym kolorem jest light grey, który trafił na dolne powierzchnie płatowca oraz pod stateczniki poziome. Na kolejnych zdjęciach widać etapy nakładania tej barwy. Analogiczne prace wykonałem na spodzie górnego płata oraz na powierzchniach, z pominięciem zastrzałów, które docelowo będą w kolorze blue grey. Pomalowane zostały również powierzchnie sterowe: stateczniki poziome oraz lotki. Na koniec przyszła kolej na wnęki kół, które również otrzymały kolor light grey. Tutaj wykonałem kilka przetarć i otarć imitujących zużycie wynikające z pracy podwozia, obracających się kół oraz codziennej eksploatacji. To tyle na dziś. Dzięki bardzo i do następnego. ŁB Edytowane 12 Stycznia przez Boch 14 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Albatros Napisano 12 Stycznia Share Napisano 12 Stycznia Kolejny świetny odcinek sagi mega ciekawe i pouczające jest podglądanie, jak wieloetapowo budujesz kolor i jak kolejne warstwy budują tego koloru bogactwo. Podglądam teraz i na pewno będę nieraz wracał, aby przyjrzeć się jak budujesz poszczególne efekty, bo to skarbnica wiedzy i inspiracji. Jedna tylko uwaga techniczna - czy mógłbyś na zdjęciach przy ujęciach słoiczków AK RC oprócz numeru pokazać także nazwę koloru? AK sporo namieszało po „liftingu” tych farb, a najgorsze, że nowa numeracja nie zgadza się ze starą i raz, że będzie łatwiej namierzyć „nowy” kolor AK RC, a w sytuacji gdy dany kolor został wycięty z nowej palety, byłby jakiś punkt odniesienia do poszukiwań zamiennika innych firm. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano 12 Stycznia Autor Share Napisano 12 Stycznia Teraz, Albatros napisał: Kolejny świetny odcinek sagi mega ciekawe i pouczające jest podglądanie, jak wieloetapowo budujesz kolor i jak kolejne warstwy budują tego koloru bogactwo. Podglądam teraz i na pewno będę nieraz wracał, aby przyjrzeć się jak budujesz poszczególne efekty, bo to skarbnica wiedzy i inspiracji. Jedna tylko uwaga techniczna - czy mógłbyś na zdjęciach przy ujęciach słoiczków AK RC oprócz numeru pokazać także nazwę koloru? AK sporo namieszało po „liftingu” tych farb, a najgorsze, że nowa numeracja nie zgadza się ze starą i raz, że będzie łatwiej namierzyć „nowy” kolor AK RC, a w sytuacji gdy dany kolor został wycięty z nowej palety, byłby jakiś punkt odniesienia do poszukiwań zamiennika innych firm. Wielkie dzięki . Cieszę się, że wykorzystasz ten warsztat i przyda się na coś. Te nowe tubki mają nazwy nisko i do bani, powinny być też na nakrętkach. Będę najwyżej dopisywał nazwy wykorzystanych kolorów. Pozdrawiam ŁB 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
slawbo Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia 11 godzin temu, Boch napisał: Czubek pływaka, a właściwie jego nosek, był wykonany z drewna. Aż szkoda go zamalowywać wygląda super. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
jachud3 Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia Kurde, ja jakoś nie kupuję totalnie tych przetarć. Light Grey wygląda dla mnie teraz jak biała zmywalna farba, którą tawarisze smyrali czołgi i samoloty. Drewniany nos za to - sztosik, pięknie się błyszczy Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
shadowmare Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia (edytowane) Robisz robotę jaką w sumie nikt nie robi za to totalny szacun. Perfekcja. Nie lubię mędrkować ale radzę od siebie wertować zdjęcia od razu jest masa pomysłów na model, wiedza książkowa to nie jest coś na czym warto polegać w 100%. 1. nie wiem czy żółty podkład w ogóle wychodził na tych samolotach ewidentnie zrywała się farba do blachy: 2. dziwne rdzawe cosie na płótnie - nie wiem jak by się to miało zadziać, jeszcze od spodu górnego płata. Moim zdaniem wystarczy tylko ładnie przycieniować, tutaj to widać nawet w realu. Edytowane 13 Stycznia przez shadowmare Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
greatgonzo Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia 2 godziny temu, shadowmare napisał: radzę od siebie wertować zdjęcia od razu jest masa pomysłów na model, wiedza książkowa to nie jest coś na czym warto polegać w 100%. Nie zrozumiałem. Co to jest wiedza książkowa? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
stratocaster Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia 2 godziny temu, greatgonzo napisał: Nie zrozumiałem. Co to jest wiedza książkowa? Może chodzi o intuicję. Do historii trzeba podchodzić intuicyjnie i emocjonalnie Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
shadowmare Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia (edytowane) 3 godziny temu, greatgonzo napisał: Nie zrozumiałem. Co to jest wiedza książkowa? Proces technologiczny malowania mógł być różny w zależności od danego egzemplarza. Np. tutaj nie widzę ZCY jako podkładu widocznego nawet na tak zniszczonym egzemplarzu. Bardziej w stronę brudzenia i cieniowania bym się skłaniał, niż kombinowania z warstwami podkładu dla urozmaicenia całości. Tak czy inaczej na pewno to będzie atrakcyjnie przez autora zrobione. Edytowane 13 Stycznia przez shadowmare Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
greatgonzo Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia Zajebiście! A w temacie mojego pytania? Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
shadowmare Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia 2 minuty temu, greatgonzo napisał: Zajebiście! A w temacie mojego pytania? Nic Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
greatgonzo Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
barszczo Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia 8 godzin temu, slawbo napisał: Aż szkoda go zamalowywać wygląda super. Też jestem za . Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Lipa Napisano 13 Stycznia Share Napisano 13 Stycznia Nie wiem czy znane ale tu też ładnie widać odpryski. Fajne kamo. Może sobie kiedyś takiego zrobię. było tu https://www.warbirdsresourcegroup.org 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Szkodnik Napisano 28 Stycznia Share Napisano 28 Stycznia Kiedy będzie następny odcinek kaczki ? bo obserwuje ten serial i strasznie długa ta przerwa na reklamy 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano 28 Stycznia Autor Share Napisano 28 Stycznia 6 minut temu, Szkodnik napisał: Kiedy będzie następny odcinek kaczki ? bo obserwuje ten serial i strasznie długa ta przerwa na reklamy Mam wszystko prawie gotowe, ale jak jest wolna chwila to siedzę w pracowni. Postaram się wrzucić niebawem. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
MackieMesser Napisano Sobota o 22:03 Share Napisano Sobota o 22:03 Czekamy z niecierpliwością na kolejny epizod spektaklu 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano Sobota o 22:09 Autor Share Napisano Sobota o 22:09 5 minut temu, MackieMesser napisał: Czekamy z niecierpliwością na kolejny epizod spektaklu Jutro rano, do kawki wrzucam kolejną część. Będzie historia i będzie warsztat 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano Niedziela o 11:01 Autor Share Napisano Niedziela o 11:01 Wojna podwodna u wybrzeży Stanów Zjednoczonych w 1942 roku Piąty Okręg Morski i rola lotnictwa patrolowego (J2F-5) Pearl Harbor i złudzenie bezpieczeństwa 7 grudnia 1941 roku, o godzinie 08:00, w bazach morskich wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych panował względny spokój. W Norfolk w stanie Wirginia, głównej bazie Piątego Okręgu Morskiego, okręty stały przy nabrzeżach w typowej dla niedzieli ciszy. Choć formalnie obowiązywał już siedmiodniowy tydzień pracy, atmosfera nie zapowiadała nagłego przejścia do realiów wojny totalnej. Podczas gdy w Pearl Harbor japońskie lotnictwo przygotowywało się do ataku, w Norfolk nie doszło do żadnego uderzenia. Następnego dnia baza wróciła do rutynowych obowiązków, jednak wydarzenia na Pacyfiku sprawiły, że Stany Zjednoczone znalazły się nagle w stanie wojny globalnej. Wkrótce miało się okazać, że zagrożenie nie ograniczy się do odległych oceanów, lecz bardzo szybko przeniesie się również na wody przybrzeżne Atlantyku. Jak odnotowano później w dzienniku wojennym Dowództwa Obrony Wybrzeża, „w ciągu minionego miesiąca jeden z najbardziej krytycznych rejonów aktywności okrętów podwodnych znajdował się na wodach objętych bezpośrednią ochroną Piątego Okręgu Morskiego”. Przygotowania sprzed wojny – niewystarczające na nową rzeczywistość Już od 1940 roku w rejonie Hampton Roads prowadzono szeroko zakrojone prace rozbudowy infrastruktury wojskowej. Pogłębiano tory wodne, rozbudowywano bazy lotnicze, magazyny i zaplecze logistyczne, przygotowując region do przyszłych działań wojennych. Zakładano jednak przede wszystkim ochronę dalekich szlaków konwojowych i prowadzenie wojny na otwartym Atlantyku, a nie intensywne zwalczanie okrętów podwodnych tuż przy własnym wybrzeżu. W styczniu 1942 roku realny obszar zagrożenia obejmował niemal 28 000 mil kwadratowych wód, ograniczonych od zachodu linią brzegową, od północy 38. równoleżnikiem, od południa 34. równoleżnikiem, a od wschodu linią ukośną biegnącą od 34°00N, 75°W do 38°00N, 72°30W. „Każdego dnia w tym niebezpiecznym rejonie znajdowało się od czterdziestu pięciu do pięćdziesięciu statków handlowych” – notował raport. W momencie wybuchu wojny Piąty Okręg Morski dysponował ograniczoną liczbą jednostek eskortowych, słabo rozwiniętą siecią radarową oraz lotnictwem, które w dużej mierze składało się z maszyn pomocniczych i patrolowych, nieprzystosowanych do prowadzenia regularnej, nowoczesnej walki ZOP. Niemiecka ofensywa – pierwszy cios należy do U-Bootów Niemieckie okręty podwodne pojawiły się u wybrzeży Stanów Zjednoczonych już w styczniu 1942 roku. Ich pierwsze działania miały charakter rozpoznawczo-sondażowy, jednak bardzo szybko przerodziły się w pełnoskalową ofensywę. „Począwszy od osiemnastego stycznia, do końca miesiąca przeprowadzono osiem ataków, z których siedem było całkowicie skutecznych z niemieckiego punktu widzenia”. U-Booty operowały śmiało, często na powierzchni, wykorzystując światła nadbrzeżnych miast jako naturalne tło, na którym sylwetki statków handlowych były doskonale widoczne. Jak zapisano w raporcie: „Dotychczas operowały one z powierzchni przeciwko statkom handlowym albo przynajmniej wynurzały peryskopy przed otwarciem ognia”. Pierwsze miesiące kampanii okazały się dla aliantów katastrofalne. Styczeń i luty przyniosły dziesiątki zatopionych jednostek, a marzec stał się punktem kulminacyjnym strat. Statki płonęły niemal na oczach mieszkańców wybrzeża, a ratownicy często odnajdywali jedynie puste kamizelki ratunkowe i szczątki unoszące się na wodzie. Geografia i charakter ataków Pierwsze uderzenia niemieckiej kampanii koncentrowały się w rejonie przylądków, w szczególności w pobliżu Cape Hatteras, który szybko stał się głównym punktem ciężkości działań U-Bootów w Piątym Okręgu. „Ulubionym terenem łowieckim były wody u wybrzeży Cape Hatteras, gdzie zazwyczaj operowały dwa U-Booty, działające według starannie przygotowanego harmonogramu” – czytamy w dzienniku wojennym. Od godziny ósmej rano do czwartej po południu okręty te zalegały na szelfie kontynentalnym pomiędzy 34. a 36. równoleżnikiem, po czym w późnych godzinach popołudniowych rozpoczynały działania przeciwko szlakom żeglugowym. „Między godziną szesnastą a dwudziestą drugą atakowały wszelkie cele, które pojawiły się w ich zasięgu”. Lotnictwo wchodzi do gry – improwizacja zamiast doktryny Wobec dramatycznego niedoboru okrętów eskortowych dowództwo Piątego Okręgu zaczęło intensywnie wykorzystywać lotnictwo – zarówno marynarki wojennej, Coast Guard, jak i Army Air Forces. Samoloty patrolowe stały się „oczami” sił morskich, choć ich użycie było dalekie od ideału. „Dostępne siły nie są wystarczające, aby wyeliminować nieprzyjacielskie okręty podwodne z naszych wód przybrzeżnych” – stwierdzono w podsumowaniu miesiąca. Jedyną nadzieją było takie użycie dostępnych środków, by „ograniczyć straty do poziomu możliwego do zaakceptowania”. W tych realiach szczególną rolę odegrały amfibie Grumman J2F-5 Duck. Maszyny zaprojektowane pierwotnie do zadań łącznikowych, ratowniczych i obserwacyjnych zostały rzucone do działań bojowych z powodu zwykłej konieczności. Ich zaletą była długotrwałość lotu, dobra widoczność z kabiny oraz zdolność operowania blisko wybrzeża. Raporty z końca stycznia wskazują bardzo wyraźnie na ich wpływ operacyjny: „Między osiemnastym a dwudziestym piątym stycznia, gdy w Elizabeth City nie było żadnych samolotów, w promieniu pięćdziesięciu mil od Cape Hatteras zatopiono sześć statków. Dwudziestego piątego stycznia trzy samoloty J2F-5 rozpoczęły patrole. W ciągu pozostałych sześciu dni miesiąca nie zatopiono w tym rejonie ani jednego statku.” Czas ataków i rytm operacji Analiza czasowa niemieckich ataków pokazuje wyraźnie, że najbardziej niebezpiecznymi porami dnia były zmierzch i świt. Ataki w pełnym świetle dziennym miały znaczenie marginalne i świadczą o wyjątkowej pewności siebie U-Bootów w początkowej fazie kampanii. W miarę wzrostu aktywności alianckiego lotnictwa działania w południe stawały się coraz rzadsze. Dla lotnictwa patrolowego oznaczało to konieczność intensyfikacji lotów właśnie o świcie i pod wieczór – dokładnie w tych przedziałach czasowych, w których załogi J2F-5 oraz innych maszyn najczęściej napotykały cele. Znaczenie J2F-5 w tej kampanii Grumman J2F-5 nie był szybki ani silnie uzbrojony i nie projektowano go jako samolotu bojowego. W realiach początku 1942 roku stał się jednak ważnym elementem systemu obrony wybrzeża. Jak podsumowano w dzienniku wojennym: „Styczeń był jednocześnie lekcją słabości wynikającej z niedoboru sił, jak i demonstracją skuteczności właściwie użytych, nawet bardzo ograniczonych środków.” Dla modelarza J2F-5 z tego okresu nie jest więc jedynie efektowną amfibią, lecz symbolem improwizowanej, trudnej i kosztownej fazy wojny podwodnej na Atlantyku – momentu przejścia od chaosu i bezradności do stopniowo narastającej kontroli i skuteczności alianckiej obrony. Aktualizacja warsztatu – J2F-5 Duck Lukgraph 1/32 Muszę się przyznać, że logistyczne spięcie prowadzenia social mediów, relacji na forach, samej budowy kaczki, robienia zdjęć i pisania tekstów to momentami całkiem spore wyzwanie. Stąd pewna nieregularność w pojawianiu się wpisów, mimo że zdjęcia i materiały mam przygotowane na kilka postów do przodu. Czasami po prostu brakuje tej jednej godziny, żeby usiąść i spokojnie wrzucić posta. Myślę, że część z Was, która publikuje warsztaty i prowadzi relacje na forach, doskonale rozumie, ile to wszystko pochłania czasu i energii. Bywa, że zamiast spędzić cały wieczór na przygotowywaniu wpisu, wolę po prostu usiąść w pracowni i coś realnie podziałać przy modelu. Stąd pewne opóźnienia, choć prace cały czas posuwają się do przodu, małymi krokami i bez pośpiechu. W praktyce jesteśmy już sporo dalej, niż to, o czym dziś przeczytacie, ale żeby zachować ciągłość warsztatu, wracamy dokładnie do miejsca, w którym skończyliśmy ostatnim razem. Przyszedł w końcu moment na właściwe kolory i właściwy kamuflaż naszego głównego bohatera. Zastosowane barwy to klasyczne kolory lotnictwa marynarki Stanów Zjednoczonych z przełomu lat trzydziestych i czterdziestych oraz z początkowego okresu II wojny światowej. Górne powierzchnie pokryte są jednolitym odcieniem szaro niebieskim, natomiast spód pomalowany został kolorem jasnoszarym. Co istotne, farba używana na dolnych powierzchniach miała wyraźną tendencję do zmiany odcienia wraz z eksploatacją. Na zachowanych kolorowych fotografiach bardzo dobrze widać, że z czasem intensywność i nasycenie składowej niebieskiej wyraźnie spadały, przesuwając całość w stronę bardziej neutralnej szarości. Zanim jednak przejdę dalej do samego warsztatu, chcę wyraźnie zaznaczyć kilka założeń, które przyświecały mi podczas budowy tego modelu. Dysponuję tylko jedną fotografią opisaną jako samolot lądujący w stacji lotniczej Elizabeth City. Oczywiście sam podpis nie daje stuprocentowej pewności, że zdjęcie faktycznie wykonano w tym miejscu, ale zakładając, że tak było, jest to jedyna znana mi fotografia kaczki z tej lokalizacji. Nie mamy żadnej dokumentacji pokazującej realny stan techniczny tych samolotów ani tego, jak wyglądały po wyjątkowo intensywnym okresie służby w 1942 roku. W związku z tym całe założenie malowania, stopnia zużycia, weatheringu, a także późniejszego charakteru podstawki opiera się na analizie dokumentów archiwalnych i historii działań tych samolotów w tym konkretnym czasie i miejscu. Na ich podstawie buduję całą narrację i kontekst, w którym funkcjonowały kaczki na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Początek 1942 roku to dla Amerykanów okres chronicznego braku samolotów. Paradoksalnie największe mocarstwo świata, produkujące ogromne ilości sprzętu, przez wiele miesięcy nie było w stanie skutecznie zabezpieczyć własnego wschodniego wybrzeża przed zagrożeniem ze strony U Bootów. Na wyspecjalizowane jednostki zwalczania okrętów podwodnych czekano bardzo długo, a w tym czasie, ale również i później, ogromną część zadań patrolowych przejęły właśnie kaczki. Choć lotnictwo amerykańskiej marynarki słynie z zadbanych maszyn, moim podstawowym założeniem było przyjęcie, że w tej konkretnej sytuacji samoloty te nie były oszczędzane. Nie było czasu na szczególną pielęgnację. Stacja lotnicza w Elizabeth City była miejscem dość surowym i odludnym. Samoloty latały niemal codziennie, często po wiele godzin. Wielokrotnie lądowały na otwartym Atlantyku, podejmując rozbitków, zbierając szczątki i prowadząc identyfikację wraków zatopionych jednostek. Długotrwałe loty w trudnych warunkach zimy, wiosny i lata 1942 roku są dla mnie punktem wyjścia do budowania charakteru powierzchni i koloru. Bazowe kolory, zgodnie z sugestią Tomka Gronczewskiego, postanowiłem dobrać z palety MRP. To moja pierwsza poważna styczność z tymi farbami, nie licząc elementów wnętrza i kokpitu malowanych wcześniej kolorem Light Grey. Sama farba robi kapitalne wrażenie, choć osobiście nie do końca odpowiada mi fakt, że jest już w dużym stopniu przygotowana do użycia. Wolę samodzielnie rozcieńczać farby i kontrolować ich gęstość w zależności od etapu pracy. Mimo to MRP kładzie się znakomicie i daje bardzo dużą kontrolę nad powierzchnią. Dodatkowo w tym etapie do gry wszedł nowy aerograf, który kupiłem sobie półtora roku temu na urodziny i który do tej pory przeleżał w szafce. Uznałem, że to idealny moment, żeby w końcu go użyć i muszę przyznać, że samo malowanie było czystą przyjemnością. Cała idea pracy nad powierzchnią jest prosta. Warstwy, warstwy i jeszcze raz warstwy. Przenikające się tonacje, różnice kolorystyczne i transparentne przejścia, które finalnie budują złożoną i niejednorodną strukturę. Na zdjęciach widać tylko niewielki fragment wszystkich etapów, które składają się na końcowy efekt. Na bazie koloru szaro niebieskiego i jasnoszarego tworzyłem kilka wariantów tonalnych, nakładając je rotacyjnie i celowo nie zakrywając wszystkich wcześniejszych odprysków i śladów. Część z nich została zamaskowana, a część świadomie zamalowana, aby uzyskać bardziej zróżnicowaną i wiarygodną powierzchnię zużytego samolotu. Uprzedzając przyszłe pytania i sugestie dotyczące tego, że powierzchnia nie może być zardzewiała, bo samolot jest aluminiowy, chciałbym od razu zaznaczyć jedną rzecz. Nie tylko rdza przyjmuje brązowe czy rdzawe odcienie. Tego typu kolory pojawiają się również jako efekt zabrudzeń, smarów, zacieków, osadów organicznych czy działania środowiska morskiego. Przede mną jest jeszcze wiele kolejnych warstw, w tym oznaczenia, prace z użyciem soli, olejów i lakierów. Każda następna warstwa będzie częściowo tłumić wcześniejsze efekty, dlatego celowo pewne rzeczy na tym etapie są przerysowane, żeby nie zniknęły w dalszym toku prac. Większość zachowanych fotografii kaczek przedstawia egzemplarze przedwojenne albo maszyny, które nie przeszły jeszcze bardzo intensywnej eksploatacji. Dlatego jako punkt odniesienia do budowania charakterystycznych zjawisk na powierzchni kadłuba posłużyły mi inne morskie samoloty US Navy, takie jak Kingfishery, Dauntlessy czy Wildcaty we wczesnych malowaniach. Zależało mi przede wszystkim na uzyskaniu efektu przebarwień wynikających z długotrwałego kontaktu z solą morską, silnym słońcem i ciężką służbą. To tyle na dziś, do następnego. Łukasz 6 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
shadowmare Napisano Niedziela o 11:20 Share Napisano Niedziela o 11:20 Modulacja niebieskiego pięknie ale liczę tak jak napisałeś, że przytłumisz efekty brudów. 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
barszczo Napisano Niedziela o 12:53 Share Napisano Niedziela o 12:53 Ciekawe jak to wyjdzie po kolejnych zabiegach, na razie całość mocno daje po oczach. 1 godzinę temu, Boch napisał: Bazowe kolory, zgodnie z sugestią Tomka Gronczewskiego, postanowiłem dobrać z palety MRP. To moja pierwsza poważna styczność z tymi farbami, nie licząc elementów wnętrza i kokpitu malowanych wcześniej kolorem Light Grey. Sama farba robi kapitalne wrażenie, choć osobiście nie do końca odpowiada mi fakt, że jest już w dużym stopniu przygotowana do użycia. Wolę samodzielnie rozcieńczać farby i kontrolować ich gęstość w zależności od etapu pracy. Mimo to MRP kładzie się znakomicie i daje bardzo dużą kontrolę nad powierzchnią. Kolejny trafiony przez MRP . Ale to są naprawdę świetne farby . Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
lord_karton Napisano Niedziela o 13:52 Share Napisano Niedziela o 13:52 (edytowane) Wycofuję pytanie na podświadomą prośbę Celebryty modelarstwa. Edytowane Niedziela o 19:32 przez lord_karton 1 Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
TM48 Napisano Niedziela o 13:55 Share Napisano Niedziela o 13:55 1 minutę temu, lord_karton napisał: A skąd się wziął pomysł na zardzewiałe płótno na skrzydłach? Zaznacz strzałkami gdzie widzisz rdzę na skrzydłach bo tracę czas na znalezienie i nic z tego mi nie wychodzi. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano Niedziela o 14:43 Autor Share Napisano Niedziela o 14:43 (edytowane) 52 minuty temu, lord_karton napisał: A skąd się wziął pomysł na zardzewiałe płótno na skrzydłach? Nie chcę mi się nawet ci odpowiadać, skoro nie jesteś w stanie przeczytać dwudziestu zdań, tylko komentujesz i piszesz bzdury. Edytowane Niedziela o 14:45 przez Boch Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Boch Napisano Niedziela o 14:46 Autor Share Napisano Niedziela o 14:46 1 godzinę temu, barszczo napisał: Ciekawe jak to wyjdzie po kolejnych zabiegach, na razie całość mocno daje po oczach. Kolejny trafiony przez MRP . Ale to są naprawdę świetne farby . Niebawem zobaczysz, to połowa mniej więcej etapu, więc cała litania pozostałych warstw będzie dusić stopniowo wszystko. Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.