Muszę zacząć od tego, że póki co to geometria rządzi mną, a nie na odwrót. Jestem szczęśliwy gdy uda mi się złożyć wszystko do kupy, wygląd ma drugorzędne znaczenie. Na szczęście Eduard ma w miarę dobrze dopasowane części więc katastrofy nie ma. W Albatrosie przykleiłem wsporniki do górnego płata. Na kadłub położyłem odpowiedniej grubości gąbkę, na to górny płat dla jakiejś tam stabilności. Po kolei przykleiłem wsporniki do kadłuba. Położyłem samolot na grzbiecie i na sucho dopasowałem położenie dolnych płatów. Gdy stwierdziłem, że dobrze będą pasować odwróciłem model i przykleiłem wsporniki łączące górny płat z dolnym. Nie używałem żadnego statywu, zrobiłem tak poprzedniego razu ale wtedy było mi trudniej. Używam zwykłego CA Pattexa, średnia gęstość bo już jest trochę otwarty. Moim zdaniem ma to znaczenie przy klejeniu naciągów, wtedy dobrze sprawdza się rzadki klej, nie zostawia kropli w miejscach łączenia. Nie używam aktywatora, brak mi na niego ręki. Nie usuwam farby, miejsca łączenia są zwykle nie pomalowane lub tylko lekko pociągnięte farbą. Staram się nakładać klej precyzyjnie, cienkim drucikiem, podobno sprawdzają się w tej roli igły do czyszczenia drukarek. O naciągach gdzieś już pisałem, zajrzyj może do warsztatu pierwszego Albatrosa.
Coś nie poszło z tym cytatem...
P.S. Kilka słów o naciągach jest tu:
Pomyślałem też, że dobrze byłoby nieco rozjaśnić farbę bazową do malowania skrzydeł. Ostateczny efekt jest obecnie, jak na mój gust, trochę za ciemny poprzez całą później kladzioną chemię.