Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 381
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Tak się złożyło, że przez dwa lata konkurencja trzaskała meble bazując na moich projektach i wysypała się tylko dlatego, że zdarzyło mi się rąbnąć w wymiarach i konkurencja po pijaku się wyżaliła z tej okazji. Wciąż twierdzę, że to nie prawo jest remedium na takie sytuacje. Dawno już przekonałem się, że shit happens i że shit jest ogarnialny bo zdarza się w określonym, ogarnialnym procencie. I ten shit ma przeróżny wizerunek - tu kradzież własności niematerialnej jest tylko częścią. Zasadniczo wyznacznikiem jest ludzka przyzwoitość, która w wystarczającej większości jest zupełnie OK. Jestem przekonany, jak Spiton, że regulowanie prawne problemu rodzi daleko więcej szkody niż pożytku. Kasa, za powtórzenie projektu to nie jest kamień milowy naszej cywilizacji, tylko kamień u szyi. Ale wyjaśnienie tego to dłuższa rozmowa , bo rzecz jest istotnie złożona i wielowarstwowa. Nie miałbym żadnych oporów przed przyjęciem ekstra kasy za friko, co nie znaczy, że uważam, iż system rozdający kasę za friko jest właściwy. Dlaczego ktoś, kto chciałby przebudować coś co ja wymyśliłem miałby mi płacić nie rozumiem kompletnie. Miałby mi płacić za to, że wg niego wymyśliłem źle? Przecież to absurd! A zgodnie z obowiązującym prawem tak właśnie się dzieje. Raz płacisz za niedoskonały pomysł (tu nie ma zastrzeżeń - wolny wybór), a później drugi raz za prawo do jego poprawy (dlaczego u diabła?). Solo, od początku nie musisz, ale ja wciąż chętnie posłucham.
  2. Nie musisz, ale możesz, a ja chętnie posłucham, bo zaryzykuję twierdzenie, że piszesz co ci się wydaje, a nie co wiesz. Być może jednak jesteś tą jedną osobą, która nie tylko zna status prawnych spraw omawianej spółki, ale jeszcze potrafi wyłuszczyć ten sztuczny i ogólnie szkodliwy twór prawny jakim jest wspomniane przez Ciebie prawo.
  3. Na niemieckich konstrukcjach się zupełnie nie znam, ale nie wiedzę za bardzo przyczyn dlaczego akurat w tym jednym aspekcie silniki miałyby być gorsze od alianckich. Zwłaszcza, że bez większego wysiłku można znaleźć foty samolotów z różnymi Merlinami i warkoczem okopceń elegancko ciągnącym się poza kabinę. Okopcenia to głównie wynik długotrwałości i intensywności lotu, no i oczywiście tego w którym momencie zrobiono zdjęcie, bo samoloty jednak czasem czyszczono.
  4. Raczej nie. Ale zanim bombę wyposażono, podwieszono i uzbrojono (nie zawsze w tej kolejności, niestety) była okrutnie nieporęcznym, upiornie ciężkim, stalowym klocem, który przewalano wiele razy z miejsca na miejsce zupełnie bez szacunku. Także dlatego, że była raczej jednorazowa, a jej koniec był raczej oczywisty.
  5. No, poprzyczepiałby się człowiek, ale co to za frajda, jak autor nie słucha i nie cierpi? ;) Marek, wg mnie jest tak, że statecznik i skrzydło są takie same. Jeżeli przyjmiesz, że statecznik jest niemalowany to skrzydło też. i odwrotnie. Myślę, że przy stateczniku NMF ten czarny pas jednak bardziej by kontrastował. Chyba.
  6. Niestety, ta transparentna zieleń stoi trochę w sprzeczności z nieprześwitującymi czarnymi pasami na górze. Spód jest nie do ogarnięcia. Tu będzie o tyle łatwiej, że nie ma chyba jakiejś bardzo zakorzenionej wersji w świadomości ludzkiej. Może być pełna zebra, może być tylko na pokrywach podwozia, a może i nie być wcale. Pierwsza i ostatnia wersja niemal na pewno występowała w którymś momencie na tym samolocie. Środkowa do wypatrzenia na zdjęciach, o ile ma się taka wolę. Czarny pas był wykorzystywany jako element D-Day Stripes. Rzecz charakterystyczna dla 20th FG i widoczna na zdjęciu GG/J. Statecznik spokojnie mógł być niemalowany. Nie znam dość dobrych zdjęć by stwierdzić na pewno, ale dwa sugerujące taką wersję owszem. Jak się dobrze przyjrzeć, to nawet zieleń na skrzydłach nie jest pewna. Pisałem o tym wiele razy: kiedy po solidnym wpatrywaniu się w zdjęcia przekonam się do jakiegoś wariantu, robię sobie sztuczne założenie, że chcę zobaczyć na nich wariant odrzucony i wpatruję się ponownie. W większości przypadków bez problemu dostrzegam i ten odrzucony .
  7. IFF MkIII wprowadzono na początku marca 1943. Wprawdzie dla wszystkich Mk, ale jednak z dość oczywistym priorytetem dla Europy. Na MTO z IFF jest dużo trudniej co np, bardzo dobrze widać w lotnictwie amerykańskim. Pamiętajmy, że MkIII zastępował MkII, ale tego drugiego nie wycofano do końca wojny. Wiadomo, że część Spitfire dostarczano na Maltę w odciążonej wersji bez balastów i IFF. Były takie zamierzenia także dla Desert Air Force. Jest takie pismo z czerwca 1943 instruujące jak przywrócić IFF na Spitfire. Pismo zawiera m.in. uwagi o rogowych wyważeniach sterów, co może oznaczać, że dotyczy także MkIX. To może sugerować brak IFF w Afryce np. na samolotach PFT. Z drugiej strony są zdjęcia MkV z rejonu (kwiecień) z widocznym IFF MkII co dowodzi, że nie było to powszechne. EN459 (ZX-1) z całą pewnością ma port anteny IFF MkII. Ale mógł mieć tylko port. Co prawda samolot bez radia powinien teoretycznie mieć taki port zalepiony łatką, ale to teoretycznie. Niestety kłębiący się przy samolocie tłumek niewiele dowodzi. Linki mogły być odczepiane do serwisu i w ogóle mało prawdopodobne jest by IFF stale przechowywano w samolocie.
  8. No, to teraz powiedz Marku, jak podejdziesz do tematu zebry na pokrywach podwozia .
  9. Trzeba oddać Markowi, że i tak porobił sporo niewygodnych poprawek, na które większość modelarzy zapewne machnęłaby ręką, czym zresztą zrobił na mnie duże wrażenie. Takimi rzeczami, jak przebieg kamuflażu nie nie miałem nawet już serca go męczyć . Podkreślę raz jeszcze, że biały przód Glengary Guy nijak nie może być traktowany jako błąd. Robiąc kalkomanie komercyjnie można ewentualnie zaproponować dwie wersje, ale w niektórych przypadkach pewnie tych wersji trzeba by robić stado. Budując model trzeba wybrać jeden wariant. Mnie samemu w modelu czasem zdarza się wybrać wersję, co do której mam sporo wątpliwości, ale wiem, że scenariusz jest jednak prawdopodobny, a wybrany wariant przedstawia interesującą historię. Z przyjemnością pomogę, o ile będę potrafił. Ta rzekoma wiedza okaże się pewnie nie tak bardzo godna zazdrości gdy wyjdzie na jaw, że potrafię coś powiedzieć jedynie o kilku typach samolotów. Ale w tej sferze - zapraszam. Bardzo popieram wersję modelarstwa bazującą na odzwierciedlaniu rzeczywistości.
  10. Chyba z dziewięćdziesiąt procent kolorowych zdjęć z okresu jest bardzo niedoskonałych z oczywistymi przekłamaniami. W sensie, że wiadomo, że są, ale niekoniecznie już wiadomo co oznaczają. To automatycznie prowadzi do niejednoznacznych interpretacji. Znam dwie kolorowe fotki HJGB, ale tylko na jednej widać nos. Poza tym cztery kolorowe z 20th FG z widocznym nosem w tym wczesnym malowaniu i na wszystkich nos jest mniej lub bardziej żółtawy. Na dwóch z nich jest Glengary Guy. Co ciekawe te zażółcenia mają zupełnie inne zabarwienie niż inne białe elementy na samolocie, jak gwiazda USAAF czy napisy na tabliczce obsługi. Na przełomie zimy i wiosny 1944 w 8AF ruszył proces odchodzenia od wzoru malowania 'biały nos'. W tym czasie 20th FG zaczęła malować przody swoich Lightningów na żółto. 'Przody' to umowne określenie przedniej części kadłubów z silnikami na potrzeby tej rozmowy - na nosie gondoli z kabiną pilota wykonywano imitację Droop Snoot). Proces odbywał się stopniowo, ale gdy miesiąc po inwazji rozpoczęło się przezbrojenie na P-51 obowiązującym wyróżnikiem grupy był żółty kolor kołpaka i części kadłuba za nim. Tu rodzi się pytanie, czy możliwe jest, że w początkowym okresie zmiany sprzętu przynajmniej na niektórych samolotach powtórzono aktualnie obowiązujący kolor? Kiedy później zmieniano oznaczenia na klawiaturę wykorzystywano biały pas jako pierwszy biały 'klawisz'. Jak widać na zdjęciach pas ten wciąż mógł obejmować cały nos samolotu, również w części pod klawiaturą. Czy usunięcie dolnej części pasa pod klawiaturą na Glengary Guy może sugerować, że pas ten był żółty i kłócił się z prezentacją Mustanga? Pamiętajmy, że jedność oznaczeń w jednostce lotniczej USAAF to tylko założenie. A już na pewno w 20th FG, która pod względem chaosu w tym temacie chyba przodowała w całym amerykańskim lotnictwie. Lightningi latały jednocześnie z przodami białymi, żółtymi i w ogóle bez dodatkowego koloru. I jeszcze z kołpakami NMF na dokładkę. Klawiatury występowały czarnobiałe i czarno srebrne. Pierwszy klawisz obejmował cały przód samolotu, albo zamykał się w obrysie klawiatury. Przód kołpaka bywał biały albo NMF i to wcale nie musiało iść w zgodzie z wersją klawiatury. Jest taka dość znana fotka z dwoma kluczami z 77FS gdzie nie ma dwóch identycznych Mustangów. I dotyczy to także oficjalnych, regulaminowych oznaczeń rejonu działań, narzuconych rozkazami z góry, nie oddolnej inicjatywy grupy. Kamuflaże, stery, lotki, stateczniki, pasy - pełna mozaika! Czy w tym nieustającym kolorystycznym bardaku akurat krótki okres malowania jak w Glengary Guy wyróżniał się żelazną konsekwencją w realizacji jednej wersji? W temacie podpisu pod zdjęciem w książce. Jeżeli trzeba się na czymś oprzeć, to trzeba i faktycznie nie ma na to lekarstwa. Ale podpis pod zdjęciem bez podania źródła informacji (przekonującego oczywiście) jest najwyżej przesłanką. Dla kontrastu podam, że w książce Rona MacCaya o 20th FG Glengary Guy przedstawiony jest z żółtym nosem. W dodatku wspomniane wcześniej zdjęcie Webba przy nosie MC-Z jest kolorystycznie zgodne z tym co widzę na swojej kopii w komputerze. A w przypadku książki można mieć nadzieję, że wydawca starał się by druk pokazał to co przedstawia oryginał. Oczywiście ten żółty Jackie z książki MacCaya nic nie oznacza. Na pewno nic ponad ów podpis pod zdjęciem. Jeżeli ktoś po lekturze tego tekstu chciałby dojść do wniosku, że Glengary Guy/Jackie miał żółty nos, to śpieszę z informacją, że bez najmniejszego trudu można napisać co najmniej taki sam tekst poddający w wątpliwość wszystkie zawarte tu sugestie. Jedyne co chciałem osiągnąć, to pokazać, że to nie są jednoznaczne sprawy. Modelarsko, z mojego punktu widzenia, jeżeli autor zdając sobie sprawę z okoliczności zinterpretuje wątpliwości w określony sposób, to trudno jest jednoznacznie mówić o błędzie. Ale to już prywata z mojej strony. Sam szczęśliwie nigdy nie stanąłem wobec konieczności rozstrzygnięcia tego konkretnego dylematu, ale w modelarstwie związanym z historycznymi samolotami zawsze są takie wątpliwości na różnych etapach budowy modelu. Taka branża. Na koniec, żeby było weselej, dodam, że podobne wątpliwości można wysnuć co do malowania górnych powierzchni skrzydeł MC-Z. Przynajmniej, o ile nie dysponuje się lepszymi kopiami zdjęć niż ja . Przyjmuje się, że słowo Squadron, jako jednostkę brytyjskiego i amerykańskiego lotnictwa wojskowego tłumaczy się na dywizjon. Nomenklatura - wiadomo o co chodzi. Po prostu zabrzmiało to ekstrawagancko . Zniechęconych brakiem linków informuję, że choć niewątpliwie wszystko jest w internecie, to ja akurat niekoniecznie wiem gdzie.
  11. Mogę prywatnie, mogę publicznie, jak wolisz . Nie licz tylko na sensację, bo ja wciąż nie wiem, czy były takie wyjątki. Ale na początek poproszę o pomoc. Skąd wiadomo, że fotka MC-Z jest kolorowana? Fotografia jest mi dość obcą dziedziną i nie czuję się tu mocny. A rzecz jest o tyle istotna, że praktycznie wszystkie znane mi fotki w kolorze z mustangami 20th FG wyglądają bardzo podobnie do tego Webba, z HJGB włącznie i na oko robią wrażenie równie kolorowanych. Lub nie, bo zdjęcia wyglądają dużo lepiej niż typowe ordynarne koloryzacje. W dodatku często jest tak, że jeśli fotka jest kolorowana, to powszechnie znany jest też jej czarno biały oryginał. To oczywiście nie oznacza, że taka sytuacje definiuje fotkę jako sztuczną - znane są przypadki potwierdzonych kolorowych zdjęć, gdzie wersja czarno biała jest popularniejsza. Tu jednak chodzi o zupełny brak czarno białych wersji wszystkich kolorowych zdjęć grupy. Ale jako się rzekło, te rzeczy budzą tylko moje wątpliwości, a sam nie czuję się na siłach rozstrzygnąć kwestii. Szwadron..., ho,ho! ;)
  12. Nie znam dowodów na to, że cała formacja była czarno biała. Są dowody, że formacja była czarno biała. Wg mnie to istotna różnica. Są zdjęcia, opracowania i jest historia jednostki sugerujące, że mogły pojawić się żółte wyjątki. Nie oceniam jak istotne są to przesłanki. Mnie nie przeszkadza, że można długo, skoro można też cywilizowanie i interesująco. Ale oczywiście uznaję odmienność poglądów także w tej sprawie.
  13. Ja oczywiście też nie znalazłem dowodu na żółte malowanie Glengary Guy/Jackie. Ale też pytałem o dowód na to jak malowany był ten samolot. Powyższa wypowiedź, z mojego punktu widzenia, nie wnosi nic nowego w temacie i na pewno nie przedstawia dowodu. To są jedynie poszlaki. Czy silne, czy wystarczające? Z zasady staram się powstrzymywać się od takich sugestii. Autor modelu sam oceni wagę poszlak i wątpliwości, a te w przypadku tego Mustanga jak najbardziej występują. Podkreślam, że ja nie wiem na pewno jak malowano MC-Z. I na pewno nie piszę z intencją wejścia w konflikt. Na serio bardzo zainteresowało mnie, że faktycznie istnieją dowody na to malowanie, ale jak widać słowo to może mieć szersze znaczenie niż powszechnie się to przyjmuje ;). Im dłużej zagłębiam się w te nasze tematy, tym częściej zaczynam zdania od słów typu 'być może', niestety. To zdanie nie budzi już wg mnie żadnych kontrowersji, ale przyznasz, mam nadzieję, że 'dla mnie błędne' ma trochę inny wydźwięk niż 'są liczne dowody'.
  14. Tym niemniej przydałby się ten dowód na kolorystykę. Niekoniecznie sporo, z definicji słowa dowód wynika, że wystarczy jeden. Ja na pewno jestem zaintrygowany.
  15. Więc tak - faktycznie jakiś czas temu tylko nadmieniłeś że przerabiałeś wnęki, ale Twój zapis nie tylko mi to uświadomił co skłonił do poszukania rozwiązania - oczywiście przymiarki pokazały żę lufy (odlane ze skrzydłem) nie są w osi co z początku tylko umacniało mnie w przekonaniu że trzeba wnęki przerobić, ale za nim się za to zabrałem upewniłem się czy ktoś ich nie produkuje i tutaj wyobraźcie sobie dało się we znaki kilkugodzinne wąchanie kleju i zamawianie późnym wieczorem nie tanich rzeczy; komory znalazłem i zamówiłem a nawet zapłaciłem z góry tylko nie zauważyłem że są do skali 1:32 ale za to mam jakiś wzorzec do przeróbki - i teraz pytanie greatgonzo czy faktycznie ich nie trzeba przerabiać (jak widać dla moich jest już za późno ) czy Aires popełnił jakiś błąd - tutaj zaznaczę że wnęki dedykowane są do wersji B i C; a tu fotografia porównawcza wersja D wersja B i C Tu musisz wybrać, czy chcesz mieć tylko efektowny model, czy także zgodny z oryginałem. Wszystkie samoloty, które umownie nazywamy Mustangami miały trójdzielne komory uzbrojenia. W A/B/C montowano po dwa Browningi na wnękę umieszczając je w dwóch wewnętrznych przedziałach komory, która zawsze w swej przedniej ściance miała trzy otwory. Oznacza to, że wyloty luf w krawędzi natarcia skrzydła muszą też być zsunięte do wewnątrz, by odpowiadały umiejscowieniu broni. Producenci modeli umieszczają te wyloty symetrycznie względem wnęki, co stoi w sprzeczności z konstrukcją oryginału. W rezultacie taka wnęka jak pokazujesz na drugim zdjęciu zgra się ze skrzydłem modelu, ale jest kompletną fikcją. Wnęka od D wymagać będzie drobnych przeróbek (wyrzut łusek, elektryka, ożebrowanie - tu zeszlifowanie oryginalnych żeberek może być naturalną czynnością), ale będzie jak prawdziwa, tyle, że konieczne będzie przerobienie umiejscowienia wylotów blast tubes w krawędzi natarcia skrzydła. 3. Malowanie silnika Rollce-Royce Merlin w sieci znalazłem kilkadziesiąt zdjęć tego zacnego motoru w przeróżnej kolorystyce; także zachęcam do udzielania mi porad na temat jak go wymalować, choć raczej w kwestii upewnienia się ponieważ w Walkaround który posiadam jest jedno zdjęcie(czarno białe) na którym można ustalić że pokrywy zaworów były czarne - resztę może stanowić żeliwo według moich ustaleń najbardziej prawdopodobna postać w jakiej trafiał do maszyny i po przejściach Producentem tego silnika był Packard, nie RR. Tylko takie silniki w nierestaurowanym stanie mogą być dla Ciebie punktem odniesienia. Pakard malował swoje motory w całości na czarno. Łacznie ze sprężarką, reduktorem itd. Odmienne kolorystycznie mogły być tylko drobne elementy, przewody, zaciski itp. Tak też wyglądały silniki zamontowane w Mustangach. Żeliwo? Wykluczone! 4. Ostatnia kwestia to malowanie albo Horbaczewski dywizjon 315 PKoG FB387 albo PKoF FB145 również 315 - także tutaj m czekam na sugestie co do fotela Szczerze mówiąc ten fotelik z poprzedniej strony to jakiś taki niepodobny do niczego. Mam wrażenie, że ma odzwierciedlać metalowy Shick Johnson. Niestety, tego fotela nie montowano w żadnym z dwóch wymienionych przez Ciebie P-51. Istnieją pewne kontrowersje co do foteli montowanych we wczesnych P-51C-1 (FB145). Katalog części podaje drewnianą wersję fotelu Schick Johnson, ale bazując na cotygodniowym biuletynie NAA z epoki przyjmuje się, że wszystkie garbate z Dallas wyposażano w fotel Warren McArthur. Ze względu na powszechnie znaną inercję w publikacjach takich dokumentów jak manuale itp. biuletyn wydaje się być lepszym źródłem. Tym niemniej: FB 145 (C-1) - Być może drewniany SJ, ale raczej WMA FB 387 (C-5) - WMA Zdjęcia wszystkiego o czym piszę są dość powszechnie dostępne, ale jakby coś trzeba było to naturalnie mam
  16. Oj, mogłem Ci namieszać którymś mailem. Przepraszam, jeśli tak. Sama konstrukcja wnęk jest OK. Ale nie zgrywa sie to ze skrzydłem. Kmy w pierwszych dwóch komorach nie zgraja sie z wylotami w skrzydłach. To skrzydła trzeba przerabiać, nie komory. Jakie wątpliwości z tym Packardem? Jeżeli Twój Mustang latał ze zbiornikiem w kadłubie, to sterownik i detonator IFF na prawej burcie są zbędne. Aha, gdzieś na wcześniejszych zdjęciach był fotel pilota niewłaściwy dla tego samolotu. O właściwym można dywagowac znając konkretny samolot.
  17. http://rowery.zbooy.pl/ciskal.html
  18. Słuchaj, jeśli potrzebujesz zakląć rzeczywistość to nawet nie musisz szukać zdjęć. Efekt może i jest ciekawy, ale przedstawia wyłącznie oderwany taśmą lakier. Zdjęcie o takiej jakości na serio trudno brać za źródło do wykonania śladów eksploatacji. Oprócz tego, że na fotce jest coś co wygląda jak zerwany lakier, to wypadałoby sobie odpowiedzieć na pytanie, co to jest i czy uzyskany na modelu efekt temu czemuś odpowiada. A na tej fotce to nawet nie wiadomo, czy to coś to w ogóle dzieje się na samolocie. Jeżeli nie masz schodka, to stosunkowo niedrogo odzyskasz utracony efekt. W innym razie pozostanie Ci biegać za ludźmi z odbitką zdjęcia i tłumaczyć, że to nie lakier zlazł z taśmą, tylko to zamierzony efekt. To raczej słabo działa. Ale jeżeli zgodność z rzeczywistością znaczenia dla Ciebie nie ma, to pewnie 'ciekawy efekt' wystarczy.
  19. Na razie masz efekt lakieru odpryśniętego od bazy. Być może różny i zabiegami malarskimi uda się to zmienić ( o ile odpryśnięty lakier nie pozostawi schodka, bo wtedy kaplica), ale jaki efekt występujący na realnym samolocie powstanie na końcu, to już zupełnie nie wiem. W każdym razie lepiej najpierw określić ten efekt docelowy i do niego dążyć, niż liczyć na fuksa. Moim zdaniem. I jeszcze moim zdaniem - powierzchnia jest do miejscowego przeszlifowania i korekty malarskiej zgodnie z zamierzonym uprzednio celem.
  20. Tyle, że rodzaj budowy który tu przedstawiasz dla jednego będzie funem, a dla drugiego udręką, przy której kopanie rowów zaczyna nęcić. I przecież nie ma tu nic do rzeczy OOB. Jeżeli modelarz chce popełnić kilkuletnią budowę, przepełnioną scratchem, ale przedstawiającą obiekt w niemożliwej konfiguracji technicznej, czy nierealnym malowaniu, to nie ma żadnego powodu by mu tego bronić. Może istotniejsze jest, czy w sytuacji, gdy autor nie wspomina o swoich intencjach, a jednocześnie nieprawdziwie wypowiada się o rzeczywistych obiektach niegrzecznie jest zwrócić na to uwagę? W innym wątku forumowicz napisał, że z zasady stara się ograniczać wypowiedzi do odpowiedzi na konkretne pytania i raczej gdy wątek nie obfituje w pomagierów służących wiedzą. Chyba, że stopień skoszenia informacji jest nadmierny, wtedy ewentualnie w celu korekty. Dla mnie to była bardzo bliska wypowiedź. Elegancko, ale czy takie realia to zysk, czy strata dla modelarskiej społeczności?
  21. Dla mnie taki dyskomfort nie istnieje, ale to kwestia mojego podejścia i jestem przekonany, że ogólnie patrząc masz rację. Tyle, że oddzielne wątki to rzecz moderacji, bo chyba nie o to chodzi, żeby JSJ nie odzywał się w wątkach warsztatowych. Takie klimaty zawsze generują się w konkretnych wątkach. A specjalne topiki merytoryczne albo się nie zawiązują, albo zamieniają się w tasiemcowe wątki z tematami powtarzającymi się co trzy strony. Motyw chaosu przypisany jest forom i ewentualnie zamknięte i przypięte artykuły mogą stanowić element uporządkowania. Ale mnie bez różnicy.
  22. Zastanawia mnie czasem, dlaczego kilka słów o Spitfire'ach okraszonych dodatkiem, że w kwestii modelu autor sam decyduje co jest dla niego ważne, jest wystarczającym powodem do zapoznania się z pouczeniem jak powinienem bawić się w modelarstwo. Akurat tu podchodzę na maksymalnie możliwym spięciu w każdym aspekcie tematu i luz jest ostatnią potrzebną mi rzeczą do zabawy. Ale na ogół 'hej człowieku, ludzie, więcej luzu' to pozytywne hasło, a 'jak nie chcesz się spinać to nie musisz' okazuje się być wpychaniem się z butami w czyjeś prywatne życie. Ciekawe. Ocena znaczenia błędów modelu pozostaje sprawą autora, ale nie zmienia to faktu, że twierdzenie, iż model przedstawia MkIIa mija się z rzeczywistością. To tak kontynuując temat Spitfire'ów. Dwójki prezentowały się trochę inaczej. A czy to ważne? Dla mnie, w moim ewentualnym modelu bardzo! Ale nie zamierzam komuś tłumaczyć, że i on powinien się spiąć.
  23. Mnie zainteresowała dyskusja. Może warto zauważyć, że kolega JSJ odpowiedział bardzo precyzyjnie na pytanie o źródła. Może nie natychmiast, ale przynajmniej gdzieś w połowie dyskusji wszystko było jasne. Wspominam o tym, bo naturalnym i często spotykanym odruchem ludzi dopiero rozpędzających się w temacie jest poszukiwanie publikacji, które załatwią sprawę. Niestety, raczej tak się nie da.
  24. Tylko dla uściślenia/rozwinięcia skrótu myślowego. Litera oznacza konstrukcję płata i nie zawsze jednoznacznie określa uzbrojenie, co zresztą właśnie z tej konstrukcji wynika. Czasem stosowana też jest zwyczajowo, choć w epoce nikt czegoś takiego nie używał.
  25. To czy błąd jest wielki to sam sobie oceniasz, ale płat jest b jak byk i jeszcze serial na pierwszym planie. Tu nie ma najmniejszych wątpliwości. A Twój to Ia i to tak skonfigurowany, że może ewentualnie pasować gdzieś do 1939 roku. Różnic między wersjami było więcej, ale faktycznie silnik decydował. Z tym, że jedynki produkowano także w Yeovil. W ogóle Westland wyprodukował mnóstwo Spitfire i Seafire.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.