Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 381
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. greatgonzo

    F4U-7 -> F4U-4, Hasegawa 1:48

    Nic nie wiem o tych zestawach, toteż trudno powiedzieć co producenci porobili. Ale powinni tak: U-7 to w zasadzie AU-1 z QEC od U-4. Zatem: U-7 metalowe pokrycie skrzydeł/ U-4 płócienne panele. U-7 brak chłodnic olejowych w nasadzie skrzydeł/ U-4 są. U-7 podwyższenie kadłuba owiewką za fotelem pilota i odpowiednia limuzyna/ U-4 płaski grzbiet i odpowiednia limuzyna. Przy czym późne U-4B i przynajmniej niektóre U-4B przerobione na wersję P dostały już grzbiet kadłuba i limuzynę w późniejszej wersji jak U-5, czy AU-1 i U-7 właśnie. U-7 stopień wysuwany z kadłuba/ U-4 stopień - dziura w klapie (we wczesnych egzemplarzach stopień mógł być zasłonięty klapką na sprężynie). U-7 lite podłużne pylony do HVAR/ U-4 pylony do HVAR dwuczęściowe.
  2. To jest dość oczywiste, ale mnie chodziło o stopień powiązania poszczególnych specjalności z konkretnym samolotem. Tu można ewentualnie spodziewać się różnic, ale jak wspomniałem wiedzy w temacie niemieckim u mienia niet.
  3. Samolot obsługiwali mechanicy, ale to bardzo ogólne pojęcie. Mieszczą się w nim różne specjalności, jak mechanicy silnikowi, płatowcowi, zbrojmistrze (rusznikarze), elektrycy, radiowcy... . Te specjalności w różnym stopniu związane były z konkretnym samolotem i tu, niestety, jestem ciemny jak tabaka w rogu, gdy idzie o lotnictwo niemieckie. Oczywiście nauczenie się wkładania pojemników z amunicją w skrzydło, czy taśm amunicyjnych w komorę amunicyjną zabierze tak z pół godziny każdemu w miarę rozgarniętemu typowi. Co prawda praca zbrojmistrza nie ograniczała się tylko do tych prostych czynności, ale taśmę z nabojami targać mógł niemal każdy w dowolnym lotnictwie.
  4. To trochę nadmierne uproszczenie. O ile chce się precyzyjnie odtwarzać oryginalne obiekty, to i precyzja działania aerografu jest nie do przecenienia. Być może dotąd nie zainteresował Cię taki temat, ale jest ich całkiem sporo. Wprawdzie zdecydowana większość modelarzy raczej luźno podchodzi do tej sprawy i wtedy, rzeczywiście, jest jak mówisz z tą precyzją. Ale i malując grafiki na kaskach można męczyć się niemożebnie albo np. ograniczyć się do dużych geometrycznych wzorów i słusznie twierdzić, że do takiego zadania wystarczy zwykły pistolet lakierniczy. Nie da się ukryć, że modelarz na forum internetowym z praktyczną znajomością więcej niż 2-3 aerografów to faktycznie skarb.
  5. Skoro luźna rozmowa jest sterowana i może być luźna tylko w jedną stronę, to konkretniej: Malując 'z ręki' nie sposób jest odtworzyć realistycznie wygląd łączenia plam kamuflażu Spitfire naniesionego fabrycznie w tym okresie.. Malowanie z ręki znacznie utrudnia też precyzyjne odtworzenie przebiegu plam.
  6. A więc to dziś! Myślałem, że upłynie jeszcze parę lat zanim ktoś stwierdzi, że każdy modelarz chce by jego model wyglądał efektownie, ale zupełnie niezgodnie z rzeczywistością. Nawet jeśli tylko chyba. Odnotowuję to jako ciekawostkę. Taki modelarski 'Joannoszczepkowskizm' ;).
  7. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    Tu, jak zresztą wiesz, zupełnie się z Tobą zgadzam. Wyraźne stawianie granicy między wiedzą, a przypuszczeniem jest niezwykle istotne. Nie zawsze łatwe, ale ważne. Nauczył mnie tego niedawno zmarły Edgar Brookes. Bardzo za to jestem mu wdzięczny. Ta osiemnastka to w ogóle z samych przypuszczeń się składa. Na koniec diabli wiedzą które lepsze.
  8. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    1. Tu musisz sobie zdecydować co jest bardziej prawdopodobne i określić sobie czas. - Wariant 1: BratIII to godło Hartleya, domalowane do przejętego samolotu. Tu jeśli samolot z czasów VF-17 to oczywiście bez BratIII i z Jolly Rogerem po obu stronach Jeśli z czasów Hartleya, to Jolly Roger mogł być zamalowany, choć oczywiście nie musiał być. - Wariant 2: BratIII to godło Ellswortha. Tu odpowiednio, za VF-17 napis i pirackie flagi po obu stronach, za Hartleya napis i flagi jak w wariancie pierwszym. Ja tego Hartleya i VFM-225 nie znam na tyle by doszukać się jego jakichś związków z tym 'Bratem'. Podobnie z Ellsworthem. W VF-17 zdarzały się imiona własne samolotów, raczej bez powtarzalności w stylu, ale zawsze drukowane duże litery. I fakt, że wszystkie lądowały na stateczniku pionowym i BratIII byłby tu jedynym znanym wyjątkiem. Reszta punktów OK. ............................... ;)
  9. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    Kolorówka, to kolorówka. W opisie nie pojawia się ten numer. Jak trzeba zrobić co najmniej kilkanaście sylwetek do książki, to takie pomyłki są zupełnie naturalną rzeczą. Kolacha pod względem precyzji kolorówek w takim opracowaniu to absolutna czołówka ever. Ja jestem pełen podziwu, bo wiem ile narobiłem się przy tylko kilku sylwetkach i wciąż są tam jakieś 'dziury'. Na kolorówki w opracowaniach zawsze trzeba patrzeć w połączeniu z tekstem i zdjęciami, a często w ogóle nie ma co na nie patrzeć, pomijając doznania estetyczne. Z lewej strony oczywiście Ellswortha widać, ale my wciąż tylko zakładamy, że to ten sam samolot. jak prawdopodobne jest założenie, to już rozstrzyga sobie każdy sam. Awans awansem, ale Colonelowi w dywizjonie Navy to chłopaki chyba poprzegryzaliby linki do sterów. Albo, obrażeni, odmówiliby lotów... ;). To zdjęcie jest konsekwentnie pomijane w opracowaniach o VF-17. Może przez tego Hartleya. A jest tym ciekawsze, że między jego służbą w rejonie, a końcem drugiej tury VF minęło jednak kilka miesięcy. Wygląda to jakby Hartley przejął ten samolot i zachował jego imię własne już w malowaniu swojego VMF. Albo inna, równie marna teoria... .
  10. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    O kurde, faktycznie! Ale fajna informacja. Zawsze miałem zafiksowane to zdjęcie jako VF-17. I szczerze mówiąc, to okropnie jest to ciekawe, bo nie kojarzę żadnej jednostki z rejonu, która używałaby takich oznaczeń poza VF-17. Wygląda na samolot przejęty w spadku, albo inną pamiątkową fotkę. Hartley jeszcze na Guadalcanal zaliczył 4 1/2 zwycięstw. 'Oc' przez jedno n, 'Fatso' przez dwa l. Jak najbardziej! ................. Ja tego napisu z nazwiskiem pilota jednoznacznie przeczytać nie potrafię. Ale Colonel? Nijak. Wykluczyć czerwonej obwódki się nie da. Trudniej udowodnić jej istnienie na konkretnym samolocie.
  11. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    Te obwódki to nigdy nie jest jednoznaczna sprawa i trzeba patrzeć na konkretny egzemplarz. Tu widać, że są starannie namalowane jeśli chodzi o formę. Choć widać, że podmalówka pod numer boczny 'ukradła' kawałek pionowej części obwódki. Ale jest jeszcze kwestia koloru i sposobu jej zużycia - tu zawsze będą różnice w stosunku do tła. Mimo, że samo zamalowywanie obwódek potwierdzone jest różnego rodzaju dokumentacją z epoki i było jak najbardziej oficjalnym i sformalizowanym czynem to nie doczekało się ono szczegółowych instrukcji i rozkazów. Nie ma co się tu rozpisywać, ale skutek jest taki, że kolory obwódek pozostają w sferze domysłów i interpretacji zdjęć. Te sugerują różne rozwiązania włącznie z użyciem nawet więcej niż jednego koloru na obwódkę. Świętym Graalem pozostaje zdobycie dowodu na istnienie czerwonej obwódki na bojowym samolocie w rejonie. Na omawianej osiemnastce, wydaje się, że użyto kolor Sea Blue, a w czasie remontu, ewentualnie dokonano poprawek. Producenci kalkomanii na ogół w takich przypadkach usiłują trafić w kolor Intermediate Blue, jak sądzę. Moim zdaniem przy nakładaniu różnych emblematów na burty samolotów powszechną praktyką było staranne czyszczenie powierzchni w okolicy gdzie miał pojawić się wzór. Dotyczy to malowania i naklejania. W rezultacie pojawia się plama o nieco innym odcieniu niż reszta tła. W przypadku naklejania dochodzi werniks, który utrwala tę różnicę i dodatkowo podkreśla ją różnicując stopień połysku powierzchni. Pierwszy efekt można odtworzyć powtarzając rzeczywiste działania, albo oszukać malując (np. w swoim modelu odwróciłem kolejność i takie tło zamaskowałem przed intensyfikacją zabiegów imitujących zużycie i zabrudzenie powłoki lakierniczej - po zdjęciu masek miałem efekt odczyszczonego tła). Drugi - zwyczajnie werniksując naklejkę jak w rzeczywistości, z ewentualnymi korektami polerowaniem. Też moim zdaniem.
  12. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    Dobrze, że to nie do mnie. Mój ostatni wpis na forum modelarskim przed tym Korsarzem to będzie ponad kwartał temu. Ale Kuba też chyba podobnie aktywny. Może to i napieranie... . EC podaje tu nazwisko Dean Hartley - to jakiś przekazany samolot? Cóż, moja wersja ma tę przewagę, że nic nie wiem o pilocie VF-17 o nazwisku Hartley. Pal licho, co wie Gonzo, ale o żadnym Hartleyu nic nie wiedział też Tom Blackburn zestawiając nazwiska pilotów jednostki z okresu służby w rejonie. Oczywiście tym samym trudno mówić o jakichś zwycięstwach Hartleya w dywizjonie. Za to Fatso dziwnym trafem miał dwa i latał w drugiej turze samolotem z numerem 18. Znane są dwa zdjęcia okolic kabiny portburty, dzięki świetnej pracy Kolachy. Na Twoim zdjęciu jest samolot z pierwszej tury, choć sfotografowany już podczas drugiej, czego dowodzi obecność w kabinie 'Oca' Chennowetha. W przypadku wszystkich tych zdjęć można sensownie zinterpretować istnienie podmalówek przynajmniej pod jedynką, po obu stronach. To są uzasadnione interpretacje nie w tym sensie, że są niepodważalne, bo można się z nimi spierać, ale co najmniej nie można ich wykluczyć. Kolacha robi to bardzo porządnie na swoich planszach. Tym niemniej, jak wspomniałem do się pójść inną nieco ścieżką. Ja znam tylko jedno zdjęcie, to niżej. Rozumiem, że istnieją jakieś inne - podzieliłbyś się? Mogę Ci zeskanować tego Fatso, jak dasz adres do wysyłki. Nie lubię zamieszczać zdjęć z realnych książek w sieci, a tych akurat w wersji elektronicznej nie mam. Czyli nie ma napisu Brat III, flagi symetrycznie jak po prawej i rysuneczek panienki zupełnie inny? Tak. Tu się nieco pogubiłem: oznaczenia przynależności państwowej mam przesunięte czy cyfrę, napis i flagi? Gwiazdy starałem się ustawić względem linii oraz podstawy masztu i tego małego izolatora przed/pod masztem. Natomiast jak odsunąłem 1 od 8 to całość się przesuwała w przód. Natomiast nie kumam o co chodzi z obwódkami. Mam jeszcze inny zestaw EC z F4U (m.in. z "29") i tam faktycznie obwódki znaków są jasnoniebieskie natomiast tutaj mam zwyczajne. Czy to błąd? Na zdjęciu "18" jakie znam obwódki wyglądały normalnie na moje laickie oko... Popatrz na zdjęciu na linię podziału, pionową, zgodną z tylną ścianą kabiny. Biegnie w środku pomiędzy 1, a 8. U Ciebie jedynka jest właściwie styczna do tej linii. Gdyby to zgrać całość poszłaby do tyłu. Krawędź belki znaku też jest minimalnie do przodu. Jak się ma całość gwiazdy do kadłuba, szczerze mówiąc nie patrzyłem. Ale tu raczej nie potrzebujesz pomocy. Obwódka znaku jest czerwona, zamalowana niebieskim. Wyraźnie widać to na Twoim zdjęciu. Jakim niebieskim i w jaki sposób zamalowano te obwódki, to właśnie temat rzeka. Za to na bank nie był to Insignia Blue i na bank nie osiągnięto fabrycznej jakości wykończenia. Wg mnie walka z tym tematem na kalkomaniach to droga przez mękę i ja od razu malowałbym znaki; korzyść pod każdym względem. Z drugiej strony dawno już oduczyłem się myśleć, że w modelarstwie coś jest niemożliwe... . Podmalówki na Korsarzach VF-17 to też cała puszka Pandory. Na przykład te panny to najprawdopodobniej 'vargasówki', starannie wycięte z kalendarza i naklejone na kadłuby. Tym samym zaciemnienia na zdjęciach to nie podmalówki, a przeciwnie - werniks zabezpieczający nałożony na wierzch. Dzieki za pomoc i podpowiedzi, bardzo cenne!
  13. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    Twojego zdjęcia niżej nie widzę. Reszta później.
  14. greatgonzo

    F4U-1, Tamiya 1:48

    Moim zdaniem to jest po prostu samolot 'Fatso' Elswortha. Na zdjęciach można się dopatrzeć śladów podmalówek pod jedynką numeru 18 po obu stronach. Jeżeli to prawda (a nie mam twardego dowodu, jedynie zgodność niektórych elementów układanki), to na 'portburcie' dwie flagi zestrzeleń w tym samym, odpowiednio, miejscu i panna przed nimi pod wiatrochronem. Zupełnie inna w formie. Oznaczenia. które pokazałeś są złożone prawidłowo, ale całość przesunięta mniej więcej na grubość cyfry 1 do przodu. Błędnie przedstawiono niebieskie obwódki. To temat rzeka i można na upartego przyjąć, że taka propozycja to technologiczne uproszczenie.
  15. PZPR to PZPR, nie ma co kombinować z kolejnymi korektami i poprawkami konstrukcji i wyposażenia jakie towarzyszyły rozwojowi F4U. Kupa drobiazgów i większych rzeczy, jak zawsze. EDYCJA Na prośbę kolegi z forum zerknąłem na późniejsze jedynki i przy okazji mogę powiedzieć, że Light Grey na zespole kółka tylnego będzie tu w tym wątku jednak bardziej prawdopodobny niż biały.
  16. Nasuwa się pytanie w jakich to fabrykach poza Buffalo NY produkowano P-40? Druga część wypowiedzi jest często bardzo kusząca dla modelarzy, jak można zauważyć, ale z rzeczywistością niewiele ma wspólnego. To ogólna uwaga, na pewno nie do autora wątku. F4U też niezbyt podchodzi pod różnice między wytwórniami, bo akurat wiadomo, że wszystkie F4U z czasów IIWŚ powstały w Stratford. Ale do rzeczy. To raczej trudny moment do jednoznacznej definicji wykończenia Korsarzy. Mamy do czynienia z okresem przejściowym. W dodatku nie wiemy na pewno czy Brat III pochodzi z pierwszej partii samolotów VF-17, czy jest uzupełnieniem. To dość istotne, bo zmienia prawdopodobieństwo wyborów. Istnieją przesłanki by stwierdzić, że to pierwsza partia. W takim razie kompletne wnęki podwozia głównego Light Grey. Możliwy jest biały, ale szary jednak bardziej. Zespół kółka ogonowego Light Grey, albo biały - tu nie potrafię powiedzieć, na zasadzie konsekwencji poszedłbym za wyborem dokonanym przy wnękach. Wnęka kółka tylnego - ZCY. To nie są jedyne możliwości, okres przejściowy otwiera furtkę także do innych propozycji, których nie da się jednoznacznie wykluczyć, ale też ich poparcie wymagałoby już sporej gimnastyki. Kolory podaję dla wykończenia fabrycznego. Znane zdjęcie tej 18 pochodzi z okresu drugiej tury VF-17, co oznacza, że samolot przeszedł remont. Oczywiście nie znamy jego zakresu, ale jeżeli odnawiano zabezpieczenie w omawianych rejonach, to wszędzie najprawdopodobniej użyto by koloru białego. Tylne kółko podwyższone, ale nie kutym widelcem Chryslera, a spawaną, skrzynkową przedłużką Goodyeara. Najprawdopodobniej, bo mogła się zdarzyć przedłużka 'sworzniowa'. Ta jednak była ogólnie rzecz biorąc rzadkością. I, sorki za uwagę, ale to jednak samolot Navy, zatem F4U-1A, a nie F-4... (też się czasem tu 'przeliteruję').
  17. O ile przez 'brudzenie' rozumiemy wykonywanie śladów eksploatacji to podmalówka, jak najbardziej ma zastosowanie.
  18. greatgonzo

    LA 5 italeri

    Ależ Korniku! Niepotrzebnie się starasz. Kolega Kuba nie jest początkującym modelarzem. Widać to z licznych rad jakich udziela nawet tym kolegom, którzy na modelowaniu połamali zęby, no i z jego jednoznacznej deklaracji. Ma też wypracowane techniki korekty własnych błędów i 'od wieków' nie dopuszcza by pozostawić w modelu niedoróbki widoczne tylko przy powiększeniu pod lupą. W tej sytuacji, chyba oczywiste jest, że autor nie potrzebuje pomocy, a powyższe zdjęcia są po prostu elementem jakiegoś planu, modelarskiej krotochwili, której, nie wątpię, że atrakcyjną pointę ujrzymy na koniec przedstawienia.
  19. Pod koniec 1943 wariant z zamalowaną czerwoną obwódką jest całkiem prawdopodobny. Za to użycie IB już mniej. Raczej stosowano wariant bezobwódkowy, czyli zamalowywano obwódki którymś z kolorów kamuflażu. W niektórych przypadkach zachodzi podejrzenie, że używano dwóch kolorów. To było zgodne z działaniami podjętymi przez dowództwa rejonu działań. Bez zdjęć konkretnego egzemplarza nie sposób powiedzieć, a i ze zdjęciem często niełatwo o wnioski. Kolor IB na obwódkach pojawił się masowo po oficjalnym wprowadzeniu takiej wersji. Czerwony kolor zamalowywano kompletnie. Samolot w 'trójbarwnym' kamuflażu i wersją znaków bez obwódek i belek mógł zdarzyć się nawet w końcu 1943, ale to już jako wyjątek.
  20. Rozkazy to nie problem. Gorzej, że przez dość krótki czas stosowano wersję znaku z czerwoną obwódką. Na Pacyfiku Navy i Army zgodnie uznały używanie takiego znaku za nie do przyjęcia. Jednak zanim zmieniono formę znaku na taki z obwódką IB wyprodukowano i dostarczono mnóstwo samolotów. W rezultacie na Dalekim Wschodzie powstała pośrednia wersja znaku bez obwódek, a przede wszystkim powszechnie zamalowywano obwódki kolorem kamuflażu lub zbliżonym. W przypadku Navy był to kolor niebieski, ale jaki - to nie podlega żadnej regule i jest kwestią interpretacji konkretnego egzemplarza. Do tego należy jeszcze dodać poszukiwanego przez modelarz 'świętego graala' - samolotu z regionu, który operacyjnie latał z niezamalowanymi czerwonymi obwódkami. Jest kilka kandydatów ale dowodów na takie cóś póki co brakuje. Fabrycznie malowano na 'trójkolorowym' kamuflażu znaki z czerwoną obwódką, a po zmianie rozkazów z obwódką IB.
  21. Się uparł ;). Tak oczywiście nie było. Nawet jeśli umówimy się, że wiemy co kryje się pod skrótem VHV. Te odcinki czarnej linii do krawędzi natarcia to też żadna reguła. Trzeba sprawdzać.
  22. Zdefiniujcie, proszę 'lepszy'.
  23. Pogodzenie się z tym to pierwszy krok na drodze do budowania modeli samolotów odzwierciedlających rzeczywiste obiekty. ;) To zupełnie inne podejście do procesu malowania i odtwarzania śladów eksploatacji.
  24. Nie obawiaj się, to wcale nie jest takie łatwe. ;) Plama czekała na malowanie płata. Zresztą widać na zdjęciu, że już jest. Prawa strona Mistrz. Lewa mistrz. Albo odwrotnie .
  25. OK, jak wspomnialem nie musisz.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.