Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 386
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Prawda. Jednak, gdy pojawia się jechanie ad personam po człowieku, to przydaje się szersza perspektywa.
  2. Może i przyjąłbym taki zakład. Wbrew pozorom o zmiany w modelarskich schematach nie jest łatwo. Obecnie obowiązujący jest solidnie zabetonowany i ewoluuje właśnie tak - ewolucyjnie, powoli. Rewolucje są raczej niechętnie widziane.
  3. A owszem, ale to nie znaczy, że musi temu towarzyszyć wzrost realizmu prezentacji modeli. Może i będzie na porządku dziennym. Jednak pierwsze podejście do tematu spaliło na panewce. Powstało raptem kilka modeli w tym stylu i ich autorzy wycofali się z koncepcji. Naśladowców zabrakło i modelarze generalnie odrzucili takie podejście, jako przegięcie po prostu. To było ledwie kilka lat temu. Ale fakt, że tendencja z nieliczeniem się z realistycznym wyglądem modeli zwyżkuje i może pojawi się drugie, skuteczniejsze podejście.
  4. A, to kocia, nie rekinia. Hellcat z Bunker Hilla budzi we mnie mieszane uczucia, raczej niechętne. Ale znam typa, który miałby dokładnie odwrotnie ;).
  5. Cool! Dzięki.
  6. Na czym ta paszcza?
  7. Mistrz! Przetłoczenia przy okrągłych otworach wieszaka gaśnicy to jak?
  8. greatgonzo

    Co lata/spada nad Ukrainą

    Dzięki.
  9. greatgonzo

    Co lata/spada nad Ukrainą

    Iście królewska forma. Aż nie wiem jak się zwracać ;). Ale jeśli Wy wiesz jak to się stało,. to może jest szansa, że powiesz (powiecie?) tym właśnie, co nie wiedzą. Na przykład mnie. Proszę uprzejmie.
  10. I o to właśnie Ci chodziło?
  11. greatgonzo

    Co lata/spada nad Ukrainą

    Przez pięćdziesiąt lat nie była. Pantha rei.
  12. Możesz też z szerszej taśmy odciąć paski 1.4mm - wygną się jeszcze lepiej ;).
  13. greatgonzo

    Co lata/spada nad Ukrainą

    Obie wersje można zastosować gramatycznie poprawnie. Kwestia poglądów.
  14. Przy wielokolorowym kamuflażu preshading wymaga precyzyjnego maskowania, albo starannego powtarzania po kolejnych kolorach. W dodatku prawie zawsze efekt jest przypadkowy, o ile w ogóle widoczny. Moim zdaniem zbędny wysiłek. Także ten... KNRZP ;).
  15. Grubość wałka ma znaczenie o tyle, że przejście między kolorami będzie miało różną szerokość w zależności od grubości wałka, a przy grubszych - ta szerokość może być widocznie zmienna. Problem jest w tym, że kamuflaż, w oryginale malowany od masek, przejścia kolorów ma w zasadzie ostre. Pryskanie pod wałek da ostre przejście, ale z ryzykiem utworzenia się grubego rantu z farby. To niemal nieuniknione. Sam stosowałem wałki z takiej plasteliny w podobnym kamuflażu. Chciałem by w efekcie pojawiło się ostre przejście z niedoskonałościami imitującymi efekt malowania z użyciem przykładanych do powierzchni grubych mat. Ale do tego celu wałeczki muszą być równe i bardzo cienkie. W takim przypadku linie wychodzą na ogół ostre, lub hmmm... w zasadzie ostre. Miejscowo pojawia się bardzo delikatne rozmycie. Ale ja robiłem to w 1/48 i powiem szczerze, że nie wiem, czy udałoby się też w siedem dwójce.
  16. W większości dobierają z sufitu, niestety. To już się chyba powoli kończy, ale na to by traktować egzemplarze muzealne jako materiał źródłowy (nie referencje na litość!) musimy jeszcze spoooooro poczekać. Samoloty podlegają takiemu samemu procesowi kształtowania się wartości historyczno kulturalnej jak wszystkie zabytki. Przechodzą etap użytkowy, potem stają się śmieciem, ciekawostką i w końcu zabytkiem. Jednak nawet wtedy nie jest to koniec historii bo zabytek zabytkowi nierówny. Ponadto w różnych miejscach wartość kulturowa zabytku może przedstawiać się w różnym kontekście. I tak np, samolot w muzeum może mieć za zadanie stanowić ilustrację, element ogólnego przekazu, a nie stanowić wartość samą w sobie. W takim przypadku to są często składaki, nie odpowiadające w szczegółach żadnej, historycznej wersji. Nawet jeśli są w 100% oryginalne, ale w ekspozycji mają być tylko tłem dla opowiadanej historii, to ich idealne merytorycznie malowanie byłoby tylko marnotrawieniem środków muzeum. Czasem specjalnie maluje się błędnie, chcąc zilustrować jakiś obiekt, czy opowieść. Z czasem, gdy wartość samolotu jako zabytku kultury rośnie robi się to coraz bardziej odpowiedzialnie. Np znikają Korsarze 1D pomalowane w szaro szary kamuflaż, zupełnie takie jak samoloty walczące o Midway i też z drugiej wojny. Pojawiają się za to takie prezentacje jak P-47 w Dayton. Wersję D-15 przedstawiono tu w malowaniu D-4 pilotowanego przez słynnego Neela Kearby. Cały samolot jest uzupełnieniem historii pilota i kilku całkowicie oryginalnych, związanych z nim eksponatów. W tym statecznika pionowego i Browninga przywiezionych z nowogwinejskiej dżungli, pobranych z wraku samolotu, w którym rozbił się Kearby, który to był pierwowzorem malowania rzeczonego D-15. Oto przykład ciekawego dylematu konserwatorskiego. Co jest ważniejsze: kompletny, ale zupełnie anonimowy samolot, czy też historia ważnej postaci, albo wydarzenia? Podobne dylematy, owszem będą się zmieniać, ale nie znikną z muzeów. Ale samoloty dopiero wchodzą w fazę bycia zabytkiem. Zupełnie niedawno pojawiły się pierwsze restauracje dbające o zgodność historyczną w każdym szczególe. I to nie w muzeach, a wśród prywatnych właścicieli. To też ciekawe, bo o ile przez całą epokę frywolność w malowaniu prywatnych warbirdów sięgała poziomu, do którego pięt nie dorastały nawet najgłupsze pomysły muzealników, to teraz tu właśnie możemy szukać pionierskich działań restauratorskich na najwyższym poziomie. To pewnie kwestia budżetu. Muzea rzadko dysponują funduszami pozwalającymi na takie ekstrawagancje. Nawet jeśli finansowanie odbywa się poprzez fundacje i zbiórki to nadal instytucje muzealne są, póki co, w mniejszości. Przy czym sama deklaracja restauratorów, że samolot jest idealny pod względem zgodności historycznej nie oznacza jeszcze, że tak jest. Element prestiżowy i, zwyczajnie, komercyjny mogą grać tu rolę. Spotkałem się z taką oto informacją o samolocie, że jest zgodny z oryginałem w najdrobniejszych szczegółach. Dowodem na to miało być powołanie specjalnego zespołu odpowiadającego za ten aspekt. Fajnie, tylko skąd wiemy jakie kwalifikacje miał ten zespół, i czy w ogóle zrobił coś poza spotkaniem się i wypiciem kilku browarków? Taki pi-arowy tekst nic nie znaczy. Oczywiście powołany zespół mógł być najlepszy jaki świat widział, a sam samolot absolutnie idealny. Jednak, jeśli chcemy traktować odbudowany aeroplan jako wzorzec, lepiej by jego wartość potwierdzona została przez consensus niezależnych fachowców.
  17. To tak nie działa, W modelarstwie nie ma stałych wartości minimalnych odstępstw od wzorca. Linie przyjmujemy jako element podnoszący realizm prezentacji, ale w ogólnym planie. To, że godzimy się na te 3 cm nie oznacza, że godzimy się na nie zawsze. Te same linie, gdyby rozjechały się na łączeniach o pół grubości, albo nie były proste, tylko pofalowane z amplitudą też nieprzekraczającą pół ich grubości, stanowiłyby powód ciężkiej krytyki wobec producenta. I słusznie, bo byłoby to zakłócenie akceptowalnej harmonii. Nie wielkość fizyczna błędu ma znaczenie, tylko czy ten błąd stanowi zgrzyt w zbożnym celu przekonania patrzącego, że ma do czynienia z pomniejszonym samolotem, a nie plastikowym modelem. Bywa, że celowo robi się większe fizycznie błędy, aby podkreślić wrażenie szczegółowości i precyzji. I odwrotnie, mniejsze mogą nadmiernie rzucać się w oczy.
  18. Choć zdania na ten temat mogą być podzielone... .
  19. Raczej obsługi. Tworzywo się, owszem, starzało, głównie poprzez matowienie w wyniku szeroko pojętych uszkodzeń mechanicznych. Ale to jest rzecz odnawialna i dbanie o przejrzystość oszklenia należało do podstawowych elementów serwisu. Sami tu przecież robimy to regularnie przy budowie modeli. Niedoskonałości na zdjęciach to raczej efekt samych zdjęć, albo tego, że samolot nie jest gotowy do lotu.
  20. Funkcja termiczna tych naklejek budzi moje wątpliwości. Oczywiście one działały i w tym zakresie, ale nie sadzę, by to było ich pierwotne i podstawowe zadanie. Broń w myśliwcach była w owych czasach grzana i nawet, jeśli systemy były niedoskonałe, to przecież nie zakładano , projektując je, że będą wadliwe. Zaślepki stosowano we wszystkich samolotach jak leci, niezależnie czy notowano jakieś problemy z ogrzewaniem uzbrojenia. Poza tym oznaczałoby to, że o ile pierwsze pierwsze powietrzne starcie nie zakończy misji samolotu, to broń skazana jest na zacięcia z powodu zamarznięcia. Wg mnie u podstaw zaklejania wylotów broni leżała aerodynamika. Kwestie cieplne były wtórną wartością dodaną. Na powyższe nie mam żadnych kwitów, więc zupełnie bezstresowo można się za mną nie zgadzać :). Ciekawostką jest jeszcze inna wartość dodana. W początkowym okresie działań Fighter Command stosowano Browningi, których zamki przed pierwszym strzałem, musiały być zarepetowane przez zbrojmistrzów na ziemi, przed startem. Naklejone zaślepki oznaczały, że karabiny w samolocie są aktywne. Jeśli akurat zamierzałeś skrócić sobie drogę do kantyny i przedefilować przed frontem gotowych do startu myśliwców, raczej wybierałeś okrężną drogę, gdy dostrzegłeś te naklejki. Szczególnie, gdy jeszcze ktoś kręcił się w kabinie. Możliwość przeładowania broni z kabiny pojawiła się nieco później i wtedy repetowano uzbrojenie w locie. Zapewne dlatego też zaślepki były pierwotnie czerwone. Na ETO nie spotkałem się z innymi przypadkami. Mówi się, że w przypadku braku fabrycznych naklejek stosowano przycięte kawałki płótna. Podobno malowane minią. Na to też nie ma kwitów, tylko relacje, na ogół potarzane jako głuchy telefon, więc każdy musi ocenić sobie sam jak do tego podejść. Na MTO popularne były zaślepki w kolorze niebieskim. Te zabezpieczenia są ciekawym przyczynkiem do tematu malowania modeli w kwestii nanoszenia śladów eksploatacji. Zwyczaje stosowane przy zabezpieczaniu wylotów broni i częstotliwość obsługi sprawiają, że w tych miejscach nawarstwiają się różne efekty podejmowanych działań. To szczególne miejsce wygląda zupełnie inaczej niż cała reszta samolotu. Jeżeli chcemy by nasz model prezentował się jak najbardziej realistycznie zaczniemy zastanawiać się jak przedstawić to zagadnienie na jego powierzchni. Gdy już to wymyślimy, okaże się, że to nie koniec. Bo przecież błędem będzie założenie, że jest to jedyne miejsce, jakie zużywało się w specyficzny, charakterystyczny dla siebie sposób. Dlatego, by rzeczywiście realistycznie zaprezentować model (rzeczywiście, bo powszechny jest inny, modelarsko-modowy realizm), konieczne jest poznanie historii konstrukcji i eksploatacji pierwowzoru. I dlatego też realistyczne malowanie wymaga dość starannego planowania i nie trwa kilku dni. Trzeba się liczyć z tygodniami, czy nawet miesiącami, które upłyną zanim model zostanie wykończony. Choćby z tego tylko powodu mam zwyczaj odróżniać wykonywanie śladów eksploatacji od brudzenia, syfienia i tym podobnych modelarskich działań.
  21. I wszyscy mają rację! Nie było tam czerwonego malowania, za to wyloty km-ów zabezpieczano naklejanymi, czerwonymi zaślepkami. Zasadniczo, bo bywały wyjątki i na ETO, bo gdzie indziej bywało inaczej.
  22. Zwykły cyrkiel nie. Koniecznie zerownik. Mentor?
  23. I wyglądały zupełnie inaczej. A te dziurki w zielonym półksiężycu i tak wypadałoby zrobić staranniej. To prosty element i nie bolałby bardzo, gdyby nawet robić od nowa. Gdyby był potrzebny ;).
  24. Tak podejrzewałem. Dzięki.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.