-
Liczba zawartości
4 385 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
AICHI M6A1-K NANZAN (SEIRAN KAI) - Tamiya 1:72
greatgonzo odpowiedział alienus → na temat → [L]Galerie
Rata! -
[G] North American PBJ-1D Mitchell // Italeri 1/72 // VMB-413
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Galerie
Mam nadzieję, że ta wtopa z geometrią faktycznie ginie na żywo, bo na zdjęciach, niestety, koncentruje na sobie uwagę i nie pozwala na cieszenie się widokiem fajnego modelu. Nad czym ubolewam, bo też lubię Mitchelle. To chyba jedyne bombowce, których zdjęcia kolekcjonuję. Głownie te, w zasadzie szturmowe, wersje z SWPTO do mnie gadają. Dla mnie to ikona bitwy na Morzu Bismarcka. Nic nie odbieram Australijczykom, ale z symbolami tak bywa, że ce:bip:e je subiektywizm. -
Niekoniecznie cecha szczególna egzemplarza. To standardowy sposób mocowania anteny biczowej w Mustangach z Malcolmem. Nie był to jedyny sposób podejścia do tematu, ale najbardziej popularny. Szczególnie Amerykanom zdarzało się przesuwać standardowy maszt bliżej usterzenia, ale i tu to było rozwiązanie mniejszościowe. Nieosiowe montowanie masztu antenowego też nie było czymś wyjątkowym. To np. standardowa konfiguracja dla P-47, zarówno Razorbacków, jak i Bubbletopów.
- 20 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- 1/72
- arma hobby
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Nie bardzo wyobrażam sobie robienia takich rysunków redisówką. Piórkiem jak najbardziej. Nie mówię, że się nie da, ale byłoby niewygodnie. No i przecież od razu widać w takich przypadkach czy kreska jest analogowa, czy nie. Przynajmniej gdy nie używa się symulatorów naturalnej kreski. A to przecież nie ma tu miejsca. Tu po prostu są zdjęcia koleżki przy robocie.
-
Jest, ale po przebudowie Merlina serii 60 na wcześniejszy model, gdy silnik ten siedział już zamontowany w przedziale silnikowym Spitfire, z koniecznością operowania narzędziami między wspornikami konstrukcji do mocowania okapotowania nie wydaje się to już takie straszne. Poza tym będzie jeszcze trochę demolki i dostęp nieco się poprawi. Zaruk - patrz pierwszy post wątku.
-
Jest pytanie, jest odpowiedź. Może z czasem nauczę się co warto dopowiedzieć od razu. To jest wyzwanie, ale bardziej na poziomie psyche. W skali założonych działań utrudnienia fizyczne są, jednak niezbyt wielkie. Niemniej trochę wkurzają :).
-
MiG-15 Ludowego Lotnictwa Polskiego, Eduard 1/72
greatgonzo odpowiedział Vieh_san → na temat → [L]Galerie
Choć wnioski są dyskutowalne, to merytorycznie masz rację. Ale język tak nie działa. Takie LWP to wygodny i jednoznacznie rozumiany skrót. W dodatku wraz ze swoim rozwinięciem powszechnie stosowany w okresie. Nie da się tu zarzucić nieprawidłowości dopóki rozmawiamy kolokwialnie. Poza tym, nawet gdy coś: wyrażeni/określenie jest błędne, to bywa, że siła językowa tego czegoś jest tak wielka, że wręcz niezwalczalna i język zwyczajnie musi to zaakceptować. Pisując artykuły do gazety musiałem przyjąć zasady właściwego posługiwania się językiem lotniczym i od tej pory nie uświadczysz u mnie np. słowa kokpit, tylko kabina. Albo dostrzeżesz, respektowanie zasady, że określenie siły powietrzne stosuje się wyłącznie do PSP (PAF) utworzonych przy RAF w okresie II wś. W pozostałych przypadkach mamy do czynienia z lotnictwem wojskowym, co ciekawe z Royal Air Force włącznie. Tak jest prawidłowo, ale powszechnie to w ogóle nie występuje. Można oczywiście walczyć o tę prawidłowość, ale ryzyko, że spędzi się kilkanaście lat na poprawianiu innych po to tylko, by przekonać się, że język w końcu poddał się i zaakceptował tę dotychczasową 'nieprawidłowość' jest ogromne. LWP wciąż jest istniejącym i akceptowanym przez język tworem. Historycznie w pełni uzasadnionym. To nie jest współczesny błąd jak np. używanie słowa 'przyłbica' jako synonimu zasłony hełmu. Wg mnie nie ma powodu by dopisywać używającym skrótu i rozwinięcia jakiekolwiek intencje. Warto za to propagować wiedzę o prawidłowości i jej braku. To zawsze warto. -
Jeszcze jedna rzecz. Budowa została ponownie podjęta również w wyniku motywacyjnych apeli tutejszych forumowiczów, a także nie ma co ukrywać, iż szansa na pogadanie o modelarstwie przy okazji relacji sama w sobie ma, istotny dla mnie, charakter motywacyjny. Przy okazji prowadzonych kiedyś relacji zdarzało się mi usłyszeć zarzut, że towarzyszą jej nadmiernie rozwlekłe opisy, plus uwagi w stylu, że jedno zdjęcie warte jest tysiąca słów. Tu postanowiłem postawić na te zdjęcia z dodatkiem krótkich uwag budowniczego. Założyłem, że ewentualne niejasności ujawnią się w komentarzach i wtedy ewentualnie będzie można coś szerzej. Od czasów, kiedy prowadziłem relacje w sieci minęło parę lat i trudno spodziewać się, by w tej pojawiło się coś odkrywczego, co nie zostało wcześniej pokazane. Zwłaszcza, że moje działania raczej sprowadzają się do, wspomnianego wyżej, sklejenia kilku płytek plastiku i wywiercenia otworków. Zresztą, na potwierdzenie tezy, że poszczególne czynności w modelarstwie nie są jakoś wybitnie trudne i można zbudować przyzwoity model gdy tylko się tego zapragnie. Ale może nie każdy wszystko widział i może nie wszystko jest tak jednoznaczne na zdjęciach. I może nie tysiąc, ale parę, naście, dziesiąt słów będzie czasem przydatne?
-
W dotychczasowej pracy nad modelem (pomijając rzeczy, które powstały po powrocie do budowy) nie podoba mi się bezrefleksyjne poleganie na gotowych dodatkach i elementach zaproponowanych przez producenta zestawu, a także jakość zamierzonych i podjętych prób samodzielnej waloryzacji. Np: - niewłaściwe dla 'mojego' samolotu wyposażenie radiowe (radio na półce i sterowniki w kabinie), - konstrukcja przedniej części kabiny nad tablicą przyrządów, - zupełnie niewłaściwa w formie podłoga kabiny/strop wnęki przedniego koła, - uproszczone/błędne wnęki podwozia, - nadmiernie uproszczona prezentacja zespołu silnikowego, - nadmiernie uproszczona koncepcja wykonania klap skrzydłowych (nawet zachowały się wykonane kiedyś elementy w pudełeczku po, uwaga, filmie fotograficznym), - ogólna koncepcja prezentacji modelu zakładająca pokazanie mniej elementów konstrukcji tego samolotu, - kolory tu i tam do sprawdzenia i poprawki, - oraz inne duperele, które teraz nie przychodzą mi do głowy. Innymi słowy model miał prezentować P-38-G mniej więcej i w oderwaniu od konkretnego egzemplarza, a wolałbym by był to choć w miarę poprawny G-13-LO; określony egzemplarz w konkretnym miejscu i czasie. I może odrobinę staranniej sklecony.
-
Trochę znak rozpoznawczy, niestety. Nie tyle zmieniłem koncepcję, co zmieniłem swoje modelarstwo. Budowa została rozpoczęta i przerwana, by na szybko zrobić Spitfire. Szybka budowa Spitfire została przerwana, by jeszcze szybciej przemalować P-47. W trakcie tego przedsięwzięcia zmieniło mi się podejście i oddałem tę zabawę w ręce Wielkiego Gonza. Z nowym podejściem skończył się Thunderbolt, potem Spit i teraz koło się zamyka i wracamy do Lightninga. Tak wyglądał model gdy go porzucałem: Ciekawostką jest porównanie modeli silników Allison. Oba przedstawiają ten sam model w tej samej skali. W dodatku ten większy (Verlinden) ma mniej zaworów wylotowych w jednym cylindrze :). Delikatna krawędź spływu zostanie uzyskana przez wklejenie fragmentu poszycia z cienkiej płytki plastikowej. Tu jest rysunek, jaki zrobiłem jednemu forumowiczowi, gdy zgadało się jak takie rzeczy robić. Doklejone poszycie będzie można zgrać z resztą szpachlowaniem i szlifowaniem, ale robienie tego w miejscu, gdzie występują linie podziałowe to proszenie się o kłopoty. Niby można próbować wklejać elementy wzdłuż linii, tak by od razu wyszło idealnie, jak na pierwszym rysunku ale to w wyjątkowych przypadkach. Tu niemal na pewno to się nie uda. A odtwarzanie linii podziałowych w miejscu łączenia po szpachli to gwarancja wystąpienia czystego zła. Niejednorodna struktura takiego miejsca oznacza odpryski i nierówności. Dlatego gdy wkleja się w powierzchnię modelu jakieś elementy, jak np. światła pozycyjne, reflektory itp, to robi się je z naddatkiem. Wtedy szpachlowanie odbywa się z dala od ramek, obwódek i podziałów towarzyszących tym elementom. Z dala, w modelarskim rozumieniu , oczywiście. Te dwa milimetry to świat, a ludzie! Taka duża wykałaczka. To będzie chyba kijaszek do szaszłyków, czy cóś... . Normalna wykałaczka też się przydaje. Nie za mocno, bo można zdeformować otworek. Przy okazji. W rozmowach o urządzeniach elektrycznych pojawia się wątek ilości obrotów w kontekście przydatności do wiercenia. To nas przerasta i nie wyobrażamy sobie precyzyjnego wiercenia modelarskiego taką obrabiarką bez dedykowanych statywów. A z nimi też sporo zachodu. Gonzo woli mieć pod ręką kilka ręcznych wiertareczek, z zamocowanymi wiertełkami do kolejnego powiększania otworków. Z niezawodnym furkadełkiem na czele. PS: https://www.ciechpress.pl/plonsk/mural-ozdobil-przystanek https://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,7791393,skrzydlate-przystanki-trafia-do-rejestru-zabytkow.html
-
Jeszcze. Jeszcze podobny. Dzięki za wpisy. Zaczynał mnie już nudzić ten monolog.
-
Eeee tam..., przy pierwszym podejściu do relacji ludzie chociaż zajęli się zastanawianiem się co to jest. Teraz już nic z tego.
-
Ja się doszukuję, Ty się nie doszukujesz i jakoś razem ciągniemy ten wózek od lat... . Przegapiłem zagłówek, w tej wersji Lulu - doszukałem się źle. Zatem jednak nie whitewalle :(. Fotela też całkowicie nie potrafię wykluczyć. Jest zdjęcie P-40 z 80th FG sugerujące to eksportowe krzesło wbrew innym zdjęciom p-40 z 80th FG. W Lulu Belle nic nie widać. Nie ogarniam Curtissów na tyle, by tu rozstrzygać.
-
Roland rozwinął.
-
Brewster SB2A-4 Buccaneer // VMF(N)-532 // Specjal Hobby 1/72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Warsztat
Nie rusz Mosesa! Rzadki przypadek człowieka, który potrafi rozpoznać urodę, gdy się z nią zetknie. Należy docenić!- 58 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- czeski film
- usmc
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Może i Merlin źle ubrał to w słowa. Może... Ale okoliczności nie zawsze wyglądają tak, jak opisuje to pmroczko. Z czasem coraz bardziej oczekuję gratyfikacji, gdy zdarzy mi się znaleźć w sytuacji gdzie mogę służyć pomocą. Oczekuję, że padnie słowo proszę i padnie słowo dziękuję. Oczekuję, że będę traktowany z choć bazowym szacunkiem, wynikającym z podstaw kindersztuby. Taki jestem interesowny. Sam staram się trzymać ten standard, gdy proszę o pomoc i większość ludzi jednak też. Brak pomocy nie musi od razu oznaczać szydery. W życiu jest tak, że pierdyliard razy odmawiamy pomocy, już to nie zdając sobie z tego sprawy, już to nawet tego nie zauważając. Nierzadko z pełną świadomością. Uważałbym ze stygmatyzowaniem. -
Chamówa, wiem. Ale to nieuleczalne. Gdyby nie te napisy eksploatacyjne i niektóre godła w ogóle zrezygnowałbym z lakieru. A tak minimalizuję ilość warstw. Pod kalkomanie poleruję miejscowo i lakier pojawia się tylko na kalki. Nie zawsze po całości, nie zawsze wszędzie równo. Potem bardzo istotny etap to tworzenie zróżnicowania faktury powierzchni matowaniem i polerowaniem w zależności od sytuacji. To można robić miejscowo i całkiem precyzyjne. Istotne jest też odpowiednie zaplanowanie nanoszenia śladów eksploatacji - niektóre z nich nie mogą być lakierowane.
-
Ponieważ autor raczej wie, w jakim kontekście patrzę na modele i w dodatku przyzwyczaił się do aroganckiego tonu moich wypowiedzi ;), pozwolę sobie napisać parę uwag. W tej pracy najbardziej podoba mi się próba określenia przyczyn wyglądu konkretnego egzemplarza, a następnie poszukiwanie sposobu, by zaprezentować to na modelu. Takie modelarstwo to ja lubię. Szczególnie w przypadku dość prostych budów z zestawu, gdzie, niejako z definicji, niemal cała para idzie w malowanie. Sam model jako taki też mi się podoba, ponieważ jest bardzo ładny. Tu jednak zachodzi przypadek, o którym wspominał gdzieś Kozborn, że model niekoniecznie ma być ładny, ważniejsze, żeby był realistyczny. Obowiązujące schematy malowania modeli oznaczają wykończenie powierzchni uwzględniające nawarstwiające się powłoki lakierów bezbarwnych. I na koniec, na modelu to widać. Myśliwiec Easterna prezentuje się w istocie ładnie, ale jakby element niezwykle wykwintnej wystawy muzealnej, a nie jak samolot. który zaraz zniknie w falach oceanu zepchnięty z lotniskowca, w anturażu pacyficznej, wojennej zawieruchy. Równomierna, elegancka powłoka lakiernicza dominuje odbiór dzieła ukrywając jednocześnie różne efekty, których powstawanie widzieliśmy w warsztacie. W rezultacie elementy malarskiej kompozycji mające przedstawiać ślady eksploatacji i rezultaty działań obsługi nabierają charakteru bardziej symbolicznego, niż naturalnego. Obśmiano mnie za to nie raz, ale ja i tak wciąż oczekuję od modeli samolotów, że dzięki nim poczuję się jakby rzeczywiście dochodził do mnie swąd spalonego oleju, smród przepalonej benzyny i dymu prochowego. Uzyskanie takiej spójnej, realistycznej prezentacji, to kolejny krok na drodze do budowy klasycznego dobrego modelu, o ile oczywiście chce się tą drogą podążać. Kiedyś w sieci prezentowane były modele powszechnie uznanego modelarza. Niewątpliwie znakomite, pod każdym względem. Ale też brakowało im tej naturalności i kojarzyły się z elegancką wystawą muzealną, czy wręcz artystyczną. Autor nie umiał, czy nie chciał porzucić swej pasji do perfekcji i popsuć wrażenia idealnego dzieła w imię realizmu i zgodności z oryginałem. Niekoniecznie jest to łatwe, czy łatwiejsze, ale jeśli spalony olej ma śmierdzieć to jest to rzecz niezbędna. Szczególnie w sytuacji, gdzie malowanie staje się tak dominującym elementem skończonych modeli. Gdy zapierające dech w piersiach detale konstrukcji odwracają uwagę od innych elementów modelu, jakieś malarskie niedoróbki mogą umknąć uwadze oglądającego. Nie powinny, i pewnie nie umkną, ale gdy sama budowa sprowadza się do poprawnego wdrożenia jedynie zupełnych podstaw plastikowego modelarstwa redukcyjnego, to tym więcej możemy spodziewać się po malarskim wykończeniu, czyż nie? I jeszcze uwaga. Wiadomo, że sesja fotograficzna potrafi wtrącić swoje trzy grosze, do rzeczywistego wyglądu modelu. Ostatecznie, chcemy pokazywać i oglądać dobre zdjęcia i bywa, że efektowny fotogram przekłamuje to co modelarz rzeczywiście udziergał. Być może ten FM też padł ofiarą trudnej sztuki fotografowania. Ale, że wszyscy tu patrzymy jedynie na zdjęcia i rzeczy, o których piszę jak najbardziej występują w realnym świecie, to nie pozostaje nic innego jak tylko odnieść się do tych zdjęć i pamiętać o tym, iż nie muszą być jednoznaczne.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Przy tak sformułowanej dychotomii, zawsze i bez chwili wahania wybiorę tę drugą opcję. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Medal ma dwie strony. Czasem ludzie zdobywają te dane sporym kosztem. Czasu, wysiłku, czy pieniędzy. A potem ktoś przychodzi i mówi daj! Nierzadko z zupełnie roszczeniową postawą. Na ogół nie jest tak, że wie się od razu z głowy i bywa, że trzeba się trochę potrudzić, by wyselekcjonować info. A potem jeszcze te dane fruwają gdzieś po sieci jak stare gazety. Ja rozumiem, że komuś może być szkoda. Nigel Julian opowiadał mi kiedyś, że niektórzy, modelarze, szczególnie z Polski (jego podkreślenie), traktują go jak publiczną encyklopedię w dziedzinie P-47 i oczekują, że na życzenie zapewni im dowolną informację w temacie. Przy czym nie widać nawet śladu chęci popracowania samemu. Też mi się czasem trafia: ani dzień dobry, ani pocałuj w dupę - tylko daj! Ludzie pisują też książki i artykuły. Wtedy, naturalnie, że trzymają karty przy orderach, żeby nie spalić planowanych tematów. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Znalezienie gościa, który wie, rzeczywiście nie jest największym problemem. Znalezienie gościa, który wie i powie to już inna sprawa. Szczególnie z Amerykanami nie jest łatwo. Wiadomo, ludzie wszędzie są różni i kilku gości zza oceanu sporo mi pomogło. Ale często mam wrażenie, że rozmawiamy w zupełnie różnym języku i wcale nie chodzi tu o kwestie lingwistyczne.
