Skocz do zawartości

kret69

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1 144
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez kret69

  1. Jeśli myślimy o koloniach to przeważnie stają przed oczami te południowe ale jak wiemy, Francja zdobyła ogromne tereny dzisiejszej kanadyjskiej prowincji Quebec. Były to, ogólnie mówiąc, straszliwe dziury - zimne, surowe i trudne dla kolonistów. I w takich dwóch wioskach w środku niczego pracowała w latach 1937 - 1941 pielęgniarka Valentine Lupien. Jeździła do chorych na odludziach, pomagała w leczeniu różnych chorób i stała się lokalną bohaterką. W 1981 roku nazwano na jej cześć samolot dyspozycyjny Hawker Siddeley 125 1A o numerze rejestracyjnym C-FSEN. Był to rządowy ambulans lotniczy. I taki właśnie chciałbym zrobić. Model to stary wypust Airfix'a. Tu inbox. Nie chcąc powielać zdjęć tam zamieszczonych wrzucam tylko wstępne spasowanie kadłuba: Nie mam zbyt wielu zdjęć ani schematów wnętrza więc sobie wymyślę na podstawie schematu zabudowy Hawkera 800XP w konfiguracji dla dwóch pacjentów: Oraz na folderze reklamowym modyfikacji wnętrza HS 125 serii 400, 800 i 900 XP firmy Spectrum Aeromed (ostatnio dostarczyli dwa takie Turcji w 2011), choć uproszczę bo chyba w 1986 aż takich cudów to nie było: Postaram się model wykonać bez poważniejszych modyfikacji i waloryzacji. Będę potrzebował pomocy przy kalkach.
  2. Coś pięknego
  3. Oglądam, kibicuję i życzę powodzenia.
  4. Dziękuję bardzo! Zamówiłem właściwy model. Z tego zrobię inny ambulans.
  5. Jedyny podobno samolot dyspozycyjny porwany przez uzbrojonych porywaczy. I jedyny który przetrwał trafienie rakietą przeciwlotniczą z MiGa-23 (w sumie to nie wiem czy jedyny ale przetrwał). Po długich poszukiwaniach upolowałem model który wydawał mi się właściwy. Czy tak jest to nie wiem ale przynajmniej się pochwalę: W środku: A po spasowaniu na sucho (bez taśm): Detal kadłuba: Największą moją bolączką jest to, że ja chciałem kadłub pozwalający na zrobienie BAe-125 serii 700: a ten to niestety wcześniejszy Hawker Siddeley z tym charakterystycznym wybrzuszeniem nad kabiną (trzeci od góry): Nie wiem czy wersja "RAF T.1." miałaby bardziej pasujący kadłub ale boję się że znowu utknę w rzeźbieniu zamiast zrobieniu sobie na spokojnie konkretnego modelu.
  6. Bardzo mi się podoba.
  7. kret69

    Katyń 1940 1/35

    W marcu wszyscy mieli płaszcze. Poza tym nic nie napiszę bo nie podoba mi się pomysł. Robienie pomnika ofiary jest równie słabe jak pomnika oprawcy.
  8. kret69

    Ford T Ambulans RPM 1/72

    Fantastyczna praca.
  9. Aż szkoda że to wszystko w 1:35
  10. Ale ładne! Szkoda że tak późno się dosiadłem bo są fajne konwersje na ambulanse które bym Ci sugerował ;)
  11. Podzieliłem się noszami, podzielę się ładnie wyskalowanymi modelami namiotów. http://happyscale-modellbau.blogspot.com/p/downloads.html Mamy tu do ściągnięcia większość serialowych i ich rzeczywistych oddpowiedników, niestety nie ma podanych modeli konkretnych namiotów. Mam wrażenie, że np. "Swamp" to był namiot komercyjny a nie wojskowy. Tak czy inaczej, jest to dobra alternatywa dla Toxso czy żywicznych modeli które są drogie, nie zawsze zgodne z planami i tak czy tak trzeba im dorabiać całe olinowanie. A w bonusie jest tam latryna i prysznice ;)
  12. Dosiadam się z ciekawością.
  13. kret69

    X_12

    Dzięki.
  14. kret69

    X_12

    A zdradzisz jak osiągnąłeś efekt tych blach pordzewiałych i popalonych?
  15. kret69

    X_12

    Oglądam z fascynacją co tym razem wymyślisz.
  16. A co, jeśli zajrzy tu moja żona? Chcesz zabić ją, czy mnie jej rękoma? A poza tym Bardzo rozsądnie. widać, że Kolega szkolony
  17. Galeria Konkurs Lato 2016 Model zakwalifikowany do: Klasa 1 - Samoloty i śmigłowce Specjalna 1 - Najlepsza interpretacja tematu konkursowego Specjalna 2 - Najlepsza relacja z prac warsztatowych Warsztat TUTAJ
  18. Koniec. Zdjęcia do galerii wstawię w weekend, bo potrzebuję dobrego światła. Tymczasem:
  19. Zostaje mi ogrodzenie i śmieci, ciekawe czy się wyrobię:
  20. W sensie że za duży? To może skala 1:285? ;)
  21. Piękna praca.
  22. Szanowni Czytelnicy, nie szukajcie w poniższej opowieści politycznego czy światopoglądowego przekazu. To nie historia o bohaterach, tchórzach i oprawcach. To prosta historia o zbombardowanych karetkach. AXP Quana 2006 Jest taka wieś Tibnine. Albo Tebnine, zależy od tłumaczenia. Oryginalnie nazywa się تبنين i leży w południowym Libanie. Ładne miejsce - jest tam historyczny zamek krzyżowców i zdaje się że także las jako atrakcja turystyczna (sic! - taki bardziej sad-samosiejka ale dla nich to las i wielka atrakcja). 25 km dalej w linii prostej (30 km drogami) leży nadmorskie miasto Tyr a 104 km dalej - Bejrut. Generalnie Liban to małe miejsce więc wyobraźcie sobie, że z tego Tibnine jest nad morze mniej więcej tyle, co z Lęborka do Ustki. 23 lipca 2006 roku około godziny 21:30 czasu lokalnego w Tibnine wybuchł pocisk artyleryjski. Nie żeby jeden i to samo w sobie nie było niczym niezwykłym biorąc pod uwagę, że Liban został właśnie zaatakowany przez Izrael. Jednak ten szczególy pocisk zapoczątkował historię, którą chcę opowiedzieć. Wybuch uszkodził domostwo mechanika samochodowego pana Ahmada Fawaza, 41-letniego mechanika samochodowego. Cała rodzina słysząc pierwsze wybuchy schowała się w holu budynku ale i tak pięcioro z nich ucierpiało: Ahmad Fawaz, lat 41 doznał obrażeń od odłamków w udo i w ramię; Muhammad Fawaz, syn Ahmada lat 13, doznał obrażeń od odłamków w paluch lewej stopy oraz w okolice brzucha; Ali Fawaz, brat-bliźniak Muhammada lat 13, doznał obrażeń od odłamków w nogę Fatima Fawaz, żona Ahmada (wiek nie podany) doznała obrażeń od odłamków w nogę i w ramię; Jamila Fawaz, mama Ahmada, lat 80 doznała obrażeń od odłamków i szkła w nogę (m.in. przerwany został jeden z nerwów) Zaraz po ataku Ahmad Fawaz wsadził całą rodzinę do swojego samochodu i pojechał na posterunek lokalnej żandarmerii gdzie dojechali około godz. 22:00. Tam byli obecni funkcjonariusze obrony cywilnej Libanu, organizacji którą darzę wysoką estymą biorąc pod uwagę ile i jak robią i jakimi środkami. Oni zabrali Fawazów do szpitala w Tibnine. Tam udzielono rodzinie pierwszej pomocy ale podjęto decyzję o konieczności transportu rannych do lepiej wyposażonego (na przykład w leki przeciwbólowe które w tej sytuacji by się, prawda, przydały) i zorganizowanego szpitala w Tyrze - niecałe 30 km czyli jak z Gdańska Wrzeszcza do Gdyni. Obok szpitala było biuro LRC, czyli Libańskiego Czerwonego Krzyża (tak krzyża - nie półksiężyca - podkreślenie moje dla tych którzy wypominają mediom, że wyznanie sprawcy nie jest podane ). Oni do tej pory mają kwity na przejęcie Fawazów do karetki - Volkswagena T3 o numerze bocznym 782. Załogę tego ambulansu stanowili Husain Ayyad lat 27, 8-letni weteran LRC i Husain Farhat, lat 21 - piecioletni weteran. Słowo "weteran" nie jest w przypadku Libanu południowego jakimś drastycznym semantycznym nadużyciem przy określaniu ratowników co zresztą pokaże i ta historia. Ratownicy z "782" twierdzą że biuro żandarmerii przekazało im informacje o rannych a oni natychmiast przygotowali karetkę do wyjazdu. "782" to była karetka przewozowa przystosowana do transportu 2 osób w pozycji leżącej na noszach i jednej siedz\ącej na krzesełku kardiologicznym. W przedziale ratunkowo-transportowym było jedno dodatkowe miejsce dla ratownika nadzorującego przewożonych rannych - zajął je Muhammad Burji. Samochód to już wspomniany wcześniej VW T3 w dosyć typowej zabudowie sanitarnej, choć nie znam producenta ani dokładnego modelu samochodu. Nie miały pełnego zestawu do podtrzymywania życia na wyposażeniu, generalnie poziom KPP. To nie ta przyczajka z Bagdadu z 2007 której oberwało się z kilometra z Apaczowego 30mm działka za próbę ratowania dziennikarzy Reutera. Żadne tam CASEVACi na bazie zagarniętego dostawczaka łatwe do pomylenia z transportem terrorystów lub wesołą ekipy budowlano - remontową z Kaszub czy spod Radomia (sam nie wiem, co groźniejsze) - normalne karetki. Świeci, wyje, niektórych nawet skłania do pisania zatroskanych zapytań czy nie można by ciszej. Funkcjonariusze LRC z Tibnine skontaktowali się ze swoimi odpowiednikami w Tyrze. Tyr zdecydował, że wyśle drugi ambulans o numerze bocznym "777" tak żeby spotkał się z "782" w pół drogi w Kanie. Taka procedura nosi formalnie nazwę "AXP" czyli Ambulance eXchange Point - stosuje się ją w logistyce medycznej, zazwyczaj ma ustalone wcześniej miejsce a nie wyznaczane na bieżąco. Idea jest taka, żeby ambulans był jak najkrócej poza swoim terenem działania bo strata jego czasu operacyjnego jest w ostatecznym rozrachunku większa niż strata czasu dla pojedynczej ofiary podczas przeładunku. "777" wyjechał z Tyru z zespołem: Qasim Cha`lan (kierowca), Muhammad Hasan i Nadir Juda. "782" wyjechał w tym samym czasie (między 22:30 a 23:00) z Tibnine. Obie załogi pojechały na sygnałach przez całą drogę, co jakby nie patrzeć podczas ataku przez obce państwo chyba nikomu specjalnie snu nie zakłócało. "782" jadąc z Tibnine zauważył przelatujące nad nimi samoloty izraelskie, które minęły wieś Haris gdzie nastąpiła potężna eksplozja. Husain Ayyad - kierowca - wywoałał biuro LRC w Tibnine i poprosił o instrukcje. Polecono mu ostrożnie kontynuować. W tym momencie szpital w Tibnine zdecydował się, że nie wyśle reszty rodziny Fawazów drugą karetką bo sytuacja jest zbyt ryzykowna. "782" dojechał do Kany. Kana miała dosyć niechlubną sławę przez ostatnie kilka tysięcy lat. Najpierw pewien mesjasz zrobił tam imprezę po której nikt go już nigdy nie wysyłał po wodę na kaca. Niecałe 2 tysiące lat później, w 1996 roku, Izrael dokonał tam masakry cywilów. Ogólnie miejsce piękne, pełno zielonych tarasów, gaje oliwne i te tematy, ale jak chcecie wyszukać obrazy z Kany w Google to wyskakują głównie martwe dzieci. Trzeba by ich informacji turystycznej podrzucić cynk, że może pora zainwestować trochę w SEO i pozycjonowanie. Ale nie o tym. Jest w Kanie taki pomnik - pojęcia nie mam czego ale jest i jest punktem charakterystycznym. Załogi ustaliły że tam będzie AXP bo łatwo trafić i dojechać - z Tibnine to tylko skręcić w prawo do miasta i po przecznicy jesteśmy. No i był jeszcze jeden element który dla polskiego ratownika nie jest oczywisty - miejsce jest świetnie widoczne z powietrza. Parkujesz na sygnałach, widać Cię z daleka - liczysz, że może przynajmniej dwa razy pomyślą zanim strzelą. Obie karety dojechały na miejsce mniej więcej w tym samym czasie, stanęły tak jak widzicie na winietce, zostawiły włączone sygnały i zaczęły transfer rannych. VW T3 ma silnik na podwyższeniu więc nie jest to ideał dla ładujących. Nosze których używali to były takie proste transportowe, raz widziałem takie w Polonezie - nie mają rozkładanego w dół podwozia a tylko takie małe kółeczka. Trzeba nosić - dlatego takie a nie inne ustawienie aut. Chłopaki zrobiły to szybko po czym wsiedli do swoich wozów. Na zewnątrz pozostał Qasim Cha`lan, kierowca "777" który jeszcze rozmawiał z Husainem Ayyad'em z "782" zbierając informacje o swoim nowym "ładunku". Wszyscy ranni byli już zapakowani do "777". I wtedy coś trafiło w ich karetkę. Nie wiadomo co to było. Armia izraelska odmawia jakichkolwiek wyjaśnień, nie znaleziono też żadnych charakterystycznych śladów. Może był to jakiś pocisk 30mm, może amunicja typu DIME lub SPIKE - no nie wiadomo. Wyglądało to tak, jakby wybuchł nad celem i wygenerował pocisk o wysokiej gęstości lub temperaturze. Ten pocisk amputował natychmiast nogę Ahmada Fawaza, przeleciał przez całe auto i wbił się głęboko w asfalt zostawiając malutki krater (dziurkę wielkości pięści). Sam wybuch zamienił wnętrze "777" w wyjątkowo nieuporządkowane miejsce. HRW prowadząca śledztwo uważa, że był to jakiś eksperymentalny pocisk z izraelskiego drona - ze względu na precyzję trafienia i stosunkowo niewielkie (w sumie żadne) zniszczenia dookoła a także w środku pojazdu musiało to być coś małego i precyzyjnego. Więc raczej na pewno nie Katiusze Hezbollachu. Oczywiście w praktyce wyglądało to tak że nagle coś potężnie walnęło, załoga z "782" dostała odłamkami i własną szybą przednią po twarzach i przez chwilę nie wiedziała co się dzieje. Wszyscy ratownicy mieli na sobie kamizelki odłamkoodporne oraz hełmy z kevlaru więc odłamki nie spowodowały u większości z nich ciężkich obrażeń. Tylko Muhammad Hasan został uderzony w hełm odłamkiem tak silnie, że natychmiast stracił przytomność.Chwilę póżniej wszyscy którzy mogli pędzili jak najdalej od miejsca wybuchu ciągnąc za sobą nieprzytomnego Muhammada. Schowali się w budynku nieopodal, zebrali oddech i po paru minutach Ayyad ruszył z powrotem do "782" żeby przez radio zameldować o sytuacji. Dotarł tam i wtedy w jego "782" trafił drugi pocisk - centralnie w środek czerwonego krzyża na dachu, wbijając kopulastą osłonę nawiewu do środka. Uciekający z powrotem Ayyad zobaczył jak mały Muhammad wyczołguje się z "777" i traci przytomność. Ratownik zawrócił, wziął trzynastolatka na ręce i zaniósł do budynku w piwnicy którego ukryły się obie załogi. Dziecko miało dodatkowe obrażenia klatki piersiowej i głowy po trafieniu karetki, do tego oczywiście te które były powodem jego hospitalizacji. Jego taty i babci nie było widać więc ratownicy byli przekonani, że reszta pacjentów zginęła. Spędzili w tej piwnicy godzinę i czterdzieści minut z małym pacjentem. Opatrywali siebie nawzajem i dzieciaka. Próbowali użyć telefonów komórkowych ale żeby złapać sygnał, musieli opuścić schronienie. Udało im się przekazać informację do siedziby LRC. Potem czekali, aż LRC odezwie się do ICRC (Międzynarodowy Czerwony Krzyż) a ten do władz izraelskich z prośbą o bezpieczny przejazd dla karetek na podanej trasie.O 01:15 kolejny ambulans z Tyru dotarł w końcu do Kany i ewakuował ratowników i rannych. Co ciekawe, zarówno Ahmad Fawaz jak i jego mama Jamila przeżyli. Niestety, nogi pana Fawaza nie udało się uratować. Ratownicy mieli mnóstwo obrażeń ciała od odłamków, popękane błony bębenkowe od wybuchów a Muhammad Hasan - najciężej ranny - spędził na OIOMie 5 dni. Możecie sobie po angielsku przeczytać wszystko, co zebrał HRW tutaj: https://www.hrw.org/legacy/backgrounder/mena/qana1206/index.htm. Z całą tą historią jest też związany mocno - choć w tle - wątek polski. Od 1996 roku przynajmniej do wydarzeń opisanych poniżej stacjonowała tam w ramach UNIFIL Polska Kompania Remontowa (znana jako PMC) której zadaniem była pomoc techniczna i medyczna ludności lokalnej zarówno w odbudowie jak i utrzymaniu infrastruktury cywilnej; współpracowała między innymi ze szpitalem w Tibnine. To oni w dużej mierze pomagali w ewakuacji ludności cywilnej oraz rozwożeniu i opatrywaniu rannych. To wszystko się zdarzyło dokładnie 10 lat temu, 23 lipca 2006 roku między 21:00 a 01:30 czasu lokalnego. Z okazji dziesięciolecia tych wydarzeń wysyłam pojutrze LRC taką oto pocztówkę. Pomyślałem że i w naszym języku warto przybliżyć tą mniej znaną historię. Model to PJ Productions VW T3 w skali 1:72. Warsztat tutaj: viewtopic.php?f=88&t=49520
  23. Dzień dobry, kombinuję już od jakiegoś czasu z jakąś stacją do odpowietrzania odlewów, idealnie także do vacuformowania, ale niestety nie za bardzo wystarcza do tego odkurzacz ani chlebak próżniowy. Chciałbym kupić taki zestaw jak kiedyś były w szkołach - przezroczysty klosz i pompa próżniowa pozwalająca na wyssanie powietrza i przetrzymanie tej próżni przez przynajmniej kilkanaście minut. Do użytku w domu więc wolałbym coś bezpiecznego. Super ciche być nie musi. Widziałem w skleptechniczny pompy próżniowe, ale nie wiem jakie komory można do tego podłączyć. Tak po prawdzie to chciałbym tym razem już nie rzeźbić i kupić jakiś zgrabny, sprawny zestaw pompa+komora tak, żebym mógł się skupić na samym hobby. Z góry dziękuję
  24. Minął ponad rok odkąd zacząłem ten projekcik. Dzisiaj, czyli o godzinie zero 19 lipca, kończę go. Cztery dni i z tysiąc drobiazgów przed czasem. Malowanie ciągle nie to, masa drobiazgów mogłaby być zrobiona lepiej a jak się teraz zastanowię to w sumie od zera powinienem to wszystko jeszcze raz zrobić. Ale nie zrobię, tak mi wyszło. W ciągu tego projektu z jednego modelu zrobiłem dwa, waloryzowałem kabinę w zamkniętym modelu a niedostatecznie waloryzowałem w otwartym i popełniłem jeszcze masę błędów. Figurek nie wstawiam. Chcę na dziesięciolecie tych wydarzeń wysłać taką pocztówkę do LRC (potęga fejsbuka) - niech same numery mówią za siebie. Oto zdjęcia robocze. Poprawną galerię zrobię na dniach tak, żeby na 23 lipca 2016 roku - dokładnie dziesięć lat po tych wydarzeniach - móc to przypomnieć taką winietką. Koniec. Dziękuję, że wytrwaliście.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.