HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Miałem - jeden z pierwszych MM który sklejałem. Ale to numer z 1973r.
-
Rusek to o ile pamiętam, pojawił się po 1980r. I niemal do końca lat 80 był dość trudno dostępny i drogi.
-
Panie, jaki aerograf w latach 70-tych czy nawet 80-tych. Patentu z pompką nie znałem. Ale gdybym zaczął rozpylać srebrzankę w pokoju, to by mnie matka pogoniła razem z całym modelarstwem.
-
Z filmu wygląda na to, że rzeczywiście, po nagrzaniu wyłącznik ciśnieniowy nie działa i kompresor chodzi cały czas, dławiąc się so chwilę. Widze 2 możliwe przyczyny: 1. Czujnik po nagrzaniu przestaje reagować a kompresor "nie ma siły" dopompować więcej i się dławi. Ale bardziej mi się widzi drugie wytłumaczenie. 2. Nagrzany kompresor słabo pompuje - pojawiają się nieszczelności lub zatarcia. Albo jedno i drugie. Kompresor się dławi a wyłącznik ciśnieniowy nie działa, bo ciśnienie jest cały czas za małe. PS Uświadomiłem sobie, że można to sprawdzić. Dokręć maksymalnie pokrętło reduktora, aby manometr pokazywał ciśnienie w zbiorniku. Włącz kompresor i sprawdź przy jakim ciśnieniu sie wyłącza gdy jest zimny, a do jakiego ciśnienia pompuje gdy zaczyna się szopka.
-
Jeżeli przestudzenie pomaga, to prawdopodobnie się przegrzewa. Wtedy jedno z dwojga - albo wada/uszkodzenie albo po prostu zbyt intensywnie z niego korzystasz. Te tanie kompresorki niezbyt sie nadają do dłuższych sesji malowania. Trzeba robic przerwy, aby się mógł schłodzić. Mówisz, że nie ma "kliknięcia". Czy to znaczy, że kompresor się przestaje wyłączać po pewnym czasie? Sugeruje to uszkodzenie wyłącznika ciśnieniowego, lub nieszczelność nasilającą się wraz z temperaturą. Opisz może dokładniej, lub załącz film.
-
Przepraszam z odgrzanie zamkniętego (z punktu autora) tematu, ale mam mały update. Otóż jak gdzies czytałem, Browningi różnych modeli były przed wojną tak rozpowszechnione, że w Polsce każdy mniejszy pistolet samopowtarzalny nazywano popularnie "brauningiem". Na takiej samej zasadzie jak kiedyś piecyk gazowy to był "junkers", odkurzacz - "elektroluks", sportowe buty "adidasy" itp. Dlatego sądzę, że w 1962r Jeremi Przybora mógł nie mieć na myśli żadnego konkretnego typu ani modelu pistoletu. Nb. pamiętam z dzieciństwa, że "kolt" był dla nas nazwą każdego rewolweru.
-
To źle przeczytałeś . Produkcja czołgów w wersji PL ma być równolegle w Polsce i Korei. Taki jest plan, a co z tego wyjdzie i ile da się wyprodukować w kraju, to wróżenie z fusów.
-
Nie porównuj sytuacji z węglem i innymi bzdurnymi decyzjami, bo tam politycy nie muszą się z nikim konsultować i sie nie konsultują. Bardzo często to po prostu Jarozbaw albo MM mówi jak ma być i tyle. Z wojskiem tez się tak pewnie zdarzało. Ale w tym wypadku jest nieco inaczej. Po pierwsze wygląda, że wojskowi mają dużo więcej do powiedzenia. Ale co wazniejsze, zaczynają swoje decyzje sensownie uzasadniać. Oczywiście zgadzam się, że na 100% zaufanie nie ma miejsca zważywszy na doświadczenia z ta ekipą, ale lepiej później niż wcale. Nie dyskutujmy moż o polityce, i o tym co by było gdyby, tylko o sensowności zakupu FA-50 w sytuacji jaka jest. P.S. I pamiętajmy o tym, że tego co mamy, nie sposób było sensownie przewidzieć. Gdyby mi ktoś 5 lat temu powiedział, że trzeba rozwinąc wojsko do 5-6 dywizji i wydać nieprzytomną kasę na nowe systemy, bo Rosja może nas zaatakować w perspektywie kilku lat, to bym sie w głowę popukał. Jeśli dziś ktoś powie, że trzeba przywrócić pobór - to jestem skłonny się zgodzić, choć od zawsze byłem przeciw.
-
Dzięki ostatniej rozmowie Jarosława Wolskiego z płk. Płatkiem wiadomo, że ta logika jest. Czy się sprawdzi, to inna sprawa. Ale to nie jest tak, że politycy wymyślili coś bez sensu, wbrew wojskowym. PS Jeśli ktoś nie oglądał, to pokrótce. Założenie jest takie, że Rosja będzie gotowa do nowej agresji nie za 10 lat, a za 5. Stąd te szalone (z pozoru) zakupy. W ciągu 5 lat, nie da się dokupić więcej F-35 ani (uwaga) potrzebnej liczby F-16, nawet używanych. A Su-22 pójdą wtedy na złom. FA-50 to zapchajdziura, ale z potencjałem. Będzie miał wkrótce radar EASA i integrację z najnowszymi AIM-9. Również zasobnik do podświetlenia celów. Potem integrację z AMRAAM i być może z Brimstone. Na dodatek, Koreańczycy nie robią problemu z produkcją elementów i serwisem oraz szkoleniem w Polsce.
-
Ja co nieco zrozumiałem.
-
Walka z szybką wcale nie szybka. Odkleiłem maskę z przeźroczystego segmentu kadłuba, bo obawiałem się, że mogły przykleić sie od środka jakies paprochy. Decyzja nie była łatwa, bo bez względu na wynik inspekcji i tak trzeba by było zmyć otaczający maskę surfacer przed przyklejeniem nowej. Okazało się, że paprochy są. Jak je usunąć z wnętrza sklejonego kadłuba? Przez otwór wlazł cienki pędzelek i sięgnął do szybki. Przy okazji, pokryłem wnętrze okna lakierem do szybek, coby "glanc był". Niestety, zmycie surfacera naruszyło również szpachlówkę pod spodem i pojawiły sie drobne szczeliny na styku z kadłubem. Zupełnie niewidoczne gołym okiem, ale po malowaniu by się ujawniły. Trzeba więc szpachlować (surfacerem 500) i szlifować ponownie. Niestety, nie wystarczyło. Drobinki surfacera odpadły w trakcie szlifowania i znów pojawiły się mikroskopijne wżery. Kolejne nakładanie płynnych szpachlówek mogło się zakończyć tym samym. Trzeba było sięgnąć po CA. Znów kolejne szlifowanie i polerowanie. Użyte po kolei narzędzia od lewej, do prawej: Po pierwszych dwóch: Na koniec, po pokryciu lakierem do szybek. No i maska. Na szybkę był położony pędzlem lakier nabłyszczający. Jako człek małej wiary, wolałem od razu sprawdzić jak sie sprawy mają. No i proszę. Niby lakier rzadziutki i warstwa cienka, a schodek jak ... teges. Tak ku przestrodze dla wyznawców kultu "to zniknie pod farbą". Wyprowadzenie tego na gładko nie będzie problemem, tym bardziej na podkładzie. Jakby wylazło spod farby, wtedy kłopot.
-
To się załatwia odpowiednimi narzędziami i techniką szlifowania. Najpierw sztywniejszy pilnik któy zdejmie wystający nadmiar i nie będzie dotykał otaczającego plastiku. Trzeba go w dodatku prowadzić delikatnie, żeby tak się nie działo. Potem można użyć pilników na miększym podłożu (gąbczastym) które dostosują sie do krzywizny powierzchni ale nadal będa działać większym naciskiem na ew. pozostałą wypukłość kleju/szpachli. Potem można już wypolerowac na gładko. Niestety, używając palców i papieru ściernego, jest to trudne do wykonania. Pilniki o różnej elestyczności i różnej gradacji pozwalają pozbyć sie problemu. W tym wąskie, aby szlifowac na jak najmniejszym obszarze. Ja korzystam z pilników Flory Models, ale są chyba niedostępne w Polsce. Ale są też inne podobne, np MIG-a. Odkąd zacząłem używać, większość problemów ze szlifowaniem po prostu zniknęło.
-
Stwierdzenie, że ktoś się myli to jeszcze nie brak kultury. Wszystko zależy od formy i intencji. Jesli usłyszę "mylisz się bo..." (tu argumenty) nie uznam tego za brak kultury. Za to "mylisz się, bo jesteś głupi" będzie obraźliwe. Ale "mylisz sie, bo masz braki w temacie" - tu już śliska sprawa. Czy intencją było dokopanie mi, czy po prostu rzetelna ocena mojej wiedzy? No, ale odjeżdżamy w offtop, więc chyba starczy.
-
Dlatego nie dziw się, gdy ktoś uzna ją za bezwartościową (w sensie obiektywnej racji). Choć masz do niej prawo, bo każdy ma prawo sie mylić.
-
Zależy do jakiej postaci chcesz doprowadzić powierzchnię. Jesli ma być idealnie gładka np pod metalizer to jednak CA jest zwykle najwłaściwszym wyborem. Oczywiście jeśli rysa jest niewielka lub płytka, płynna szpachlówka i podkład powinny załatwić sprawę. Problem polega na tym, że te specyfiki niewystarczająco mocno wiążą się z podłożem na tak małej powierzchni styku. Wtedy podczas szlifowania i polerowania mogą się pojawić małe ubytki czy wgłębienia których podkład nie ukryje. CA wiąże się bardzo mocno, a jego powierzchnia jest na tyle twarda, że przy szlifowaniu nie "wyrzeźbisz" wgłebień. Alternatywą dla CA może być rozpuszczony (np w acetonie) polistyren. Ale on zwykle mocno nitkuje, więc nie przepadam. Innym sposobem jest wymieszanie CA z talkiem. Taka masa podobno równie dobrze trzyma sie powierzchni jak czysty CA ale szlifuje się łatwiej. Nie próbowałem. Inną zaletą CA jest możliwość ponownego trasowania linii w tym miejscu. Szpachlówki sa zwykle zbyt miękie lub kruche i trudno wykonać gładkie, równe line. Ale wg. mnie, kluczem do sukcesu są odpowiednie narzędzia ścierne i technika szlifowania.
-
To prawda, ale szanowanie zdania innych nie oznacza, że każdemu należy się racja. Postać z filmu reprezentuje raczej Ciebie a nie Damiana Ratkę i tych którzy sie z nim zgadzają. Jeśli lekarz zdiagnozował u pacjenta zapalenie wyrostka, a Ty stwierdzisz, że to wcale nie wyrostek, bo znasz się na medycynie i tak uważasz - to mam brać twoją rację pod uwagę? Ekspert może się mylić, ale prawdopodobieństo błedu u dyletanta jest nieporównywalnie większe. Jeśli Ty, anonimowy forumowicz nie zgadzasz się z ekspertem, występującym pod własnym nazwiskiem i mającym dobrze określony dorobek w danej dziedzinie, to poprzyj to zdaniem innego znanego eksperta. Pokaż mi nieanonimowego znawcę tematu z udokumentowanym dorobkiem, który wyraźnie stwierdzi, że Abramsy przejmowane przez Polskę sa u kresu swej żywotności i nie przeszły generalnego remontu ani przebudowy. Wtedy uznam, że to muszą roztrzygnąć między sobą eksperci. W przeciwnym wypadku, Twoja opinia i opinie zgadzających się z Tobą forumowiczów, to jedynie spekulacje, bez żadnej merytorycznej wartości.
-
W UK jest ogólnie przyjęte, że nie ocenia się negatywnie czyjejś aktywności lub zachowania w sposób publiczny. Oczywiście poza przypadkami łamania norm społecznych, prawnych, pracowniczych lub innych przepisów. A już tym bardziej nie krytykujemy, gdy ktoś prezentuje nam swoje dokonania. No chyba, że bardzo wyraźnie stwierdzi, że sobie krytyki życzy. Jesli coś się nam nie podoba, to albo nic nie mówimy, albo chwalimy zdawkowo, że np. "ładne", "przyjemne" lub "ok". Nb. powiedzieć w Anglii o czymś że jest "ok" to już oznacza, że nie jesteśmy zbyt zadowoleni. A gdy sie podoba, no to trzeba chwalić używając przymiotników typu "wspaniałe", "wielkie", "cudowne" itp. Taki zwyczaj i taka kultura. Niektórzy twierdzą, że to hipokryzja. Ale ja skłaniam się ku gdzieś zasłyszanej opinii - "wolę udawaną grzeczność od szczerego chamstwa". Natomiast gdy chodzi o fora modelarskie, to bardziej mi odpowiada nasze podejście. Pokazujesz - bądź gotowy na krytykę (byle uprzejmą).
-
Stan wojenny został zniesiony w 1983 w lecie. Jruzel z ekipą starali się, żeby ludzie odczuli jakąś poprawę. Pojawiły się różne importowane dobra - sowiecki sprzet fotograficzny i kalkulatory (całkiem przyzwoite na owe czasy), NRD-owskie motocykle i motorowery itd. Oczywiście trzeba było trafić albo wystać w kolejce, ale wrażenie poprawy było. Podobnie jak @letalin, pamiętam dobrze tę dostawę. Kupiłem sobie Mosquito. Jak minął pierwszy szał, to można było te modele w CSH dostac bez kolejki jeszcze przez wiele miesięcy. Cena 700 zł za mały model to było sporo. Moje stypendium naukowe wynosiło coś 1200 zł na miesiąc. Inna rzecz, że wówczas Matchbox nie wzbudzał już u mnie przyśpieszonego bicia serca. Detal i zgodność wymiarowa zaczęły mieć dla mnie kluczowe znaczenie. Italeri, Hasegawa lub Fujimi, ewentualnie nowe Revell-e i Airfixy - to był przedmiot marzeń. Na giełdach które wtedy się pojawiły, takie modele były w cenie kilku tysięcy zł!
-
Na chwilę wróciłem do wanny podkadłubowej. Nigdy nie myslałem, że ta piłka RB może się do czegoś przydać Tak zostanie, bo tylna komora będzie zamknięta. Ale wystające kawałki musiałem obciąć bo przeszkadzałyby w montażu osłon luf. Zawiasy do pokryw są na miejscu i działają. Przednia część wanny jako tako ogarnięta. Okaże się po podkładzie.
-
-
A cechą żelaza jest, że rudzieje z czasem? Daj spokój, mosiądz pokrywa się patyną lub czernieje na powierzchni na skutek reakcji chemicznych. Przetrzyj papierem ściernym lub płynem do czyszczenia mosiądzu i zobaczysz, że zniknie. Określenie tego jako nalot jest może niezbyt precyzyjne, ale prawidłowe. Twój zawór w porównaniu ze zdjęciami kolegi nie ściemniał za bardzo mimo dłuższej kariery. Z kolei w moich aerografach nalotu praktycznie nie ma, choć niektóre też są ponad 10 - letnie. Może dlatego, że od czasu do czasu smaruję tłoczki zaworków, lub powietrze w mojej okolicy zawiera mniej chemii. Żeby nie być gołosłownym. To analogiczna część z mojego chyba najstarszego wiekiem aerografu Olympos. Kupiony co prawda kilka lat temu jako fabrycznie nowy, ale wyprodukowany najpóźniej pod koniec lat 90-tych, bo jakoś wtedy Olympos zakończył produkcję. Jak widać, tłoczek niespecjalnie ściemniał, ale nakrętka owszem. Może dlatego, że raczej nie była smarowana, a wilgoć z powietrza zbierała się głównie na niej. Teraz czary, mary (sprężynki nie czyściłem)
-
Ja mam identyczny. Z 1992r. Też kupiony na aukcji, ale sprawdzony i odświeżony przez @Adamek1003. Jeśli działa, to być może wymaga jedynie uzupełnienia oleju. Albo nawet nie. Wtedy po prostu podłączyć i używać. Brał bym w ciemno. Jest nie tylko cichutki, ale też niewielki. Nie większy niż typowe chińskie bezolejowce.
-
Na pierwszym zdjęciu, element po prawej wkręca się w korpus jednocześnie ściskając sprężynę. Im mocniej dokręcimy, tym mocniej sprężyna będzie zamykać zawór. I tym twardszy będzie spust przy nacisku. Ale wg mnie, problem leży gdzie indziej. Tłoczek jest pokryty nalotem co powoduje zacieranie się. Oczyść drobnym papierem ściernym i nasmaruj. Np wazeliną techniczną. Nie za dużo smaru, żeby nie był zabierany przez powietrze wgłąb aerografu. PS. Wygląda na to, że powietrze z kompresora ma bardzo dużo wilgoci. Stąd tak mocne utlenianie. Sprawdź swój odwadniacz na kompresorze, ew. dołóż drugi na wężyku.
-
Tak, NATO zmiotło by Rosję (gdyby nie doszło do konfliktu nuklearnego) za cenę zbombardowanej Warszawy, Krakowa, Lublina i wielu innych miast. Za cenę zawalonych mostów, zniszczonych elektrowni i zrujnowanej infrastruktury, spalonych zabytków. Za cenę setek tysięcy lub więcej uchodźców z zagrożonych terenów. Za cenę zamordowanych cywilów i zgwałconych kobiet w polskich wsiach i miasteczkach. Zastanów się dobrze o czym Ty mówisz.
-
To samo dotyczy Chin, Hong-Kongu, Holandii, UK i wielu innych krajów. Cała masa firm tam prodkujących ma siedzibę (lub większość kapitału) gdzie indziej. Jeśli sprzedaż firmy wlicza się w eksport Polski to znaczy, że te pieniądze przychodzą do Polski i tu sa płacone wynagrodzenia, podatki i inwestycje. Poza tym, od 2012 r. więcej niż połowa polskiego eksportu wytwarzana jest przez polskie firmy. „Impuls rozwojowy dla eksportu związany z uzyskaniem dostępu do jednolitego rynku europejskiego okazał się o wiele większy w przedsiębiorstwach z kapitałem wyłącznie polskim niż w firmach z kapitałem zagranicznym” https://300gospodarka.pl/analizy/polski-eksport-pie Więc wiesz co mówisz, czy mówisz co wiesz (lub Ci się wydaje)? Chyba przespałeś ostatnie 10 lat. Mit "polskiej taniej siły roboczej" nie ma już wiele wspólnego z rzeczywistością. Pracuje od wielu lat za granica i dobrze zarabiam. Od paru już lat, wielu moich kolegów w Polsce zarabia w tej samej branży i na takich samych stanowiskach więcej niż ja.
