Panowie, ale bądźmy szczerzy.
Dzisiaj początkujące, pardon, szczyle, nie sklejają modeli inaczej niż my 20-30-40 lat temu. Tzn. model bierze się z pudła, wyłamuje z ramek i skleja. Potem zwykle się nie maluje, tylko na plastik nakleja kalki. Jeśli już jaki wpadnie na pomysł pomalowania to podbierze tatusiowi lakier do kaloryferów (i już zimowe kamo ma załatwione), albo do ławek (i już letnie kamo z głowy) i dawaj.
Ci ambitniejsi, tak jak 20-30-40 lat temu rozpoczynają poszukiwania jakie farbki, jakie kleje itp.
Nie chce tu siać propagandy, ale nawet w PRL tzw. "wolny-czarny rynek" pozwalał zaopatrzyć się niemalże we wszystko od modeli po kleje i Humbrole (wówczas synonim farby do modeli). Relacje cenowe były co prawda absurdalne, ale tak jak dziś, nikt nikogo nie zmuszał do kupowania. Ja wolałem nie zjeść, aby zoszczędzić na konkretnego Hombrolka.