Po kolei, ale odwrotnie
Nić mocowałem niewielką ilością kleju CA. Bardzo dobrze na niego reaguje i szybko łapie. Nanosiłem go za pomocą zaostrzonej wykałaczki. Ważne jest również to, że ładnie się przykleja pomiędzy sobą. Przy Japończykach to podstawa, zresztą przy Yahagi było sporo nitek klejonych z sobą. Operowanie takimi nitkami potrafi dać w kość, bo ledwie je widać i potrafią wypaść z pęsety. Warto wtedy model ustawić na jakiejś białej kartce, a jeżeli jest przymocowany do podstawki, jak w moim przypadku, dobrze położyć koło burty coś białego, kawałek kartki lub polistyrenu, żeby było cokolwiek widać. W przypadku nitek biegnących pionowo lub prawie pionowo najpierw przyklejałem je do pokładu, lub nadbudówek, a potem dopiero do masztów. Liny sygnałowe przykleiłem do pomostu przed jego przyklejeniem do pokładu. Potem rozłożyłem je tak żeby się nie poplątały i dopiero mocowałem do rejek.
Tajemniczy patent widoczny na zdjęciu obok nitek to reflektor - szperacz w skali 1/700 do zdjęć w nocy. Tak, nie robię sobie jaj. Wkładamy to to pomiędzy smartfona a obudowę, w miejscu, gdzie jest latarka:
Po jej włączeniu daje to nam wąski promień światła:
Model fotografujemy z aparatu umieszczonemu na statywie z długim czasem naświetlania, a jedyne oświetlenie stanowi ten właśnie szperacz. Muszę jeszcze popracować nad balansem bieli, w każdym razie dało to takie efekty:
Więcej zdjęć w galerii. Na tym właściwie koniec mojej przygody z Yahagi, ale wsiąknąłem w skalę 1/700...