Skocz do zawartości

letalin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3 632
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    6

Zawartość dodana przez letalin

  1. Zadajesz mi pytanie i sam odpowiadasz Cóż, widocznie inaczej rozumiemy podstawowe pojęcia. Schweinfurt jako przykład sukcesu dziennego bombardowania? Ty chyba patrzysz z niemieckiego punkty widzenia Według mnie sukcesem te naloty nie były, a raczej sposobem na szybkie unicestwienie własnego lotnictwa w oparciu o silne podstawy teoretyczne, które jednak niewiele z rzeczywistością miały wspólnego. Spiton: Zupełnie poważnie: Rudel był parę razy zestrzelony. Nogi mu nawet urwało. Poza tym działał w skali taktycznej i mieszanie tu Douheta jest lekkim nadużyciem. Ale co tam złego faszystę wspominać i jego bardzo stronnicze oceny umiejętności sowieckich, ja podrzucę przykład setek "zestrzelonych" przez amerykańskie bombowce strategiczne. Jakie tam realne zagrożenie stanowił niemiecki myśliwiec? Nad Schweinfurtem zniszczyli podobno prawie 300 szkopskich maszyn:) Sukces!
  2. Trudno porównywać, tu masz rację. Może i B-26 był szybszy od myśliwców, ale nie od tych, które spotykał nad Europą Zachodnią. Natomiast He 111 był rzeczywiście szybszy od myśliwców polskich we wrześniu 1939.
  3. Jakiś przykład, gdzie bombowce dały radę samodzielnie się przedrzeć w dzień przez obronę i wykonać strategiczne zadanie z sukcesem? Ja wspomnę o Schweinfurcie 43, klasycznym przykładzie nadmiernej wiary w możliwości bombowca i planowania bez brania pod uwagę poprzednich doświadczeń. Częściowo masz rację tak jak teoretycy z lat trzydziestych: "Bombowiec zawsze się przedrze", ale pozostaje pytanie jakim kosztem i czy efektywnie? Mój komentarz odnosi się do tej opinii Spitona: Po co Anglia miała tak bardzo rozwinięte lotnictwo bombowe, i stosunkowo słabe lotnictwo myśliwskie przed druga wojną? Bo w epoce przedradarowej wyliczyli sobie, że ewentualne naloty najlepiej będzie zwalczać za pomocą bombowców. ....atakujac bazy przeciwnika. Przechwycenie bowiem wypraw bombowych przez własne myśliwce nie wydawało się Anglikom efektywnym sposobem walki. Co jest mocno nieprawdziwe w konfrontacji z faktami, które mówią, że ani strategiczne lotnictwo bombowe RAF nie było do tego co Spiton pisze zdolne, ani myśliwce takie zaniedbane.
  4. No był, tyle, że rumuński:))
  5. Bomber Command na pewno nie należało do "tak bardzo rozwiniętych" w dniu wybuchu DWS. Strategicznych uderzeń wykonać nie było w stanie, a ich ciężki bombowiec Whitley nie należał do wynalazków mogących przerażać przeciwnika, chyba że brzydotą. Spitonie budujesz chyba swoją wizję na niekompletnych danych:) Wizja bombowca, który zawsze się przedrze była popularna w latach trzydziestych, ale pojawienie się myśliwskich dolnopłatów z chowanym podwoziem praktycznie uniemożliwiło im skuteczne działanie za dnia, a nocne naloty RAF w początkach wojny, to raczej działania dla podtrzymania ducha, niż uderzenia mogące cokolwiek znaczyć. W każdym razie program rozwoju ilościowego i jakościowego lotnictwa myśliwskiego RAF szedł pełną parą od paru lat poprzedzających wojnę, przynajmniej od dnia powstania Fighter Command.
  6. Zabawa na całego:) Maszt wyrastający z wiatrochronu dość dziwny. Posiadanie kiedyś kolegów w Luftwaffe nie psuje dziś samopoczucia ani Włochom, ani Węgrom. Dlatego nie mam nic przeciwko tej fantazji, że z tymi dobrymi, co to nigdy Hitlera nie kochali, Niemcami i masami ochotników z całej Europy i obu Ameryk idziemy na wschód, by spotkać gdzieś w Azji nacierających w przeciwnym kierunku dzielnych żołnierzy Cesarstwa Japonii.
  7. Znalazłem zdjęcia wyprasek i malunków: http://new2.trumpeter-china.com/index.php?g=home&m=product&a=show&id=155 Na mój gust nie jest to wybitny model wart wielkich pieniędzy. Poczekam na okazję
  8. Piszesz o teorii. Walka powietrzna i jej metody ewoluowały. Zasadą było wykorzystanie zalet maszyny i unikanie operowania w sposób dający większe szanse przeciwnikowi. Zasadą, a nie jedyną praktyką. Pozostawało również dowodzenie. O ile Hartmann nie miał problemu ze stosowaniem taktyki unikania walki kołowej, to inni dowódcy nie do końca byli przekonani do jej uniwersalności. Nie mam teraz tego pod ręką, ale wspomnienia pilota niemieckiego z frontu wschodniego z końca wojny, gdy gwiazda Hartmanna była już pierwszej wielkości, mówią o dowódcach hołdujących podejściu niezwykle konserwatywnemu, o kręceniu kółeczek za Jakami i Ławoczkinami. Z opłakanym często skutkiem.
  9. Facet pewnie mówił prawdę, że był konsekwentny i unikał walki kołowej, ale parę setek innych pilotów walczyło bardziej ryzykownie. Jak popatrzysz sobie na wysokości walk np. z Ił-2 to będziesz pewny, że manewr pionowy na takich wysokościach w wykonaniu Bf 109 nie był możliwy. To były brutalne walki w stylu IWŚ. Ten sobie notował wysokości walk. http://www.luftwaffe.cz/hafner.html
  10. Niekoniecznie. Wbrew obecnym poglądom, nie wszyscy lotnicy Luftwaffe oduczyli się walki kołowej. Lektury wspomnień pilotów, czy opowieści świadków pokazują, że myśliwcy LW walczyli na na różne sposoby, a kręcenie się w ciasnych wirażach nie było niczym niezwykłym również na froncie wschodnim. Zresztą jak inaczej walczyć np. na małej wysokości, czy przy frontalnym spotkaniu formacji na tej samej wysokości ? Taktyka zawsze była optymalizowana do aktualnej sytuacji i niekoniecznie narodowość ma tu jakieś znaczenie. Chociaż nic dziwnego, że Niemcy nie wiązali się w kurvenkampf, bo przeważnie działali wobec przewagi liczebnej przeciwnika i wtedy taktyka jednego ataku i odejścia się sprawdzała, do czasu oczywiście, gdy USAAF kupiła sobie Mustanga, który mógł dogonić takiego nurkującego Niemca i nie pozwolić mu już wyjść z tego nurkowania. Z innego powodu Amerykanie nie wiązali się w walki kołowe z Japończykami (zasadniczo, bo np. McGuire na P-38 do samego końca próbował).
  11. No właśnie... od jesieni, kiedy pojawiła się zapowiedź dreptam w miejscu z niecierpliwości . Zapowiedzi były już w 2011 . Mam nadzieję, że w tym roku ostatecznie zostanie wydany. Cena może być jednak z kosmosu i zniechęcić do zabawki. W HobbySearch jest już cena-78$. Tak wyglądało to zaraz na początku:
  12. Jeśli Finowie na słabiutkiej wersji Buffalo dawali popalić sowieckim, to ten Byczek siał popłoch i zniszczenie ze dwa razy lepiej:)
  13. Seb, niedługo będzie model tej maszyny w 1/72 od Trumpetera. Większy i dający większe pole do popisu Twoim talentom:)
  14. To tylko Twoje nieuzasadnione domysły. Ja się skłaniam ku przypuszczeniu, że był przymocowany w miejscach, gdzie był zaczep do pomocniczego podwozia. Stał tak jakieś 40 lat. Potem mocowania skorodowały i efekt był jak na zamieszczonych zdjęciach. Zresztą postawiono go chwilowo z powrotem na wyremontowany cokół. Widać ślad po uderzeniu nosem w beton.
  15. R.IX? Bardzo niszowy. Chyba tylko jako zapowiedź R.VIII, który jakby ciekawszy.
  16. Czemu nie BMW 801? Eskorta nalotów na Moskwę?
  17. Świetnie wygląda. Szkoda, że nie uniknąłeś małych wpadek. Mam czysto montażowe zastrzeżenie do położenia kółka ogonowego. Skąd ono się tam wzięło? Instrukcja tak każe? Czy FZ111 nie miał zaczepów pod skrzydłami? Zdemontowano je?
  18. Fajny, ale jakość montażu w PZL wyraźnie gorsza niż w Ameryce. Szpara na łączeniu połówek lewego skrzydła bije po oczach. Mam też wrażenie, że polscy inżynierowie nie mieli dostępu do technologii tłoczenia takich dużych osłon kabiny z jednego arkusza.
  19. Wiesz, linia podziału blach, odtwarzana przez producenta zestawu nie ma z rzeczywistością wiele wspólnego już w skali 1/48, a co dopiero w 1/350. Blacha na styk, szpara rzędu milimetra. Podziel to przez 350...Jeśli się już upierasz mieć podziały blach na tym mikromodelu, to spróbuj drapać delikatnie linie na już pomalowanym i polakierowanym modelu. Ryska wzmocniona washem będzie i tak przeskalowana, ale chyba nic lepszego nie wymyślisz?
  20. Sprawdź teraz wznios płata. Jeśli kadłub wszedł b.ciasno, to szansa, że skrzydła będą za bardzo opadały jest spora.
  21. Fajnie, ale...najpierw rozpoznaj które z miejsc w samolocie było ujściem jakiegoś przelewu, czy odmy. Nie z każdego miejsca szedł olej, paliwo czy glikol. Z miejsc gdzie podpierano lewary nie było w zasadzie wycieków. Poszukaj galerii MikeP ze Spitfire Mk.VIII. Sądzę, że tamtem model jest najlepszym przykładem intensywnie wybrudzonego brzucha. Nie budzi mojego protestu gdy chodzi o merytorykę. Przykład delikatnego, ale poprawnego brudzenia znajdziesz w galerii użytkownika K.Y.Czart Supermarine Spitfire Mk. I - 1:32 Tamiya/Revell.
  22. Zgoda, ale przecież nie musisz się trzymać tak ostro pierwszej myśli, możesz urozmaicić projekt dając mu większą wielozadaniowość przez montaż turbiny. Tak jak miał P-47. Albo większą specjalizację przez zamontowanie wyrzutnika bombowego pod kadłubem.
  23. Skoro osiągi nie są ważne, to może daj mu stałe podwozie, odpowiednio wyższe? Wejdzie wtedy fajna duża bomba na wyrzutniku. W środku ciężkości. Płetwa jest w stylu Hawkerów. Patrz na Tempesta, który właśnie taką płetwę dostał. Może ciut mniejszą.
  24. Świst, gwizd i moc. Samolot stałby się bardziej uniwersalny. P-38, czy P-47 też służyły jako szturmowce i turbiny im nie przeszkadzały.
  25. Fińczyki mieli fantazję i smykałkę do kombinowania. Znowu może być motor Szwetsowa. Zdobyczny. Chociaż mocy będzie trochę brakować. Jakbyś mu jeszcze dodał turbosprężarkę od B-17, to może by polatał. Tylko skąd ją wziąć w Finlandii?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.