-
Liczba zawartości
4 384 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Swastyki do samolotów w skali 1:32
greatgonzo odpowiedział talmud12 → na temat → Kalkomania, szablony
A szachownica częścią godła polskiego nie była. Mieszanie pojęć zagraża powstaniem absurdów. W Niemcach obowiązuje przepis zabraniający publicznej prezentacji swastyki i penalizujący taką działalność. Jeszcze wiele wody upłynie w Renie zanim ktoś odważy się tam grzebać w tym przepisie. To jest prawo wynikłe z lokalnych potrzeb i okoliczności, dla których zupełnie bez znaczenia było to, jakie oznaczenia miało lotnictwo fińskie, co nazistowskie symbole oznaczały w Indiach przed wiekami i czy da się wyprowadzić jakąś analogię do PSP w Wielkiej Brytanii. W skali światowej prawo jest unikalne. Np. w Polsce, mimo ustawy zabraniającej propagowanie systemów totalitarnych, publiczna prezentacja oznaczeń nazistowskich Niemiec, czy komunistycznej Rosji jest dozwolone. Tu istotny jest kontekst tej prezentacji. -
Wiem, że wiesz, iż nie ma lepszego sposobu by zapewnić sobie wywołanie cytatem :). Moim zdaniem tylne skrzydła nie są problemem. Każdy z nas dysponuje niewielkim wycinkiem wiedzy i nieskończoną przestrzenią niewiedzy. Dopóki za tylnymi skrzydłami podąża chęć ograniczenia tej niewiedzy, to mnie wszystko styka. A jak tej chęci nie ma, to w zasadzie też jest OK, tylko tracę zainteresowanie kontaktem z delikwentem. Problem sposobu komunikacji na forum modelarskim funkcjonuje od momentu, gdy taki twór powstał. To zresztą nie jest rzecz typowa tylko dla hobby. Co jakiś czas regularnie wypływa w tej czy innej formie. I podobnie jest na tych anglojęzycznych forach, gdzie mimo przyjętego założenia, że chwalimy, co jakiś czas kwitną dyskusje o tym, jak należy wypowiadać się w galeriach, co to jest konstruktywna krytyka itd. Zupełnie jak u nas. To się raczej nie zmieni, raczej będziemy to sobie wyjaśniać znowu i w miarę potrzeb. Mam wrażenie, że HKK i chyba Ty też robicie założenie, polegające na rozdzieleniu modelu i modelarza. Mogę się mylić, ale i tak takie założenie funkcjonuje. Że skoro krytykujemy model, to automatycznie modelarz nie jest ruszany. To jest teoretycznie zasadne podejście, ale nie wytrzymuje zetknięcia z rzeczywistością. Twórca i dzieło to nie są zupełnie oddzielne byty, ponieważ człowiek inaczej podchodzi do istotnych dla niego rzeczy. Utożsamia się z tym co kocha i wówczas traci na tym racjonalność jego oceny (zakładając dość odważnie, że taka racjonalność w ogóle nie jest mu obca, ale to dygresja ;). Oczywiście może zdarzyć się, że ktoś zaprze się, iż jest absolutnie zawsze obiektywny, ale ja mu nie uwierzę. I nawet jeśli jakimś cudem nie będę miał racji, to sytuacja będzie statystycznie pomijalna. Związek twórcy z dziełem wpływa w różnym stopniu na racjonalność podejścia, ale warto pamiętać, że np. oceniając czyjś model ingerujemy także w tę delikatną materię. Nawet, jeśli uważamy, że na tę materie nie ma tu miejsca. Wciąż możemy zranić czyjeś uczucia i rzecz sprowadza się do decyzji, czy chcemy zachować się przyzwoicie. Komunikacja pisana jest na tyle niejednoznaczna w przekazywaniu intencji, że twórca staje wobec podobnego wyzwania. Wypada mu bowiem, wydłużyć smycz oceniającym. Także z przyzwoitości, bo przyzwoitym jest założyć, że adwersarz nie ma złych intencji, jak i rozumieć, że podejście do własnego dzieła w jakimś stopniu obciążone jest nadwrażliwością. Oddzielną kwestią jest to, czy w ogóle powinno się wyrażać krytykę w galeriach. Moim zdaniem taki bezkrytyczny model forum jest śmiertelnie nudny i kompletnie bezproduktywny. Czyli znowu nudny. W dodatku w naszej, polskiej rzeczywistości nie jest intuicyjny. Bezkrytyczne poklepywanie się po plecach na ogół, właściwie zawsze, pojawia się jako wizja negatywnej rzeczywistości. Modelarze chcą by ich modele były pochwalone wraz z dobrodziejstwem kontekstu, w którym na pochwałę trzeba zasłużyć jakością. W którym pochwała owa coś znaczy i nie jest przyznawaną z automatu nagrodą za udział. Tylko nie zawsze potrafią pogodzić się z tym, że jakość wymaga wysiłku. A, że ludzie nie widzą różnicy między wypowiedzią publiczną, a komentarzem w zamkniętym gronie, czy między luzactwem, a brakiem grzeczności to jest jeszcze inna historia.
-
F/A-18F Super Hornet, Hasegawa, 1:48
greatgonzo odpowiedział Marcin Witkowski → na temat → [L]Galerie
Mega! -
W zasadzie zawarłeś tu odpowiedź na swoje pytanie. Taki sposób robienia modeli dominował zawsze. Tak jest też teraz i w dobie powszechnej dostępności do kanałów do chwalenia się, tego rodzaju modele koniecznie dominują przestrzeń. Bardziej ambitne modele są na tyle rzadkie, że giną w masie i przestają być wyznacznikiem jakości. Tym wyznacznikiem stają się najlepsze prace z masy. To prowadzi też do zaniżenia poziomu potocznie rozumianego modelarskiego mistrza, ale to już temat na inną rozmowę. Nowsze media społecznościowe jeszcze potęgują ten efekt, bo na popularnych kanałach w ogóle wszystko ginie. Ale ten efekt jest powszechny i widać go i na forum i na festiwalach na żywo. To źle. Ale jest i druga strona medalu. Te modele z pudła (czy z kilku pudeł) wyglądają teraz o niebo lepiej niż jeszcze te naście lat temu. Oczywiście niebagatelny udział w tym ma podniesienie jakości zestawów do budowy modeli, rozwój rynku dodatków, narzędzi i specyfików modelarskich. Modelarze opanowali też aerografy i mimo wszechobecnego malowania na patent, na które wielokrotnie się zżymałem i zżymać się nie przestanę, modele we wspomnianej masie prezentują się niezaprzeczalnie lepiej. Te ambitniejsze modele nie mogą dominować w większych społecznościach, jak choćby forum, bo wówczas życie forumowe polegałoby na wpisach pojawiających się raz na kwartał. I bez szczególnej interakcji, bo bardzo dobre warsztaty nie generują większych dyskusji. To też jest normalne. Ludzie piszą tam, gdzie czują się bezpiecznie, gdzie mogą mieć coś sensownego do powiedzenia, zabłysnąć mistrzostwem, albo autentycznie służyć pomocą. Czasem coś ich zdziwi, albo zaciekawi to zapytają, ale relacje z tworzenia zaawansowanych modeli nie tryskają forumową energią, To też nie zachęca do prowadzenia takich warsztatów. Generalnie oczekiwanie od modelarskiego socialmedium promowania rzeczywiście dobrego modelarstwa jest gdzieś w kategorii mrzonek. Może i jesteś początkującym modelarzem, ale piszesz też jak początkujący forumowicz. Użytkownicy są jacy są. Prezentują różne postawy, także gdy chodzi o szacunek dla innych forumowiczów. To są rozpoznawalne rzeczy i tu raczej warto porzucić złudzenia. Przynajmniej... rada Radka :). I, soreczki, po linii najmniejszego oporu jednak... .
-
Opis HK jest dobry. Wyposażenie radiowe dostosowywano do wymagań rejonu operacyjnego, warunków lokalnych, a czasem do pojedynczych misji. Także do możliwości wynikających z konstrukcji samolotu. Nie ma czegoś takiego ja, radio do P-38, B-25 itd.
-
Zatem piszą źle.
-
Wykorzystywanie Mustangów przerobionych na riksze do misji bojowych wydaje mi się być podejrzane. Zdarzało się, że takie samoloty przywracano do pierwotnej konfiguracji i tu może szukałbym wyjaśnienia. Ale nie będę, bo research Tomka Gronczewskiego jest zwykle bardzo dobry, a i temat nie jest szczególnie mnie zajmujący. Natomiast nie można powiedzieć, że w 354th FG dwumiejscowe Mustangi latały tylko z oznaczeniem Pi. Z porównaniami Tomcata jest ten problem, że F-14 jest oczywistym kandydatem do tytułu Coolest Aircraft Ever. Jego ewentualny, drugowojenny odpowiednik, oprócz legitymowania się podobieństwami technicznymi i historycznymi, powinien też taki być, by porównanie w ogóle miało sens. Także Mustang nijak się nie łapie, a F4U - na luzie.
-
Tak. Aluminium w sensie malowane na ten kolor.
-
Aaah..., lubimy ten dreszczyk emocji... .
-
Chyba jednak nie zainteresuje Cię opinia kogoś, kto zarejestrował się na forum, żeby oświadczyć, że jest rozczarowany.
-
To byłby raczej Korsarz... . Please... .
-
Pozostałości po zabezpieczeniu samolotu do transportu morskiego. Taśmę zaklejającą szczeliny pokrywano jeszcze smarem zabezpieczającym. Samoloty zabezpieczano do tego transportu na kilka sposobów. W tym przypadku wydaje się, że widzimy skutki zabezpieczania na krótki dystans Australia - Nowa Gwinea, gdzie ograniczało się ono głownie do taśmy i kosmoliny (zapewne) na niej. Ciemniejsze plamy to pozostałości po tym smarze. Lass, podobnie jak napis nie była przemalowywana. Efekt, który widzimy jest wynikiem stosowania różnych materiałów fotograficznych i metod fotografowania. O ile dobrze pamiętam producent kalkomanii, której wizerunek zamieściłeś na początku postu szczegółowo to wyjaśnia. Chyba w instrukcji do kalkomanii, ale nie jestem pewny. To wyjaśnienie jest zupełnie zasadne. Dodam tylko, że nie jedynie możliwe, ale w tym temacie nabieram wody w usta na na najbliższe parę lat. Zupełnie z ciekawości zapytam, czy link do Google w poście powyżej w ogóle Ci jakoś pomógł? Zawsze mnie to zastanawia, gdy widzę tego rodzaju podpowiedź. Głownie dlatego, że ja nie potrafiłbym z niej w ogóle skorzystać.
-
Niewykluczone, że dobrze na tym wyjdziesz :).
-
Mustangi dwa w siedemdwa P-51B ArmaHobby i P-51D Eduard
greatgonzo odpowiedział HKK → na temat → [L]Warsztat
To akurat nie, ale niech tam ... -
Pędzlem można wymalować nieprawdopodobne rzeczy. Można np punkt po punkcie odwzorowywać odkurz. Tyle, że to można dotyczy jakiegoś mitycznego modelarza bazującego na małej japońskiej wysepce, oddającego się medytacjom, samodoskonaleniu przez cierpienie i modelarstwu. Można znaleźć jakieś zdjęcia jego prac i tyle wiedzy o malowaniu. Jeżeli rozmawiamy o praktyce to opinię Albatrosa nie bardzo jest jak podważyć. Przy czym modelarze często pomijają aspekt kontroli efektu . A ta staje się kluczowa, gdy chcemy odtworzyć różne aspekty wyglądu powierzchni samolotu. Pędzlem można pieczołowicie to odtwarzać, jak się ma charakter tego Japończyka i już po pół roku ślęczenia nad modelem mamy gotowy fragment, który da się uzyskać kilkoma pociągnięciami natryskiem. OK, w praktyce kilkudziesięcioma. Wątek w zasadzie jest o powierzchniowym nakładaniu powłoki malarskiej. Skoro jednak wprowadzamy do niego różne aspekty związane z różnicowaniem wyglądu tych powłok, to zgadzając się z przedmówcą, warto dodać że narzędzia do uzyskiwania tych efektów nie ograniczają się do pędzla i aerografu. Dorzucamy różne gąbki, waciki, ściereczki i rzeczy ścierne, skrobaki itd. Z różnymi samodzielnie wykonanymi narzędziami do określonych efektów włącznie.
-
Piękne rzeczy robisz Marcinie. Bardzo fajnie! Jak się rozwija I w skrócie RIO?
-
Mustangi dwa w siedemdwa P-51B ArmaHobby i P-51D Eduard
greatgonzo odpowiedział HKK → na temat → [L]Warsztat
Dla wczesnych D jakieś info jest. Ja to ekstrapoluję na garbate. Uważam, ze zmiana w malowaniu wnęk pojawiła się w okolicy D-20, a wcześniej był constans. W kontekście, w jakim pisał rod wciąż jest to sufit. -
Słuchaj, Ty jesteś takim bardziej młodym człowiekiem? Jeżeli tak, to warto o tym wspomnieć - będziesz miał szansę na więcej wyrozumiałości. A jak nie, to - pas.
-
Aż sobie sprawdziłem, co to jest Kate w 1/35. Wziąwszy pod uwagę Twoje pytania, to albo jesteś trollem, albo powinieneś, wg mnie, poważnie rozważyć, czy to jest model, za który powinieneś się brać na tym etapie modelarskiej kariery.
-
Podobnie jak pędzlem. Ani jeden, ani drugi sposób malowania nie oznacza automatycznego sukcesu i wymaga opanowania narzędzia i techniki. Niektóre efekty, powszechnie spotykane na modelach i relatywnie łatwe do uzyskania aerografem, są w przypadku pędzla praktycznie nieosiągalne dla zdecydowanej większości jego wyznawców. Rzeczywiście, ilość czasu zużywanego na maskowanie potrafi zaskoczyć początkujących użytkowników aerografu. To czynność raczej upierdliwa, ale stale towarzysząca malowaniu natryskowemu.
-
Owszem, ale moja wypowiedź była niezbyt poważna.
-
Masz biało czerwone. Cóż, że z krzyżami?
-
Żaden. Potrzebujesz fotel Warren - McArthur.
-
Mustangi dwa w siedemdwa P-51B ArmaHobby i P-51D Eduard
greatgonzo odpowiedział HKK → na temat → [L]Warsztat
Formalnie North American należał do grupy wytwórców, którzy uzyskali z Wright Field zgodę na drastyczne ograniczenia w zabezpieczaniu elementów składowych samolotów w celu zmniejszenia kosztów i przyspieszenia produkcji. Ta praktyka odbiła się czkawką i wkrótce zaczęły napływać z frontu meldunki o problemach z korozją. Szczególnie problematyczne były miejsca łączenia różnych materiałów. Stopy metali o różnych składach mają zwyczaj tworzyć ogniska korozji w miejscach gdzie się dotykają. Wystarczy oprzeć stalowy pręt o blachę nierdzewną i szybko okaże się, jak rdza zaczyna rozchodzić się po nierdzewce od miejsca styku. Dawno temu, kiedy robiłem rzeźby z nierdzewki w Niemczech magnes do testowania obowiązkowo wisiał zawsze na szyi, bo wspawanie nawet najdrobniejszej pierdółki ze stali węglowej oznaczało koniec nierdzewności obiektu . Dźwigar skrzydła zawsze był zabezpieczany ZCY. Nawet gdy specyfikacja wykończenia P-51B/C mówiła o wnękach podwozia 'no finish'. Ta sama specyfikacja zawierała też odnośniki, które dodawały informację o tym, że elementy, które wymagają zabezpieczania mają być zabezpieczone. Dość dobrze wiadomo jak przywrócono malarskie powłoki zabezpieczające (późniejsze Mustangi D/K), ale gorzej z okresem poprzednim. Być może stopniowo pojawiały się nowe zabezpieczone elementy? Moim zdaniem nie. Sądzę, że gdy pojawiły się problemy po prostu z nimi zawalczono, nie próbując zatrzymać nurtu rzeki wbijaniem pojedynczych pali i patrzeniem czy działają. Tym samym wnęki podwozia wczesnych bubbletopów byłyby kontynuacją praktyk stosowanych w wersjach garbatych. Ale to jest tylko moja spekulacja. Bardziej precyzyjnie: udział powłok zabezpieczających we wnękach zwiększał się stopniowo. Wnęka wczesnych dash D różniła się od D-20, a ta różniła się od wnęk z końca produkcji. Tyle, że odbywało się to raczej skokowo, a nie poprzez stopniowe malowanie kolejnych elementów. Ja spekuluję, że zawalczenie z problemem to właśnie skok w okolicy serii D-20. Późniejsza zmiana ma charakter raczej logistyczny, niż techniczny. Tym samym wg mnie stan dla wczesnych D to jest stan wyjściowy, właściwy także dla wcześniejszych wersji. Dodam, że wspomniana zmiana przy późniejszych seriach jest odnotowana w dokumentach. O takiej zmianie odnotowanej wcześniej nie słyszałem przez te wszystkie lata zgłębiania tematu. Ale można też spekulować, że działo się to małymi kroczkami. P-51B/C, szczególnie te wcześniejsze to, w takim przypadku, apogeum braku zabezpieczeń i wersja z mniejszą ilością ZCY byłaby tu prawdopodobna. Restauratorzy Lope's Hope wydają się zgadzać z moją opinią. Co prawda, mimo że jest to jedna z najnowszych restauracji i jako taka, bez porównania staranniejsza pod względem historycznym w stosunku do tego co czyniono dawniej przy takiej okazji, to nie spotkałem się tu z peanami pochwalnymi o precyzji odwzorowania historii . Nie, żeby słychać było jakąś krytykę, ale parę odrestaurowanych ostatnio Mustangów D fachowcy chwalili bezwstydnie. W Lope's Hope jest moim zdaniem, nawet za dużo ZCY. Zatem za całkowity NMF oprócz głównego dźwigara żaden sąd Cię nie skaże. Przy elementach zabezpieczanych dominował ZCY, ale zdarzały się pojedyncze profile malowane na zielono. Rzeczywiście montowano je pomalowane i moja spekulacja jest taka, że szpeje te dowożono z różnych warsztatów, gdzie zabezpieczano je po swojemu. Z różnych względów, tu i ówdzie przewidywano możliwość stosowania różnych rozwiązań, z materiałowymi włącznie. -
W takich rozmowach pytanie o źródła jest zupełnie oczywistą rzeczą. I ludzie oceniają je tak jak je widzą, Nie jest ich winą, gdy autorowi tezy nie chce się uzasadnić swoje twierdzenie w przekonujący sposób. Warto też pamiętać, że o wiarygodności uzasadnienia decyduje adwersarz. Tautologia taka. Sam model zarukowy się mi podoba, I podejście do budowy, i sposób prowadzenia warsztatu, i uwzględnianie towarzyszącej samolotowi historii, i otwartość na dyskusję o jego, Zaruka, interpretacji. Duża przyjemność od pierwszego postu warsztatu po galerię.
