-
Liczba zawartości
4 386 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Jeśli dobrze widzę aerograf jest jednofunkcyjny. To znacznie ogranicza możliwości.
-
Obawiam się o osadzenie wiatrochronu. Tam jest potencjalne niebezpieczeństwo. Ale zdjęcie nie jest dość wyraźne by wyrokować. Możesz wrzucić zbliżenie na wiatrochron, to Ci powiem o co chodzi. Albo porównaj ze zdjęciami samolotów i sam ogarniesz, o ile oczywiście, już tego nie zrobiłeś i wszystko jest OK :).
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Może po prostu nadajesz się do modelarstwa szkutniczego, nie lotniczego ;). -
Zawsze uważałem, że w stopce forum powinien występować wiek forumowicza. Z ludźmi w różnym wieku rozmawia się inaczej, tak już jest. Jeśli mój komentarz wydał Ci się agresywny - przepraszam. Gratuluję wyróżnień. Mam nadzieję, że przyczynią się one do rozbudzenia bakcyla i będziesz robił coraz lepsze modele.
-
I, czy inwestować... .
-
H&S to dobre aerografy. Jednak dysze wykonywane są z materiałów, które nie są 'idiotoodporne'. Warto pamiętać, że wkładając igłę dopychamy ją do dyszy zupełnie 'bez siły' - dociskanie jest zbędne i szkodliwe. Strzały ze spustu są nie do pomyślenia w żadnym aerografie, ale tu szczególnie. Czyścimy też bez rzeźnickich narzędzi. Dysza nie jest z plasteliny i traktowana właściwie nie powinna sprawiać kłopotów.
-
Dornier Do-24K - Italeri plus dodatki - 1:72
greatgonzo odpowiedział Mikolaj75 → na temat → [L]Warsztat
Napisałem kiedyś, w którymś wątku: Właśnie o to mi chodziło! -
Dzięki za info, panowie.
-
Shakespeare'owska budowa!
-
Uśmiechnąłem się czytając jak autor nazywa 1/24 bardzo małą skalą :). To są skrzydlate z 'mojego' okresu. Stosik leży jeszcze w piwnicy. Fotki z Klubu 1:72 i ryciny z GiB bardzo mocno zapadały mi w pamięć i chyba w znacznym stopniu ukształtowały kierunki moich lotniczych zainteresowań. No, przynajmniej niektóre. Niebieski F4U-1 Blackburna, z czerwonymi obwódkami na gwiazdach i frapującą nazwą Big Hog na stateczniku zdumiał mnie i zachwycił. Początkowo miałem nawet wątpliwości, czy to nie jakiś wymysł. Big Hog do dziś jest na podium moich ulubionych samolotów ever, a Corsair jedną z konstrukcji, której dzieje najchętniej śledzę. Polscy piloci w RAF, którzy byli chyba wręcz obowiązkowym punktem startowym, powoli przestawali być najważniejszym tematem. Kiedy po latach budowałem model Hellcata to po prostu musiał być Vraciou. Przy budowie chyba nawet nie odnalazłem SP z odcinkiem GiB przedstawiającym F6F-3, bo jako element dokumentacji była zupełnie zbędna. Niemniej to zamieszczony tam rysunek zdeterminował wybór przedstawianego samolotu ćwierćwiecze później. Zdjęcie dioramki ze Spitfire było jeśli nie tym, to na pewno jednym z tych, które sprawiły, że zacząłem próbować 'otwierać' samoloty. Za to dylematów w stylu tych związanych z oceną zestawów, czy prezentacją w sklepie kompletnie nie pamiętam. No tak, indolencja w temacie zestawów do budowy modeli została mi do dziś :).
-
Nie wiem jak inni, ale ja sądzę, że mam nadzieję, iż fotka prezentuje fotelik w trakcie produkcji i będzie jeszcze wykańczany.
-
A. No tak, ale modelu Marka to nie dotyczy. Co prawda ten samolot, , gdy opuszczał Hucknall, podobnie jak pozostałe 294 (może i nie wszystkie?) Mk.V przerobione przez Vickersa i przede wszystkim R-R, wyglądał tak, jak pokazuje to rysunek 2. Jednak ta konfiguracja utrzymała się tylko dopóki nie opracowano nowego okapotowania, które wymieniano w starszych egzemplarzach. Ale fakt, przy takiej wersji nie ma wątpliwości, że rozmawiamy o wczesnym Spitfire :). Boczny panel to raczej prosta przeróbka modelarska. Maska silnika wymaga trochę więcej zachodu.
-
Jak Ci zależy to zostaw. Pewności nie ma.
-
No, tak, tylko czy ten przerobiony z MkV Spitfire przestał być wczesny, gdy latał nim Skalski? Zapewne wtedy miał już wąskie owiewki działek, bo te pojawiły się na przełomie 1943/44. To do kiedy jest wczesny? Jak tu będzie wyglądała sprawa tych owiewek tuż za śmigłem z prawej strony? Rzeczywiście na początku mieliśmy tylkoSpity IX w takiej konfiguracji. Ale CBAF ruszyła z produkcją MkIX późną zimą 1943 i montowane tam silniki nie miały przekładni Coffmana i pokrywy były gładkie. Tymczasem Supermarine dalej montowała okapotowanie z owiewką, niezależnie od użytego silnika, bo tak było zasadnie logistycznie. Wyróżniki wczesny/późny przenikały się ze sobą, a samoloty z czasem zmieniały swój wizerunek. Powiedziałbym, że IFF MkII to jednak anachronizm w tym samolocie w okresie służby w 303-im. Wtedy wprowadzono już IFF MkIII, więc choć we wcześniejszym okresie niewątpliwie samolot latał z 'dwójką', to tu już raczej nie. Raczej. A i o co chodzi z tym panelem z lewej strony jako wyróżnikiem wczesnej wersji?
-
O tym, że przerobiony z MkV świadczy serial. Silnika z osprzętem nie dałoby się zamontować w okapotowaniu MkV. Rozróżnienie wczesny/późny sugerowane przez producentów zestawów należy traktować bardzo umownie. Spitfire był sukcesywnie modyfikowany i nie da się przeprowadzić jednoznacznej linii dzielącej konstrukcję na wczesną i późną. Do tego liczne modyfikacje dotyczyły też istniejących, starszych egzemplarzy, dodatkowo utrudniając wyznaczenie takiej granicy..
-
Jak się zastanowiłem, to coraz bardziej doceniam uwagę o braku silników. Silniki nowej generacji, wyznaczające standard w IIwś nie istniały, gdy powstawały projekty myśliwców zbudowanych wokół nich. Czasem fizycznie, a jak już w ogóle były to mieliśmy do czynienia z wszystkiego ze trzema silnikami na krzyż, które każdy trzymał przy orderach. Dla szukających na wolnym rynku pozostawała druga liga - motory starszej generacji plus gruszki na wierzbie w postaci obietnic nowych konstrukcji. Nawet w trybie czasowym, w jakim powstawał PZL-50 nie bardzo było z czego wybierać. Wciąż jednak ten tryb czasowy był, powiedzmy, hmmm... specyficzny. Słabość naszej gospodarki w różnych zakresach to jasna sprawa. Ale jednak, na przełomie lat 1920/30 udało się zbudować dobry myśliwiec. Pewnie, że nie dla nas były otwarte konkursy na samolot dla wojska, gdzie można było wybierać z pięciu konstrukcji. Ale za ciosem można było pójść i klecić kolejną, nowocześniejszą konstrukcję i to bez zagrożenia potencjalnie towarzyszącymi konkursom skandalami korupcyjnymi, jak nie przymierzając, w Stanach ;). Swoją drogą co tam Jastrząb by pokazał gdyby go rozwijać, to nie wiadomo. To co udało się zrobić zawiodło i samolot działał wyraźnie gorzej niż zakładano, co też trochę świadczy o konstruktorach. Obietnice poprawy wraz z nowymi silnikami to kolejne gruszki na wierzbie. Moim, zupełnie laickim zdaniem, gdyby wybuch wojny odwlekł się w czasie cały projekt zostałby zarzucony. Samolot był już zupełnie przestarzały, a plany zamontowania w nim ponad 1500 konnego silnika trącą mamieniem decydentów. A Kania sportretowana w zestawie modelarskim wygląda jak jakiś cywilny Piper . No ale niby nie szata zdobi... .
-
Co nadal nie zmienia faktu, że gdy zabrano się za projektowanie samolotu, którego sufitem było konkurowanie z konstrukcjami typu P-35 na świecie latały już myśliwce kolejnej generacji, wyznaczające standard obowiązujący do końca wojny. O ile się nie mylę, taki samolot nie istniał w Polsce nawet w formie koncepcji.
-
Ciekawa kwestia. Stagnacja konstruktorska w polskim przemyśle lotniczym jest znana, ale nie spotkałem się z wyjaśnieniem dlaczego, poza sloganami o kawalerii itp. Podejrzewam, że nasza gospodarka była zbyt słaba by wytworzyć odpowiednie parcie na uzyskanie nowoczesnych samolotów. Szczególnie myśliwskich, których rola była w owym okresie mocno niedoceniana. Wciąż jednak pozostaliśmy dobrych parę lat za światem i to przyjmując naciąganą, optymistyczną wersję zdarzeń. W zasadzie nie wiem dlaczego.
-
Dzięki.
-
Ja to kpię tylko czasem i raczej nie z ludzi. Przynajmniej publicznie. Także serio, serio. Ja tu indywidualnego stylu malowania nie widzę i także stąd pochwała, bo indywidualny styl jest w modelarstwie redukcyjnym niczym jak zawadą. Stary jestem, może wzrok szwankuje :).
-
Kupa! Proszę, jest jedno słowo i krytyczne, zgodnie z życzeniem autora. Co mu będę żałował, jak mu zależy. Nawet jeśli jest tu kompletnie nieuzasadnione. Szczególnie z komentarzem Artura, bo spojrzenie na żywo jest niezastąpione i rzeczywiście model może prezentować się lepiej niż na zdjęciach. Ale to nie znaczy, że tu na fotkach prezentuje się źle. O nie! Rzeczywiście pretenduje do tego by woniać blachą na odległość, a ogląd w naturze może to jeszcze podkreślić. Udało się uniknąć prezentacji przeglądu technik malarskich oferując nam w zamian wizerunek Spitfire. No, prawie, bo tu troszkę za nachalnie ukazuje się nam efekt washa (chyba washa), a tam odrobinę brakuje skontrolowania ubytków farby w kontekście całości kompozycji (sorki za termin z malarskiego świata, ale akurat tutaj dobrze pasuje). Trzeba jednak pamiętać, że to są też rzeczy, które mogą być zdeformowane fotografią i lepiej przynajmniej zacząć od zaoferowania autorowi kredytu zaufania. Ten model z pewnością wyrasta ponad poziom, gdzie spokojnie możemy mówić o hołdzie złożonym bohaterom tamtych czasów i nie tylko bez wstydu, ale wręcz z dumą można by pokazać go pilotom, którzy latali oryginalnym samolotem - tym sławnym i tym trochę mniej. Taka możliwość ( o hołdzie mowa, już nie o pokazaniu niestety) to jedna z wartości modelarstwa, ale i rodzaj kryterium oceny modelu i wyzwania stojącego przed modelarzem. Brawo Marku!
-
Jakiś zakład? Przegrałeś, czy wygrałeś?
-
Pomijając to, że przy niezaszpachlowanych podziałach blach srebrzanka nie ma uzasadnienia. Ale tu to nie wiem, bo budowa ma charakter SF i nie wiadomo jak głęboko to SF sięga.
-
Nie ma to jak mieć wyrobione zdanie o społeczności forum.
-
Rozżartował nam się autor :).
