Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 492
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. greatgonzo

    Browning

    Ponieważ?
  2. Riposty polegające na wycinaniu fragmentów wypowiedzi i odnoszeniu się do nich, tych wyciętych fragmentów, na ogół wprawiają mnie w zakłopotanie. Często nie jestem w ogóle w stanie określić intencji autora i złapać kontekstu wypowiedzi. Tym razem jest nie inaczej.
  3. greatgonzo

    Browning

    Chodzi o broń strzelecką, ale kojarzy mi się ona bardziej z tym działem forum, niż z jakimkolwiek innym. Mąż wcześniej wrócił z Sochaczewa Z browningiem w dłoni nagle wpadł i zbladł To jest fragment piosenki Jeremiego Przybory To było tak, z Kabaretu Starszych Panów. Czy jest możliwość określić o jaki Browning może tu chodzić? Nie w sensie, by wywoływać ducha autora, ale może da się to przyszpilić z jakimś prawdopodobieństwem jaką broń tej firmy mógł mieć na myśli poeta w Polsce w 1962 roku.
  4. Wiem, że moja uwaga nie była szczególnie pomocna, ale z kolei nie mam pojęcia co tam chcesz zrobić. Podstawkę łatwo ujarmarcznić i pomysł na pewno wymaga wyczucia.
  5. Sztuczka polega na tym, że to nie jest sytuacja zero jedynkowa. Nie jest tak, że albo OOB, albo jak Marcin. Zaleta takich warsztatów, jak marcinowy jest taka, że znajdzie się w nich tyle różnych zdarzeń związanych z waloryzacją modelu, że zawsze uda się dojrzeć jakiś myk, który nam po prostu podejdzie. Nie trzeba od razu rzucać się na wszystko i można wybiorczo zaadoptować do własnego warsztatu jedynie to i owo. I tu też można w okrojonej formie. W rezultacie modelarz zadowolony, model lepszy, a dodatkowy wysiłek ograniczony i tym samym wciąż przyjemny. Jedyne ryzyko to, że złapie się bakcyla i wtedy trzeba będzie zrewidować swoje plany wykonawcze, bo kolekcja setek modeli przestanie być realna :).
  6. Oczywiście, ze możesz przedobrzyć. Ale i możesz zrobić świetnie. Twój wybór :).
  7. Malunki możesz machnąć. Przy tej energii, którą włożyłeś w wykonanie podstawki, zrobienia zaślepki na potrzeby innych modeli nawet nie zauważysz.
  8. Składanie plastikowych zestawów w ogóle nie było uznawane za modelarstwo. Przebicie się tej dziedziny do modelarskiego świata to zasługa świetnych modelarzy z dawnych czasów, którzy nie tylko budowali świetne modele, ale widzieli też sens w promowaniu modelarstwa redukcyjnego. Ale tak naprawdę, nie tylko w formie obowiązkowej i w zasadzie nic nie znaczącej formułki w regulaminie festiwalu. Dzięki ich działaniom modelarstwo redukcyjne znalazło dla siebie miejsce w aeroklubach. Tu ponownie pojawia się postać Andrzeja Ziobera, który nie tylko był czołową postacią tych zdarzeń, ale także pokazał, że modelarz redukcyjny może zostać laureatem Błękitnych Skrzydeł, nagrody ze wszech miar lotniczej. Później cały ten dorobek został kompletnie zaprzepaszczony. Jakiekolwiek ambicje związane z modelarstwem redukcyjnym, jako dziedziną działalności, były zwyczajnie wyśmiewane. Słowo prestiż w połączeniu ze słowem modelarstwo było niedopuszczalne w środowisku i wypowiadający je mógł oczekiwać jedynie złośliwości. Modelarze, mniej lub bardziej świadomie lubowali się w umniejszaniu potencjalnego znaczenia tego hobby. Szkoda, bo punkt startowy był bardzo dobry... .
  9. Ecce verus modeller! To jest robota, do której nikt nie zaciągnąłby mnie wołami. Bo przecież budowa podstawki jest niebudową samolotu i tym samym czasem zaprzepaszczonym jak w studni. Ale my frajdolarze już tak mamy, że nie tykamy się rzeczy niezbyt atrakcyjnych. No może nie, żeby zaraz deseczka do mięsa, ale z szacunkiem do własnej pracy to jednak bez przesady. A prawdziwy modelarz potrafi! I to jak wspaniale!
  10. Generalnie przegrana wojna sprzyjała refleksjom, a zejście z tego świata dowódców i przywódców pomagało te refleksje uwiarygodnić. Nie piszę konkretnie o Rallu, choć jego edukacja w Napoli daje trochę do myślenia. Ale nie znam gościa, nie wiem... . Jednak tendencja jest wyraźnie zauważalna zarówno w europejskim, jak i dalekowschodnim rejonie. Oczywiście u aliantów też, ale siłą rzeczy, na zupełnie inna skalę.
  11. greatgonzo

    Pierwszy aerograf

    Jasne, tylko to jest rzecz zupełnie subiektywna. I wciąż jest tak, że im dalej tym przyrost ceny postępuje znacząco, a przyrost wartości użytkowej zamyka się w niuansach. Ale oczywiście, ktoś może zagłębić się w to bardzo daleko i nawet nie zbliżyć się do owego punktu przecięcia. Inny już dużo wcześniej uzna to za kompletne wariactwo. Statystycznie punkt przecięcia przyjmowany jest właśnie w miejscu, gdzie przyrost ceny i wartości użytkowej przestaje być proporcjonalny, jak sądzę. Ale statystyka z definicji nie działa w indywidualnych przypadkach.
  12. greatgonzo

    Pierwszy aerograf

    Temat aerografowy jest skomplikowany, bo towarzyszy mu nawis legend i mitów tworzonych przez modelarzy. Stąd wciąż powtarzające się, takie same watki o aerografie, ciągnące się w nieskończoność i regularnie zapętlające się. I to jest rzeczywisty kłopot, bo nowicjusz zderza się z tym materiałem bez możliwości oddzielenia ziaren od plew. A to rzeczywiście nie jest fizyka jądrowa. Na początek warto przyjąć do wiadomości: 1. Jak w niemal każdym sprzęcie gdy cena rośnie, przyrost wartości użytkowej jest odwrotnie proporcjonalny i są to zmiany geometryczne. Czyli drogi aerograf jest lepszy niż tani, ale różnica jakościowa zaczyna się tam, gdzie większość modelarzy nawet nie zamierza sięgnąć. Innymi słowy, patrząc na model nie powiesz jakim aerografem był malowany. Lepszy/ droższy aerograf może dać poprawę komfortu użytkowania i zwiększyć łatwość uzyskiwania efektów, ale znów - za to wydaje się pieniądze odwrotnie proporcjonalne do zysków. 2. Farby są ważniejsze niż aerograf w tym sensie, że wnoszą dużo istotniejsze zmienne. Złe farby zmasakrują malowanie najlepszym sprzętem. 3. Jakość aerografu nie zastąpi umiejętności posługiwania się sprzętem. Tego tak, czy inaczej trzeba się nauczyć. Wciąż nie jest to rzecz wymagająca lat umartwiania się w Tybecie. 4. Montaż aerografu nie wymaga żadnych narzędzi, poza własnymi palcami. Klucze mogą się przydać przy demontażu, o ile dopuści się do sklejenia się części. Ale to oznacza niewłaściwą obsługę. 5. Oczekując pomocy przy wyborze sprzętu należy zacząć od zdefiniowania budżetu. Bez tego nie warto nawet gadać, nie warto słuchać. Moim zadaniem , po wyborze sprzętu, gdy będą jakieś wątpliwości warto poszukać kogoś kto maluje takim samym i raczej w sposób, który uznamy za dobry. Dogadać się z nim i te wątpliwości wyjaśniać indywidualnie. Publiczne pytania niemal zawsze doprowadzą do sprzecznych opinii i wypowiedzi nie na temat.
  13. OK, żarty na bok. Model rzeczywiście prezentuje się dobrze. Fajna robota i fajny efekt. Najbardziej podoba mi się świadome dążenie do określonego celu; szukanie odpowiedniego sposobu do realizacji założenia. Dobrze wkomponowują się w model ślady eksploatacji - nie odrywają się od niego jako oddzielne twory malarskie, ale zgrywają się z całością. Co prawda łaciaty kamuflaż wciąż sprawia, że unosi mi się brew, ale tylko jedna i do połowy :). I standardowe pytanie, co następne? Ale standardowe tylko w formie, bo mnie interesuje nieco co innego niż to, co zazwyczaj oznacza to pytanie. Bo myślę sobie, że może będzie to jeszcze dogłębniejsze spojrzenie na spójność prezentacji modelu. Tak, żeby oznaczenia nie stanowiły samodzielnej historii i wpisywały się w tę samą opowieść, jaką snuje kamuflaż, żeby realistycznie oddane strefy nie stykały się ze szczegółami 'plastikowymi' w charakterze* , żeby elementy oszklenia zupełnie straciły charakter 'kabinki' przyklejonej do kadłuba i stały się elementem poszycia samolotu... . No, na dobry początek będzie jak znalazł :). * Przykładem jest tu podwozie. Wprawdzie Łoś i konstrukcja jego głównych goleni podwozia cierpi na podobną przypadłość jak np. P-39 ze swoim przednim kółkiem. Nawet na zdjęciach samolotów te elementy nie wyglądają specjalnie naturalnie, a już w modelach niemal zawsze rażą 'plastikowością'. Ale tym bardziej trzeba poszukać sposobu na realistyczne przedstawienie tego w skali. I ogólnie lepiej gdy ślady eksploatacji rozkładają się odpowiednio na wszystkich elementach modelu. Pominięty, czy niedopracowany fragment przypomni o sobie w galerii, czy prezentacji na żywo. One, skubane, już tak mają.
  14. Hier liegt der Hund begraben!
  15. Ban na tryby! Ale za poprawne używanie słowa 'płatowiec' bym się nie obraził :).
  16. To teraz zostaje Ci wykombinować jak zgrać fakturę kalkomanii z fakturą farby. Z tego powodu zawsze lepiej jest namalować niż przykleić i jeśli tylko się da, nie ma co się wahać. I jeszcze pochwalić się czy udało się bez lakieru zgubić film przy napisach eksploatacyjnych. Nie ma znaczenia lakier czy farba. Ewentualnie kwestia stopnia matowości (porowatości) powierzchni, ale to dotyczy też lakieru. Chyba, że robicie jakieś chemicznie agresywne rzeczy. No i pin wash jest z natury niebrudzący o ile niebrudzący jest też modelarz. Sam linie podziałowe traktuję procesem. Jednym z jego elementów jest barwienie pigmentem. To sprawia, że gdy przychodzi do zapuszczania linii ziarenka pigmentu tworzą zapory i wash rozlewa się tylko miejscowo. Taki point wash. Dzięki temu mam kontrolę nad kolorem linii w zależności od miejsca i potrzeb.
  17. To po prostu kawałek plastiku, przewiercony i nawleczony na śrubę dociskową. Jak komuś zależy żeby było centralnie, to można dwa cieńsze. Ale według mnie to sztuka dla sztuki i z jednym jest łatwiej, bo klocek można dobrać mniej precyzyjnie - ostrze i tak się zaklinuje. Kółka tak do ok. 2mm, okręgi praktycznie dowolnej grubości. Poniżej to już chyba tylko wybijaki. Od Olfy ze trzy razy tańszy, tylko nie wiem, czy są jeszcze w wersji do atramentu.
  18. Jak zwykle w zaistniałej sytuacji:
  19. Po naciągnięciu? Nie spotkałem się... . Aaaa, chyba, że chodzi o końcówkę. Dla mnie nie problem .
  20. Model się odwdzięczy. Tylko uważaj, bo koniec tygodnia może zamienić się w koniec miesiąca, roku... .
  21. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Jakaś dokumentacja na pewno istnieje, bo ludzie restaurują (czyli w zasadzie budują od zera) i serwisują te samoloty. Ale nie wiem, czy oryginalna z epoki. Nie do wszystkich używanych wtedy typów się zachowała. Nie mam dostępu do takiej dokumentacji. Mam coś w tym stylu do Mustanga, niekoniecznie kompletną, ale używanie tego to byłby jakiś koszmar i nie mam zdrowia by chociaż sprawdzić tę kompletność.. To są tysiące rysunków technicznych detali. Sama nawigacja w tym to jedno wielkie nieszczęście. Z modelarskiego punktu widzenia przydatniejsze są uproszczone rysunki złożeniowe, jakie można znaleźć w manualach (z E&M na czele) i katalogach części oraz odpowiednie zdjęcia. A może z frajdolarskiego ? Niestety, nie wszystkie miejsca 'pokryte' są przez manuale i relacje z odbudowy, a przynajmniej nie w sposób komfortowy. Na koniec jednak, nawet gdyby człowiek miał idealne rysunki i zdjęcia podane na tacy, to i tak musi poznać konstrukcję i jej zasady, by móc przekształcić wiedzę w model. Także, by sensownie planować uproszczenia. Już mi się zdarzało przyjmować przy budowie modelu założenia co do widocznych elementów zupełnie niezgodne z rzeczywistością i tworzyć fantastyczne rozwiązania funkcjonalno konstrukcyjne.
  22. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Wytęż wzrok i znajdź szczegóły, którymi różnią się rysunki. Tu jest jak przy budowie - po kilku dniach zmienia się perspektywa i co wydawało się dobre staje się niedoskonałe, parę szczegółów trzeba było poprawić, uzupełnić. Wciąż bawimy się tak samo. Poznajemy budowę P-38, by móc przekształcić wiedzę w model. To nieszablonowa konstrukcja, zarówno w ogólnym założeniu jak i w detalach. I ta nieszablonowość daje trochę popalić, bo dziwne rozwiązania pojawiają się w różnych miejscach i trzeba rozwiązywać zagadki. W późniejszych wersjach samolot trochę normalnieje, ale to jest jeszcze ta wczesna. Głównie chodziło o zorientowanie się w okolicach wiatrochronu na tyle, by potwierdzić co można bezpiecznie urżnąć w modelu, ale skoro już się człowiek zaczął się przyglądać, to zanotował nieco więcej. A że trzeba urżnąć, to niemal oczywiste. To co dzieje się pod wiatrochronem, z ukształtowaniem kadłuba i mocowaniem celownika na czele, to pięta achillesowa bodaj wszystkich zestawów. W realu tam niemal zawsze jest zbyt skomplikowanie, by ich producenci zwracali sobie tym głowę. Przerabiałem to już w Spitfire: ale tam, w porównaniu do Lightninga było zwyczajnie i wręcz nudno. Także rośnie dokumentacja do budowy. Nie ta bazowa, tylko już konkretnie przebrane zdjęcia do wykorzystania przy pracy z plastikiem. Trzeba chyba będzie obok notesu założyć skoroszyt zdjęciowy. Trochę to chyba wygląda chaotycznie, ale nadmiar rygoru w podejściu do budowy ograniczyłby stopień frajdy, a tego unikamy z pełną konsekwencją. No i tak się dzieje, gdy robi się rzeczy pierwszy raz . Sytuację rozumiemy i akceptujemy.
  23. Ale, chyba nie spodziewasz się takie go języka na forum modelarskim? Bo wiesz, np. pojęcie farba akrylowa, rozumiana jako farba rozcieńczalna wodą siedzi mocno w języku i jeśli twoim celem jest wyplenienie zeń tej naleciałości, to ja Ci szczerze kibicuję, ale nie wierzę w sukces. Po co fatygować człowieka? Przecież HKK bardzo dokładnie to wyjaśnił, nie pierwszy raz zresztą.
  24. Wciąż istnieją wyrazy wieloznaczne, określenia środowiskowe, regionalizmy. Języki są tego pełne. Emalia jest dobrym przykładem ze swymi kilkoma, zupełnie poprawnymi znaczeniami. Niestety, czasem trzeba się dogadać... .
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.