HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Gdzie jest informacja, że 116 używanych czołgów kupimy? Bo ja póki co nie widzę. W cytacie jest mowa o zakupie 250 sztuk nowej wersji o których dobrze wiemy. Oraz o pozyskaniu używanych. Tylko tyle. Przynajmniej na razie. Nb. łączenie zakupu 250 czołgów co zdecydowano już w ub. roku z oddaniem naszych Ukrainie w tym roku jest nieco bez sensu. Nie widzę związku.
-
Ale wiesz, że tak jest, czy tak byś chciał? 2020 Sumaryczny roczny eksport dóbr i usług z krajów wg klasyfikacji Banku Światowego (w tys. USD): 1 China $2,723,250.43 2 United States $2,123,410.00 3 Germany $1,669,993.51 4 Japan $785,365.75 5 United Kingdom $770,478.62 6 France $733,165.40 7 Netherlands $711,504.80 8 Hong Kong (China SAR) $612,566.52 9 Singapore $599,216.28 10 South Korea $596,945.20 .... 20. Russia $378,635.85 21. Poland $335,209.38 (trzysta trzydzieści pięć MILIARDÓW USD) Z populacją 4x mniejszą niż Rosja, bez ropy, gazu i wielu innych surowców, Polska uzyskuje ze sprzedaży za granicę tylko ciut mniej. Z populacją ponad 3x mniejszą od Japonii Polska eksportuje nieco 2x mniej. W 1995r polski eksport wynosił $32,640.00 - 10x mniej niz dziś. W tym samym roku, polski eksport był 17x mniejszy od niemieckego. Dziś jest 5x mniejszy. W 1995r przychody z eksportu stanowiły ok 24% PKB. Dziś to ponad 60%. Napiszę dużymi literami, żeby nie było watpliwości. POLSKA STAŁA SIĘ ZNACZĄCYM ŚWIATOWYM EKSPORTEREM DÓBR I USŁUG.
-
Zgoda. Ja równiez pośpieszyłem sie z interpretacją o darmowych Abramsach za T-72. Ale dotychczasowe doniesienia temu nie zaprzeczają: Polska czeka już na dostawę 250 nowych abramsów. Do tego dojdzie 116 używanych maszyn. Wicepremier i minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak przekazał, że umowa z administracją USA została uzgodniona — dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa. Czyli jest umowa na dostawy uzywanych czołgów, ale zupełnie z tego doniesienia nie wynika, że wiąże się to z zakupem a nie z przekazaniem w ramach LL.
-
Mylący tytuł. Przecież nie kupi, tylko otrzyma za darmo (w ramach LL) w zamian za przekazane Ukrainie T-72. Chociaż oczywiście koszty utrzymania i szkolenia (niemałe) poniesie Polska.
-
Zdecydowałem się budować model z Airfix-a, więc z żalem pozbywam się zbieranego latami kompletu. Podstawą jest Trumpeter: Zestaw jest kompletny, ale nie w "dziewiczym" stanie. Główną ingerecją były moje próby zlikwidowania zbyt wyraźnej faktury na skrzydłach. Próbowałem ją osłabić przez szlifowanie więc jedno ze skrzydeł oraz jedna strona statecznika pionowego ma ślad tych prób: Podobnie, próbowałem poszerzyć wnęki podwozia, bo w zestawie sa ewidentnie za małe: Z efektów nie byłem zadowolony, więc zdecydowałem się podmienić całe skrzydła na te z MPM-u. Do kadłuba pasują bez problemów, choć samo mocowanie trzeba przerobić. Jedyny problem był z dopasowaniem silników z Trumpeter-a do gondol MPM. Okazało się, że po obcięciu przedniej części gondoli, element z Trumpetera pasuje niemal idealnie: Pozostała część zestawu MPM powinna być kompletna i wchodzi w skład oferty. Dodatki: Zestaw żywicznego usterzenia i metalowych klap z CMK, oraz żywiczne podwozie CMK. Wloty powietrza do silnika, kolektory spalin, wyważenie sterów: Blachy do wnętrza i maski (Trumpeter) UWAGA! Zestaw Trumpetera zawiera kalki z oznakowaniem GRoH z 301 Dywizjonu Bombowego. Model będę mógł wysłać z Polski dopiero we wrześniu. Cena wywoławcza: 50 PLN plus wysyłka paczkomatem. Czas trwania aukcji - tydzień. Najwyższa oferta wygrywa. Edit: Doczytałem, że aukcje w dziale nie sa dozwolone, bo do tego służy Allegro. Nie przekonuje mnie ta argumentacja, ale regulamin to regulamin, Cena to 200 PLN plus wysyłka paczkomatem.
-
Spasowanie statecznika poziomego jest żadne. Przede wszystkim, trzeba było nieco podnieść końcówkę części ogonowej... ...ale to i tak dopiero początek. Sama szpachlówka by nie wystarczyła. Skończyło się wklejaniem pasków tworzywa i dopiero na to szpachlowanie, zarówno białą masą Tamiyi jak i płynną szpachlówką Mr Hobby. Jak widać, jeszcze nieco pracy przede mną. Trzeba również poprawić linie blach i naciąć nowe, bo łączenie zaprojektowane w zestawie ma się słabo do oryginału. Wlot powietrza na stateczniku musiał być nawiercony. W zestawie nie ma nawet zaznaczenia otworu.
-
Określenia "do pędzla" i "metalizer" się w zasadzie wykluczają. Więc zapewne chodzi Ci o farbę metaliczną. Przy niewielkich jak mówisz podmalówkach, żadna farba nie powinna naruszyć warstwy poprzedniej. Aczkolwiek podmalowywanie pędzlem na metalicznej powierzchni, uważam za niewskazane z wielu względów. Jeśli zależy Ci na metalicznych farbach olejnych/ftalowych (zwanych zupełnie nieprawidłowo emaliami) to masz Revell-e w małych puszkach.
-
Do takich celów, owszem. Tym bardziej, że wyciągnięcie nitki o stałej grubości 0.3 czy 0.2 na większym odcinku jest kłopotliwe.
-
No proszę, są. Co prawda, zastanawiam się nad sensem stosowania gdziekolwiek tak wiotkich (ale nie dających się dobrze wyginać) elementów, zamiast drucika o tej samej grubości.
-
Pokażesz efekt? Bo wg. mnie, rezultat będzie daleki od oczekiwań. Patyczków nie obetniesz równo na żądaną wysokość ok 0.2 mm. Ich obrabianie papierem ściernym skończy się na rozsmarowaniu końcówek w przeróżne kształty i wielkości. Mówimy o skali 1/72. Oczywiście mogę się mylić, dlatego chętnie zobaczę dowód. P.S. Nigdy nie spotkałem gotowych profili polistyrenowych o grubości ponizej 0.5 mm. Więc alternatywy dla samodzielnie wyciągniętej nitki (chyba) nie ma.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Pamiętasz je z przełomu 70 i 80, ale pochodzily z wcześniejszej produkcji. Pod koniec 70 zaczęto usuwać z pudełek "sceny przemocy" - bo to zabawki. Podobnie, skoro w pudełku jest jeden model, na obrazku musi być jeden samolot. Na obrazku leci, to czemu model nie? Skończyło się na nudnych zdjęciach słabo zbudowanych modeli. Z Matchbox-em zgoda, ale Heller wg mnie nie miał tak ładnych (czytaj realistycznych) obrazków. Za to Airfix i wczesny Revell to ta sama liga co Matchbox. Moim zdaniem oczywiście. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Model strasznie g..niany ale wówczas miałem porównanie tylko z modelami Ruch-u i Plasticardu, więc był super. No i miał odsuwaną osłonę kabiny! Ale artwork na pudełku jest super do dziś. Nie wiem czemu, ale współczesnym obrazkom na pudełkach jakoś brakuje dramatyzmu i dynamiki. Są ładne i nudne. Niby jest dramatyzm, coś się pali itd. Ale... -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Notka na dole artykułu, mówiąca o farbach Humbrol potwierdza, że zachodnie modele pojawiły się na większą skalę w CSH na przełomie 74 i 75 roku. W Warszawie chyba nieco wcześniej - połowa 1974. Ale ja z całą pewnością pamiętam dostawę modeli Revella do CSH w lecie 1973 roku. Dostałem wtedy w prezencie swój pierwszy zachodni model. -
PZL-56 Kania to była przyszłościowa wersja Jastrzębia z silnikiem HS. Natomiast pokazywany model przedstawia projekt PZL-55. To zupełnie inny samolot, choć opracowywany pod ten sam silnik.
-
Parę cytatów z książki, które dają pewien obraz: Prauss: Na szczycie (u Westlanda) stał dyrektor techniczny W.E. Petter, młody (...) absolwent Cambridge University, bezwzględnie zdolny i bystry. Co prawda: (...) Teddy miał aspiracje konstruktorskie (i zdolności ku temu) (..) ale wtrącał się do wszystkiego (...) czesto przeszkadzając innym. Glass: (...) tamtejsi pracownicy kształceni byli wg innego schematu: otóż do biura konstrukcyjnego trafiali chłopcy mniej więcej 16 letni, pracujący wcześniej na warsztacie. (...) tam, pod okiem głównego konstruktora, lub któregoś z inżynierów, uczyli się tego, co było im potrzebne. (...) W efekcie pracownik 20-letni znał praktyke konstruowania w danym zakładzie, a ponieważ wcześniej pracował w warsztacie, znał również technologię. Polacy, wg Anglików, byli pod tym względem niedouczeni. Prauss: Przy ówcześnie wykonywanych, stereotypowych pracach inicjatywa własna i znajomość teoretyczna nie były konieczne (...) biuro dysponowało tabelami, wykresami i instrukcjami, co ułatwiało pracę i pozwalało szybko przekazywać informacje do biura konstrukcyjnego. O tym, żeby w biurze ktoś coś sam obliczał - mowy nie było . (...)Lepiej niz w PZL przedstawiała się działalnośc prób w locie (...) także i dlatego, że samoloty wychodziły z warsztatu lepiej skontrolowane i wymagały mniej poprawek. (...)Idealnie funkcjonował dział w którym kopiowano rysunki, (...) nie było dozwolone - jak w PZL - nanoszenie poprawek na kopiach, (...) poprawiany oryginał był z powrotem wydawany w całym nakładzie. (...) był to luksus, ale dawał dużo lepsze rezultaty. Ale jak wspomina Prauss: (...) w warsztacie panował bałagan. Robotnicy byli sumienni i fuchy nie puszczali, ale wszystko trwało bardzo długo(...) I jeszcze jedna istotna uwaga ogólna o konstruowaniu samolotów zarówno za granica jak i w Polsce, którą przekazuje Prauss: (...) taka była kolej rzeczy w samolotowych konstrukcjach. Dobry konstruktor zrzynał od innych 90%, a dodawał swoich 10% i to był jego wkład do rozwoju danego typu na międzynarodowym rynku! Polscy konstruktorzy przed wojną mieli ograniczone możliwości "zrzynania" z zagranicy, a w kraju nie mieli za bardzo od kogo kopiować. Można tylko pomarzyć o tym, jak wyglądałby powojenny przemysł lotniczy w Polsce, gdyby ci ludzie wrócili do kraju i mieli szansę wykorzystać swe doświadczenia uzyskane w zakładach ze światowej czołówki. Oczywiście nie w warunkach zsowietyzowanej gospordarki PRL.
-
Polecam wspomnienia S. Prauss-a (konstruktora "Karasia" i "Suma") wydane niedawno pod tytułem "Z Zakopanego na Stag Lane". Pomagaja one zweryfikować wiele popularnych a nie do końca zgodnych z prawda przekonań o polskim przemyśle lotniczym przed IIWS. Dla mnie niejakim szokiem było dowiedzenie się, w jak prymitywnych warunkach ci ludzie uczyli się studiowali a potem zaczynali pracę w przemyśle. Prauss poświęca nieco miejsca na porównanie przedwojennych zakładów PZL z zakładami De-Havillanda w których pracował w czasie wojny. Konstruktorzy polscy nie znajdowali się w czołówce światowej, bo po prostu nie było takiej możliwości. Nie mogli konkurować ani wykształceniem (choć w sumie nienajgorszym), ani doświadczeniem. Całej masy rzeczy musieli się uczyć metodą prób i błedów. Mieli zdolności, ambicję, zapał i pracowitość, ale to tak jakby oczywiste i wspólne ludziom którzy chcą coś nowego osiągnąć. Tak w Polsce jak i gdzie indziej. Gdyby nie wojna i emigracja zapewne byliby w stanie wychować następne pokolenie konstruktorów, solidniej wykształconych, którym mogliby przekazać wiedzę i doświadczenie. I tacy rzeczywiście rywalizowali by ze światową czołówką. Pod warunkiem odpowiedniej polityki państwa.
-
Nie chodziło o danie rady, ale o stosunek koszt-efekt. Uznano, że opanowywanie nowej technologii po to, aby produkować gorsze silniki, nie ma sensu. Zresztą Gnome Rhone serii K to nie był w końcu lat 30-tych szczyt techniki. Ale nie ma co gdybać. Na początku lat 30-tych podjęto decyzję o licencyjnej produkcji Bristola. Nikt nie przewidział, że Roy Fedden w swojej obsesji rozrządu suwakowego doprowadzi firmę Bristol niemal do bankructwa i nowe Bristol-e dużej mocy będą gotowe dopiero w 1940-tym roku.
-
Polska też mogła kupić licencje od GR. Ale te silniki nie cieszyły sie u nas zbyt dobra opinią. W porównaniu z solidnymi Bristolami uznano je za awaryjne, i skomplikowane w obsłudze. Nie bez znaczenia był fakt, że głowice we francuskich silnikach były odlewane, a w Bristolach skrawane. Odlew był tańszy, ale opanowanie technologii takich odlewów dużo trudniejsze.
-
Najkrótsza odpowiedź brzmi - brak silników. Do P.24 stosowano importowane GR i dlatego te samoloty nigdy nie były brane pod uwagę jako wyposażenie polskiego lotnictwa. Źeby zbudować myśliwiec na miarę końca lat 30-tych trzeba było silnika o mocy 1000 KM (upraszczając). Licencyjne Bristol Mercur-y tego nie zapewniały, a Taurus-y i Hercules-y które miały być produkowane w Polsce, się opóźniły. Próbowano zbudować mały samolot pod słabszego Mercury VIII i powstał niezbyt udany PZL-50.
-
Korozja na elementach fototrawionych.
HKK odpowiedział bsnt3k → na temat → Fototrawienie, lutowanie, druk 3d
Oczywiste jest, że na rdzę (jesli to rdza) nie kładzie sie zabezpieczenia przed oczyszczeniem powierzchni. Ale tutaj nawet nie wiemy czy rzeczywiście chodzi o rdzę (na stali), czy o inny produkt utleniania. Autor wątka mówi o korozji, nie o rdzy. Korozja niejedną ma formę. Jeśli polega na odbarwieniu powierzchni to niekoniecznie wymaga oczyszczenia, bo moze to być trudne lub kłopotliwe. Ale jeśli pojawiły się głębsze wżery, to element może być do wyrzucenia zamiast do zabezpieczenia. Tak jak mówi @Greif, bez zobaczenia co się dzieje, nie sposób sensownie pomóc. -
Korozja na elementach fototrawionych.
HKK odpowiedział bsnt3k → na temat → Fototrawienie, lutowanie, druk 3d
Nie wiem z czego są robione te blaszki, ale jeśli rzeczywiście głęboko korodują, a nie po prostu pokrywają się nalotem, to zabezpiecz je np. za pomoca bezbarwnego lakieru i tyle. -
Korozja na elementach fototrawionych.
HKK odpowiedział bsnt3k → na temat → Fototrawienie, lutowanie, druk 3d
To może powiedz co to za zestaw. Zdarzają się np. lakierowane - jak niektóre starsze blachy Part-a. I w ogóle, nie za bardzo wyobrażam sobie niszczącej korozji na blaszkach mosiężnych. Pokryją się ciemniejszym nalotem i tyle. Chyba, że to jakieś antyczne stalowe jak np. Verlinden. Odtłuścić blaszkę przed przykleeniem i malowaniem zawsze warto. Można też zagruntować lakierem do blaszek. -
2 jest prawdziwe. 1. jest nielogiczne. Przecież pełen przekrój dyszy 0.2 jest dopiero przy maksymalnym otwarciu igły. Jeśli dysza ma śr 0.3 to przy typowych otwarciach będzie dawać otwór mniejszy niż 0.2. Czyli ten przykładowy primer też by "nie przeleciał" przez dyszę 0.3 otwartą np. do połowy, prawda? Gdyby coś mogło zatkać dyszę 0.2, to zatkałoby również 0.3. Typowe rozcieńczenia nie sprawiaja problemu żadnym dyszom. P.S. W praktyce, wartości średnic podawane przez producentów mają się nijak do faktycznych. 0.2, 0.3 itd. należy traktować jako wartości referencyjne - tzn. przez 0.3 przepchniesz więcej materiału niż przez 0.2 w tym samym czasie (przy tym samym otwarciu). Również maksymalna plamka z dyszy 0.3 będzie większa niż z 0.2. Ale to nie jest regułą, bo rozmiar plamki zależy nie tylko od średnicy dyszy ale od jej profilu, ukształtowania strumienia itp. Ten sam aerograf w wersji 0.2 i 0.3 będzie się zachowywał zgodnie z oczekiwaniem. Dwa różne typy juz nie muszą i plamka z dyszy 0.2 w jednym aero może być nawet większa niz plamka z dyszy 0.3 innego aero.
-
Kliszę do plastiku mozesz przykleić czymkolwiek co będzie ją solidnie trzymało - ja bym użył cjanoakrylu. Ja bym tak zrobił. Masz wtedy kompletną, zmontowaną tablicę i przyklejasz ją do modelu na takiej samej zasadzie jak tablice Yahu. Wg. mnie łatwiej spozycjonować blaszkę z kliszą gdzieś na boku niż montować blaszkę do kliszy która ju z siedzi w modelu. No chyba, że montujesz tablicę do osobnego, plastikowego elementu - wtedy chyba bez znaczenia.
-
Okazało się, że manipulowanie całym kadłubem przy detalowaniu przedziału zbiornika jest wbrew pozorom dużo lepsze niż robienie tego samym elementem przed zamontowaniem. Jestem więcej niż pewny, że trzymany delikatnie element wypadałby mi z rąk podczas obróbki ze wszystkimi możliwymi konsekwencjami. Powyżej stan jedynie po lakierowaniu i washu. Wszystko zbyt się błyszczało moim zdaniem, więc zdecydowałem się stonować matowym lakierem. Przetarłem też nieco suchym pędzlem. Żółta plama ma symulować zaciek porozlanym paliwie. Przy okazji, stestowałem mój nowy obiektyw makro. No i wygląda jak wygląda. Na swoje usprawiedliwienie - żółte przewody mają 0.1 mm. średnicy. Ta buła po lewej, ma symulować puszkę z elektryką, opiętą brezentem (tak jest na niektórych zdjęciach). Poza tym, brak jeszcze jednego elementu - listwy na wrędze po lewej, pod którą ukryje się uszkodzony (otwarty od góry) otwór na przewody paliwowe, widoczne na pierwszym planie.
