HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
[Projekt grupowy] Sklejamy modele Mistercrafta - Pytania, gadki szmatki itp.
HKK odpowiedział jawkers → na temat → Sklejamy modele Mistercrafta
Tia... ...pod warunkiem, że mamy bardzo liberalne podejście do tego co oznacza "cudeńko" i "odrobina pracy". Podstawowe pytania są takie - ile realnie jeszcze przed nami lat modelarskiej aktywności? Ile modeli robimy rocznie? Ile chcemy ich zrobić? Mam na myśli modele z których będziemy zadowoleni (nigdy do końca) i które cieszą oko. Mi po zrobieniu takiej kalkulacji wychodzi, że jakikolwiek czas poświęcony na budowanie kiepskich zestawów jest czasem zmarnowanym, zabranym z cennych lat sprawności jakie mi jeszcze zostały. Bo albo będę produkował kolejne modele brzydkie, nic nie warte i rozczarowujące, albo poświęcę ekstra czas (dużo czasu) i ekstra wysiłek na osiągnięcie tego samego (lub gorszego) efektu jaki był do osiągnięcia przy użyciu dobrego zestawu. Tak czy inaczej, mój cel w postaci posiadania satysfakcjonującej kolekcji się oddali a może w ogóle go zaprzepaszczę. PS. Proszę nie używac argumentów typu: "A Andrzej Ziober..." Pan Ziober to wyjątek. Ktoś kto potrafi poświęcić tysiące (!) godzin pracy rocznie na budowę modeli. Dla praktycznie nikogo z nas nie jest to osiągalne. -
[Projekt grupowy] Sklejamy modele Mistercrafta - Pytania, gadki szmatki itp.
HKK odpowiedział jawkers → na temat → Sklejamy modele Mistercrafta
A bardzo przepraszam, mnie to nie dotyczy. Może jestem starej daty, ale już w wieku lat 16 antyczne zestawy Airfix-a czy Revell-a z ich niedokładnościami, nadlewkami itp. traktowałem z buta. Podobnie wytwory "Spójni" czy PZW. A one i tak były lepsze w porównaniu z większością wypustów MC. Uważałem, a dziś nabiera to jeszcze większego znaczenia, że szkoda życia na sklejanie zestawu z którego powstanie brzydki i uproszczony model. A trzymanie takiego obrzydka w magazynie to marnowanie cennego miejsca. Ani to ładne, ani unikalne i w ogóle żadnych pozytywnych emocji nie wzbudza. Mówię oczywiście o sobie. -
[Projekt grupowy] Sklejamy modele Mistercrafta - Pytania, gadki szmatki itp.
HKK odpowiedział jawkers → na temat → Sklejamy modele Mistercrafta
Rafhart, czy raczej jego modelarski kanał (nomen omen) zasługuje na osobny wątek. Choc to nie Rafhart jest problemem ale brak polskojęzycznego, merytorycznie dobrego kanału modelarskiego na YT i ogólnie straszna bieda w tym temacie. Kanał Agtom, który cenię jest tu wyjątkiem potwierdzającym regułę, bo za mało, za rzadko. Chętnie bym zobaczył youtubową wersję strony KFS ale chyba się nie doczekam. -
Ciekawie facet mówi A poważnie, to on robi porównanie między surfacerem Mr Hobby Aqueous a surfacerem Vallejo. Który też wygląda na akrylowo-wodno-alkoholowy. Autor próbuje różnych odczynników sprawdzając odporność surfacerów. Najpierw jest chyba woda. Oczywiście jest bezpieczna, bo woda może rozcieńczać już rozpuszczone żywice akrylowe ale ich nie rozpuści po zaschnięciu. Potem jest jakiś rozcieńczalnik oraz 75% alkohol. Alkohol rozpuszcza żywice akrylowe. Jedne mocniej inne słabiej. I widać, że zmywa oba surfacery. Potem jest rozcieńczalnik Tamiya X-20. On jest przeznaczony do olejnych i żywicy akrylowej nie powinen ruszyć. No i nie rusza. Surfacer Vallejo trzyma się słabiej i potrafi odejść płatami. To sugerowałoby, że użyty gatunek żywicy jest dość miękki i eleastyczny po zaschnięciu. Byż może to nie jest nawet czysta żywica akrylowa ale jakaś mieszanka z poliuretanową lub winylową?
-
Stawiem, że tak jak farby C i H są akrylowe to i tu będzie tak samo. Surfacer to rozpuszczona żywica akrylowa, jakiś wypełniacz, barwnik i rozcieńczalnik. Różnica będzie w rozcieńczalniku/rozpuszczalniku. W wersji C mamy bardziej agresywny (i bardziej śmierdzący rozpuszczalnik). W wersji H łągodniejszy (np alkoholowo - wodny). Więc owszem, H może być znacznie przyjemniejszy w zapachu. Za to nie będzie się tak dobrze trzymał tworzywa. Jesli zastosowano także inny gatunek żywicy np. łatwiej rozpuszczalny w środowisku alkoholowym, to wersja H może być także bardziej miękka i mniej przyjemna w szlifowaniu.
-
P- 51 B/ C Mustangs over Italy. 1/72 Koniec
HKK odpowiedział marek d → na temat → Mistercraft warsztat
A ja nadal nie łapię co ma naprawdę oznaczać styl vintage, bo różni ludzie rozumieją to w różny sposób, Mam rozdłubaną jedenastkę z Heller-a. Wnętrze z Part-a, silnik żywiczny, przednia część kadłuba, osłona silnika i chłodnica też z blaszek. Skrzydło o poprawionej geometrii z odciętymi i skraczowanymi lotkami. Śmigło wyrzeźbione od zera, brzechwy na spodzie skrzydła itp. itd. Jesli bym model skończył, malując zgodnie z obowiązującymi standardami - cieniowanie, washe i takie tam, to byłby vintage, czy nie? A jakbym zrobił model jedenastki Army prosto z pudła, pomalował starannie ale bez żadnych "współczesnych" efektów to juz nie byłby vintage prawda? Tyle, że jakbym postawił te dwa modele obok siebie to ten nowy by wyglądał jak zrobiony 30-40 lat temu. I mógłbym spokojnie przekownywać, że ten z Army to vintage. Więc dla mnie, vintage to słowo klucz pod któym kryje się w najlepszym razie pewien uproszczony styl wykonania i malowania modeli "z pudła". A w najgorszym braki umiejętności lub pójście na skróty aby odfajkować kolejny model na półce. -
Nie chcę żeby ktoś pomyślał, że poleciałem ze skargą do moderacji albo, że mam jakąś satysfakcję.
-
Nie zrozumiałem dla jakiej "równowagi" i w jakim "takim razie". Ale to już moje ograniczenia. Banuj, co mi tam.
-
Ponieważ to ja sprowokowałem sytuację po której Jostein dostał bana, chciałbym zaznaczyć, że nie popieram tej decyzji. W żadnym wypadku nie poczułem się obrażony, a raczej rozbawiony nadreakcją na oczywisty żart i ironię. "Wulgarne słowo" za które Jostein został ukarany, było wykropkowane i znalazło się tam prawem cytatu. Że cytatu oklepanego tysiąckrotnym powtórzeniem na forach, to inna sprawa, ale za to chyba nie banujemy? Obawiam się, że kara może spowodować kolejne "obrażenie" się użytkownika na to forum i bogu ducha winnych dyskutantów. Poza tym uważam, że filipiki Josteina po każdej prmierze modelu Army wnoszą niewątpliwy koloryt w dyskusje.
-
Jesteś słodki jak się złościsz. Też Cię kocham.
-
Jostein jest częścią planu. Nikt za darmo nie hejtowałby z takim zaangażowaniem. Arma go wynajęła.
-
Taaa Skrzydła w Hasegawie o cięciwie przy kadłubie szerokiej jak w P-51D. Spiłowac się tego tak po prostu nie da, bo się wjeżdża na wnęki podwozia. Trzeba je cofnąć, ale najpierw wyciąć ich wnętrze, bo za płytkie. A po tm wszystkim i tak mamy skrzydło z błędnie umieszczonymi światłami pozycyjnymi, wyrzutnikami od czapy i paroma innymi problemami. Academy ma nieco lepsze skrzydło, ale też za szerokie u nasady. Da się to skorygować jedynie optycznie, chyba że ktoś chce cofać wnęki. Które również są za płytkie. Wyrzutniki lepsze niż w Hase ale tez nieprawidłowe. Wlot powietrza pod kołpakiem przypomina uśmiech Joker-a.
-
Postarali się Dawali drążek z okragłym uchwytem jak w brytyjskich maszynach, bo takie opinie wtedy pokutowały, choć zdjęć nikt nie pokazał. Dawali również osłonę Malcolm Hood, brzydką jak kupa jeża, za to z karykaturalnie krótkim wiatrochronem i adekwatnym do tego wycięciem w kadłubie. Typowej osłony zreszta to też dotyczy. W związku z tym, nie widziałem nigdy modelu P-51 z Revell-a który by dobrze wyglądał. Ta osłona kabiny wyje z bólu na odległość. Jesli ktoś mówi, że Revellowski P-51 to fajny zestaw, chyba nigdy sie mu dobrze nie przyjrzał. Niestety zarówno Hasegawa i Academy mają inne bolączki, bardzo widoczne na gotowym modelu i co gorsza, kłopotliwe do usunięcia.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
No i ok, bo wtedy nikt nie oczekiwał, że producent zestawu dostarczy szczegółowe wnętrze czy inne detale. I tak trzeba było wyrzeźbić samemu. Lepszy był brak detalu i miejsce do skracza niż detal połowiczny i nie do końca prawidłowy który trzeba było usunąć. Brak detalu w zestawie nie bolał. Problemem (przynajmniej dla mnie) był brak odpowiednich narzędzi i materiałów aby sobie dłubać. Cienkie wiertła, frezy, papier ścierny, precyzyjne pędzle. Ciężkie do zdobycia, a jak już to groteskowo oszczędzane. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Ale używaj przewodowej wiertarki - zawsze znajdziesz na końcu kabla. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Podpowiedź tkwi w określeniu "przewidziane miejsce" Niekoniecznie równające się miejscu składowania. Ale owszem, przy pracach modelarskich mam obok skrzyneczkę z narzedziami. Jeśli potrzebuję np. pilnika biorę ze skrzynki, używam i odkładam do skrzynki. Oczywiście nie za każdym razem kiedy musze zdmuchnąć pył lub spojrzec pod światło. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Modelarstwo to nie tylko hobby. Jeden z moich kolegów (też modelarz) stwierdził kiedyś, że wielu swoim pracownikom zaleciłby przymusowy kurs modelarstwa. Żeby nauczyli się, co to jest plan pracy, przygotowanie materiałów, narzedzi i stanowiska. Żeby portrafili przewidzieć negatywne skutki jakichś czynności lub im zaradzić. Żeby bardziej obchodziło ich jak zwalczyć trudności, niż jak wytłumaczyć dlaczego się "nie da". Itd. Mnie modelarstwo nauczyło właśnie takiego podejścia do większości prac, bo z natury jestem mistrzem prowizorki i tymczasowych rozwiązań. Ale od wielu lat nie zabiorę się do roboty nie mając wcześniej planu i wyobrażenia poszczególnych czynności. Szukanie na gwałt narzędzi i materiałów bo właśnie okazało się, że o czymś nie pomyślałem napawa mnie odrazą. Kojarzycie wściekłość, gdy posmarowaliście klejem jakiś element a teraz nie możecie znaleźć pensety albo drugiej części choć "przed chwilą tu była!". Dlatego każde narzędzie po użyciu odkładam na przewidziane miejsce nawet gdy będę po nie za chwilę sięgał. Życie stało się prostsze. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Nie zgadzam się. Sentyment i kolekcjonowanie wspomnień z dzieciństwa mają się równie dobrze na Zachodzie. Np. nie śmigane Airfixy czy Matchboxy z lat 70-tych są bardzo poszukiwane w UK mimo, iż wówczas kosztowały tam grosze i można je było kupić nawet na poczcie razem z gumami do żucia i lizakami. Ważne jest również, że TERAZ są trudno dostępne a więc cenne. Weź np. branżę samochodową. FSM Syrena to był u nas obciach już w latach 80-tych. Kilkukrotnie droższy Polonez był obiektem westchnień. Dziś Syrena w dobrym stanie kosztuje dużo więcej. To też dość typowe. O to co tanie i popularne nikt nie dbał. Chuchanych i dmuchanych Polonezów przetrwało całkiem sporo. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Thimble Drome to nic innego jak handlowa nazwa produktów firmy COX. Zarówno silników jak i modeli. Nazwa stopniowo wychodziła z użycia od lat 60-tych, choć jeszcze jest widoczna na opakowaniach z lat 70-tych. Sama seria Tee Dee wzięła nazwę od skrótu TD czyli Thimble Drome. Silnik który pokazujesz to Baby Bee 049 co zresztą jest opisane na pudełku. Sam silniczek był produkowany w od 1955-go do lat 90-tych. Powstały zdaje się miliony egzemplarzy, więc jako taki nie jest specjalnie wiele wart. Ale w komplecie z modelem to inna sprawa. Ten Curtiss był produkowany od 1960 do 1962 roku. https://www.mh-aerotools.de/airfoils/cox_frameset.htm Rzeczywiście wygląda na rarytas. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Jak już mamy plastikowe samochodziki, to też dorzucę coś od czapy Chociaż nikt nie może się przyczepić, że to nie modelarstwo... Legendarny COX Medallion .09 RC. Sprowadzany do Polski przez CSH w latach 1975-1976. Nigdy nie robiłem modeli latających ale jako dzieciak bardzo chciałem. I marzyłem o posiadaniu takiego silniczka... Nie dość że były trudne do kupienia - pierszeństwo miały modelarnie - to jeszcze koszmarnie drogie. Całkowicie poza zasięgiem dziecięcego budżetu. Więc w ramach "kompensacji" kupuję je sobie teraz. Oczywiście jako usprawiedliwienie mam argumenty kolekcjonerskie. Takie motorki w fabrycznym stanie sa niełatwe do znalezienia i nabierają wartości. Od lewej: COX TeeDee 049 (0.8 cm3). Najbardziej klasyczny przedstawiciel rodziny Tee Dee. O ile mi wiadomo, nie sprowadzany wtedy do Polski. CSH importowała wersję 09 (1.5 cm3) COX Pee Wee 020. Pierwszy seryjnie produkowany silnik o tak małej pojemności (0.3 cm3). Produkowany od końca lat 50-tych. Ten egzemplarz pochodzi chyba z końca lat 70-tych. COX Tee Dee 020 (0.3 cm3). Jeden z najbardziej poszukiwanych silników COX-a. Produkowany od 1961r. Ten egzemplarz to koniec lat 60-tych. I na koniec COX Tee Dee 010. Najmniejszy produkowany seryjnie silnik spalinowy - 0.015 cm3. Też ceniony przez kolekcjonerów. Ten egzemplarz to sądząc po opakowaniu, początek produkcji, czyli wczesne lata 60-te. -
Poza tym, jeśli ktoś nie zauważył. mamy inflację. Nie tylko w Polsce. Brakuje materiałów, towarów, fachowców. Jednocześnie rządy dosypały na rynek tony gotówki. Jest jak jest i się prędko nie zmieni.
-
100 zł za model, to dla jednego pryszcz, dla drugiego ok, dla trzeciego za drogo. Jak to mówią - "percepcja to rzeczywistość". Producent nie dostosuje ceny do moich prywatnych oczekiwań i możliwości. Tyle. Jesli kupujących będzie za mało, producent zmieni politykę cenową lub skończy produkcję. W przeciwnym wypadku, żadne narzekania niczego nie zmienią.
-
-
P-51 B/C z Revell-a już niedostępny (i dobrze). Podobnie Academy. Hasegawa we wcieleniu Hobby 2000 jest na wyczerpaniu i kosztuje niewiele mniej niz zapowiadana Arma. Swoją drogą, Hasegawy kijem bym nie dotknął. Mamy jeszcze model KP/AZ który nie jest zły, ale też nie jest tani i wymaga szeregu poprawek podczas budowy. Wg. mnie Mustang z Army to nie tylko najlepszy model, ale najlepszy stosunek ceny do jakości pośród dostępnych. Oczywiście sądząc po instrukcji i zdjęciach ramek.
-
Jeśli tyle zapłaciłeś, to była jakaś niesamowita promocja. 15 euro za ten zestaw to cena nijak mająca się do rynkowej: Ale gwoli prawdy trzeba dodać, że za nieco ponad 100 zł (taka była cena na stronie Eduarda) można tu mieć dwa świetnie zdetalowane modele z 2 kompletami blach i żywic oraz 10-ma wersjami malowań.
