HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 438 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Chętnie bym zobaczył te liczne "inne" zdania na temat japońskich aerografów w ogólności a Proconów w szczególności. Ja jakoś ich nie widzę. To, jaki aerograf komu pasuje to rzecz subiektywna i nie ma co polemizować. Natomiast jaki sprzęt cieszy się powszechnym uznaniem wśród użytkowników, w tym profesjonalistów, to fakt. Nie da się tego zrzucić li tylko na modę czy szpanowanie. Ludzie pracujący zawodowo aerografem (także modelarze) mają gdzieś modę, tylko poszukują sprzętu spełniającego ich potrzeby, a przy okazji z możliwie najlepszym stosunkiem mozliwości do ceny. I tu akurat japońskie aerografy są najczęstszym wyborem a Creos i jego Procony mają coraz silniejszą pozycję. Przykłady - DRED FX na YT. Profesjonalny grafik któy przesiadł się z Iwat na Procon-y. Jakość ta sama, a koszty eksploatacji mniejsze. Phil Flory z Flory Models. Używał wyłącznie HS przez 15 lat i to był jego ulubiony sprzęt. Od 5 lat używa Procon-a z którym nie ma żadnych problemów. Nigdy nie odkręcał dyszy. W HS regularnie wymieniał dysze mniej więcej raz na rok. Ma jednego Procon-a (PS-270) którym robi niemal wszystko. HS-ów miał równolegle bodajże 5. To nie znaczy, że HS są "złe" a Iwaty i Procony doskonałe. Każdy maluje tym, co mu z różnych względów podchodzi. Uzyskane efekty, to głównie rezultat umiejętności. Ale kwitowanie, że jedynym powodem popularności Procona jest moda, nie ma podstaw.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To było nawet kluczowe. W moim przypadku, wujkowie - marynarze zapewniali mi stały (choć niewielki) dopływ zachodnich modeli. Ojciec miał dostęp do warsztatu i laboratorium więc miałem załatwioną kwestię papierów ściernych i rozpuszczelnika TRI (klej). Jak już wspomniałem, to się mocno ograniczyło, gdy rodzina uznała, że już jestem "za stary" na zabawki. Ambicje modelarskie rosły a możliwości malały. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Pewnie modelarnie lub jakieś koła LOK działały w budynkach bibliotek. Pierwszy MM jaki zobaczyłem, to był Jacht "Opty" u kolegi . Potem miał Morane-a. Więc to musiał byc 1972 rok. Mój pierwszy MM to śmigłowcowiec Moskwa. Potem T-54 i "Orzeł" na którym się wyłożyłem. "Halifaxowi" tez nie dałem rady i skleił mi ojciec. Krzywizny były nie dla mnie. Od tego czasu polowałem wyłącznie na okręty nawodne i sklejałem do linii wodnej. Moim ostatnim sklejonym był "Rodney" z 1976 a ostatnim jaki kupiłem to żaglowiec "Victory" z 1977. Był przerażający swoją komplikacją i nigdy go nie zacząłem. Od tego czasu tylko plastiki. -
Jak najbardziej. Ale na marginesie Dławiąc przepływ zaworkiem redukujemy po prostu ciśnienie za zaworkiem. Tak samo jak w kranie, gdzie ciśnienie wody w rurach jest dane, a ciśnienie (i przepływ) z kranu regulujemy prostym zaworem (dławikiem). Regulator (reduktor) na kompresorze działa na innej zasadzie i reguluje ciśnienie bez dławienia przepływu.
-
Jeśli zawsze potrafisz dobrać z góry odpowiednie rozcieńczenie do ustawionego ciśnienia to gratuluję. Ale trochę wątpię. Inne rozcieńczenie jest potrzebne do marmurka, inne do cieniowania, inne do powierzchni, inne do drobnicy, inne do metalizerów, inne do podkładu itp. W przeciwnym razie łatwo o kleksy, plucie i tym podobne. Ja rozcieńczenie dobieram "na oko" w zależności od farby i typu malowania, a potem dostrajam ciśnienie zaworkiem MAC, jednocześnie psikając gdzieś na boku. Jeśli nie dam rady dostroić ciśnienia, to znaczy, że trzeba rozrzedzić albo zagęścić farbę. Ale to wyjątki. Pewnie chodzi Ci o przepływ farby, nie powietrza. W tym wypadku racja. Ogranicznik spustu ma ograniczone zastosowanie, ale ma. Wg mnie, nie jest istotne ograniczenie małych przepływów. Tutaj rzeczywiście nic nie zastąpi precyzji palca na spuście. Ale ograniczenie podawania farby przy dużych otwarciach pozwala na używanie dwufunkcyjnego aero jak jednofunkcyjnego. Ustawiamy sobie najpierw jakiś wydatek farby (spory) i przy malowaniu ciągniemy na maksa. Ułatwia malowanie powierzchniowe.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Ależ ja nie osądzam. Jak bym mógł osądzać skoro sam się do kradziezy książek przyznałem. Wyraziłem przypuszczenie ktróe było także pytaniem. Zresztą w żartobliwy sposób. Czyli wszystko było załatwione "po bożemu" no i super. Nie ma się co napinać. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
He, he. Czyli zapewne kradłeś, chociaż tak sie to wtedy nie nazywało . Albo bibliotekarka dla Ciebie kradła. No bo jak coś należało do biblioteki, to nie było łatwego, legalnego sposobu, żeby odkupić. Takie to własnie były smutne czasy. Ja też niestety kradłem książki z biblioteki publicznej. Co gorsza, nie czułem wtedy żadnych wyrzutów sumienia. Nie kradłem przecież dla zysku, nie okradałem nikogo konkretnego, gdybym mógł normalnie kupić, to bym kupił. A jak nie ja, ktoś inny by ukradł. Tak to sobie tłumaczyłem. Technika kradzieży była zresztą ciekawa. "Nauczył" mnie kolega. Można było bezkarnie wynieść nawet największe tomiszcze. Najpierw trzeba było wynieść jakąś małą książkę razem z jej kartą. Przy następnej wizycie brało się upatrzony przedmiot kradzieży i wkaładało się do niej kartę z uprzednio wyniesionej książeczki. Pani zwykle nie sprawdzała czy karta zgadza się z książką. Gdyby sprawdziła, zawsze można było powiedzieć że taka karta tam była. Wiec całkiem legalnie wychodziło się z wybraną pozycją, a na naszym koncie widniała inna książka jako wypożyczona. No i ją sie oddawało -wtedy pani juz sprawdzała czy oddajemy własciwą. Nie jestem z tego dziś dumny. Taka ciekawostka historyczna. -
Serio? Sugerujesz, że ciśnienie można regulować spustem? Owszem, można w niektórych aerografach i w mocno ograniczonym zakresie. Ale to jest efekt uboczny, zależny od skoku i budowy zaworu. Oraz od stopnia zużycia uszczelki zaworu i sprężyny. Żaden producent czy projektant aero takiej możliwości nie przewiduje ani nie rekomenduje. Co oczywiste, bo poleganie na takiej metodzie ogranicza się w zasadzie do konkretnego typu aero a nawet egzemplarza przetrenowanego przez użytkownika. Nie daje żadnej gwarancji powtarzalności. Czy da się żyć bez zaworka MAC. Oczywiście. Tak jak mówisz, każdym przyzwoitym regulatorem na sprężarce można ustawić ciśnienie dość precyzyjnie. Ale dobór cisnienia zależy nie tylko od rozcieńczenia farby, ale również od jej rodzaju i sposobu malowania któy chcemy w danym momencie zastosować. Ja w trakcie sesji nawet przy użyciu tego samego "ładunku" w zbiorniku, kilkukrotnie zmieniam ciśnienie robocze. Jedną ręką operuję aerografem i spustem a drugą w tym samym momencie ustawiam zaworkiem żądany przepływ. Przy użyciu reduktora na kompresorze, który zwykle znajduje sie pod stołem jest to czynność mocno utrudniona a czasem niemożliwa.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Bo się zmieniło. Ale nieco prawdy w tych opowieściach jest. Lekcje w podstawówce potrafiły się kończyć o np. 13.00, rodzice w pracy do 17.00. Jedenastolatek już do świetlicy szkolnej się nie kwalifikował. Co miał robić - w tramwaj i do domu (ja miałem na piechotę). W domu pustki w lodówce, bo matka dopiero przyniesie zakupy. Może jakaś zupa z wczoraj została. Jak nie, to chleb z masłem popiło się wczorajszym kwaśnym mlekiem, bo dzisiejsze poranne juz kwaśnieć zaczyna a woda w kranie obrzydliwa. Telewizja nadaje dopiero od 16.00, więc na podwórko (gdy jest pogoda). Boisko gdzieś za torami kolejowymi, można jabłka podebrać działkowcom, można na torach się powygłupiać a potem uciekać przed SOK-istami. Starzy nie mają pojęcia gdzie jesteśmy i co robimy. A co jak nie było pogody? Modele się sklejało. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Przyznajmy, dość niska pensja. Niemniej wielu ludzi taka otrzymywało. W latach 70-tych czarnorynkowa cena dolara to było ok 100 zł. Za 2000 zł (albo 4000 na rodzinę) miesiecznie trudno było wyżyc (szczególnie w mieście) bez oszczędzania na wszystkim. Dlatego ludzie imali się wszelkich tzw. "fuch" i handlu czym się dało. Z drugiej strony, wykwalifikowany robotnik na akordzie w dużym zakładzie mógł zarobić 4000-5000 na rękę. Oczywiście harując jak wół w warunkach uragających bezpieczeństwu i kulturze. Milicjant, wojskowy i generalnie ludzie zbliżeni do władzy lub w inny sposób uprzywilejowani (marynarze) też przyzwoicie zarabiali. Natomiast tak zwani "umysłowi" w szkołach i biurach rzeczywiście pracowali za grosze. Ja miałem to szczęście, że nigdy nie musiałem sięgać po wilbry i inne wynalazki. Miałem nieco humbroli wystanych w CSH lub przywiezionych przez rodziców z zagranicznych wyjazdów. Jeden kolega miał rodzinę za granicą, drugi z kolei miał pieniądze. Razem założyliśmy "spółdzielnię" i wspólnie używaliśmy swoich farbek. W szczytowym okresie było ich z kilkadziesiąt - wśród nich wiele Authentic-ów. Trzymane w lodówce i pieczołowicie traktowane przetrwały wiele lat. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To zazdroszczę. Wydanie 20£ czy nawet 100£ na model ze sklepu nie wzbudza u mnie żadnych emocji niestety. Gdyby to był jakiś biały kruk modelarski, autentycznie niedostępny i nabyty na rzadkiej aukcji, to może. Oczywiście cieszę się z każdego nowego modelu, ale to już nie jest to samo uczucie. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
pomyłka, do usunięcia -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Zgoda. I absolutnie nie chcę gloryfikować tych czasów. Ale tęsknie trochę za tym uczuciem, kiedy przynosiło się nowiutki model z Matchbox-a wystany w kolejce w CSH. Albo wizytę w sklepie modelarskim gdzieś na Zachodzie. Sezam, wyspa skarbów! To obezwładniające poczucie szczęścia. Dzisiaj... klik, klik i masz co chcesz. Ale dlaczego to tak nie cieszy... -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Braki towarów i trudności z kupnem większości rzeczy były częścią naszego życia od urodzenia. Więc traktowaliśmy to jak coś naturalnego. Irytującego, ale wymagającego pogodzenia się z tym. Coś jak krótkowzroczność lub niski wzrost. Paradoksalnie, miało to nawet pewne pozytywne strony. Zdobycie czegoś upragnionego dawało frajdę i satysfakcję. Poczucie sukcesu. Złudne oczywiście. I niewarte tych wszystkich problemów. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Ja jeszcze ganiałem za "Modelarzem". Był nieco łatwiej dostępny niz "Skrzydlata" ale też szybko znikał. Co prawda nie było niemal nic o plastikach, ale były plany i np artykuły o drugowojennych konstrukcjach. A "Plany Modelarskie"? To dopiero był rarytas gdy wydawali numery poświęcone zachodnim lub wrześniowym samolotom! P-38, Spitfire - niemal nie do kupienia. Chodziłem do czytelni miejskiej żeby obejrzeć numer ze Spitfire i ręcznie odrysowywałem wnętrze kabiny. Też dopiero w tym czasie (przełom 70-tych i 80-tych) TBiU zaczęły poruszać tematy zachodniego sprzętu. Na takie TBiU również się polowało. Ale np "Małe Modelarze" z tematami typu "Zamek Królewski" czy "Żuraw gdański" potrafiły leżeć w kioskach. Matka mojej koleżanki z klasy była sprzedawczynią w kiosku i odkładała mi MM. Bywało tak, że ciekawsze numery w ogóle nie docierały do jej kiosku a te słabe wypadało od niej brać z grzeczności. Zalegały mi potem na półce. -
Owszem, kwestia treningu. Ale chodzi równiez o to, żeby nie tylko trafić, ale wypuścić odpowiednią ilość farby. A precyzyjniejszy aerograf mocno to ułatwia. Bo co z tego, że otworzysz spust w taki sam sposób, jeśli raz farba poleci a raz nie? Albo co gorsza, poleci za dużo? Jak wyżej. Poza tym trening na plastiku a nie na papierze. A malowanie mocno rozcieńczoną farbą jest właśnie sposobem na minimalizację problemu. Bo łatwiej pociągnąć w tym samym miejscu kilka razy, stopniowo budując efekt, zamiast zrobić raz i dobrze. Na dodatek, jeśli zejdziesz z kursu, to nie ma problemu żeby zły, ale blady ślad pokryć znowu sąsiednim kolorem. Równiez stopniowo.
-
Chyba jesteś zbyt wrażliwy. Ja niczego nie zarzucam, poprosiłem tylko o przeczytanie reszty bo WYDAWAŁO mi się, że nie dostrzegłeś, iż mówimy mniej więcej o tym samym. Ja tu nie widzę żadnego, najmniejszego powodu do kłótni a tym bardziej do jakichkolwiek przeprosin z którejś strony. Po prostu sobie dyskutujemy. Czuję się jedynie nieswojo, gdy ktoś kończy dyskusję w stylu "nie chce mi się z Tobą gadać". Ale to pewnie z kolei moje przewrażliwienie. Ja się oczywiście zgadzam, że dla początkującego modelarza większe znaczenie ma nauka właściwego doboru rozcieńczenia i ciśnienia niż cechy aerografu. Ale właściwości sprzętu nie są bez znaczenia dla dalszej nauki. Jeśli ktoś chce malowac w nieco bardziej zaawansowany sposób, to gorszy aerograf będzie przeszkadzał, a lepszy pomagał w postępach. Pytanie jest tylko, kiedy początkujący miałby przejść na nieco lepszy sprzet. Ja jestem zdania, że jeśli budżet pozwala, to lepiej od razu sprawić sobie przyzwoity (markowy) aerograf, żeby uniknąc tego dylematu. Nauka na bardziej komfortowym sprzęcie jest szybsza i przyjemniejsza, bez względu na poziom z którego zaczynamy. Ale jeśli ktoś dojdzie do mistrzowskiego poziomu używając chińczyka i przy takim sprzecie pozostanie, to też nie widze problemu,
-
To dość nieelegancko, poddac w wątpliwość czyjąś wypowiedź, zadac pytanie i sobie pójść. KFS używa chińczyka, ale nie pierwszego z brzegu. Jego aero ma zaworek MAC i dobrze działający. Trzeba by było się Kamila zapytać, czy jest mu obojętne jakiego aero używa, ale sądzę, że nie. Nie zaprzeczam sam sobie. Dla modelarzy z doświadczeniem, chińczyk może wystarczyć, ale nie każdy i nie jest obojętne jak działa. Takie jest moje zdanie od początku tej dyskusji. Tu KFS mówi o swoim podejściu do aerografów. 0:11 oraz 1:29:00 Aerograf którego używa to Adler AD-7790.
-
Przeczytaj dalszą część mojej wypowiedzi, gdzie piszę mniej więcej o tym samym. Ale bez przesady. KFS większość malowania wykonuje mocno rozrzedzoną farbą, drobną plamką przy minimalnej odległości od materiału. Nie każdy aerograf umożliwi coś takiego, albo będzie to okupione nieproporcjonalnym wysiłkiem. KFS nie używa pierwszego z brzegu sprzetu. Wyberaja aero które zapewnia mu taki efekt przy możliwie niewielkim nakładzie finansowym. Trwałość sprzętu jest u niego na dalszym miejscu, ale nie możliwości! Przy tym stylu pracy, np dobrze działający zaworek MAC jest absolutnie kluczowy. Typowy "chińczyk" nawet jak zaworek posiada, to często kiepsko działający.
-
To ogranicznik ruchu spustu (igły) do tyłu i ne ma nic wspólnego z regulacją napięcia spustu. Taką możliwość (o ile wiem) ma dopiero Infinity. Nawet Iwaty i Procony (z wyłączeniem Custom Micronów i PS-770) nie mają "prawdziwej" regulacji napięcia sprężyny. Niby można to zrobić wykręcając nieco mechanizm spustowy, ale on jest na tym samym gwincie co "obsadka", więc zakres tej regulacji jest niewielki. Gdy się mocniej poluzuje spust, to obsadka nie wkręci się do końca. Pomijając fakt, że średnica dyszy podawana przez producenta ma się zwykle nijak do rzeczywistej. Np 0.3 w Iwatach i Proconach to tak naprawdę ponad 0.35, a 0.18 w Custom Micron (i PS-770) to 0.3. lub ciut więcej. Co ma sens, bo "cienkość" strumienia bardziej zależy od profilu igły i dyszy niż od średnicy. A zbyt mała średnica powodowałaby trudności przy grubszym pigmencie.
-
Ludzie tak doświadczeni w używaniu aero jak KFS moga sobie pozwolić na kupno gorszego ale tańszego sprzetu, bo wady produkcyjne szybko wychwycą i wymienią aero u sprzedawcy. Natomiast niedoskonałości eksploatacyjne nie będą im robiły różnicy przy ich umiejętnościach kontrolowania sprzętu. Zresztą KFS jasno to podkreślał mówiąc, że on aerograf traktuje mocno po macoszemu i woli sobie tanio wymienić sprzęt na nowy po dwóch latach niż cackać się z drogim narzedziem.
-
Porozmawiajmy o poziomie modelarstwa redukcyjnego od lat 60 do początku lat 90.
HKK odpowiedział Staryfajter1954 → na temat → Dyskusje ogólne
Ja porzuciłem modelarstwo na długi czas w wieku mniej więcej lat 17-tu za schyłkowego PRL-u. I wcale nie chodziło o dziewczyny, maturę, studia i inne rzeczy absorbujące czas i uwagę. Po prostu miałem dosyć takiego modelarstwa jakie do tej pory uprawiałem i jakie dziś niektórzy zowią vintage. Czyli rzeźbienia łopatą w g...nie. Borykaniem się z ciągłą prowizorką i prymitywizmem w materiałach i narzedziach. Chciało się robić coraz dokładniejsze, cieszące oko minatury, ale waliłem głowa w mur. Owszem, byli wówczas wybitni modelarze którzy sobie radzili. Bo to byli wybitni modelarze. Ja nie miałem czasu, pieniędzy ani wystarczającego samozaparcia aby walczyć z rzeczywistością. Zamiast myśleć nad tym, jak osiągnąć dany efekt, zastanawiałem się skąd wziąć głupią igłę od strzykawki, cienki arkusz polistyrenu, czy przyzwoity pędzelek. Miałem dosyć. przy okazji, rodzice przestali mi finansować hobby uznając, że czas skończyć dziecinne zabawy. Dlatego wróciłem do modelarstwa po latach, kiedy wreszcie mogłem skoncentrować sie na "rozwiązaniach a nie na obejściach" jak mawia P. Ziober. Może dlatego dla mnie, modelarstwo typu vintage jest miłym, nostalgicznym powrotem do lat młodości ale powrotem jedynie wspominkowym. Wracać w praktyce do tego nie chcę, tak jak nie sprawię sobie telewizora Rubin i nie będę pracował na ZX Spectrum. Gdybym dziś, robił na siłę modele w taki sposób jak robiłem w latach 80-tych, to uzyskałbym zapewne podobny efekt. Łysych, pozbawionych finezji i szczegółów makietek zbierających kurz na półce. To nie podobało mi się już wtedy, dlaczego więc ma mi się podobać dzisiaj? -
I tutaj miałbym pytanie do P. Andrzeja. Relacja z budowy tego malucha zaczęła się kiedyś na kanale YT Altair.tv i po trzech bodajże odcinkach została przerwana. Później już nigdzie nie widziałem żadnej kontynuacji. Ani filmowej ani fotograficznej. Czy ten projekt jeszcze "żyje"?
-
Jak najbardziej, ale ten model ma niewiele wspólnego z zestawem. Równie dobrze bryłę kadłuba i skrzydeł można by wyrzeźbić (albo wydrukować). A i tak znaczna jej część została usunięta. Przypomina sie opowiastka o zupie na gwoździu.
-
Przepraszam bardzo, ale ja na takie modele nie polowałem. Ta pierwsza edycja była dostępna w niemal każdym kiosku i wywoływała obrzydzenie nawet u bardzo młodocianych modelarzy. Była mizeria i trudności z zaopatrzeniem, ale nawet dzieciaki miały swoje wymagania i nie akceptowały bezmyślnie byle czego. Owszem, sklejało się te g..na ale głównie po to, żeby je efektownie spalić lub rozbić w nurkowaniu z 5-go pietra. Mówię o tym pierwszym modelu i jemu podobnych. Druga edycja pojawiła się później i dało się z niej coś wyrzeźbić ale też nie wzbudzła entuzjazmu.
