chętnie pooglądam. Wracając do opinii pilotów z mojej książki, którą ci polecam. Zip miał tendencje do zadzierania nosa, kiedy się brało drążek na siebie. słowem zwiększałeś kont natarcia, a zip zwiększał jeszcze bardziej. I wtedy przepadał. Kiedy taka sytuacja miała miejsce nad ziemią, to kaplica. No i latanie nad ziemią maszyną z jednym silnikiem, powodowało, że jak tylko silnik się zespół, to należało od razu się katapultować. Na ogół rzut oka dookoła, powodował, że było za późno. Jak napisał jeden z pilotów, właściwości szybowania miał jak kula bilardowa. z drugiej strony ogromne obciążenie pow nośnej sprzyjało lataniu kosiakiem. Zip miał tez jak na tamte czasy potężne przyspieszenie. Manewrowość nie była jego mocną stroną, ale była na poziomie Miga 21. Przy czym piloci Zipów nie bawili się w walkę kołową, tylko taki podrasowany Boom and Zoom. No i był Zipperek, wymagający w pilotażu, raczej nie wybaczał błędów, ale to raczej widać ,_))))) I żeby być na nim dobrym należało go żyłować. -latac na krawedzi jego możliwości. Co wymagało od pilota znacznie więcej, niż w przypadku klasyczniejszych myśliwców. nawiasem mówiąc obciążenie powierzchni nośnej zip ma mniejsze od F-35, a obciążenie mocy prawie takie samo jak F-35 ...