Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 383
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Ja wyraźnie też. I taka odpowiedź nic mi nie mówi. Owszem, mogę wnioskować z kontekstu, ale z niego wynika, że to o czym pisze Marcin w ogóle Cię nie obchodzi, natomiast lobbujesz za istnieniem jakiegoś silnie obwarowanego zasadami niszowego kierunku modelarstwa, dla którego miejsce na imprezach jest wyłącznie na stolikach wystawowych. Wątpię, byś znalazł szczególnie silną opozycję dla tak postawionej sprawy. Sam też uważam, że tworzenie kolejnej kategorii dla ogórków na konkursach modelarskich jest zupełnie bezcelowe. I to nawet nie chodzi o istnienie takich kategorii samych w sobie. Regularnie brałem udział w zawodach, gdzie 'ogórkowych' kategorii nie brakowało, ale tam wartość sukcesów w poszczególnych klasach nie budziła żadnych wątpliwości. Nie były to zawody modelarskie :). Akurat w naszych realiach, gdzie organizatorzy festiwali unikają jak diabeł święconej wody czytelnego wartościowania wyróżnień, dodatkowe elementy rozmywające tę kwestię nie pomogą. To jednak jest trochę inny temat. Gdy idzie o temat Marcina, to trudno nie zgodzić się z Andrzejem. I pomysł i entuzjazm autora zweryfikuje życie. Zdechnie, to zdechnie, ale kontestować a' priori pomysł promujący kreatywne modelarstwo wydaje mi się być bez sensu. Za to stanowczo kontestuję sugestie, jakoby z jakichś zestawów nijak nie dałoby się zrobić porządnych modeli. Modelarze już dawno nauczyli mnie, że do stwierdzenia 'nie da się' trzeba podchodzić bardzo ostrożnie. Szczególnie, gdy przykłady zaprzeczające tezie są na wyciągnięcie ręki.
  2. Chyba tak. Chyba, bo wypowiedź da się wcisnąć w fałszywą dychotomię podziału na konstrukcję i malowanie. Oczywiście wiem, że rymulus nie miał tego na myśli, ale może warto podkreślić, że nie ma żadnych przeszkód by jednocześnie rozwijać staranność budowy i umiejętności malarskie. By nie zostawić pierwotnego pytania zupełnie bez reakcji, dodam że odpowiedź nie jest tu prosta bez dodatkowych informacji. Malowanie modeli idzie dzisiaj dwoma różnymi ścieżkami. Dominuje wersja polegająca na uzyskiwaniu efektownego wykończenia ze swobodnym tylko odniesieniem do rzeczywistego wyglądu pierwowzoru. Wersja, która podporządkowuje się pierwowzorowi i dąży do możliwie doskonałego odwzorowania jego wyglądu w skali jest rzadsza, ale wciąż istnieje. Problem polega na tym, że rady sprawdzające się w jednej z nich, mogą być szkodliwe, albo absurdalne w drugiej. Bez wiedzy, w którą stronę planuje dążyć dany modelarz trudno jest odpowiedzialnie doradzać. Co prawda wersja efektowna jest statystycznie rzecz biorąc niemal oczywista, ale jednak 'niemal'.
  3. Najlepiej wyciąć całe gniazdo i wstawić rury. Albo wywiercić ten ser, od tyłu zakleić płytką plastiku i zamalować na czarno od wewnątrz. A najprościej nic nie wiercić, tylko maznąć na czarno, co trzeba.
  4. Rzeczywiście widać postęp. Widać też, że masz naturalną skłonność do utrzymywania jakości. Modele prezentują się 'porządnie', a to jest świetna baza do uzyskiwania spektakularnych efektów. To co Cię wciąż hamuje, to trzymanie się schematów. Widać to po śladach eksploatacji. Szczególnie obicia/otarcia farby obciążone są zastosowaną techniką. Od razu widać jak są robione i niestety, nie jest to efekt szczególnie realistyczny. Technika, jak technika, każda jest dobra gdy prowadzi do celu i każda jest zła gdy się z nim rozmija. Jeśli budując model określisz sobie cel, a metody jakie zastosujesz podporządkujesz temu celowi (nie odwrotnie), to Twoje modele wskoczą na inny poziom. Co prawda w takim przypadku nie bardzo da się podążać za utartymi, popularnymi schematami działań i trzeba będzie kombinować. Np. przy przedstawianiu tej erozji farby łączyć różne metody modelarskie, odpowiednio do zamierzonego efektu. Nawet jeśli trzeba trochę ruszyć głową, to będzie za to więcej zabawy i ... sky is the limit. Ładny model.
  5. Kolor wygląda tu lepiej, ale wciąż mam wątpliwości co do tego Sea Blue. Czy uzasadnione? To trzeba by na żywo... . Pisząc o modelu odnoszę się też do rozmów z Kozbornem, nie tylko do galerii. Niewątpliwie w porównaniu do v.1 jest to inna liga! Szczególnie, gdy chodzi o ślady eksploatacji. I nie jest to wynik rozwoju modelarza poprzez budowę kolejnych modeli w myśl zasady 'następny będzie lepszy'. Przecież v.1 oglądaliśmy ledwie przed chwilą. Wystarczyło podjąć decyzję i od razu jest wynik. Brawo! Choć zabrakło trochę doświadczenia w temacie i przez to oglądamy np. ramy wiatrochronu i limuzyny jakby przełożone z innego modelu, albo innego samolotu, gdy odniesiemy się do pierwowzoru. Co prawda i doświadczeni modelarze potrafią tu się potknąć. Szkoda, że zabrakło takiej decyzji przy innych elementach. Autor wolał schować się za pretekstem, że nie umie. A tam, nie umie! Skąd to wiedzieć, jeśli nie spróbował? Gorzej , że wiele potknięć nie ma nic wspólnego z tym 'nieumieniem'. Moim zdaniem zabrakło etapu budowy modelu, który - fakt- jest namiętnie pomijany przez modelarzy, a bywa, że i wyszydzany. Mówię o przygotowaniu planu budowy modelu. To niezwykle istotny element, ale niekoniecznie może będę tu się rozpisywał o wszystkich jego zaletach. Między innymi pozwala on uniknąć zwykłego zapominania o rzeczach. Z tym planem nie mielibyśmy tu takich kwiatków jak dziura w klapie, zielone wnęki podwozia, czy obicia farby do metalu na płóciennej powierzchni. Podmalówkę SB na natarciu statecznika nawet teraz można jeszcze namazać. A podmalówka linii podziałowych przed kabiną z kalki pomaga modelowi jak kiszony ogórek dekorujący tort. Pomijając fakt, że kalkomania jako imitacja tej podmalówki to nie jest, moim zdaniem, najszczęśliwsze rozwiązanie, to jest ona naklejona nie tam gdzie trzeba. Ja rozumiem, że osoby , którym historia i konstrukcja F4U jest zupełnie obca mogą nie zwrócić na to uwagi. Ale przecież osoby niezaznajomione z konstrukcja samolotów w ogóle, przyjmą bez zmrużenia oka np. usterzenie poziome zamontowane tył naprzód. Czy to, że ktoś może czegoś nie zauważyć jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla rażącego błędu? A błąd jest rażący, bo stoi w sprzeczności z historią i logiką. Lupa nagłowna oferuje zupełnie inny komfort pracy niż inne powiększacze. Pewnie, że trzeba się do niej przyzwyczaić, ale raczej nie jest to szczególny kłopot, a zysk nie lada.
  6. greatgonzo

    Bf 109 G-10 Eduard

    Pozazdrościć wzroku. W najlepszych czasach nie potrafiłbym określić przekroju pojedynczej nitki z pończochy. A jaki jest?
  7. greatgonzo

    Bf 109 G-10 Eduard

    Nitka z rajstop. Jeszcze lepsza z pończoch. Malowalna, elastyczna, grubość regulowana ilością pojedynczych niteczek.
  8. greatgonzo

    Jak 1b, Zvezda 1:48

    Znaczy, że... hmm, co odwzorowujesz?
  9. Elegancko, że stawiasz sprawę jasno. Czasem ten 'poziom' traktuje się jak jakąś mityczną umiejętność, tajemniczą i nieosiągalną. Tymczasem wszystko czego potrzeba to podjąć decyzję, że będzie się robić na tym 'zbliżonym poziomie'. W modelarstwie jest parę trudnych rzeczy, ale na ogół mieszczą się one w sferach w ogóle nie technicznych i zwyczajowo spychanych na margines przez modelarzy. Zakładam, że dorosły człowiek po to podejmuje decyzje, by je realizować. I że to, iż taka decyzja nijak nie jest obligatoryjna, będzie dla wszystkich oczywiste.
  10. Z czego był ten chodnik w Hurrym? Nietypowy jakiś... .
  11. Wśród średniaków przewaga aerografu jest miażdżąca.
  12. Za czasów mojej prababci używano błon zwierzęcych zamiast szkła w oknach, a zamiast wc była 'zastodoła'. Dopóki ktoś nie włączy tych elementów to repertuaru promowanych rozwiązań, nawoływanie do praktyk z jego czasów uznam za absurdalne. O ile ten ktoś nie będzie w stanie uzasadnić przewagi tych praktyk w stosunku do współczesnych. Malowanie pędzlami, owszem, uwłacza. Nie modelarzom, o nie! Wiadomo, że jeszcze nikt konkretnej krzywdy nikomu nie uczynił malując swój model pędzelkiem. Ludziom się tym nie zaszkodzi. Ale modelom owszem. Statystycznie. Może faktycznie jest na świecie dwóch modelarzy, którzy potrafią pędzlami wymalować model lepiej niż najlepsi malarze 'powietrzni'. Nie wykluczam, ale wątpię. Na żywo nie widziałem jeszcze modelu malowanego pędzlami, który byłby w stanie rywalizować z przyzwoicie tylko pryskanym modelem. A absolutna większość pędzlowanych modeli wygląda po prostu źle. Dzieje się tak, bo zwyczajnie jest bez porównania łatwiej nauczyć się malować aerografem niż pędzlami. A niektóre efekty, dość banalne do uzyskania natryskiem są w zasadzie nie do osiągnięcia mazaniem. No, może poza tymi dwoma modelarzami, wspomnianymi wyżej.
  13. Samolot miał całkiem istotne znaczenie w historii lotnictwa. I nawet nie chodzi o to, że był przodkiem Thunderbolta. Trochę po bocznej linii, bo choć odziedziczone geny łatwo dostrzec patrząc na P-47, to dziadkiem niewątpliwie był AP-4. Niezależnie od tego, czy przyjmiemy spiskową teorię głoszącą, że de Seversky potajemnie odsprzedał projekt Włochom, czy pozostaniemy przy oficjalnej wersji, że Włosi zwyczajnie ukradli pomysł na samolot pod pozorem przymiarki do jego kupna podczas europejskiego touru promocyjnego konstruktora, to wciąż konstrukcja zdefiniowała przyszłość włoskiego lotnictwa myśliwskiego. De Seversky był wizjonerem, raczej z odchodzącej epoki, ale coś na myśli jednak miał. Gdyby nie koteryjne, a może i korupcyjne układy przy rozstrzyganiu konkursu na nowy myśliwiec armii, to na początku wojny z Japończykami strzelałyby się pościgowce Seversky zamiast durnych Curtissów. Właśnie 'Seversky', bo w takim przypadku trudno byłoby sobie wyobrazić zalatujące na kilometr wykolegowanie Aleksandra hrabiego de Seversky z jego własnej firmy i przemianowanie jej na Republic.
  14. Chociaż zbiornik paliwa mógłbyś jeszcze przemazać na czarno.
  15. Co to jest układ Virginia? To oczywiście są namalowane dodatkowe dwa porty uzbrojenia. Praktyka dość popularna na Pacyfiku ale i w Europie, jak widać, się zdarzało. Miało to działać jako czynnik psychologiczny. Moim zdaniem jeśli działało to najwyżej na pilota i obsługę samolotu. W 363rd FG są przykłady takiej dekoracji, ale na Big Macu z Malcolmem w zasadzie nie pozostało już po niej śladu.
  16. Od strony krawędzi natarcia.
  17. SF to przednia ściana wnęki malowana na ZCY. Reszta się obroni. Może poza rurunkiem, ale tu widać, że jest on z założenia raczej dla efektu, niż odtworzenia.
  18. Wygląda na to, że zakładasz ... edyta: Skasowałem resztę, post nie miał sensu.
  19. Kiedy? Bo historia szminki pokrywa się właściwie z historią cywilizacji. No nie całkiem, ale kto by się przejmował tymi pięcioma tysiącami lat skoro i tak pozostaniemy z kolejnymi tysiącami lat przed narodzinami Kriss.
  20. Dziwne rzeczy mówisz. Sam wkleiłeś zdjęcie, gdzie jak byk widać reflektor do lądowania w natarciu skrzydła. We wnęce podwozia, naturalnie go nie było.
  21. Uważaj z tą szwedzką stroną. Bardzo dobry ogólny przewodnik, ale w szczegółach historia bywa jeszcze 'ciekawsza'. Ostrożnie też ze zdjęciami. Wszystkie to wersja D, a i tak bez opisu: 'co, jak, kiedy i gdzie' trudno wnioskować o ich wartości.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.