-
Liczba zawartości
4 383 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Wraz z wprowadzeniem nowych Merlinów z dwustopniowa sprężarką dokonano modyfikacji systemu chłodzenia. Zmieniły się chłodnice podslrzydłowe i konstrukcja poszycia skrzydeł. Spitfire stał się pod tym względem symetryczny i walkaway lines zaczęto malować też symetrycznie, jak w Twoim modelu. Wcześniej układ chłodnic był asymetryczny i strefy dostępu do łażenia po skrzydłach również, Walkaway lines wyglądały wtedy tak: I never, ever na kokardach! Zajrzałem jeszcze raz do Twojego warsztatu. Widzisz, jeśli zależy Ci na informacjach, to musisz za tym trochę pochodzić. Lepiej pisać wyraźnie i wprost, że czegoś oczekujesz. Szczególnie oceny swojej pracy. Zakończyłeś warsztat stwierdzeniem, że coś zrobiłeś. Ktoś pomyśli, OK, poprawił, może nie idealnie, to nie będę się zachwycał, ale chłop się postarał, to nie będę szukał wad. Innemu akurat zwyczajnie nie będzie się chciało pisać. Jeszcze inny uważa, że nie będzie oceniał, bo może sobie nie życzysz. Na ogół jednoznaczne napisanie, że chce się widzieć ocenę swojego dzieła skutkuje, że ludzie piszą chętniej. Wszyscy mierzymy się z problemami z feedbackiem i jest on dość nieprzewidywalny. Mnie też wydawało się, ze jak wymyślę fajną relację, to będzie więcej interakcji. Wszystko się może opatrzyć i wracamy do ligowej szarzyzny. Może to mój pomysł nie był dość fajny, ale i tak największe ożywienie pojawia się, gdy trafi się jakiś offtop. Te tony żywicy tez niczego nie gwarantują. Algorytm jest nieprzewidywalny ;). Lepiej chyba jest cieszyć się tym, co się przydarzy. Warsztat to tylko jeden ze sposobów na zbieranie materiałów o pierwowzorze modelu i tych do samej budowy. Można też pytać wybranych ludzi poprzez PW. Warto przy tym pamiętać, że w ten sposób prosi się o pomoc praktycznie obcych ludzi, którzy by jej udzielić, muszą się tym jakoś zająć, coś poświęcić. Nie zaszkodzi zachować się przyzwoicie. Rzecz niby oczywista ale wież mi, różnie w tyn temacie bywa, więc wspominam o tym pro ogólnej memoria. Nie za bardzo się to praktykuje, ale wg mnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w relacji wywoływać do odpowiedzi konkretnych forumowiczów. Na zagranicznych forach widywałem takie praktyki. W takim przypadku ograniczasz wprawdzie szanse na wypowiedzi innych, ale konkretny typ odpowie niemal na pewno. O ile to przeczyta, ale zakładam, że mowa jest o temacie, który konkretnego typa interesuje. Czyli chodzi o to, że by zdobyć informację, coś trzeba w tym kierunku czynić. Może to być droga na skrót, ale i tak iść trzeba. Informacja sama z siebie się nie pojawi i jakoś trzeba się o nią postarać.
-
Cóż, nie chcę zakłócać Twojego spokoju, ale samoloty, w tym Spitfire, miewają dwa skrzydła. Ogólnie chodzi o to, że wg mnie warto zapoznać się z samolotem, którego model się robi. Gdy jest to prosty model sylwetkowy, jak Twój, to nie jest to jakaś wielka kwerenda. Po prostu trzeba zwrócić uwagę, jak wyglądają poszczególne elementy, geometria, malowanie itd. Jeszcze warto dowiedzieć się dlaczego, bo taka wiedza pozwala zrozumieć ideę, co przekłada się na mniej błędów, ale to już... niech tam! Próba odtworzenia zumbachowego lusterka sugeruje, że chęć osiągnięcia zgodności z rzeczywistością nie jest Ci obca. Gdy przykłada się do niej, tej rzeczywistości, wagę, lepiej, by jeden ogarnięty szczegół nie miał za tło wpadek o ogólnym charakterze. Takie oczywiste pomyłki mogą być pominięte przez kogoś, kto nie zna danego samolotu, ale wystarczy, że bardziej wprawny modelarz rzuci okiem na kilka zdjęć, jakieś plany i też już je wyłapie. Ze swojego doświadczenia będzie wiedział gdzie kryją się zagrożenia i po prostu będzie wiedział gdzie szukać. A jak popełniasz, jak tu wspomniano, ikoniczny temat, to z definicji masz do czynienia z bardziej powszechną wiedzą oglądaczy. Geometria podwozia Spitfire jest bardzo charakterystyczna i ma swoje uzasadnienie w konstrukcji samolotu. Nieprawdziwe łączenie wiatrochronu z kadłubem, metalowe obicia na drewnianych łopatach, błędne malowanie oznaczeń, czy to nieszczęsne podwozie, to nie są mikroszczególiki ukryte w zakamarkach jakiejś wnęki, tylko rzeczy na samym widoku. Stopień zaawansowania modelu, to jest m.in. kwestia wyboru modelarza i jeśli postanawia budować nieskomplikowaną minireplikę w wersji zwanej: gotowy do lotu, to OK, taki mamy układ odniesienia. I w tym układzie wciąż mamy dobre, przeciętne i złe modele. Zadbanie o elementy, o których wspomniałem wcześniej jest niezbędne, by szukać naszego dzieła wśród tych pierwszych. Konsekwentne prowadzenie warsztatu często pozwala skorzystać z pomocy innych i ułatwić tym samym research. Co prawda trzeba zadbać by sposób prowadzenia relacji dał szansę pomocnikom na wpisanie informacji i budującemu na reakcję. To też nie robi się samo, ale jest to jakaś alternatywa.
-
Znaczy się wąż zjadł się sam :).
-
Tamiya przewiduje możliwość montażu dwóch rodzajów wiatrochronu. By to umożliwić, oba wiatrochrony wtryśnięte są tak, że linia klejenia, nie odpowiada linii łączenia elementów w oryginale. Tam potrzebna jest niewielka korekta szpachlą i pilnikiem, ale modelarze notorycznie to pomijają. Jak już się to dojrzy, to rzecz razi jak bigos na torcie. Kształt ram w wiatrochronie też jest podejrzany, ale nie jestem w stanie dojrzeć, czy to błąd na wyprawce, czy błąd maskowania. Model niezgorszy. Teraz można będzie przyłożyć więcej uwagi do szczegółów montażowych, jak uniknięcie widocznego rantu kadłuba pod limuzyną, czy merytorycznych, jak walkaway lines właściwe dla późniejszych Spitów z silnikami serii 60. Czy mógłbyś, proszę, zamieścić fotkę z widokiem wprost od czoła? Tak, żeby skrzydła były kreską, bez widocznych górnych i dolnych powierzchni.
-
Najbardziej zdziwiło mnie to bytomskie srebro. Nie, że nie zasługujesz, bo wiadomo, ze w modele to Ty potrafisz! Ale to jednak prosty sklejak i po kategorii master na tym festiwalu spodziewałem się więcej. Nic złego, tylko zdziwienie.
-
A sprawdzałeś, czy wyłączne używanie języka polskiego jest zgodne z regulaminem i założeniami forum? Bo może nie jest i wtedy niepotrzebnie się martwisz.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Można też zadać sobie pytanie, czy to sprawia przyjemność. Warto, bo pozytywna odpowiedź załatwi sprawę. A negatywna pokaże że już czas poszukać pomocy specjalisty :). -
Pewnie dostaniesz jakąś odpowiedź na to pytanie, ale po prawdzie to nie ma ono sensu. W modelarstwie istnieją takie mocno zdefiniowane terminy rozumiany jako etapy prac malarskich nad modelem. Z jednej strony takie uproszczenie jest zrozumiałe, ale z drugiej nieuchronnie prowadzi do sztampy, która ostatecznie tworzy coś, co można określić jako realizm modelarski, zrozumiały jedynie w środowisku i nie mający wiele wspólnego z realizmem realnym :). Filtr lepiej traktować jako barwny laserunek zmieniający wygląd modelu w danym miejscu i w danym celu. Takie laserunki mogą być różne w różnych miejscach tego samego modelu. W niektórych miejscach mogą być po prostu zbędne. Mogą być też nakładane różnym sposobem. Jeżeli gdzieś będziesz miał ten hipotetyczny kolor, to położysz przejrzystą warstwę pomarańczowego, gdy będziesz chciał go ocieplić, coś zielonkawego, by ochłodzić, jakiś błotnisty odcień by przybrudzić, coś biało szarego, bu postarzyć itd. Możesz użyć też gotowych chemikaliów, jak np. patyny, by uzyskać jakiś efekt. Ogólnie laserunki z zasady raczej trzymają się gamy kolorystycznej podkładu. Kontrastowy kolor będzie tu bardziej ryzykowny. Ale też nie ma tak, że nie może dać pożądanego efektu, choć powinien dać fajny efekt estetyczny. Pożądanego, bo wszystkie tego typu działania powinny być podporządkowane efektowi, jaki planujemy osiągnąć. Najpierw mamy cel, a potem dopasowujemy technikę. Nie, że mamy instrukcję i patrzymy co wyjdzie. To, oczywiście, wymaga zaznajomienia się z oddziaływaniem kolorów na siebie nawzajem. I to można osiągnąć jedynie przez próby i eksperymenty - czyli jednak robimy i patrzymy co wyjdzie :). Jednak to w celu poznania, zrozumienia i nabycia w przyszłości swobody w malowaniu. Ale jeżeli to co napisałem uznasz za nieprzydatne, to może ktoś pojawi się z instrukcją.
-
Może być o slidzikach. Przynajmniej rozmowa się klei :).
-
Szkoda. Spróbuj mnie powstrzymać.
-
Tobie niezręcznie innemu radość. Empatycznym być należy. Ale na objawy uwielbienia też jestem otwarty.
-
Nieco nachalnie zaafiszuję się i tu. Ktoś w ogóle planuje być, czy temat zbyt wydumany? W Olsztynie będę podpisany na koszulce, także jeśli ktoś chciałby wytłumaczyć mi, jakim to jestem burakiem - zapraszam :).
-
Szkiełko nie w tym kształcie i nie w tym miejscu.
-
Projekt "Bałałajka" czyli MiG 21, Revell, Zvezda, Kp, Eduard, Modelsvit; 1/72
greatgonzo odpowiedział abtb → na temat → [L]Warsztat
Blaski i cienie kolekcji... . -
Projekt "Bałałajka" czyli MiG 21, Revell, Zvezda, Kp, Eduard, Modelsvit; 1/72
greatgonzo odpowiedział abtb → na temat → [L]Warsztat
Wodzu, co wódz! Producenci dodatków modelarskich nie przestają mnie zadziwiać. Ta niezbędna inwestycja to jaki jest piniądz? -
Z jednej strony masz rację. Z drugiej to jest kwestia przywiązania do tematyki. Przy płacie i skrzydle też bym zaciskał pięści. Przy czcionce mi tak nie zależy. Inni nakichają na płat i skrzydło. ktoś, kiedyś ceniąc sobie wiszące, sznurkowe ozdoby ubrań, draperii, czy rzędów końskich nie klaskał, gdy słowo kutas zaczęło ograniczać się tylko do jednego znaczenia. Ale zająć stanowiska w dylemacie skrzydło/płat nie miał nawet jak i musiał na to długo poczekać. W ogólnym sensie język ewoluuje na wszystkich polach i dostosowuje się do zmieniającego się świata. Zubożeje w jednych dziedzinach, rozrośnie się w innych. Czasem masowo, czasem lokalnie. Zakładając ciągłe istnienie forum - będziemy tutaj rozróżniać płat i skrzydło długo po tym, jak cała reszta zapomni o tej różnicy. I będziemy przeżywać nasze lokalne dramaty, gdy owiewka stanie się już ostatecznie słowem wytrychem zastępującym nazwy wszystkich aerodynamicznych osłon od czubka kołpaka (znaczy się owiewki z przodu :) po trymer steru kierunku. Takie subiektywizmy w dowolnej skali, od jednego typa po duże grupy typów są naturalnym elementem kształtującym język, który nie jest nigdy określonym, zdefiniowanym, pozbawionym sprzeczności tworem. Czcionka, krój, font. Brak rozróżnienia - język zubożał. Trzy słowa zamiast dwóch - wzbogacił się. Dla jednego strata, dla innego zysk. Tu biedniej, tam bogato. Oto język.
-
Dlaczego niesłusznymi? Język jest jak rzeka. Sam meandruje i kijem nie zatrzymasz. Te trzy słowa w języku polskim są wymienne i moim zdaniem zupełnie bezboleśnie. Zupełnie zrozumiałe i czytelne w zależności od kontekstu.
-
Z tym, że font i czcionka w tym żywym języku są teraz wymienne. Ale czym był krój liter na PWSie, bo przecież zecer nic tam nie składał?
-
Wróciłem do tej galerii pod wpływem modelu odrzutowca Heinkla. Fryc prezentuje się bardzo fajnie i chciałem sprawdzić, czy po czasie B-26 wciąż mi się też podoba. Specjalnie nic tu nie pisałem zaraz po prezentacji, bo forumowa rzeczywistość jest taka, że nawet najwspanialszy warsztat trwający bardzo długo kończy się galerią, w której, jak dobrze pójdzie, to ludzie wpisują się przez trzy dni i galeria idzie w zapomnienie. Są modele, w przypadku których to jest nie fair. Biegu świata nie odwrócę, ale pomyślałem sobie, że choć w tym jednym w przypadku modelu Maraudera mogę nagrodzić autora wpisem po długim czasie. Zakładam, że takie przedłużenie życia galerii jest dla autora przyjemnością. Coś jest w tych Twoich modelach, że często prezentują się bardzo przekonująco. Nie są to może przełomowe modelarskie wydarzenia, ale bardzo solidne budowy, z interesującymi szczegółami i pomalowane z wyczuciem tematu. Z dużą przyjemnością się na nie patrzy. Pamiętam frajdę, jaką miałem gdy pierwszy raz otworzyłem tę galerię. Good job!
-
Okazuje się, że to co napisałem może nawet nie jest zlepkiem powszechnie znanych truizmów. Dorzucę zatem jeszcze parę słów o Zero, które być może uzupełnią zgrubnie poruszone wyżej rzeczy. Zalety samolotu są powszechnie znane i na nich opiera się mit Zero. Ale zalety te były okupione istotnymi wadami, które sprawiały, że w praktyce samolot nie zapewniał owej mitycznej przewagi. Zasadniczą wadą był słaby silnik, dodatkowo ograniczający pułap operacyjny. W zasadzie słynna lekkość konstrukcji była tego konsekwencją, bo samolot z wszystkimi dobrodziejstwami ówczesnego świata, gdy chodzi o sferę obrony biernej straciłby swoje zalety zachowując wszystkie wady. Mocy nie oszukasz i prawie półtorej tony cięższy Wildcat, z wyraźnie mniej finezyjną aerodynamiką latał tak samo szybko. Ta finezja konstrukcji też niekoniecznie jest zaletą masowo produkowanego sprzętu wojskowego i skutkuje problemami lepiej znanymi choćby w temacie niemieckiej broni pancernej z okresu i nie tylko. Poświęcenie opancerzenia, czy samouszczelniania zbiorników gdzie indziej zdyskwalifikowałoby samolot, ale w Japonii to był naturalny krok. I nie dlatego, że wpajana od najmłodszych lat pogarda śmierci, czy wręcz jej gloryfikacja sprawiała, że elementy chroniące życie uważano za niehonorowe (taką wersję zdarzało mi się spotkać). Owszem, ta filozofia ułatwiała pilotom akceptować sytuację, Ale u podstaw decyzji dotyczących konstrukcji samolotu stała skrajnie ofensywna doktryna Kido Butai, wpisująca się w japońską doktrynę w ogóle. Jak cały zespół lotniskowców, Zero miał służyć do ataku i jego właściwości obronne miały drugorzędne znaczenie. Oprócz tego samolot wyraźnie gorzej manewrował w prawo niż w lewo, a przy prędkości ponad 300 km/h zaczynały usztywniać się stery. Z założenia, w celu ochrony konstrukcji skrzydeł. W rezultacie w przypadku manewrów na prędkości sytuacja się diametralnie odwracała i to Zero stawał się nieruchawą krową wobec amerykańskiego przeciwnika. Do tego dochodziła jeszcze bardzo niska prędkość nieprzekraczalna. Też mało istotny szczegół w działaniach ofensywnych, ale gdy trzeba się bronić... . W klasycznej walce manewrowej, gdzie prędkości są relatywnie niskie japoński myśliwiec był poważnym problemem. Ale gdy problem rozpoznano sytuacja wróciła do standardowego stanu, gdzie o wyniku starcia decyduje to, kto pierwszy zobaczy przeciwnika i uzyska wyjściową przewagę taktyczną. Pamiętajmy, że rozmawiamy tu o konfrontacji myśliwce na myśliwce, co jest tylko fragmentem zespołu działań grupy uderzeniowej lotniskowców. Gdy spojrzymy na problem w takiej skali, to jakie Zero by nie było, nie sposób będzie dyskutować z faktem, że do końca 1942 roku nie było na świecie konkurencji dla potencjału jaki reprezentował sobą Kido Butai.
-
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Cellon to tak. Ale to chyba jednak potocznie, bo cellon, to rzecz stała na bazie której tworzy się lakiery ( bo u nas chyba tak się to nazywa). A jak się pojawia lakier to i różne chemikalia wchodzą w skład i amerykański cellulose nitrate sprzed prawie wieku, choć na jednakiej bazie, nie musi być zupełnie identyczny, jak nasz cellon. A i ten nasz pewnie niekoniecznie każdy ma identyczny skład. -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
ZC na płótnie raczej nie miałby sensu. A szastanie deficytowym materiałem mogło się skończyć dopisaniem do raportu Trumana ;). Bezbarwny impregnat nitrocelulozowy, czy jak się tam cellulose nitrate dope tłumaczy. -
Przewożenie sklejonych modeli- prośba o ponysly
greatgonzo odpowiedział Sułtan → na temat → Fotografowanie modeli i wstawianie zdjęć na forum
U Andrzeja Ziobera model i gablota są zintegrowaną, nierozbieralną całością. Plus dedykowane pudło transportowe. Ja tak daleko, z różnych względów, się nie posunąłem. Ale gablota jest szklana - nie rysuje się nie matowieje. Także waży, co mam nadzieję, jest jakimś buforem przed nadmiernym entuzjazmem ewentualnych przestawiaczy :). Organizator niby powinien dołożyć starań, by uchronić wystawione modele przed uszkodzeniem. Ale nie musi, kto mu zabroni to olać? Z drugiej strony trzeba też zrozumieć, że organizator ma różne ograniczenia organizacyjne, a w dodatku zmuszony jest łączyć sprzeczne potrzeby. Ostatecznie, jak modelarz sam nie zadba o swój model, to czego może oczekiwać? -
Przewożenie sklejonych modeli- prośba o ponysly
greatgonzo odpowiedział Sułtan → na temat → Fotografowanie modeli i wstawianie zdjęć na forum
To, nie moja sprawa w sumie. Ostatnio z kumplem patrzyliśmy na stoły konkursowe z modelami i zgodnie nie mogliśmy się nadziwić, że niemal wszystkie prezentowane są tak po prostu. Nam, nawet, gdyby to były zwykłe modele z pudła byłoby szkoda, gdyby coś. Niemal na każdym festiwalu, gdy przychodzi się na drugi dzień można przywitać się ze smutnym obrazkiem leżącego na stole połamanego modelu. To jest statystyka. Ktoś nie dopilnuje dziecka, zapomni, że aparat wisi mu na szyi, potknie się, a o panach wczorajszych wodzących niepewnymi palcami tuż przy modelach to nawet nie wspominam. Co prawda niby zawsze to jest czyjś model, nie mój. Chyba, ze akurat tym razem nie jest. Jak model powstał w dwa tygodnie, to nie wiem, może i nie warto się przejmować. A już tak wycyzelowana miniatura, narażona na łaskę losu, to ... nie daj boże! Ja nie wyobrażam sobie postawienia na stole konkursowym modelu inaczej, niż oddzielonego od świata gablotą. I z wyraźną informacją o tym, że model nie jest przytwierdzony do podstawy. Nawet jeśli model jest związany z podstawą na tyle, że wytrzymuje to delikatny transport samochodem. A o takie związanie dbam, bo nawet jeśli organizatorzy zapewniają, że model postawiony na stole nie będzie już dotykany, to trzeba się liczyć z tym, że w zapewnieniu zabrakło słowa 'raczej'. W większości przypadków można usłyszeć, że nie ma się czym martwić, bo ludzie, którzy będą przestawiać modele wiedzą co robią. Mnie po takim zapewnieniu przechodzi dreszcz i wstają włosy na plecach. Ale mówię, nie mnie decydować, jak ktoś ceni swoje dzieło. -
Przewożenie sklejonych modeli- prośba o ponysly
greatgonzo odpowiedział Sułtan → na temat → Fotografowanie modeli i wstawianie zdjęć na forum
A jak go będziesz prezentował?
