Skocz do zawartości

pmroczko

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    3 848
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    11

Zawartość dodana przez pmroczko

  1. Że tak chamsko zażartuję - na skrzydle widać profesjonalnie naniesioną amerykańską flagę... To byli dopiero czasy - człowiek się niczym nie przejmował, przynajmniej do momentu, kiedy latadełka nie skasował, prawda? Ja z żalem muszę powiedzieć, że nie miałem wujka z USA... Ale model ciekawy. Nie jest dziwne, że tam się przemysł lotniczy rozwija, jak oni od dzieciństwa mieli okazję ćwiczyć na takich cudach. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  2. Cześć! Można powiedzieć, że to nowa gałąź modelarstwa - nie drewniane, nie karonowe, ale 3D-owe... Pliki podejrzewam, że tanie nie były, ale i tak ich koszt będzie pewnie ułamkiem ceny którą trzeba by dać za wydruk - szczególnie w oryginalnej skali 1:16. Drukując samemu na pewno można oszczędzić pieniądze, ale wydruk zabierze pewnie dziesiątki godzin - a jeszcze pewnie będą jakieś podpory do usunięcia albo niektóre powierzchnie do gładzenia/szpachlowania, prawda? Tak sobie pomyślałem patrząc na oś napędową: dlaczego to jest na podwoziu Tatry? Życzę powodzenia w budowie i pozdrawiam Paweł
  3. Cześć! Wygląda dobrze - cieniowanie czarnego naprawdę się udało. Mnie wyszedł tak (stary model Novo): Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  4. Cześć! 7TP to nawet miałem - a reszta modeli to bardzo konkretne rarytasy. Wydaje mi się, że większość z lat 80-tych? Po 92 - 93 roku jak sam zacząłem kupować to większości z nich już nigdy nie widziałem w sklepie. Pozdrawiam Paweł
  5. Tak, tak - "Rusek" szczególnie się nadawał do lodówkowca bez regulacji ciśnienia/presostatu - bo nie odcinał powietrza, tylko farbę iglicą, więc instalacja była bardzo prosta. Za to czyszczenia było sporo po każdym malowaniu. Brat mi zgubił przynajmniej jedną dyszę wylewając benzynę od czyszczenia (jak tu takiego nie uderzyć?), poza tym maszynę cały czas mam, ale używam już innych, łatwiejszych w czyszczeniu. W "Rusku" farba od zbiorniczka do dyszy musi pokonać odległość kilku centymetrów. W aerografie Paasche jest to tylko kilka mm i to już robi dużą różnice przy czyszczeniu. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  6. Cześć! Wygląda to dobrze! Historia tych wozów jest bardzo ciekawa - Niemcy do swoich ciężarówek zaczęli zakładać podwozia od zdobycznych Universal Carrierów. Odjazd, nie? Życzę powodzenia w dalszej budowie i pozdrawiam Paweł
  7. Cześć! Jakoś wcześniej nigdy o tych wozach nie słyszałem... Jak na ciężarówkę z lat 60-tych i to jeszcze cabovera, to urodę ma mainstreamową (na tamte czasy...). Znalazłem takie zdjęcie ze stylową naczepą: http://denisovets.ru/kaz/kazprototips/KAZ606_ODAZ784_1.jpg Model ładnie wychodzi - rama z fototrawionek wydaje się być dosyć hardkorowym rozwiązaniem, ale w sumie z żywicy też by się to nie sprawdziło. Życzę powodzenia w budowie i pozdrawiam Paweł
  8. Funky! Funky! - i to dosłownie! Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  9. Ja to mam wspomnienia związane z tym Spitem UTI... Rodzice mi skądś ten model wytrzasnęli i miałem go ze sobą na wczasach w DDR. No i siedząc w tych domkach letniskowych w górach Harzu, żeby się nie nudzić postanowiłem to skleić. Miałem wtedy trochę więcej niż siedem lat, więc po pierwsze ten zestaw nie budził żadnych wątpliwości co do swojej jakości, po drugie był perfekcyjnie dopasowany do moich umiejętności, no i przypadkowo miałem przy sobie cały komplet narzędzi potrzebnych do sklejenia tego - nożyczki i pilnik do paznokci no i kozik pożyczony od ojca - czego chcieć więcej? Ano malowania. Ponieważ byliśmy w świetnie zaopatrzonym DDRku, przyszła chęć żeby pomalować ten model. Nie wiedząc lepiej kupiłem w sklepie farbę olejną (w tubce) i pędzel, no i pomalowałem model na zielono, zgodnie z instrukcją. Ku mojemu zdziwieniu nawet po kilku dniach nie chciało to wyschnąć. Znacznie przyczyniło się do tego, że model chyba został tam na miejscu - jak tu zabrać ze sobą coś, co wszystko dookoła brudzi na zielono... Takie to były klimaty! Dziękuję za uwagę i pozdrawiam Paweł
  10. Cześć! Tak, ten z tą białą gwiazdą - życzenie od publiczności! Jeżeli mogę się podzielić swoimi doświadczeniami, to w 2001 roku byłem przez dłuższy czas w Kaiserslautern, a tam się aż roi od Amerykanów. Mówili mi znajomi, że w 91 roku, jak sprzęt był wysyłany na Desert Storm, to w miejscowej odlewni urządzono lakiernię i dzień i noc przez centrum miasta przelewały się falę ciężkiego sprzętu, który był przemalowywany na piaskowo. Przy takim tempie pracy łatwo wyobrazić sobie, co może się stać z jakością, prawda? Miałem też okazje w okolicy odwiedzić kilka złomowisk ze sprzętem z demobilu - na tym złomie w niektórych miejscach potrafi być dosłownie pół centymetra farby - niekiedy nikt się nie kłopocze usuwaniem starej tylko po prostu kładzie się następną warstwę, np. przed wizytą jakiegoś ważnego gościa, żeby sprzęt wyglądał ładnie. Przy tym poza białą farbą to nie słyszałem o czymś takim, żeby farba była "zmywalna" - raczej rządzi tzw. CARC (Chemical Agent Resistant Coating) - czyli z definicji farba odporna na wszelkie zmywanie, żeby można było prowadzić dekontaminację sprzętu i nie musieć go malować od nowa. Patrząc na te "łatki" to myślę, że te czołgi były na szybko malowane, a potem przygotowywane do ćwiczeń metodą wymiany podzespołów - pożyczania części z innych czołgów - które niekoniecznie też musiały być w tym samym kolorze. Ewentualnie nowe części na magazynie mogły pierwotnie być przeznaczone do Iraku/Afganistanu. To tyle z mojej strony - życzę powodzenia w budowie i żeby wnętrze ładnie wyszło. Jakbyś potrzebował detali typu latarki albo gaśnice to mam takie w ofercie na Shapeways. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  11. Cześć! Model bardzo ładny gratulacje! Patrząc na niego nasunęła mi się taka myśl, że oryginał to był ale bez sensu zaprojektowany... Wjeżdżać tym czołgiem na wysokość pierwszego piętra - to jak prosić o kłopoty! Ciekawe, czy długo się musieli zastanawiać, zanim wymyślili przyczepę niskopodłogową. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  12. Cześć! Jak dobrze liczę, to robiłeś to około 22:00 - w sumie to wcale nie tak późno, chyba, że na 6:00 do pracy musisz iść.. Ale przynajmniej jest szansa, że wtedy nikt nie przeszkadza i można się skoncentrować. Tak czy inaczej kalki wyglądają dobrze - życzę powodzenia w dalszej budowie i pozdrawiam Paweł
  13. Cześć! Dziwne nie jest - skoro FTF są dostępne (zarówno cenowo jak i w sensie że nie trzeba po nie jechać 50 albo i 100km) to i się sprzedają. A do tego są to w wielu przypadkach pierwsze modele w 1:72 danego rodzaju sprzętu - no i są niezłe, niekiedy detale zaskakująco ładnie pokazane, za te pieniądze trudno wymagać czegoś lepszego. Myślę, że jest to lekcja dla producentów - może tak być, że zwiększanie dokładności, komplikacji no i ceny modeli może być ścieżką donikąd. Pozdrawiam Paweł
  14. Słuchaj, musisz poszukać w sieci trochę - podpowiem hasło "sailing ship rigging diagram" albo może "square sail rigging diagram" - i myślę, że coś znajdziesz. W ogólności temat jest tak szeroki, że można by mu całe życie poświęcić i nadal można by się natknąć na niespodzianki... Życzę powodzenia i pozdrawiam Paweł
  15. pmroczko

    M48A3 Patton Dragon 1:35

    Dzień dobry! Nie jestem znawcą, ale ta podstawa do M2 Abera wygląda mocno podejrzanie. Na pewno nie jest to typowa część. Jednym z najbardziej rozpowszechnionych typów był M23: Pod tym okrągłym deklem z sześciokątem jest sprężyna, która równoważy ciężar lufy. Kleiłem kiedyś gąsienice Bronco - rzeczywiście wyglądają dobrze, ale jest to cała masa niepotrzebnej roboty. Nawet tak się zastanawiałem, czy nie opłaciło by się zrobić tych w miarę prostych odcinków z ogniw AFV Club a tylko zagięte na kołach napędowych i napinających odcinki z zestawu Bronco... Ale to się już robi ekstremalne. Życzę powodzenia w budowie i pozdrawiam Paweł
  16. Dzień dobry! Muszę powiedzieć, że troszkę drażni mnie styl kolegi MacW - odbieram to tak: Ja wiem o wiele lepiej i teraz Wam powiem! - ale może to tylko moje odczucie. Jak dla mnie jest to szczegół, bo przecież mówimy o obudowie aerodynamicznej wystającego elementu - którym w tym wypadku jest pilot ? Jeżeli określenie jest ścisłe i zrozumiałe - to gdzie tkwi problem? Jak wiele innych zjawisk w języku coś co jeszcze sto lat temu było błędem, dziś jest normą. Może z owiewka też tak za chwile będzie? Dziękuję za uwagę, pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  17. I co było napisane? Mój tatko kiedyś chciał sprawdzić, czy się kręci śmigło w kartonowym "Spitfire" - więc stuknął palcem w łopatę śmigła - a że się nie kręciło, to cały spit się przez skrzydło spektakularnie na podłogę zwalił... Od tej pory (jakieś 30 lat) założyłem sobie, że w moich modelach śmigła będą się kręciły. Pozdrawiam Paweł
  18. Cześć! No, tak zwany "Rusek" to prawdziwy klasyk... Ja mojego kupiłem w sklepie na Półwiejskiej w Poznaniu ("Semafor"!) za 120 000 złotych! (To pokazuje, który to musiał być rok). Można tu dodać, że za 50 000 już można było mieć ładny model samolotu w 1:72. Ponieważ aerograf ten nie zamyka powietrza, to można było do niego użyć "lodówkowca" bez regulacji ciśnienia - bardzo to ułatwiało sprawę. Dodam, że zbiorniczka na farbę użyłem może ze dwa razy - szybko się okazało, że nigdy nie maluję aż tak dużych powierzchni. A konkretnie bardziej praktyczna okazuje się procedura dolewania co pewien czas uprzednio rozcieńczonej farby z buteleczki po tabletkach. W razie dysza by się zatkała (zdarzało się to zaskakująco często) albo coś by się rozlało był o wiele mniejszy problem wtedy niż z podłączonym tym patafianem pełnym farby. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  19. Cześć! Tak mi się wydaje, że np. gdybym z matką do Warszawy kilka razy nie pojechał, to też bym wielu rzeczy nie zauważył - może tak być że wiele wynalazków się pokazywało bardzo lokalnie, a Warszawa mogła też być uprzywilejowana pod względem asortymentu. Ja pod koniec lat osiemdziesiątych dostałem od rodziców kilka "Modelaków" a dopóki nie pokazały się w regularnej sprzedaży Humbrole to aż strach pomyśleć czego używałem do modeli. Także też z podobnego rocznika jestem ale przed ukończeniem tych 12 czy 13 lat nie byłem gotowy mentalnie i organizacyjnie na malowanie modeli. A potem to się dopiero długa nauka rozpoczęła... Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  20. Cześć! Ja to już bym chyba nie miał cierpliwości tego rzeźbić z ręki - chyba sięgnąłbym po druk 3D, ewentualnie odlewy żywiczne (z mastera drukowanego w 3D). Wiem że to drogo, ale w ten sposób kupuję czas na inne projekty, życia i tak nie wystarczy! Tak czy inaczej szacunek za wkład pracy i dokładność. Ciekawostka - w modelu Trumpetera w instrukcji jest błąd, w związku z czym wszyscy montują odwrotnie koła napinające i potem każdy się skarży, że gąsienice za krótkie... Życzę powodzenia w budowie i pozdrawiam Paweł
  21. Cześć! Kiedyś to musiał być skarb... Może jestem zepsuty internetem, ale uważam, że sprzedawanie katalogów nie jest w porządku, w końcu jest to promocja. Za bardziej normalną uważam sytuację, kiedy taki katalog można sobie w sklepie zabrać a na jego podstawie podjąć decyzję o zakupie i producent wtedy odzyskuje swoje pieniądze. Inna sprawa, że widziałem już na targach i innych (w latach 80-tych i 90-tych) sytuacje gdzie "łowcy prospektów" brali wszystko jak leci, na kilogramy. Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  22. Tak, tak - nalepiałem takie na szafkę z płyty wiórowej (laminowanej). Bez Micro Sol/Set ani Solvasetu a potem nijak nie chciało to zejść. I ciekawostka też się nie srebrzyło. Czasem tylko bąble powietrza zostawały, jak człowiek się spieszył, np. na dobranockę :-))) Pozdrawiam Paweł
  23. Cześć! Się zastanawiam, co to znaczy po rosyjsku "pałubnyj"... A propos monogramów - to chciałbym się z Wami podzielić doświadczeniem, które miało wielki wpływ na moje modelarstwo. Był to koniec lat osiemdziesiątych i rodzice zapisali mnie na warsztaty z lepienia w glinie, które odbywały się w poznańskim "Pałacu kultury" - czyli dawnym pałacu cesarskim, takie charakterystyczne miejsce w Poznaniu. Warsztaty te odbywały się w podziemiach i idąc tam trzeba było kawałek po pałacu przejść, no i po drodze stały gabloty gdzie modelarnia prezentowała swoje wytwory. No i ja, przyzwyczajony do Czapli i Łosiów jak przechodziłem koło modeli, może wykonanych na niezbyt wysokim poziomie, patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, ale bardzo egzotycznych dla mnie a niektóre były w skali większej nawet niż 1/48 - no więc patrząc na te modele czułem jak moje serce rwie się z tęsknoty, że tak poetycko powiem. Wtedy postanowiłem sobie, że ja też kiedyś zrobię coś porównywalnego. I cóż - wydaje mi się że dałem radę. Że zacytuję film "Ted" - "... nie ma nic potężniejszego od marzenia małego chłopca... Z wyjątkiem śmigłowca Apache. Taki śmigłowiec ma działka I rakiety - prawdziwa maszyna śmierci!" Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
  24. Cześć! Też to miałem! Ale będzie już 25 lat jak nie zaglądałem :-). A pamięta ktoś na początku lat 90-tych czasopismo Aero-Technika lotnicza... Temat sam w sobie, ale mam bardziej szczegółowe pytanie: w jednym z pierwszych numerów było ogłoszenie, że są sprzedawane modele Vacu m. in. Jaka 38 (albo 36). Widział ktoś z Was taki model? Bo ja do nich napisałem wtedy, ale bez odpowiedzi. Pozdrawiam Paweł
  25. Przecież ona jest ze snów... To nie jest model historyczny - wydawało by się to oczywiste... Pozdrawiam i życzę miłego dnia Paweł
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.