Kommandogerat, to połączenie dalmierza z wysokościomierzem i zarazem urządzenie mogące przeliczać odpowiednie poprawki (w tym nie tylko te zależne od prędkości samolotów, ale i np. zadanej siły wiatru) oraz nastawy pocisków (czas od wystrzału do wybuchu pocisków). Wszystkie te dane były wysyłane w postaci impulsów elektrycznych do armat.
System był dość prosty. Na armacie była tablica, na której zapalały się odpowiednie lampki oznaczające jaki należy ustawić kąt lufy w pionie i w poziomie. Obsługa musiała to już ustawić jednak ręcznie.
O ile pamiętam automatycznie za to regulowała się nastawnica pocisków. To takie pudełko po lewej stronie armaty, w której jak czasem widać na zdjęciach, naboje przed włożeniem do zamka były ustawiane pociskiem na dół, żeby urządzenie odpowiednio nastawiło opóźnienie wybuchu...
Obsługa baterii przeciwlotniczej właściwie miała za zadanie jak najszybciej pakować pociski w powietrze i reagować szybko na zmieniające się nastawy. I raz na 1000 pocisków nawet w coś tam trafiali. Ot, cala filozofia.
To tak najkrócej.