HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 438 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Arado 196 z Revella to wypraski Hellera. Rzeczywiście bardzo porządny model. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Nie zgadzam się. Już w latach 70-tych powstawały modele których nie musieli się wstydzić. Ich P-38L/M w 1/72 to była perełka. Musiało minąć dobre kilkanaście lat zanim pojawił się lepszy zestaw z Dragon-a. Bardzo dobry był Mirage III. Też z 1976 r. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To jest właśnie mój pierwszy "zachodni" model który dostałem na urodziny w 1973 r. Kupiony w CSH z bodajże pierwszego importu zachodnich modeli. Kosztował 60 zł. Tyle samo kosztował wówczas "resorak" z Matchboxa. Mój ojciec zarabiał wtedy 3000 zł miesięcznie i to była przyzwoita pensja. Model był z w miarę świeżych form i nie miał nadlewek. W porównaniu z polskimi zestawami z Ruch-u, czy modelami Plasticard-u to był inny świat. Ale prawdziwą rewelacją było pudełko! -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
No i ok. Na setkę też nie pobiegniesz poniżej 10s Jeśli mój model nie ma ewidentnych niedoróbek typu zapadnięcia, widoczne linie łączenia, krzywe połączenia, zacieki itp to jestem zadowolony. Przy malowaniu mocno rozcieńczoną farbą cienkimi warstwami można poprawiać niedoskonałości malowania niemal w nieskończoność. A że nie osiągnę poziomu artyzmu w efektach malarskich jaki prezentuje wielu modelarzy to trudno. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Z Twojego nicka mniemam, że jesteśmy w podobnym wieku. Jęśli chodzi o dostępność modeli, to lata 70-te nie były takie złe. Pierwszego Revell-a dostałem w prezencie w 1972 r. W 1974 pojawiły się w CSH Heller-y, Matchbox-y i Airfixy. W dużym wyborze. Farby Humbrola też były dostępne (10 zł sztuka). Oczywiście ceny były wysokie a ciekawsze tematy szybko znikały z półek. Ale np. międzywojenne dwupłaty i mniej polularne kolory farb były dostępne przez długi czas. Potem (1975-76) pojawiły się czołgi z Tamiyi, które też można było kupić bez kolejki, bo ceny były kosmiczne. Co jakiś czas były dostawy Polistil-i, Revell-a i Matchboxa albo Monogram-u (rzadziej). KP i NRD-owskie modele w zasadzie były dostępne cały czas. Posucha zaczęła się w latach 80-tych. Ale w tym samym czasie dostaliśmy całkiem przyzwoitego Łosia i 7TP. Oba były w miarę łatwo dostępne, chociaż wtedy to kolejki ustawiały się niemal po wszystko. W tych latach z dwoma kolegami, założyliśmy modelarską "spółdzielnię". Wszystkie swoje farby, akcesoria i narzędzia wrzuciliśmy do wspólnego "wora" i jak któryś z nas robił model, to brał sobie co mu było potrzebne. Druga połowa lat 80-tych to znowu dostawy Matchbox-ów do CSH. Ale już szału nie było. Pojawiły się sklepy w których można było kupić modele z prywatnego importu. Drogie, ale dostępne w dużym wyborze. Hasegawa, Tamiya, Monogram - proszę bardzo. No i giełdy modelarskie. Tam można było dostać wszystko. Po upadku PRL-u to już w ogóle problemu nie było (nie licząc finansowego). Mnie osobiście w tych latach zniechęciło do modelarstwa co innego. Malowane pędzelkiem "gluty" któe robiłem do tej pory zaczęły mnie brzydzić. Dostępność planów i zdjęć pokazała mi jasno, że większość zestawów jest słaba merytorycznie i wymaga sporego skraczowania. A na to nie miałem już czasu. Uznałem ponadto, że bez aerografu będę dalej podukował trupio-matowe płaskie knoty. Ale aerograf i kompresor w tych latach były absolutnie poza moim finansowym zasięgiem. I tak zaczęła się moja długa przerwa w modelarstwie. -
Być może te farby będą stanowić nową jakość. Ale póki co jestem sceptyczny, bo w zapowiedziach AK jest sporo marketingowego bełkotu: Żadne farby nie mogłyby być wprowadzone na rynek EU bez zgodności z przepisami EU. Żadne farby modelarskie nie mogą zawierać szkodliwych (w sensie toksycznych) substancji. A jakie farby modelarskie nie mają trwałych kolorów i nie są wodoodporne po wyschnięciu? Jakie akryle nie są odporne na washe i farby olejne? Nowe akryle będą odporne na rozpuszczalniki. Jakie, wszystkie? Bzdury. "Dwukrotnie" większa odporność na ścieranie. Jak to zmierzono i w porównaniu z czym? Bełkot. Bla, bla, bla. Istniejące farby zawierają celulozę?! Jaką celulozę, skąd? Pewnie chodzi o nitrocelulozę która ma się do celulozy jak nitrogliceryna do gliceryny. Nie ma modelarskich farb nitrocelulozowych i nigdy nie było. AK 3.0 nie różni się pod tym względem od innych. Żywice? Wszystkie farby akrylowe (w tym "lakiery" Tamiyi i Gunze) są oparte o żywice akrylowe - stąd nazwa. AK 3.0 nie różni się pod tym względem od innych. Brak "celulozy" i "żywicy" ma sprawiać, że AK 3.0 lepiej kryją i nie zatykają aero. To bzdura. Nie jestem przeciwnikiem produktów AK w tym farb. Jedne są dobre inne niezbyt. Jak u każdego producenta. Ale wciskanie takiego marketingowego kitu i jeszcze w słabym stylu, strasznie mnie denerwuje. Skoro w jednym miejscu plotą idiotyzmy, to dlaczego mam im wierzyć w innym?
-
Paradoksalnie, tani aero lepiej się sprawdza u doświadczonych modelarzy. Taki będzie od razu w stanie ocenić z jakim egzemplarzem ma do czynienia i w przypadku porażki albo wymienić albo stuningować. A inne wady sobie skompensuje odpowiednią techniką malowania czy czyszczenia. Autor wątku po pierwszych problemach nie będzie wiedział czy źle dobrał rozcieńczenie/ciśnienie/odległość, czy aero mu szwankuje. Albo wszystko naraz. Tani aerograf "do nauki" to zwykle droga przez mękę. Co prawda wielu z nas ją przeszło. A jeśli budżet ograniczony, to priorytetem jest przyzwoity kompresor ze zbiornikiem, potem dobre, łatwe w użyciu farby i na koniec lepszy aerograf. Ze stabilnym źródłem powietrza i niekłopotliwymi farbami, nauka będzie łatwiejsza nawet przy tanim chińczyku. Badziewny kompresor, akrylowe "błoto" plus chiński aerograf to przepis na to, jak znielubić modelarstwo.
-
Czyszczenie "patyczków" ściernych i polerskich
HKK odpowiedział HKK → na temat → Obróbka powierzchni
Czyszczenie pilników jakąkolwiek sztoteczką ma sens jedynie wówczas, gdy rozmiar włosa jest porównywalny z rozmiarem "ziarna" pilnika. W przypadku metalowych pilników zwykle ok. Ale na drobnych okładzinach ściernych lub polerskich będzie to bardziej pilnikowanie szczoteczki niż szotkowane pilnika. Swoją metodę stosuję skutecznie na szmatkach polerskich Micromesh-a. Życzę Solo powodzenia w ich szczotkowaniu -
Czyszczenie "patyczków" ściernych i polerskich
HKK odpowiedział HKK → na temat → Obróbka powierzchni
Z patafixem to też jakiś patent. Ale po umyciu pilnik jest nadal ostry. Co do "wieczności" patyczków, to tam gdzie można dojść szerokim pilnikiem, można dojść i papierem ściernym. Ja głównie korzystam z wąskich albo mocno zaostrzonych pasków ściernych. A takie są trudniejsze do kupienia i w sumie dość drogie. Mówimy o dobrej jakości pilnikach. -
"Patytczki" to nieco myląca nazwa. Paski? Chodzi o coś takiego. Jak wiadomo, zanim się zużyją (wytrą) to najpierw się zapchają i stają się nieużyteczne. W dodatku wykorzystujemy zwykle jakieś 50% ich powierzchni. A dobrej jakości paski nie są pomijalnie tanie. Poszukiwałem jakiś czas patentu na ich czyszczenie i chyba mi się udało. Do aerografu nalewam mieszankę IPA+Aceton. Z przewagą IPA, żeby nie było zbyt agresywne. Ustawiam duże ciśnienie i ostrym strumieniem z bliska myję zapchane miejsca. Odczekuję chwilę i osuszam/wycieram jeszcze mokrą powierzchnię papierowym ręcznikiem. Mieszanka zmiękcza i rozpuszcza wbity pył plastikowy i ten ze szpachli. Po wytarciu pasek jest "jak nowy". Najpierw warto sprawdzić jak materiał paska reaguje z acetonem. Moje paski Albion Alloys są odporne. Paski Squadron-a (te na zdjęciu) potrafiły się rozklejać i trzeba było szybko wycierać nadmiar płynu. Tak czy inaczej, lepiej nie zostawiać ich na dłuższą chwilę nasączonych . Alternatywnie można stosować wodę z detergentem. Też działa, choć nie tak dobrze.
-
Metalizery mają wbrew pozorom stosunkowo grube ziarno. No i łatwo zasychają. Czyli gorzej idą na małym ciśnieniu. Ale z kolei dużym ciśnieniem nie można nimi malować. Więc rozwiązaniem jest większa dysza. 0.3 to wg mnie minimum. Alclady da się wtedy bardzo ładnie kłaść na niskim ciśnieniu. Delikatną (ale nie suchą!) mgiełką, co najmniej kilka warstw. Obowiązkowo na podkład. Ze wszystkich metalizerów mają chyba najmniej widoczne ziarno. Albo zamiast się męczyć, użyć AK Xtreme metal. Swoją drogą, żaden metalizer nie dawał mi możliwości malowania cieniutkim strumieniem. Metalizery nie do tego służą. Cieniowanie raczej trzeba robić preshadingiem. Postshading metodą metalizer na metalizer nie wydaje się dobrym pomysłem.
-
Oba mialy metalowe płaty fabrycznie.
-
Hasegawa ma kompletnie pustą kabinę i beznadziejne wnęki podwozia, a w zasadzie ich brak. Przydałby się co najmniej Zoom Eduard-a i żywiczne wnęki Quickboosta. Morane miał wypukłe listwy na skrzydłach w miejscach łaczenia blach (?). Model Hase ma je jedynie zaznaczone - płaskie. Byłoby pożądane przyklejenie tam pasków np. z folii metalowej. Ale zestaw fototrawiony Part-a przeznaczony do Hase ma to wszystko plus sporo więcej. Oczywiście jak to Part - nie najłatwiejszy w montażu i ze słabą instrukcją.
-
Jeśli chodzi o wersję z "metalowym" płatem, to w zasadzie innego wyboru nie ma. Azur i AZ to te same wypraski. Z shortrunów jest także RS model. O "zgodności" wymiarowej nic nie mogę powiedzieć, ale od RS-a trzymałbym się z daleka. Azur wygląda nieco lepiej, ale ten rodzaj shortrun-a to już nie moja bajka. Jeśli koniecznie MS.406, to celowałbym w Hasegawę plus dodatki Quickboosta, Part-a itp. Co prawda z nimi też jest trochę roboty ale przynajmniej sam zestaw składa się dobrze. Tyle, że to najdroższa opcja.
-
Bo mało prawdopodobne, żeby pasowało. Śmigło dobiera się pod silnik i samolot (moc, średnica osłony itp) inaczej może być nieefektywne. Ale ważniejsze jest, czy w ogóle da się to zrobić. Kluczowe sprawy to: kierunek obrotów średnica i długość wału system montażu (rodzaj i wymiar wielowpustu itp.) mechanizm przestawiania skoku Czy Mercury VIII i GR 14N07 były pod tymi względam całkowicie kompatybilne? Śmiem wątpić.
-
Na jeden model a nie na dodatki do iluś Tak, kilkaset złotych albo ponad tysiąc za model z dodatkami. W przypadku myśliwca w 1/72 raczej niemożliwe, ale w pancerce 1/35 lub tym bardziej okrętach w większych skalach dość łatwe. Tak jak powiedział Solo, z konkursami modelarskimi ma to niewiele wspólnego.
-
Owszem, tak było od początku tego hobby aż chyba po późne lata 80-te. Ale też przykładało się modele do planów, porównywało szczegółowość wnętrz itp. Wystarczy poczytać Scale Models z lat 70-tych albo serię In Details and Scale. Tyle, że jak coś nie grało z modelem to trudno. Tak producent zrobił i nie ma co drzeć szat, tylko poprawić we własnym zakresie. Nikomu nie przyszło do głowy hejtować producentów i żądać od nich lepszych modeli, bo rzeczywiście mieli to gdzieś. Modelarz-planoprzykładacz nie był ich targetem. A zresztą gdzie nagłośnić protest? W gazecie? Japońskie firmy bardziej dbały o merytorykę modeli ale to ichnia specyfika a nie ukłon w stosunku do modelarzy. Japończycy ze wszystkiego muszą zrobić sztukę i dążenie do perfekcji obowiązuje w każdej dziedzinie.
-
To jest dalekie od prawdy. Jeśli ktoś wydaje kilkaset a czasem więcej żłotych na model z dodatkami, to jest więcej niż prawdopodobne, że poszuka najpierw (albo potem) jakichś recenzji w necie. Ba, nawet stówa wydana na mały model 1/72 to wystarczająca kwota żeby zainteresować się, co inni sądzą o takim zakupie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że firmom modelarskim cholernie zależy na internetowych recenzjach. Inaczej nie sposób wyjaśnić po kiego w ogóle starają się odzwierciedlać tak dokładnie oryginały? Po co wydają pieniądze na research, na szczegółowe wnętrza których nie widać, na dbałość o rzetelność oznaczeń i malowań? Po co, skoro "tysiące przeciętnych" ma to gdzieś? Otóż nie ma. Bo ludzie nawet jak sami się nie znają, to lubią wiedzieć, że swoje pieniądze dobrze wydali i kupili "właściwą" rzecz. Więc poważnych internetowych recenzentów producent olać nie może. A recenzenci nie mogą znać się na każdym typie i wersji samolotu, czołgu, okrętu itp. Więc w swoich ocenach posiłkują się często zdaniem różnych forumowych "experten" którzy na temat konkretnego sprzętu potrafią wiedzieć niemal wszystko. Więc nie wrzucaj proszę do jednego wora forumowych krzykaczy, "expierdów" jak ich uprzejmie nazywasz i prawdziwych fachowców czy znawców tematu.
-
Jak kończy się otwartość w polityce firm modelarskich można się przekonać z dokumentu BBC - Big trouble in model Britain. https://www.bbc.co.uk/programmes/m00034mw Zresztą można tam podpatrzeć smutne realia współczesnej firmy modelarskiej na przykładzie Hornby Models. Niegdyś giganta branży a dzisiaj niewielkiej firmy walczącej o przetrwanie pomimo, że jest właścicielem tak popularnych marek jak Airfix, Scalextric czy Humbrol. Hornby absolutnie dominowała na brytyjskim rynku modelarstwa kolejowego, ale nieco podupadła i dotychczasowi dystrybutorzy i sprzedawcy kolejek zaczęli sami myśleć o opracowywaniu nowych zestawów. Jedna z tych firm (Rails of Sheffield) z dumą ogłosiła, że opracowuje nowy model ikonicznego parowozu Terrier. Hornby też miało takie plany, więc natychmiast w tajemnicy przyśpieszyło prace i ich Terrier ukazał się zanim konkurencja skończyła swój. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że właściciel konkurencyjnej firmy i szef Hornby doskonale się znali a Rails of Sheffield było dużym sprzedawcą produktów Hornby. Na filmie jest pokazana rozmowa panów w której szef RoS zarzuca Hornby cios w plecy i nielojalność. Na co dyrektor Hornby odpowiada: weszliście na nasz teren i uważaliście, że nie zareagujemy? Po tym przestałem się dziwić, dlaczego przedstawiciele firm modelarskich tak bardzo trzymają buzie na kłódkę.
-
W latach 70-tych to było zdecydowanie masowe hobby. Jak chodziłem do szkól, to nie było ani jednego chłopaka w klasie któy nie skleiłby przynajmniej kilku modeli. A przynajmniej dwóch-trzech było zapalonymi modelarzami (nie tylko plastikowymi). Ba, nawet na lekcjach tzw. Zajęć Praktyczno-Technicznych sklejenie modelu z plastiku było żelaznym punktem programu przedmiotu w podstawówce. Jest taka książka napisana wówczas dla młodzieży - "Zwycięstwo przed dogrywką". Powieść o modelarstwie i modelarzach! To świadczy o tym, jak popularne i powszechne to było hobby. Modelarstwo zapewne nie zniknie, ale jak sądzę będzie się przekształcało w coraz bardziej niszową (a tym samym kosztowną) aktywność. Wyobrażam sobie, że nie będzie już seryjnie produkowanych modeli wtryskowych ale wysokiej jakości wydruki 3D na zamówienie - w dowolnej skali, szczegółowości itp. W tym kopie dzisiejszych zestawów.
-
Firmy produkujące modele w obecnym kształcie są raczej skazane na zagładę. 30-40 lat temu (i dawniej) żyły nieźle ze sprzedaży tanich i prostych zestawów dla dzieci, za to produkowanych masowo. Dorośli modelarze to była w porównaniu z tym garstka bez znaczenia. Dzisiaj wiadomo, sytuacja się zmieniła i zarabiać można jedynie robiąc skomplikowane zestawy i sprzedając je za coraz większe pieniądze coraz bardziej malejącej grupie - już bardziej magazynierów niż modelarzy. Jest taki popularny skrót w anglojęzycznym świecie hobbystycznym - SABLE. Po polsku to będzie ZMPODŻ - Zapas Modeli Przekraczający Oczekiwaną Długość Życia. Ci co dzisiaj kupują modele to praktycznie WYŁĄCZNIE ci, którzy kleili jako dzieciaki. Dzisiaj dzieci modeli nie robią i w przyszłości nie będzie komu sprzedawać zestawów. Ani tanich ani drogich. Nie wiem czy wiecie, ale wielkie niegdyś imperium LEGO w ciągu ostatnich 15 lat kilkukrotnie stawało na granicy bankructwa. Dziś są cieniem dawnej potęgi i niespecjalnie mają pomysł na przetrwanie. Więc raczj martwmy się, aby w ogóle jakieś nowe modele się pojawiały. Obym się mylił. P.S. Podobno jest promyk nadzei. Słyszałem, że rośnie zainteresowanie modelarstwem wśród młodych ludzi na dalekim wschodzie. Stąd dobra passa chińskich firm.
-
Model Master Metalizer "z czym to się je" i z czym się nie gryzie
HKK odpowiedział golf czarny → na temat → Farby do Aerografu
Metalizery MM po potraktowaniu "sealerem", sido czy innym bezbarwnym lakierem nie matowieją, tylko tracą (w różnym stopniu) charakterystyczny metaliczny połysk. Tzn powierzchnia jest nawet bardziej błyszcząca po lakierowaniu, ale już nie naśladuje dobrze metalu. Ten efekt dotyczy zresztą wszystkich metalizerów. Metal potraktowany lakierem będzie wyglądał nie jak metal, tylko jak lakierowany metal. Nie może być inaczej. Dlatego ja używam MM w miejscach w których nie grozi im dotykanie, maskowanie i wycieranie washa. Jakieś elementy silnika, instalacji, wewnętrzne powierzchnie pokryw itp. A to dlatego, że metalizery przeznaczone do polerowania dają chyba najlepszy ze wszystkich efekt "żywego" metalu. Wszędzie indziej też polecałbym AK XtremeMetal. Jest najłatwiejszy w obsłudze i wybacza wiele błędów. A efekt metaliczny jest bardzo przekonujący, choć pewnie nie tak dobry jak MM. -
Aha, czyli nie mówimy o nieszczelnoci na gwincie, tylko na samym połączeniu szybkozłączki? Tam, gdzie nic już nie można dodatkowo uszczelnić lub poprawić. Przyznam, że z taką nieszczelnością się jeszcze nie spotkałem, pomimo używania trzech rodzajów końcówek i czterech rodzajów samych szybkozłączek kupowanych osobno. Nb. w dzisiejszych czasach rada o "porównaniu w sklepie przed zakupem" jest mało praktyczna Ale w sumie nie ma problemu. Jeszcze się nie spotkałem z sytuacją, że sprzedawca odmówił wymiany lub zwrotu towaru. W przypadku tanich chińskich szybkozłączek zwracali pieniądze lub proponowali wymianę nawet bez odsyłania wadliwego egzemplarza.
-
Może dlatego, że projektant Army jest miłośnikiem amerykańskiego lotnictwa pokładowego? Swoją drogą tych Wildcat-ów nie jest tak dużo w 1/72. I przyzwoitego brak. Ale mnie rówież ten wybór wydaje się nieco dziwny. Wildcat to nie jest jakiś chodliwy temat, więc nie wierzę w dobrą sprzedawalność na świecie. A w Polsce pewnie jeszcze mniejszą. Ale AH chyba jakieś rozeznanie rynku robi, więc to co mi się wydaje nie musi być prawdą.
-
Puskal, czyli twórca nowego Wildcata z Army zrobił kiedyś recenzję: https://www.pwm.org.pl/viewtopic.php?f=14&t=80342
