HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Na jeden model a nie na dodatki do iluś Tak, kilkaset złotych albo ponad tysiąc za model z dodatkami. W przypadku myśliwca w 1/72 raczej niemożliwe, ale w pancerce 1/35 lub tym bardziej okrętach w większych skalach dość łatwe. Tak jak powiedział Solo, z konkursami modelarskimi ma to niewiele wspólnego.
-
Owszem, tak było od początku tego hobby aż chyba po późne lata 80-te. Ale też przykładało się modele do planów, porównywało szczegółowość wnętrz itp. Wystarczy poczytać Scale Models z lat 70-tych albo serię In Details and Scale. Tyle, że jak coś nie grało z modelem to trudno. Tak producent zrobił i nie ma co drzeć szat, tylko poprawić we własnym zakresie. Nikomu nie przyszło do głowy hejtować producentów i żądać od nich lepszych modeli, bo rzeczywiście mieli to gdzieś. Modelarz-planoprzykładacz nie był ich targetem. A zresztą gdzie nagłośnić protest? W gazecie? Japońskie firmy bardziej dbały o merytorykę modeli ale to ichnia specyfika a nie ukłon w stosunku do modelarzy. Japończycy ze wszystkiego muszą zrobić sztukę i dążenie do perfekcji obowiązuje w każdej dziedzinie.
-
To jest dalekie od prawdy. Jeśli ktoś wydaje kilkaset a czasem więcej żłotych na model z dodatkami, to jest więcej niż prawdopodobne, że poszuka najpierw (albo potem) jakichś recenzji w necie. Ba, nawet stówa wydana na mały model 1/72 to wystarczająca kwota żeby zainteresować się, co inni sądzą o takim zakupie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że firmom modelarskim cholernie zależy na internetowych recenzjach. Inaczej nie sposób wyjaśnić po kiego w ogóle starają się odzwierciedlać tak dokładnie oryginały? Po co wydają pieniądze na research, na szczegółowe wnętrza których nie widać, na dbałość o rzetelność oznaczeń i malowań? Po co, skoro "tysiące przeciętnych" ma to gdzieś? Otóż nie ma. Bo ludzie nawet jak sami się nie znają, to lubią wiedzieć, że swoje pieniądze dobrze wydali i kupili "właściwą" rzecz. Więc poważnych internetowych recenzentów producent olać nie może. A recenzenci nie mogą znać się na każdym typie i wersji samolotu, czołgu, okrętu itp. Więc w swoich ocenach posiłkują się często zdaniem różnych forumowych "experten" którzy na temat konkretnego sprzętu potrafią wiedzieć niemal wszystko. Więc nie wrzucaj proszę do jednego wora forumowych krzykaczy, "expierdów" jak ich uprzejmie nazywasz i prawdziwych fachowców czy znawców tematu.
-
Jak kończy się otwartość w polityce firm modelarskich można się przekonać z dokumentu BBC - Big trouble in model Britain. https://www.bbc.co.uk/programmes/m00034mw Zresztą można tam podpatrzeć smutne realia współczesnej firmy modelarskiej na przykładzie Hornby Models. Niegdyś giganta branży a dzisiaj niewielkiej firmy walczącej o przetrwanie pomimo, że jest właścicielem tak popularnych marek jak Airfix, Scalextric czy Humbrol. Hornby absolutnie dominowała na brytyjskim rynku modelarstwa kolejowego, ale nieco podupadła i dotychczasowi dystrybutorzy i sprzedawcy kolejek zaczęli sami myśleć o opracowywaniu nowych zestawów. Jedna z tych firm (Rails of Sheffield) z dumą ogłosiła, że opracowuje nowy model ikonicznego parowozu Terrier. Hornby też miało takie plany, więc natychmiast w tajemnicy przyśpieszyło prace i ich Terrier ukazał się zanim konkurencja skończyła swój. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że właściciel konkurencyjnej firmy i szef Hornby doskonale się znali a Rails of Sheffield było dużym sprzedawcą produktów Hornby. Na filmie jest pokazana rozmowa panów w której szef RoS zarzuca Hornby cios w plecy i nielojalność. Na co dyrektor Hornby odpowiada: weszliście na nasz teren i uważaliście, że nie zareagujemy? Po tym przestałem się dziwić, dlaczego przedstawiciele firm modelarskich tak bardzo trzymają buzie na kłódkę.
-
W latach 70-tych to było zdecydowanie masowe hobby. Jak chodziłem do szkól, to nie było ani jednego chłopaka w klasie któy nie skleiłby przynajmniej kilku modeli. A przynajmniej dwóch-trzech było zapalonymi modelarzami (nie tylko plastikowymi). Ba, nawet na lekcjach tzw. Zajęć Praktyczno-Technicznych sklejenie modelu z plastiku było żelaznym punktem programu przedmiotu w podstawówce. Jest taka książka napisana wówczas dla młodzieży - "Zwycięstwo przed dogrywką". Powieść o modelarstwie i modelarzach! To świadczy o tym, jak popularne i powszechne to było hobby. Modelarstwo zapewne nie zniknie, ale jak sądzę będzie się przekształcało w coraz bardziej niszową (a tym samym kosztowną) aktywność. Wyobrażam sobie, że nie będzie już seryjnie produkowanych modeli wtryskowych ale wysokiej jakości wydruki 3D na zamówienie - w dowolnej skali, szczegółowości itp. W tym kopie dzisiejszych zestawów.
-
Firmy produkujące modele w obecnym kształcie są raczej skazane na zagładę. 30-40 lat temu (i dawniej) żyły nieźle ze sprzedaży tanich i prostych zestawów dla dzieci, za to produkowanych masowo. Dorośli modelarze to była w porównaniu z tym garstka bez znaczenia. Dzisiaj wiadomo, sytuacja się zmieniła i zarabiać można jedynie robiąc skomplikowane zestawy i sprzedając je za coraz większe pieniądze coraz bardziej malejącej grupie - już bardziej magazynierów niż modelarzy. Jest taki popularny skrót w anglojęzycznym świecie hobbystycznym - SABLE. Po polsku to będzie ZMPODŻ - Zapas Modeli Przekraczający Oczekiwaną Długość Życia. Ci co dzisiaj kupują modele to praktycznie WYŁĄCZNIE ci, którzy kleili jako dzieciaki. Dzisiaj dzieci modeli nie robią i w przyszłości nie będzie komu sprzedawać zestawów. Ani tanich ani drogich. Nie wiem czy wiecie, ale wielkie niegdyś imperium LEGO w ciągu ostatnich 15 lat kilkukrotnie stawało na granicy bankructwa. Dziś są cieniem dawnej potęgi i niespecjalnie mają pomysł na przetrwanie. Więc raczj martwmy się, aby w ogóle jakieś nowe modele się pojawiały. Obym się mylił. P.S. Podobno jest promyk nadzei. Słyszałem, że rośnie zainteresowanie modelarstwem wśród młodych ludzi na dalekim wschodzie. Stąd dobra passa chińskich firm.
-
Model Master Metalizer "z czym to się je" i z czym się nie gryzie
HKK odpowiedział golf czarny → na temat → Farby do Aerografu
Metalizery MM po potraktowaniu "sealerem", sido czy innym bezbarwnym lakierem nie matowieją, tylko tracą (w różnym stopniu) charakterystyczny metaliczny połysk. Tzn powierzchnia jest nawet bardziej błyszcząca po lakierowaniu, ale już nie naśladuje dobrze metalu. Ten efekt dotyczy zresztą wszystkich metalizerów. Metal potraktowany lakierem będzie wyglądał nie jak metal, tylko jak lakierowany metal. Nie może być inaczej. Dlatego ja używam MM w miejscach w których nie grozi im dotykanie, maskowanie i wycieranie washa. Jakieś elementy silnika, instalacji, wewnętrzne powierzchnie pokryw itp. A to dlatego, że metalizery przeznaczone do polerowania dają chyba najlepszy ze wszystkich efekt "żywego" metalu. Wszędzie indziej też polecałbym AK XtremeMetal. Jest najłatwiejszy w obsłudze i wybacza wiele błędów. A efekt metaliczny jest bardzo przekonujący, choć pewnie nie tak dobry jak MM. -
Aha, czyli nie mówimy o nieszczelnoci na gwincie, tylko na samym połączeniu szybkozłączki? Tam, gdzie nic już nie można dodatkowo uszczelnić lub poprawić. Przyznam, że z taką nieszczelnością się jeszcze nie spotkałem, pomimo używania trzech rodzajów końcówek i czterech rodzajów samych szybkozłączek kupowanych osobno. Nb. w dzisiejszych czasach rada o "porównaniu w sklepie przed zakupem" jest mało praktyczna Ale w sumie nie ma problemu. Jeszcze się nie spotkałem z sytuacją, że sprzedawca odmówił wymiany lub zwrotu towaru. W przypadku tanich chińskich szybkozłączek zwracali pieniądze lub proponowali wymianę nawet bez odsyłania wadliwego egzemplarza.
-
Może dlatego, że projektant Army jest miłośnikiem amerykańskiego lotnictwa pokładowego? Swoją drogą tych Wildcat-ów nie jest tak dużo w 1/72. I przyzwoitego brak. Ale mnie rówież ten wybór wydaje się nieco dziwny. Wildcat to nie jest jakiś chodliwy temat, więc nie wierzę w dobrą sprzedawalność na świecie. A w Polsce pewnie jeszcze mniejszą. Ale AH chyba jakieś rozeznanie rynku robi, więc to co mi się wydaje nie musi być prawdą.
-
Puskal, czyli twórca nowego Wildcata z Army zrobił kiedyś recenzję: https://www.pwm.org.pl/viewtopic.php?f=14&t=80342
-
Dokładnie tak. Zarówno na żeńskiej końcówce do wężyka (przykręcanej do szybkozłączki) jak i na żeńskiej końcówce do szybkozłącza (przykręcanej do aerografu) powinny być gumowe uszczelki w gniazdach. Po dokręceniu nic nie może przeciekać, chyba że uszczelka jest uszkodzona. Konieczność uszczelniania gwintu wskazuje, że albo tak jest, albo tej uszczelki w ogóle brak.
-
Szybkozłączki wyposażone w zaworek z którymi miałem do czynienia: 1. Chiński, tani. Spełnia rolę szybkozłączki (jak się trafi egzemplarz z dobrze naciętym gwintem), ale zaworek w najlepszym razie działa słabo. Kupiłem 3 sztuki u różnych sprzedawców i w różnych cenach zanim zobaczyłem, że cały czas dostaję to samo i się poddałem. 2. Harder Steenbeck. Kilkukrotnie droższy. Nie wiem czy jeszcze oferowany. Zawór działa przeciętnie - niecały jeden obrót to pełen zakres regulacji od odcięcia do pełnego przepływu. Nierozbieralny, więc wymiana uszczelki w środku nie wchodzi w grę (o ile w ogóle ma to sens). Dostałem go w komplecie z aerografem i nie używam. 3. Sparmax, teraz Iwata. Zbliżony w cenie do HS. Działa lepiej. Pełen zakres regulacji to ok. 1.5 obrotu. Niemal tyle samo co wbudowane zawory w Iwatach czy Proconach. Teoretycznie rozbieralny. Nieco dłuższy niż HS. Kupiłem go po porażce z chińskim badziewiem. Korzystam, gdy używam Olymposa który nie ma MAC. Daje radę.
-
No i nie mają opcji z zaworkiem MAC.
-
Bo ich nie ma. Powiedziałbym nawet, że PS-289 ma wrażenie nieco lepszej kontroli nad drobną plamką w porównaniu do BH. Tzn. przy małym otwarciu niewielka zmiana odchylenia spustu prawie nie powoduje zmian przepływu, co ułatwia utrzymanie plamki. Ale to było początkowe odczucie, teraz już nie dostrzegam różnicy - kwestia wprawy. BH jest lekki i poręczny. Po pół godzinie z Procon-em drętwieje mi łapa. Tu nie. Bąbelkowanie w małym zbiorniczku może się źle skończyć, więc mieszam pędzelkiem. Poza tym, mały zbiornik mi nie przeszkadza przy 1/72. Dlatego BH jest moim uniwersalnym aero. Do większych powierchni łapię Procon-a. Do detali wybieram Olympos-a bo jest jeszcze lżejszy i jednak ciut łatwiejszy przy drobnej plamce. Do metalizerów przydaje się osobny aero, więc trafiło na HP-CH. PS-770 nie ma już zastosowania, więc leży jako zapas. Zaznaczam, że nie jestem rozrzutny i każdy z tych aero był kupiony jako okazja po cenie dużo niższej od sklepowej. Gdyby kazano mi zostawić sobie tylko jeden aero, to miałbym trudny wybór między PS-289 a PS-770. Pierwszy nieco bardziej uniwersalny za to drugi ciut lżejszy i mniejszy.
-
Nie wiem, czy ta głowica z rozdzieleniem powietrza na trzy kanały coś rzeczywiście daje. To rozwiązanie z Olympos-a, oraz z wywodzących się od niego custom micronów Iwaty. Na pewno Procon 289 przy swojej dyszy 0.3 (faktycznie 0.35) jest w stanie zejść z kreską do identycznej jak w custom micronie, przy podobnej kontroli nad plamką. Teoretycznie, taki dopływ powietrza ma dawać lepszą atomizację mocno rozrzedzonej farby przy małym ciśnieniu. Ale w praktyce, podobną kontrolę mam w HP-BH mimo, że tam jest pojedyńcze doprowadzenie powietrza. Solo może coś na ten temat powiedzieć bo ma zarówno HP-BH jak i micron-a. Dla mnie, kontrola nad drobną plamką w micronie może jest odrobinę lepsza niż w BH. Ale nie warta tych pieniędzy. Wsród użytkowników Olymposa były na ten temat dyskusje, bo do Olymposa MP można zastosować trzy rodzaje głowic: z potrójnym dopływem o małej i dużej średnicy oraz z pojedynczym dopływem. Niektórzy twierdzą, że różnica jest, choć subtelna. Inni, że nie ma żadnej.
-
Nie zauważyłem, a mam 5 japońców. Z drugiej strony, nie wszystkie są często używane. Co do Procon-ów, to już kiedyś pisałem, że niespecjalnie pasuje mi ich rozmiar i ciężar. Wolę Iwatę HP-CH, a jeszcze bardziej HP-BH, które niestety są zdecydowanie droższe. Ale zapewne wielu użytkowników będzie miało odwrotne wrażenie.
-
Ich "antystatyczność" polega na tym, że są metalowe. Węc nie elektryzują się przez pocieranie. A jak już "złapią" ładunek, to można je łatwo rozładować przez uziemienie.
-
Z moralnego punktu widzenia, lepiej kupić lodówkowca. Starczy na całe modelarskie życie (być może niejedno) a zwykle wykorzystuje kompresor z odzysku. W tym czasie zapewne kilka chińczyków wylądowałoby na śmietniku. Ja na pewno wykorzystywałbym lodówkowca ale niestety - mam niewielkie studio i AS w trakcie pracy mieści się między szafką a ścianą. Lodówkowiec musiałby stać na środku pokoju.
-
Oddaj to gunwo i kup porządny aerograf. Ale faktycznie, ceny na Ultrę obniżyli i trudno teraz kupić coś lepszego za zbliżone pieniądze. Chyba, że Sparmax-a. Ale nie miałem w ręku, więc nie mogę z czystym sumieniem polecić. Za nieco wyższą cenę kupisz Procon-a w Japonii. Tyle, że niestety musiałbyś poczekać dłużej na dostawę, tym bardziej w okresie świątecznym.
-
Za 250 PLN!? Chyba nie.
-
Oczywiście, że ruszać. Być może twoje problemy wynikają włąśnie ze złego ustawienia tego zaworu (zbyt duże tłumienie przepływu). To raczej reduktora na sprężarce nie ruszać. Ustawić nieco większe ciśnienie niż potrzebne - np. 2 bar. A zaworkiem MAC dobierać potrzebny przepływ powietrza. Platinum 0,3 daje mi tak samo drobną i precyzyjną plamkę jak Iwata BH i Olympos MP. Jeśli masz "kropelkowanie", to odkręć nieco zawór. A jeśli to prowadzi do zbyt mocnego strumienia, rozcieńcz nieco bardziej i przykręć (zmniejsz przepływ powietrza). Osobiście sądzę, że piwata przyzwyczaiła cię do malowania gęstszą farbą na większym ciśnieniu.
-
Co do koloru farby w butelce, to one mają białą zakrętkę. Po przygotowaniu nowej butelki czy to z oryginalnym kolorem, czy z mieszanką maczam czubek zakrętki w farbie. I wtedy najlepiej widzę co tam jest w środku. Włącznie z połyskiem. Dodatkową zaletą plastikowych buteleczek jest ich mniejsze zapotrzebowanie na miejsce niż słoików.
-
Ja od dawna uywam takich: https://www.ampulla.co.uk/Shop-For-Plastic/E-Liquid-Bottles/15ml-White-LDPE-Dropper-Bottle--Dropper-And-14mm-TE-Screw-Cap/p-170-313-2318/ Cena co prawda angielska, ale i tak w okolicach 1 PLN. Sądzę, że w Polsce da się znaleźć taniej. Mają zakraplacz, są szczelne i wygodne. Bilmodel miał kiedyś problem ze swoimi buteleczkami - zakrętki nie trzymały zbyt szczelnie i zawartość się ulatniała. Trzymam w nich wszystkie swoje farby (głównie Tamiya i AK RC) oprócz metalizerów i MRP. Także MLT i rozcieńczone surfacery. Nic mi się nie wyleje ani nie wychlapie. Łatwo wypuścić nawet minimalną ilość. Dlatego też wszystko mieszam bezpośrednio w zbiorniczku aero. Jak kupuję nową farbę (10ml), to pipetą przelewam tak dużo jak się da do buteleczki. Pozostaje sporo gęstego. Dolewam MLT (ok 4 ml) i przy pomocy pipety płuczę ją samą i słoiczek. Potem tą rozcieńczoną resztę przelewam do buteleczki i mam pełną butelkę (ok 15 ml) wstępnie rozcieńczonej farby gotowej do zakraplania. Słoiczek pozostaje czysty, nic się nie marnuje. Dokładam kuleczkę od łożyska i gotowe. Niektóre buteleczki z taką mieszanką mam już od 8 lat i nie widze żadnych oznak degradacji. Rozwarstwiają się, owszem. Niektóre w takiej postaci przeleżały kilka lat. Porządne wytrząśnięcie przywraca je do stanu początkowego. Edit: 30/40 ml to wg. mnie nieco za dużo na farbę. Owszem, można do takich przelać np MRP. Ale typowe opakowania nie dają więcej niż 10-12 ml. Nawet po rozcieńczeniu pozostanie w butelce sporo pustego. Za to do trzymania płynu czyszczącego, rozcieńczalnika czy innego szybko schodzącego czynnika, większe butelki będą w sam raz. Tutaj są takie: https://www.ampulla.co.uk/Shop-For-Plastic/Plastic-Bottles---HDPE-15ml---125ml/c-1-170-115/
-
Jaka tam nowa. AK RC chodzi z MLT i Hataką bez problemu.
-
Po pierwsze, to skala 1:72 więc jednak dużo mniejsza figurka. Po drugie, washe Citadel-a to akryle i na akrylowym lakierze potrafią być kłopotliwe, kiedy nie zmyty od razu nadmiar wgryza się w podłoże. Podejście autora wątku jest ok. Dlaczego pigment zbija się w grudki, tego nie wiem. Ja zamiast drapać się po głowie, użyłbym jakiegoś gotowca olejnego. Ale może znajdzie się ktoś z lepszą radą.
