HKK
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
17
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez HKK
-
Tego Ci chyba nikt jednoznacznie nie powie. Tym bardziej na podstawie zdjęć. Zależy jaki efekt chcesz osiągnąć i czy jesteś zadowolony. Na dodatek, preshading to przecież nie wszystko. Możesz podkreślić światła nieco rozjaśnioną farbą a gdzie indziej ciemniejszą. Możesz użyć nieco innego odcienia tu czy tam. Dojdzie przecież lakier, wash, być może jakieś filtry... Lepiej mieć efekt wyjściowy nieco bardziej wyraźny, bo następne etapy go i tak osłabią. P.S. Ale tą widoczną linię łączenia połówek kadłuba za stanowiskiem strzelca to bym usunął. No i jest nieco gęsiej skórki na powierzchni. Jeśli widać gołym okiem a nie tylko w kamerze to bym przepolerował.
-
Z moich dowiadczeń wynika, że żadnen alkohol nie jest super bezpieczny dla farb akrylowych wszelkiego rodzaju. Włączając w to Tamiy-e, Gunze C czy nawet MRP. Alkohol po prostu rozpuszcza żywice akrylowe. Inaczej, bez problemu robilibyśmy akrylowy wash na akrylowych powłokach. Oczywiście niskoprocentowy alkohol na dobrze wyschniętej powierzchni może nie dawać widocznych efektów, szczególnie po delikatnym przetarciu. Ale woda z niewielkim dodatkiem detergentu będzie na pewno bezpieczniejsza. Również benzyna ekstrakcyjna nie powinna naruszyć akrylowej powierzchni. Ale zawsze lepiej sobie sprawdzić na boku.
-
W przypadku sztywnych masek Montex-u używam ostro zakończonego skalpela. Podważam krawędź maski patrząc przez lupę. Zawsze jestem w stanie to zrobić bez dotykania oszklenia. Potem łąpię odstającą krawędź pensetą i odklejam. Mocno przylegające maski Eduard-a traktuję wykałaczką.
-
Racja, zapomniałem, że benzyna do zapalniczek (której używam) to nie ekstrakcyjna, tylko raczej lakowa. Rzeczywiście, lakowa czy Zippo parują szybciej niż white spirit ale dają radę. Natomiast ekstrakcyjna zbyt szybko. Mój błąd, przepraszam.
-
Po pierwsze - pod kalki nie musi być idealnie błyszcząco. Zwykle wystarczy, żeby było gładko i lekki połysk. To samo na kalki. Co do mętliku. Lakier bezbarwny jak każdą w zasadzie farbę należy kłaść cienkimi warstwami zamiast jedną grubą. Żeby uzyskać połysk, tych warstw musi być kilka. No i stąd bierze się problem. Bo aby utrzymać połysk, lakier musi się gładko rozlać. Stąd "mokre na mokre", bo wtedy kolejna warstwa miesza się z poprzednią i utrzymuje rozlaną, gładką powierzchnię. Ale mokre na mokre jest trudne przy lakierach wodnych. Tym bardziej, że nie jest tak agresywny i kolejne warstwa nie rozpuszcza poprzedniej. Łatwo zalać, przedobrzyć, rozdmuchać. No i ważna rzecz! Powierzchnia pod lakier wodny musi być dobrze odtłuszczona, bo inaczej pierwsza warstwa może nie zwilżać powierchni i zbijać się w kropelki. To mogło być przyczyną, dla której łyżki CI wychodziły, a model nie. Z lakierami rozpuszczalnikowymi jest łatwiej, bo lepiej płyną i nawet jak nie jest idealnie "mokre na mokre" to i tak łatwiej się rozleją i wtopią w poprzednią warstwę. W dodatku, można zastosować pewien trik. Na sam wierzch położyć warstwę czystego rozcieńczalnika - np. MLT. On rozpuści i wypoziomuje istniejące drobne nierówności. Dlatego ja polecam kładzenie lakieru wodnego pędzlem. Odpada podstawowy problem - wysuszanie lakieru powietrzem z aerografu. Nic nie jest rozdmuchiwane, a rozsmarowywanie pędzlem zapobiega zbijaniu się lakieru w kropelki.
-
A jakiego lakieru użyjesz?
-
A to dlaczego? No i sprecyzujmy - do jakich celów. Bo do rozcieńczania olejnych artystycznych dla potrzeb washa nadaje się, jak najbardziej. Do zmywania washa też. Do cieniowania - być może nieco mniej. Problem z benzyną jest wg mnie głównie jeden - dość szybko paruje.
-
Tak.
-
Masz typową "pomarańczową skórkę". Ja bym przeszlifował. Delikatnie, żeby nie doskrobać się do farby i jej nie zetrzeć. Nie próbuj szlifować na błysk - ma być jedynie gładko. Potem albo lakier rozpuszczalnikowy, albo pędzlem rozcieńczony wodny. Ja bym robił to drugie, bo jest łatwiejsze. Głądkie położenie aerografem lakieru rozpuszczalnikowego, też wymaga nieco wprawy i nie trenowałbym tego na modelu. Dla bezpieczeństwa przeszlifuj i pomaluj jakąś mniej widoczną płaszczyznę - np. spód statecznika. Liczenie na to, że następna warstwa farby czy lakieru wyrówna nierówno położone poprzednie warstwy, zwykle źle się kończy.
-
Kładzenie wodnego lakieru akrylowego aerografem to nie jest prosta sprawa. Przy słabej atomizacji (gęsty lakier, za małe ciśnienie) będzie pluło kropelkami a suszony powietrzem lakier nie wypoziomuje się na powierzchni. Przy zbyt dużej atomizacji jest ryzyko kładzenia "suche na suche". Z kolei przy zbyt dużym strumieniu będzie się rozdmuchiwał na powierzchni i też może nie wypoziomować. Trzeba go kłaść rozrzedzonego na małym ciśnieniu ale nie za małym - "mokre na mokre". Kilkoma warstwami. W sumie dużo prościej jest go położyć pędzlem. Szerokim, o miękkim włosiu. I dobrze rozrzedzić lakier. Wtedy można go rozprowadzić cienką warstwą któa wypoziomuje i nie zostawi smug. Poczekać aż dobrze wyschnie i położyć następną warstwę. W zależności od liczby warstw uzyskamy odpowiednio gładką powierzchnię. Pod kalki zwykle wystarcza 1-2 warstwy. Jak masz już nierówno położony, to radziłbym delikatnie przeszlifować na mokro drobnym papierem (2000). A do aerografu zdecydowanie wolę lakiery rozpuszczalnikowe. Są dużo łatwiejsze w kładzeniu.
-
Napisałem "może być". Robisz testowy, pokazowy model. Zostałeś w pewnym sensie wybrany i nobilitowany przez producenta. W tej sytuacji człowiek raczej ma tendencje do podkreślenia zalet i przemilczania wad testowanego produktu. Szczególnie jeśli zalety przeważają nad wadami. Ja bym tak miał. To normalne. Poza tym jak mówiłem, to były testowe wypraski (tak myślę). Więc nawet jak widzę jakieś mankamenty, to mogę je uznać za wady prototypu i o nich nie wspominać w opisie. To też normalne. Mam nadzieję, że rozumiesz o co mi chodzi. Nie napisał o wadach bo ich nie znalazł, czy mu pisać nie wypadało? Nie mogę tego wiedzieć.
-
Znam oczywiście i śledzę Jednak chodzi mi o coś nieco innego. O "rzetelną" recenzję zestawu. Jakość odlewu, tworzywa, kalek itp. Merytoryka. Plusy i minusy. Kiedyś, jak wychodził nowy model to zaraz było kilka inboxów. Lepszych, gorszych ale były. Dziś wygląda na to, że dopóki KFS nie zrobi, to nic nie ma
-
Dzięki. Chodziło mi właśnie o taką bardziej "ekspercką" recenzję.
-
Tak, ale: 1. To są testowe wypraski 2. Autor może być w tym wypadku nieco nieobiektywny.
-
C8 bardzo dobry. Hataka może być, ale trzeba kłaść delikatnie. Tamiya chrome silver - do śmieci. Wg mnie nie nadaje się w ogóle do 1/72. Polerowanie papierem i lakierowanie srebrzanki, żeby dobrze wyglądała? Po co, jak można położyć coś raz a dobrze.
-
Czy ktoś wie gdzie można znaleźć recenzję tego modelu (P-11 z IBG)? Ale polską, bo z oczywistych względów zagraniczni recenzenci mają o tym samolocie dość ograniczoną wiedzę. Jest w sumie zdumiewające, że tak wyczekiwany model nie doczekał się nawet byle inboksa parę tygodni po premierze. Ale może ja nie potrafię znaleźć.
-
Solo, nie masz większych problemów? Zapytałeś i dostałeś odpowiedź. Którą natychmiast zacząłeś kwestionować i wchodzić w jakieś bzdurne dywagacje "co by było gdyby było". Napisz do Iwaty zapytanie po kiego grzyba grawerują na obudowie i że to bez sensu. EOT
-
Odsyłasz nie do Japonii a do dystrybutora. Sama Iwata daje 5 lat gwarancji a niektózy dystrybutorzy dokładają kolejne 5 (np. w UK). Jak nie masz dowodu zakupu, to albo ci uznają albo nie. Rozmawiamy o jakichś teoretycznych scenariuszach. Ta wieloletnia gwarancja obejmuje wady ukryte a nie normalne zużycie, lub uszkodzenia spowodowane niewłaściwym użytkowaniem. Jak Ci nagle zacznie gdzieś pękać na lutowaniu , a nie będzie śladów upuszczenia z 1-go piętra to zapewne ci uznają i nie będą robić scen ani domagać się dowodu zakupu. Ale nie o tym rozmawiamy. Wystarczy?
-
To gwarancja producenta a nie sprzedawcy. Odsyłasz do Iwaty a oni (np na podstawie wygrawerowanego symbolu serii) orientują się, kiedy mniej więcej wyprodukowano egzemplarz.
-
Iwata oferuje 10-letnią gwarancję. W przypadku jakiejś ukrytej wady dobrze byłoby znać partię/serię produkcyjną. Nie sposób liczyć na to, że kliet zachowa opakowanie, rachunek czy co tam. Zresztą Olympus czy H&S grawerował numer seryjny na korpusie. W ten sposób każdy egzemplarz był inny co całkowicie dewastuje Twój argument.
-
Ale takie dwuliterowe oznaczenia to mają chyba wszystkie Iwaty. To zdaje się oznaczenie serii.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
HKK odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Żadne podróbki! To były oryginalne włoskie farby pod wieloma względami lepsze od Humbroli. Np przechowywały się dłużej bez zasychania. Co było bolączką angielskich farb. Miałem kilka z nich i malowało mi się lepiej niż Humbrolami. I nadal można je kupić! Co prawda tylko we Włoszech, ale od czego eBay. -
Aha. No piasek, to drobny (bardzo drobny) śrut ołowiany kupiony kiedyć na stoisku na Telford. Naprawdę ma drobiny wielkości ziarnek piasku. Trzeba uważać przy dozowaniu, bo jak się rozsypie to... Za to daje się nim wypełnić wszelkie zakamarki jak trzeba. Zwykle do przestrzeni sypię ołów i zalewam białym klejem albo odwrotnie. W pierwszym przypadku ołów lepiej wypełnia przestrzeń i daje większą masę, w drugim mniejsze ryzyko wysypania tego co już się nałożyło.
-
Ja często ten paradoks widzę u siebie. Siedzę godzinami nad jakimiś detalami wnętrza, stresuję się krzywo wklejoną dźwignią itp. Chociaz będzie to niedostrzegalne. A potem nie zadbam o to, aby obejrzeć każdą spoinę przed malowaniem i poprawić niedokładności które będą biły po oczach. Mimo, iż w porównaniu z detalowaniem kabiny to żadna robota. Na czym polega różnica? Wydaje mi się, że przy detalowaniu każdy nowy szczegół daje wrażenie postępu. A kolejne szlifowanie, szpachlowanie i podmalowywanie jawi się jako czynność spowalniająca prace.
-
Górna nie miała żadnego szkieletu więc ok. Za to dolna miała jedynie okienko dla peryskopu, reszta nieprzeźroczysta. Jak na czwarty i dość trudny model to nie jest źle. Preshading wyszedł całkiem fajnie. Ale wg mnie, to kolega Usul nadal, co typowe dla początkujących (i nie tylko) modelarzy, zbytnio się śpieszy żeby zobaczyć efekt pracy. W efekcie jest sporo niedoróbek, które wynikają nie z braku umiejętności ale pośpiechu właśnie. Taki najbardziej typowy błąd to brak dokładnych (!) oględzin modelu po szpachlowaniu i podkładzie. Najlepiej z użyciem lupy. Wyłapuje się zwykle wtedy całą masę drobnych, prawie niewidocznych gołym okiem niedokładności. Można je wtedy łatwo i bezboleśnie poprawić. Po pomalowaniu często stają się widoczne a nawet rażące. Tutaj mamy przykład przy reflektorach do lądowania, które w modelu niezbyt dokładnie pasują. Bez poprawienia wyjdzie jak musi wyjść - gruba linia łączenia i wgłebienie w krawędzi natarcia. Generalnie - spory wysiłek włożony w detalowanie i z niezłym efektem. Ale w miejscach trudnych i słabo dostrzegalnych. Za to tam gdzie dobrze widać i jest łatwo dojść - trochę "po łebkach". Za szybko, za mało starannie. Chociażby ta niepomalowana dolna wieżyczka i wygięta lufa w górnej. N.b. ten "Zero" wygląda całkiem, całkiem. Na pierwszy rzut oka zrobiony dużo lepiej. Usul, wybacz krytykę, ale oceniam model, nie Ciebie. Jak już komentuję to albo mówię jak widzę albo nie mówię wcale.
