Humbrole miały stosunkowo nieprzyjazne, dla nieco mniej starannego użytkownika, zamknięcie. Dbałość o czystość wieczka była wymogiem koniecznym do uniknięcia tragedii, jaką było zaschnięcie farbki, czy stworzenie się kożucha. W tamtych czasach była to nieodżałowana strata.
Dodanie rozcieńczalnika do farbki i pozostawienie w puszeczce też kończyło się przykrą niespodzianką po jej otwarciu.
Pamiętam jeszcze jak w końcu lat 70-tych pojawiła się na gdańskim jarmarku seria farbek Compucolor, z bogatą paletą autentików. Ale później zniknęła. Niewielką konkurencją były też farbki Revell, rzadko pojawiały się inne marki choć przecież istniały i Pactry, i Gunze, Molak, Airfix. Na polskim rynku Humbrol był nie do zastąpienia.