Skocz do zawartości

abtb

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    6 051
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    248

Zawartość dodana przez abtb

  1. Wygląda, że masz rację. I w tym momencie cała moja koncepcja legła w gruzach
  2. UPAŁ!!! Totalna masakra! W związku z tym armagedonem pogodowym trochę przytrzodziłem z tematem, ale coś tam delikatnie udało się polepić: i złożyć nawet w całość: Pozostało jeszcze pofarbować światełka nawigacyjne (do lotu w szyku ) na dole skrzydeł i można gdzieś kiela 12 lipca puszczać foty w świat W temacie kontynuacyjnym udało się taki progres osiągnąć : i trochę na klej, a trochę na pot - połączyć te plastikowe części w takie bryły: P-47D UN-V oraz P-47M UN-F I słusznie bo ja zamierzam właśnie taką 108-kę podwiesić pod tego latawca: gdyż ponieważ wygląda mi to na bardziej okrągły niż płaski zbiornik. A poza tym , na wysokości usterzenia poziomego, w trawce leżą sobie takie piękne okrąglaki (i są chyba w kolorze szarym ) A poza tym, jak napisał Gonzo: "Najbezpieczniej i charakterystycznie tylko dla M byłoby podwiesić dwa płaskie kanistry 215 gal pod skrzydłami i nic na środku." I to niestety wymaga pozyskania takich dwóch 215-tek pod UN-F, czyli jakby się nie kombinowało - trzeba pod UN-V podwiesić okrąglaka bo inaczej wystąpią braki w magazynie Co prawda na tą chwilę pojawia się dość istotny problem z tą wersją M - brakuje mi właściwej OSŁONY REDUKTORA, i jedyną szybką formą jego pozyskania jest zakup kolejnego dzbanka od Revella w wersji "M". Ale żeby nie popaść w błędne koło, ponownie skorzystam z podpowiedzi Gonza: "pozostaje ........................................................ D-40" Z tego co wyczytałem w internetach to osłona reduktora jest, nazwijmy ją sobie przewrotnie - starego typu, czyli taka jaką daje Tamiya (albo prawie taka sama ) Co prawda z tą wersją D-40 są też inne problemy - fotek amerykańskich maszyn jak na lekarstwo, kalek do nich to już w ogóle chyba nie ma. Najłatwiej więc chyba będzie zrobić w malowaniu Chile: P-47D-40-RA albo polecieć totalną egzotyką czyli w malowaniu jugosłowiańskim: I taki schemat dla wersji 40: Tylko po co komu tyle "dzbanków"? Eskadrę będzie dziergał
  3. A dziękuję, dziękuję Po pierwsze primo - samolot mi się podoba Po drugie primo - podoba mi się na tyle że sobie dziergam ESKADRĘ Po trzecie primo : to niewłaściwa forma "czasowa" - wciąż dziergam Liczę, że do końcsa roku dodziergam coś z Azji z tymi małymi niebiesko-białymi kokardami A wracając do tematu - Foka bardzo zacna @kozborn - gratuluję dłubaniny i samozaparcia
  4. Przeczysz sam sobie - jak jest zabawa to nie ma kaszany. I na odwrót - jak jest kaszana (i spinanie pośladów) to nie ma zabawy w sklejanie Mesiek ładny, choć odrobinkę za "spokojny" jak dla mnie
  5. Bardzo słuszna uwaga godna rozważenia - nie głupie, może dam się skusić. Ale na razie nie wybiegajmy tak dalece w przyszłość (skoro może jej nie być ) Na razie powoli trzeba ruszać z budową tego paździerza: w którym to największą tajemnicą będzie ................ kolor zbiornika pod kadłubem oraz to czy jest "płaski" czy też okrągły
  6. Może bardziej zaostrzony, niż nowy W sieci już są zdjęcia gotowych modeli - nawet da się na nie popatrzeć
  7. Dawaj propozycje - coś wybiorę A kto by się w tych odmianach połapał
  8. Dziękuję bardzo panowie za opinie Kusisz Oglądałem na Babarybie - wypraski nawet ładne. Tylko się obawiam, że jak się wytnie z ramek to czar może prysnąć
  9. Z czego , z M-ki ? Trochę spora przeróbka ze skrzydłami by wyszła - tu dodać, tam obciąć - ja aż tak dobry w te klocki nie jestem Wersja N to tylko Sword lub Italerii - pierwsze niedostępne i ciężkie w obróbce, a drugie niedostępne i glina totalna. Odpuszczam A zatem wersja M tylko ze standardowymi węzłami i np bombami/baniakami na naftę. Albo i z niczym - też dobrze A tam większa - kilka sztuk i tyle
  10. Żeby nie było siary w galerii to od razu podpytam o potencjalne uzbrojenie - plan na dzbanka z Revella (UN-F) jest taki, żeby go uzbroić w komplet rakiet plus dwie bomby (pod węzły są już dziury w skrzydałch zrobione przez producenta, pod rakiety można/trzeba sobie nawiercić ) Latały tak obwieszone? Znalazłem wersję N z takim ładunkiem i dość ciekawie to wygląda (choć wiadomo, że ja to najchętniej wszystko a nawet więcej bym podwiesił )
  11. Andrzej - jest grubo A co do kalek - zestawowe godne polecenia, ładnie siadają na modelu. To chyba wyrób Cartografa, powinna byc gdzieś informacja o tym na pudełku.
  12. Chyba zacznę robić jakiś "polski" samolot, bez inwestowania w vyzbroj Co najwyżej słoik miodu pozyskam na wymianę
  13. Uważam, że wręcz przeciwnie! My, najważniejsi sklejacze dla firm modelarskich nie możemy dać się zepchnąć na margines jakiejś niewielkiej grupie liczynitów. To by groziło całkowitym upadkiem branży modelarskiej! Sklejać, sklejać i jeszcze raz sklejać! I nie ulegać! Dobra, tyle propagandy wystarczy A tymczasem położyły sie pierwsze łosze: Teraz pora na proszki i chemię grubszego kalibru W miedzyczasie, pomimo kapitalistycznej wolnej soboty, poczmistrz doniósł kolejene suveniry: Arytmetycznie to dzban nr 7 i 8 (chyba zaczyna to przybierać postać zbieractwa ) A w środku to co zwykle a nawet więcej: Komplet pasów z płótna na dwa latawce w cenie 4 zeta i kilka groszów, więc wziąłem dwa bo może się przydać. Wnikliwe oko dostrzeże też profil, a właściwie rurkę 0,5mm z otworem 0,3mm. To taka próba poradzenia sobie z problemem rurek Pitota. Jak każdy wie (albo i nie) Master daje jedną rurkę i dwie żywiczne płetwy, więc po wykorzystaniu kompletu zostaje jedna zapasowa. I tak mi się tych płetw uzbierało już chyba 8szt. Więc plan jest taki, by nie wywalać kolejnych cebulionów na mastery, tylko wykorzystać taniuchny profil (9 zeta za 30cm długości co daje w przeliczeniu jakieś 20 rurek Pitota) i płetwy z magazynku (za komuny pewnie bym dostał medal za racjonalizację ) Dodatkowo jeszcze takie info - w modelu Revella jest taka oto "OSŁONA REDUKTORA" (tak, Panie Gonzo - pozwolę sobie zacytować ) która to, teoretycznie, powinna "zrobić dzień" dla Radka. Ale to się okaże, jak ją sobie obluka i oceni Tak więc - można działać dalej Ja myślę, że wszyscy buliders US myśliwców mają tu pod górkę Bez prowokacji proszę
  14. Proszszę: Tylko, żeby potem nie było, że nie ostrzegałem
  15. Trochę nie tradycyjnie ale niech będzie - po co sobie psuć dobre samopoczucie przy niedzieli Ostatni dzbanek ze zmagań konkursowych u sąsiadów. Miały być dwa - a wyszło pięć. Jak to u mnie Republic P-47D-23 Thunderbolt, 78 Eskadra Myśliwska, 15 Grupa Myśliwska, Hawaje, albo gdziekolwiek na świecie, roku pańskiego tak pomiędzy 1942 a 1945 I dotychczasowe podsumowanie zmagań z materią: O, i tyle zmagań dzbanowych wystarczy, bo to zbyt stresujący temat - pora sobie odpuścić i odpocząć
  16. Pamiętaj, że budowa tego modelu (warsztat) obciążona jest dość mocno "ciśnieniem" zewnętrznym i sprostanie wymaganiom i prawdzie historycznej jest trudne. Ja, jak zwykle sobie nie poradziłem, ale ja sklejam relaksacyjnie więc ogólnie - daję sobie z tym radę
  17. O przepraszam bardzo - ja czasu "nie zabijam", ja, co najwyżej się relaksuję
  18. abtb

    Mil Mi 10 Amodel 1/72

    Jak najbardziej, ale w obu przywołanych wypowiedziach potwierdzam, że to moja pierwsza galeria - czyli sklerozy i demencji jeszcze nie mam
  19. abtb

    Mil Mi 10 Amodel 1/72

    Ło matko!! Ale wykop archeologiczny . Mój pierwszy warsztat na forum i pierwsza galeria - aż mi się łezka w oku zakręciła
  20. Niby cisza, a jednak się dzieje Na początek takie foty: i odrobina przydługiego tekstu (tłumaczenie automatyczne, więc jakby co to mogą być jakieś fikoły stylistyczne ) "Wszystko zaczęło się, gdy Franco Di Battista (który na Ellis Island stał się Frankiem Butiste) przybył do Stanów Zjednoczonych w 1901 roku ze swojego rodzinnego miasta Castel del Monte (AQ). Jak wszyscy Amerykanie włoskiego pochodzenia, pierwsze kilka lat było bardzo trudnych. Pracował najpierw w kopalni, a następnie w hucie stali. W 1904 roku przybył do Oil City w hrabstwie Venango w Pensylwanii, aby pracować przy budowie nowej linii kolejowej. Zarobki zaczęły być satysfakcjonujące. Frank na nowo odkrył wówczas krawiectwo, którego nauczył się w swoim rodzinnym mieście Castel del Monte. Zaczął szyć spodnie, najpierw dla swoich kolegów, potem dla sąsiadów, a w końcu dla samej firmy, dla której pracował. Po ustabilizowaniu swojej sytuacji finansowej, w 1909 roku postanowił sprowadzić do Stanów Zjednoczonych całą rodzinę: Grazię Mucciante, swoją żonę i trzech synów: Pietra, Giovanniego i Lorenza. To jego najmłodszy syn, Lorenzo Quirino (urodzony w Castel del Monte 22 czerwca 1893 roku), poszedł w ślady ojca i został krawcem. Młody Lorenzo w końcu uczył się krawiectwa u mentora ojca. Pewnego dnia ojciec powiedział mu: „Masz mocniejszą, bardziej precyzyjną rękę niż twój ojciec i wszyscy inni chłopcy, których uczyłem. Zajdziesz daleko”. Stary krawiec z Castel del Monte miał rację. Kiedy rodzina przybyła do Oil City, spotkała ich miła niespodzianka. Frank, dzięki zgromadzonym oszczędnościom, założył pracownię krawiecką, która początkowo zapewniała zatrudnienie wszystkim. Później Pete i Joe z powodzeniem wybrali prowadzenie restauracji. Z czasem stali się właścicielami najważniejszej restauracji w mieście. Przedsiębiorczy Lorenzo przejął jednak pracownię ojca i szybko przekształcił ją w jeden z najlepszych zakładów krawieckich w całej Pensylwanii. Otworzył kolejne pracownie „haute couture” i stworzył własną markę „L.D. Butiste, Merchant Tailor”. Przez lata politycy, przedsiębiorcy, a nawet zwykli obywatele, pragnący ubierać się „jak u wielkiego krawca z Abruzji”, kupowali jego ubrania. Przejął również jedną z najważniejszych firm pralniczych i liczne pralnie chemiczne. Przedsiębiorczy i ambitny Lorenzo D. odegrał ważną rolę w życiu towarzyskim swojego nowego rodzinnego miasta. Był między innymi ważnym członkiem wpływowego „Designers Society of America” oraz sekretarzem generalnym i „czcigodnym” „Tellini Lodge”. Kiedy po 62 latach odszedł z firmy, gazety i media szeroko ją opisywały, opisując prawdziwy koniec „mitu”. Jeden z prominentnych dziennikarzy napisał ze smutkiem: „Mój dziadek, mój ojciec i ja nosiliśmy jego spodnie? A teraz?”. Dzieci Lorenza D. i Josephine (Giuseppina) Giuliani (imię jego żony) obrały różne ścieżki. Jeden z nich, Leo F., dał mu największą satysfakcję. Leo F., urodzony 1 maja 1923 roku, ukończył Oil City High School, Indiana University of Pennsylvania (muzyka) oraz Duquesne University of Pittsburgh (prawo). Przez kilka lat pracował również jako nauczyciel. Później przyjął ważną ofertę od Bank of Boston Connecticut, stając się cenioną prawą ręką. Przez lata pełnił funkcję prezesa i wiceprezesa licznych banków w New Hampshire, Connecticut i Filadelfii. W 1971 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Bankierów umieściło go w prestiżowym gronie „10 najbardziej wpływowych ludzi w amerykańskiej bankowości”. Jego pasją na zawsze pozostała muzyka. Potrafiąc grać na kilku instrumentach, porzucił pracę, aby zostać dyrygentem Portland Symphony Orchestra. Jednak to, co na zawsze pozostanie w pamięci Stanów Zjednoczonych, to jego bohaterska rola pilota podczas II wojny światowej. Stacjonując w Boxted w Essex w Anglii, w 62. Eskadrze Myśliwskiej, na pokładzie swojego „Republic P-47 Thunderbolt”, zdobył reputację wybitnego pilota. Odważny i nieustraszony, zestrzelił wiele samolotów wroga i zaatakował wiele wrażliwych i strategicznych celów. Pewnego dnia, wracając z akcji z niskim stanem paliwa, zobaczył dwóch pilotów RAF-u w poważnych tarapatach i bez wahania ruszył im na pomoc. Jego interwencja okazała się decydująca. Naturalnie, nastąpiły uznanie i odznaczenia. Jego czyny i przysłowiowa odwaga są do dziś wspominane na niektórych z najważniejszych stron internetowych i książek w tej dziedzinie, w tym w „American Air Museum in Britain”, francuskim „Ciel de Glorie”, „56th Fighter Group in World War II” i „WWII Victories of the Army Air Force”. Co ciekawe, na kadłubie samolotu miał napis „Josephine My Flying Machine” ku czci ukochanej matki. W czerwcu 1945 roku otrzymał pochwałę i awans na porucznika. Miał 80 lat, gdy zmarł 6 czerwca 2003 roku w Hartford w stanie Connecticut" To tak, jakby wiemy kto czym latał A teraz maluchne postępy: Kalki naprawdę super jakości, polecam. Siadły doskonale w liniach, aczkolwiek jak się na tym łosz "zasiedzi" to pozostaje jeszcze wielką niewiadomą. Zagadka ta zostanie rozwiązana lada chwila, czyli jeszcze (chyba) w tym miesiącu
  21. Oj tam, tylko srebrnemu się trochę noska ucięło To tak specjalnie, dla przypomnienia o Bonnie
  22. Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle, czyli SUUUUPER Kolejna piękna praca, szacun
  23. Plan "B" zrealizowany: Kolor zielony jest może za mało zielony, ale to wina tego światła co padało na klapki czyniąc je szarymi Na to poszedł połysk i można powoli myśleć o nalepianiu nalepek
  24. Taki dowcip mi się przypomniał: Barmanka - Co panowie zamawiają? - Piwo - A dla mnie może być ciepłe, byle by w czystym kuflu Po chwili barmanka przynosi zamówienie i pyta - Który z panów zamawiał w czystym kuflu? Tak więc Gonzo - zawsze może być gorzej
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.