Albatros
Użytkownicy-
Liczba zawartości
518 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
11
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Albatros
-
Nie wiem, czy to kwestia zdjęcia czy faktycznie użyłeś takich kolorów, ale wygląda to bardzo radioaktywnie…
-
1:35 Flak 30, oblężenie Sarajewa - Das Werk, Hobby Boss, Panzerart + ...
Albatros odpowiedział Kamil K. → na temat → [M]Galerie
Bardzo podobają mi się Twoje warsztaty i realizacje, zwłaszcza że są połączone z głębokim researchem historycznym ciekawego i jednocześnie w sumie mało znanego konfliktu. Mało jest prac inspirowanych wojną w byłej Jugosławii i jeszcze mniej na takim poziomie jak Twój. W tej scence świetnie wyszło zabudowanie stanowiska ogniowego oponami, ten motyw w moim odczuciu bardzo trafnie oddaje specyfikę i atmosferę współczesnych konfliktów… właśnie zestawienie ze sobą broni z rzeczami codziennego użytku, nieraz typowo cywilnych, improwizowanych na szybko z tego co pod ręką… właśnie jakieś opony, folie, połamane plastiki w jaskrawych kolorach itp., jakoś do mnie to przemawia -
M1A2 Abrams SEP V3, 1 WBPanc/ RFM 1:35
Albatros odpowiedział Grzegorz Grabowski → na temat → [M]Warsztat
Szczerze? Zamiast męczyć się z wycinaniem, gdzie i tak przy tak cienkich i wiotkich elementach jest duże ryzyko połamania i deformacji, to wykonałbym całość od podstaw z prętów lub rurek mosiężnych. Efekt byłby o niebo lepszy. Wydruk wykorzystałbym tylko do uzupełnienia kilku detali, które trudno byłoby wyskraczować, po prostu podcinałbym je i wkleił w mój kosz. -
Panzerkampfwagen V Panther (Sd.Kfz.171) - Takom 2134/1:35
Albatros odpowiedział Sebastian76 → na temat → [M]Warsztat
Moim skromnym zdaniem widać, że w model czołgu jak i w wykonanie terenu podstawki włożyłeś sporo pracy. Jednak efekt niweczy strasznie niechlujnie wykonana oprawa (boczne ścianki) podstawki. Moim zdaniem (oczywiście nie każdy musi się z nim zgadzać) takie trzeciorzędne - wydaje się - szczegóły mogą pomóc albo bardzo zepsuć odbiór modelu. Ja osobiście bardzo zwracam na to uwagę i uważam, że starannie wykonana oprawa jest czymś, co nadaje całości ostateczny szlif. U Ciebie krawędzie są krzywe, rozłażą się, wystają spod gruntu… zamaskowanie gruntem górnych krawędzi na równo (tak aby nie wystawały spod gruntu), wykorzystanie jakiegoś bardziej szlachetnego materiału (fornir - jak stosuje np. NightShift, płytek czarnego - barwionego w masie polistyrenu/plexi/pvc) na pokrycie ścianek, oraz łączenie ich na 45 stopni a nie na zakładkę , znacznie poprawiłoby ogólny odbiór pracy. -
O kurczę, no fajnie to wygląda, najlepsze zestawienie - drewno i blacha ciekaw jestem tych szablonów, z jednej strony jestem trochę sceptyczny, z drugiej na zdjęciach wygląda to fajnie, ale musiałbym zobaczyć jak ten efekt wygląda na żywo. Natomiast ogólnie świetna robota, bardzo mi się podoba PS. Co do nitów/gwoździ - farba olejna najlepiej trzyma się na powierzchni matowej, przy podkreślaniu linii podziału stosowałem panellinery na powierzchni satynowej - na tyle matowej, żeby panelliner trzymał się w zagłębieniach, a jednocześnie na tyle błyszczącej (a w zasadzie gładkiej), żeby się dawało ładnie zmywać z większych powierzchni i elementów wypukłych. W praktyce wyglądało to tak, że lakierowałem lakierem błyszczącym, mocno rozrzedzonym i cienkimi warstwami, tak aby uzyskać właśnie taką pośrednią powierzchnię. Wtedy punktowo zapuszczałem linie i nity.
-
Nie będzie, bo będzie rozbity dzięki
- 67 odpowiedzi
-
- fokker dvii
- wingnutwings
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Spojrzałem na szybko w Google i jest to jakiś trop, z opisu brzmi interesująco, muszę zgłębić temat i wypróbować. Dziękuję bardzo za sugestię a mógłbyś opisać proces i poszczególne kroki, jak Ty to robisz, w praktyce? @zaruk dziękuję bardzo
- 67 odpowiedzi
-
- fokker dvii
- wingnutwings
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
No i tu mnie masz, bo ja z lutowaniem jakoś nie mogę się dogadać i mimo wielu prób i oglądnięciu iluś tutoriali to nadal nie przynosi mi to powtarzalnych, przewidywalnych i zadowalających efektów. Najczęściej wygląda to u mnie tak, że albo wykonuję szablon, albo unieruchamiam (taśmą Tamiya albo Patafixem) w odpowiedniej pozycji czy układzie rurki. Smaruję je topnikiem Abera i nakładam pastę Koki, po czym lutuję lutownicą gazową Iroda (nie grotem tylko płomieniem, z końcówki blow torch). Jakoś idzie, w końcu wychodzi, ale prób, strat materiału i nerwów jest przy tym sporo. Nie da się też w ten sposób lutować elementów usytuowanych blisko siebie. Próbowałem też lutownicą elektryczną z topnikiem Abera i cyną, czyli w wersji pro, ale nie mogę się nauczyć robić tego tak, żeby było precyzyjnie… więc przy lutowaniu jest sporo walki niestety… niemniej cały czas próbuję, bo w wielu sytuacjach tylko lutowanie zapewnia odpowiednią wytrzymałość spoiny czy łączenia elementów…
- 67 odpowiedzi
-
- fokker dvii
- wingnutwings
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dziękuję bardzo za miłe słowa
- 67 odpowiedzi
-
- fokker dvii
- wingnutwings
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Po publikacji zdjęć kokpitu i łoża silnika na jednej z anglojęzycznych grup Facebook'owych WingnutWing Fans zwrócono mi uwagę, że wczesne Fokkery nie posiadały tzw. "firewall" oddzielającej silnik od zbiornika paliwa i zasobników amunicji. Po konsultacjach z Achimem Engelsem - znawcą, autorytetem i twórcą latających replik maszyn z I wojny światowej informacje te się potwierdziły. Ta modyfikacja została wprowadzona później, i nie tyle była "ścianą ogniową", co przegrodą izolującą rozgrzany silnik od zbiornika i zasobników na amunicję fosforową, wrażliwą na wysoką temperaturę. Po wypadkach samozapłonu amunicji w gorące letnie dni wprowadzono kilka modyfikacji ulepszających chłodzenie silnika oraz tą właśnie blaszaną przegrodę. Mój samolot, z pierwszej serii produkcyjnej jeszcze nie miał jej zamontowanej, dlatego też musiałem podjąć się ryzykownej operacji wymontowania wklejonej przegrody, co było tym trudniejsze, że nie tylko stabilizowała mi ona konstrukcję kratownicy, ale również na niej zamocowany miał być zbiornik paliwa. Operacja na szczęście udała się bez strat, udało się wymontować przegrodę: jednak rewizji uległ sposób mocowania zbiornika paliwa. Musiałem dodać kilka elementów - dwie rurki ramy z "uszami" do zamocowania naciągów w dolnej części ramy oraz wykonane z blaszki mocowania oraz pręty, na których wisiał zbiornik. Dodatkowo musiałem uzupełnić zbiornik o zawory instalacji paliwowej i olejowej od spodu - teraz będą już częściowo widoczne od strony silnika i połączone z silnikiem za pomocą rurek i przewodów. Zawory wykonałem z rurek mosiężnych oraz fragmentów z zestawu "Spark Plugs and Connectors" firmy Anyz. Na te same elementy wymieniłem też zawory na wlewach paliwa i oleju od góry, wyglądają dużo bardziej finezyjnie. @Sasini wydrukowała mi poprawioną wersję tylnej wręgi z kołnierzem, i jestem pod wielkim wrażeniem, że na odległość była w stanie tak doskonale dopasować ten element do kadłuba i otworu kokpitu. Wracamy więc do punktu wyjścia, po korektach rama prezentuje się następująco. Ale, żeby nie było, że robię wciąż to samo, na zdjęciach widać też pierwszy etap skraczowania tablicy przyrządów. Kolejnym elementem, który jeszcze poprawiłem był półkolisty fragment kratownicy w miejscu usuniętej "firewall" - we wczesnych seriach produkcyjnych karabiny maszynowe były osadzone niżej, a to wymuszało wprowadzenie w tym miejscu odpowiednich wygięć na lufy. W późniejszych Fokkerach karabiny montowano nieco wyżej i ten element przybrał pólkolistą formę, bez wcięć. Rurki mosiężne były zbyt sztywne do tego celu, dlatego po wykonaniu szablonu wygiąłem ten element z drutu miedzianego odpowiedniej grubości. I jeszcze spełniam prośbę odnośnie zdjęcia z czymś do porównania wielkości: Ponadto wyskrobałem sobie drążek sterowy. Kolumnę wytoczył wg moich rysunków MicroWorld, resztę zaś elementów już wykonałem samodzielnie z rurek i drutu, odciętych części zestawu oraz zaprojektowanych samodzielnie części PE. Element ten był bardzo mały i delikatny, aby więc zachować odpowiednią sztywność uchwytu poszczególne poprzeczki przylutowałem (górną), oraz osadziłem na kołkach z drutu. W tym celu musiałem nawiercić w kolumnie otwory-gniazda o średnicy 0.3 mm w które wkleiłem poszczególne poprzeczki uchwytu. Najbardziej dumny jestem ze sprężynki w spuście karabinów maszynowych
- 67 odpowiedzi
-
- 22
-
-
- fokker dvii
- wingnutwings
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Niektórzy twierdzą, że makro to wróg modelarstwa. W moim odczuciu nic bardziej błędnego, fotografie w dużym zbliżeniu pozwalają dostrzec cały kunszt modelarski, każdy najmniejszy detal, w wykonanie którego, lub pomalowanie, modelarz wkłada kupę czasu, umiejętności i serducha. Taka finalna sesja zdjęciowa, która pokazuje model w całej okazałości, to swego rodzaju zwieńczenie wielomiesięcznych/wieloletnich wysiłków, i także pokazanie, że nie poszło się na skróty, bo niby "nie będzie widać". I że każdy detal modelu ma znaczenie i buduje finalny efekt. Więc dla mnie makro i dobre zdjęcia to wielki przyjaciel modelarza, nie pozwala, aby cokolwiek umknęło widzom ze wspaniałego modelu. No i z innej beczki, każdy chyba fotograf odczuwa dreszczyk emocji, kiedy widzi swoje zdjęcia w druku, zwłaszcza w dużym formacie.
-
1/32 GRUMMAN J2F-5 'DUCK' Przeciwko U-Bootwaffe 1942 | LUKGRAPH
Albatros odpowiedział Boch → na temat → [L]Warsztat
Mi to wygląda z kolei na łuszczenie farby na powierzchni płóciennej… nie wszystko co jest w kolorze brązowym (jasnym, ciemnym, rudym) musi być rdzą, równie dobrze może to być odbarwienie. Przykład łuszczącej się farby na powierzchni płóciennej - co prawda obiekt z Wielkiej Wojny, ale widać, że kamuflaż został złuszczony do gołego płótna. -
International Modeling Festival in Bytom 2026 14-15 marca
Albatros odpowiedział Erni → na temat → Wydarzenia, Spotkania, Konkursy
No jak widać nie jest to jasne, skoro pojawiają się takie pytania… po Twojej odpowiedzi ja np. dalej nie wiem czy Willysa można dać do pancernych czy nie… wojskowe a pancerne to jednak inne kategorie pojazdów. Stąd pytania, bo każdy zinterpretuje to inaczej. Jeden uzna że można, drugi nie, na koniec okaże się że nie daj Boże ten Willys zdobędzie wyróżnienie i będziesz mieć kwasy i pretensje. Jeżeli masz do tego stosunek „czy to aż taka różnica?” to jednak dla jasności dla uczestników zmieniłbym jednak nazwę tej kategorii… -
Taką zasadę stosuję w swoim modelarstwie, w przypadku działalności społecznej i organizacyjnej (przez kilkanaście lat byłem członkiem klubu sportowego i brałem udział w organizacji kilkunastu edycji zawodów - wszystko w formule non-profit, więc mniej więcej wiem czym to pachnie) zdaje sobie sprawę, że nie da się wszystkiego wprowadzić od razu i nie ma złotych recept. Aczkolwiek wskazałem trzy małe (no dobra, z oświetleniem to byłaby większa rzecz, znalezienia sponsora, choć też nie trzeba by było załatwiać wszystkiego naraz i stopniowo dokupować/załatwiać kolejne lampy… z drugiej strony to zakup, tak jak i nakryć stołów, w zasadzie jednorazowy, który potem wykorzystuje się już stale ) rzeczy, które nie byłyby trudne do ogarnięcia, a które w moim mniemaniu znacząco podniosłyby odbiór prezentowanych prac. Co do przesuwania modeli przez zawodników - może pewnym wyjściem byłyby wydzielone godziny ustawiania modeli - skompresowane np do 2, max 3 godzin, czas zamknięty dla publiczności, gdzie organizator zajmuje się koordynacją ekspozycji. Nie ma osób postronnych, organizatorzy i obsługa skupia się tylko na tym, do każdego stolika jest przydzielony „szef ekspozycji” który koordynuje, wskazuje miejsce i zapobiega niepożądanym czynnościom. Ustawiasz modele, zostaje Ci wbita pieczątka czy coś tam i wychodzisz z sali, pogaduchy gdzie indziej. To może być np. Piątek wieczór albo sobota rano. W ten sposób można ograniczyć wielogodzinne zaangażowanie osób porządkowych - jest intensywnie ale sporo krócej. I oczywiście masz rację, że żadna armia ochroniarzy i organizatorów, nawet największa nie załatwi sprawy, jeżeli społeczność nie wykaże się także otwartością na współpracę i odpowiedzialnością. W Szwajcarii albo Norwegii byłoby pewnie łatwiej, w Polsce czarno widzę.
-
Osobiście uważam, że fotografowanie aparatami fotograficznymi nie stanowi aż takiego zagrożenia, jak fotografowanie komórkami przez zwiedzających. Aparat zwykle jest na pasku na szyi, chwyt jest zdecydowanie pewniejszy, obiektyw też wymusza minimalną odległość ostrzenia, więc rzadziej się zdarza wkładanie obiektywu między modele. Inaczej z foceniem komórkami - jak widzę te komórki 5 cm nad modelami w drżących palcach, wśród potrącających innych zwiedzających z plecakami, to aż mi się włosy jeżą... W moim odczuciu wprowadzenie zakazu fotografowania komórkami, albo przynajmniej pilnowanie, aby wykonywać to z większej odległości miałby sens, podobnie jak absolutny zakaz wchodzenia z torbami, plecakami i okryciem wierzchnim na salę wystawową. Teoretycznie egzekwowanie takich zakazów (włącznie z dotykaniem przez zwiedzających i uczestników) byłoby możliwe, kwestia odpowiedniej ilości ludzi do pilnowania (zaangażowanych i serio traktujących to zajęcie). Aby to zdało egzamin też osoby pilnujące powinny się zmieniać (trudno oczekiwać, że ktoś wytrzyma 8 godzin stania i pilnowania, czujność spadnie dość szybko) i mieć na oku odcinki na maks dwa-trzy stoliki. Ale wtedy musiałaby być armia pilnujących, co może jednak być istotnym problemem dla organizatorów. Z moich sugestii dla organizatorów to zapewnienie odpowiedniego oświetlenia (na wzór SMC) oraz położenie na stołach nakryć w kolorach szarym/czarnym, a nie zielonym lub innym bordowym - na pewno poprawiłoby odbiór i ogólny wygląd imprezy oraz fotograficznych relacji...
-
No więc właśnie dlatego mnie to zaciekawiło, ponieważ pamiętam też Twoje sugestie i obawy dotyczące wystawiania modeli. Raz spróbowałem z gablotą, i zabija to odbiór modelu, drugi raz bez, i w sumie to był weekend z duszą na ramieniu. I ciekaw byłem jak w takim razie Ty to godzisz, jeżeli tak twardo sprawiasz sprawę w kwestiach bezpieczeństwa. Z moich skromnych (podkreślam) obserwacji albo się modlisz albo utrudniasz odbiór, co z kolei zabija efekt i zaczyna niweczyć sens wystawiania modelu. Ci do żartu, myślę że na żywo byłoby jasne że to żart, znowu niestety komunikacja pisana daje znać o swoich wadach
-
Zaczynam coraz bardziej odnosić wrażenie, że jakakolwiek czyjaś wypowiedź jest dla Ciebie pretekstem do dopisywania, nadpisywania, analizowania, nadinterpretacji, dzielenia włosa na czworo i chwytania się każdego słowa… męczące to się robi. To forum, a nie obrona doktoratu, gdzie każde słowo i sformułowanie należy kilkanaście razy przemyśleć, a i tak rozbierzesz je na atomy. Być może jestem słabo rozgarnięty, ale bez przesady. Piszesz o pewnych kryteriach, które są dla Ciebie istotne, a tak się składa, że dla mnie kwestia bezpieczeństwa modeli jest najistotniejszym elementem udziału w konkursie. Dlatego z ciekawości się nad tym pochyliłem, choć chyba jednak niepotrzebnie. Jeżeli ktoś pisze, że są to najważniejsze kwestie w jego podejściu, to wysnuwam logiczny wniosek, że są związane z pewnymi jego oczekiwaniami. I nie ma w tym drugiego, trzeciego czy piątego dna, ani odgadywania Twoich myśli. Choć rozwinięcie precyzuje nieco te kwestie i Twoje oczekiwania, więc dziękuję, już wszystko jasne.
-
No ale to chyba eliminuje wszystkie festiwale… nie śledzę tego, ale chyba żaden z organizatorów festiwali nie bierze odpowiedzialności za modele i zawsze jest formułka „na własne ryzyko”. Oczywiście organizator zapewnia, że dołoży wszelkich starań, ale finalnie ryzyko jest tylko i wyłącznie wystawiającego. Z tych nielicznych festiwali na których byłem dotykanie modeli było zupełnie możliwe, nawet jeżeli były osoby porządkowe to nie były w stanie ogarnąć wszystkiego. Widok zwiedzających z komórkami w rękach robiących zdjęcia tuż nad modelami był powszechny. I chyba nie wyobrażam sobie jak można by to organizacyjnie ogarnąć… więc pozostaje chyba z Twojej listy tylko jedno kryterium.
-
Na giełdach na FB już się rozchodzą jak świeże bułeczki gratulacje
-
Naprawdę piękna praca
-
A czym lutujesz? Mi to wciąż sprawia problem i nie mogę tego opanować, dużo przypadkowości w tym mam, mimo że już ileś tutoriali i filmów jak to robić obejrzałem…
-
Nawet jeżeli znajdziesz kolorowe, to raczej i tak trudno będzie mówić o wierności koloru na takim zdjęciu.
-
Książkę mam już u siebie na półce, a dla mnie jest to na tyle ważna pozycja, a @Boch tak znakomitym modelarzem, że postanowiłem podzielić się moimi osobistymi odczuciami. Wiedząc, jak wyczekiwane było to „dziecko” Łukasza, ile włożył w nie pracy i zaangażowania obawiałem się trochę jednak jakości wydania, jako, że książki modelarskie nie należą do wydawnictw z najwyższej półki jakościowej. Osobiście widziałbym tą książkę (zapewne Łukasz również) w twardej okładce, z obwolutą i uszlachetnieniami, ale po zejściu na ziemię też uważam, że jest bardzo ładnie wydana. Lakierowana okładka o zwiększonej gramaturze, z atrakcyjną grafiką przyciąga wzrok, a wrażenie poprawiają jeszcze skrzydełka. Satynowy papier dobrze służy fotografiom, profilom barwnym i uzupełniającym treść ilustracjom. Z mojej strony bardzo duże słowa uznania dla Tomasza Wajnkaima za całą oprawę graficzną - atrakcyjną, spójną, konsekwentną, czytelną i porządkującą optycznie zawartość. Książka podzielona jest na kilka części. Witają nas „bohaterowie dramatu” - sam Łukasz spogląda ze zdjęcia przy krótkiej notce biograficznej, a obok najważniejsze postacie historyczne z omawianego okresu. Dla Polaka króciutkie biogramy pewnie nie wnoszą niczego nowego, ale dla odbiorcy z Europy i innych części świata część nazwisk z tej listy może być zupełnie nieznana. Dalej na 30 (!) stronach mamy część historyczną, zapoczątkowaną stylizowaną mapą z teatrem działań i głównymi manewrami i kierunkami uderzeń podczas wojny 1920 roku. I myślę, że ta część jest chyba pewnym ewenementem na tle książek modelarskich (choć też przyznaję, że nie czytałem ich dużo i nie śledzę zbyt dokładnie tych wydawnictw), ponieważ ja do tej pory nie spotkałem się z tak rzetelnie potraktowanym tematem historycznym. Wiadomości, które Łukasz zawarł w tej części dla przeciętnego Europejczyka będą pewnie czymś absolutnie nowym i nieznanym, ale myślę też, że także polski czytelnik odnajdzie tam mnóstwo ciekawych i nieznanych informacji. Aby uzmysłowić, jak bardzo serio Łukasz potraktował tą część publikacji możemy przenieść się na moment na ostatnią stronę, aby zapoznać się z imponującą bibliografią, której lwia część dotyczy właśnie historii wojny polsko-bolszewickiej. Nie znam się, ale tak merytoryczne i rzetelne z badawczego punktu widzenia podejście nie jest chyba czymś często spotykanym w książkach modelarskich. Treść wzbogacają zdjęcia z epoki - duże, wyraźne, ostre, bardzo dobrze zdigitalizowane i przygotowane do druku, w wielu przypadkach niepublikowane, pochodzące z prywatnych zbiorów i kolekcji. I w moim odczuciu zdjęcia niesamowicie potęgują wrażenie, które wywiera część historyczna, a spoglądający nam w oczy piloci, siedzący przy swoich maszynach wręcz dopominają się naszej uwagi i zapoznania się z ich - niestety - niemal zupełnie nie znanymi ani w Polsce ani na świecie - aktami skrajnego poświęcenia, odwagi i brawury w chmurach 1920 roku… Główna część książki, czyli już stricte modelarska, prezentuje nam szczegółowy przebieg prac nad sześcioma modelami samolotów biorących udział w walkach podczas wojny polsko-bolszewickiej. I tak - po stronie sowieckiej mamy R.A.F. RE8 „Harry Tate”, Sopwith „Snipe” I Nieuport 23, a siły powietrzne II RP reprezentują Halberstadt (no i tutaj mamy nieszczęsną literówkę w tekście…) CL.II, F.2b Bristol i Fokker (OAW) D.VII. Wszystkie prezentowane modele są wykonane w skali 1/32 i pochodzą ze stajni Wingnut Wings, poza jedynym Nieuportem od Copper State Model. Każdy warsztat otwiera nam duży, wyraźny, pięknie namalowany profil boczny samolotu wypełniający rozkładówkę, wzbogacony informacjami na jego temat - króciutkiej historii rozwoju maszyny oraz szczegółowej historii konkretnego budowanego egzemplarza, wraz ze zdjęciami archiwalnymi. Każdy warsztat prowadzi czytelnika przez procesy budowy modelu, przy czym - mimo, że Łukasz nie pomija w relacji żadnego etapu, tak jak sklejanie części, uzupełnianie i waloryzacja (wraz podaniem producentów i zestawów aftermarketów) czy przeróbki i modyfikacje - to jednak odnoszę wrażenie, że główny nacisk jest położony na malowanie. Nie wiem, czy taki był pierwotny zamysł i koncepcja, czy też finalnie trzeba było - siłą rzeczy - skompresować relacje i z części opisów prac zrezygnować, to jednak otrzymujemy bardzo dokładny opis tego, z czego Łukasz jest chyba najbardziej znany i co stanowi jego swego rodzaju wizytówkę. Mianowicie bardzo rozpoznawalny - nazwałbym go już stricte malarskim, a nie modelarskim - styl malowania swoich modeli. Na kolejnych - świetnych zresztą, ostrych (choć jednak operator DTP w drukarni mógłby je jednak trochę jeszcze niekiedy podostrzyć, jak na mój gust na potrzeby druku) i wyraźnych zdjęciach widzimy etapy nakładania i przede wszystkim BUDOWANIA koloru. Łukasz pokazuje nam, jak świadomie pracuje z barwą. Nie ma tutaj sztywnego schematu, jest namysł i stopniowe dochodzenie do finalnego efektu za pomocą kolejnych, przenikających się warstw i - nazwałbym to, oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji, ale bardzo pasuje mi to słowo w tym kontekście - „impresjonistycznego” rozbicia koloru na składowe. Nie są to proste recepty, wymagają doświadczenia, wyczucia, wrażliwości na barwę, wyobraźni i sporego nakładu pracy, ale jednocześnie - krok po kroku, pokazane jest jak dojść do efektu bogactwa pozornie jednolitego koloru. Ponadto mamy tutaj także pokazane, jak radzić sobie z typowymi problemami malarskimi w przypadku samolotów z wczesnego okresu rozwoju lotnictwa. Malowanie różnorakich materiałów - drewna, metali - blach osłon, miedzi i mosiądzu, korpusów i cylindrów silników, oprzyrządowania, płótna, gumy - to wszystko znajdziemy na kolejnych, szczegółowo opisanych zdjęciach poszczególnych warsztatów. Przy okazji chciałbym polecić obserwację profilu Autora w mediach społecznościowych, ponieważ opisy i zdjęcia z książki można też skonfrontować z krótkimi rolkami na Facebooku, na których Łukasz pokazuje poszczególne czynności na żywo. Przełamuje to ograniczenia książki i stanowi cenne uzupełnienie wiedzy o poszczególnych filmikach, stanowiąc swego rodzaju multimedialne kompendium wiedzy. Cennym akcentem są wydzielone rozkładówki z najbardziej potrzebnymi w budowie szmatopłatów patentami, gdzie krok po kroku pokazana jest praca przy malowaniu jednolitych powierzchni, malowanie silników, wykonywanie naciągów, malowanie drewna, praca z częściami żywicznymi, nakładanie i weathering kalkomanii. Pokazane techniki mogą być przydatne na każdym poziomie zaawansowania - początkujący podążając za radami Łukasza może zbudować i pomalować swój pierwszy samolot z okresu początków lotnictwa, a dla doświadczonego modelarza może to być świetny punkt wyjścia do rozwinięcia i wzbogacenia swoich technik. Łukasz pokazuje też na łamach swojej książki, że tak naprawdę weathering jest bardzo kompleksowym, złożonym i wieloetapowym procesem i zaczyna się już od pierwszych kroków malarskich na modelu. Każdy warsztat jest zakończony galerią prezentującą gotowy model, a biorąc pod uwagę znakomity warsztat fotograficzny autora, możemy sycić oczy i odnajdywać kolejne niuanse na świetnych, dużych, wyraźnych zdjęciach. Podsumowując, moje wrażenia są ze wszech miar pozytywne, to niezwykle udana, cenna i pożyteczna książka, pełna bardzo wartościowej wiedzy merytorycznej. W moich oczach szczególna wartość tej pozycji leży jednak już w samej jej koncepcji. Łukasz buduje modele samolotów z konfliktu mało znanego, niszowego nawet w Polsce. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że tak wąsko zakreślony temat ogranicza krąg odbiorców. Jest jednak dokładnie odwrotnie. Kluczową rolę odgrywa fakt, że w opisywanej wojnie polsko-bolszewickiej wykorzystywano samoloty wywodzące się z pierwszej wojny światowej. To sprawia, że rozwiązania warsztatowe opisane przez Autora - sposoby budowy, waloryzacji, malowania i weatheringu maszyn - z powodzeniem znajdują zastosowanie przy budowie bardzo szerokiego i zyskującego na coraz większej popularności tematu w modelarstwie - lotnictwa Wielkiej Wojny. Dzięki temu lokalna, niszowa historia (choć oczywiście zdajemy sobie sprawę, że historycznie ta wojna miała ogromne znaczenie dla Europy) staje się punktem wyjścia do szerszej opowieści i zyskuje wymiar uniwersalny, wartościowy dla każdego modelarza zainteresowanego początkowym okresem rozwoju lotnictwa. I cieszy fakt, że modelarz z drugiego końca świata, chcący zbudować swój pierwszy model Fokkera D.VII dzięki tej książce będzie się uczył na przykładzie modelu Fokkera w polskich barwach.
-
Kolekcja plastikowych modeli samolotów
Albatros odpowiedział WiktorBlokesz123 → na temat → [L]Galerie
Raczej dla kogoś, kto dopiero stawia pierwsze kroki w temacie fotografowania przedmiotów polecałbym tło w kolorze szarym. Fotografowanie na skrajnych wartościach tła - bieli i czerni zawsze będzie wymagało wprowadzenia korekt i trochę doświadczenia. Wynika to z konstrukcji światłomierza w aparacie. A już szczególnie w przypadku białego obiektu na czarnym tle nie jest to tak proste zrobić dobrze. Ale tak, duży karton (nie poskładane ileś kartek papieru z xero) w jednolitym szarym kolorze na pewno pomoże. -
No przepięknie zgadzam się, że 1/32 to skala, która nie wybacza i wymaga mnóstwo pracy, aby model nie wyglądał jak zabawka. I wbrew powszechnym opiniom nie jest to skala dla niedowidzących tylko przeciwnie, są to chyba najbardziej wymagające modele, jeśli chcemy je wykonać na wysokim poziomie… po prostu niemal każdy segment to osobny model, co generuje bardzo duży zakres prac. Pozostawienie „prosto z pudła” bezlitośnie obnaża uproszczenia…
