Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 381
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. 1 kzł to bardzo bezpieczny budżet. Aerograf około 300. H&S, Paashe, czy Badger oferują produkty o przyjaznej użytkownikowi konstrukcji. Budżetowe modele nie mają możliwości regulacji blokady odciągnięcia igły. Jak to z takimi dodatkami bywa, nie są niezbędne, ale jak się je ma to raczej nie szuka się już sprzętu bez nich. W niższej cenie można dostać chińczyka z pełnym wyposażeniem, z regulacją ciśnienia włącznie. Jeżeli kompresor nie będzie znajdował się kilka pomieszczeń dalej, nie jest to niezbędne. Markowy aerograf daje też ten 'komfort', że gdy coś nie wychodzi, raczej wiadomo, że nie ma co zwalać na sprzęt. Kompresor ze zbiornikiem wyrównawczym około 300. Szlifierka elektryczna około 100. wg mnie bardzo przydatna. Do niej frezy w kilku kształtach i tarczki tnące. Reszta to już drobiazgi: Papier ścierny 400 - 2500. Pilniki iglaki Polerki do paznokci z różną gradacją Wiertła 0,2 -1,5/2mm Nóż ze sztywno osadzanymi ostrzami Piłka modelarska, np. 'Czeska żyletka' Obsadka obrotowa do wierteł itp. Kilka pędzelków. 2-3 pęsety. Różne igły do strzykawek. Chemia. Niektórzy modelarze mają wręcz hurtownie farb i innych szuwaksów. Możesz zwyczajnie kupować farby na bieżąco według potrzeby. Rodzaj farb będzie wynikiem Twoich wymagań i preferencji. Wszelkie chemiczne dodatki są ułatwieniem, nie rzeczą niezbędną w wykończeniu modeli, zatem rzecz zostaje w Twojej gestii. Warsztat modelarski jest najlepszy, gdy rośnie wraz z modelarzem. Pracując z modelami człowiek szybko zaczyna obczajać, co mu przeszkadza i czego mu brakuje. Czy bardzo denerwuje go, że musi wymieniać różne końcówki w obsadce i w związku z tym musi mieć ich dziesięć, czy jednak jedna starczy itd. Wiele gadżetów można sobie robić samemu. Różne podstawki montażowe, stoliki obrotowe do malowania, niektóre narzędzia. Na początek lepiej mnimalistycznie, zbudować model, czy dwa i zobaczyć, czy ta zabawa w ogóle ma sens. Nie mam nic przeciwko budowaniu modeli z dziećmi. Cudze relacje rodzinne to w ogóle nie moja sprawa. Odnoszę się tylko do 'najlepiej jak się da' i tu nic się nie zmieniło.
  2. To bardzo dobrze. Ja z pewnością życzę Ci powodzenia na modelarskiej ścieżce. A przy okazji. Budowa modelu z małym dzieckiem i wykonanie tego modelu najlepiej jak się da to zdarzenia wykluczające się nawzajem.
  3. kjp... nie odpowiedział Ci wprost na pytanie, tylko poprosił o dodatkowe informacje. I mądrze poprosił. OK, wiadomo, że w sieci łatwo o niezamierzone spięcia, czasem trudno jest zinterpretować słowa, czasem forma nie podpasuje adresatowi. To już ewentualnie załatwicie między sobą . We wszystkich dziedzinach jakie kojarzę pytanie o budżet jest pierwszym i najbardziej oczywistym. A jak nie jest, to tylko utrudnia rozmowę. Budżet to po prostu definicja układu odniesienia w jakim się poruszamy. Nie jesteś dziesięciolatkiem z kieszonkowym, więc chyba możesz powiedzieć ile gotów jesteś, a jeszcze lepiej: chcesz wydać, żeby przekonać się, czy rzeczywiście chcesz być modelarzem. Bo o to pytał w zasadzie kjp... . Błędnie oceniasz ideę modelarskiego wyposażenia. Nic nie stoi na przeszkodzie byś robił modele wygrywające konkursy dysponując warsztatem wartym 500PLN. I będzie to tylko trochę trudniejsze, niż sukcesy z warsztatem za dowolną sumę. Wydając więcej będziesz miał po prostu fajniej pod różnymi względami, ale nie sposób zgadnąć, które względy uznasz za istotne. Trudno uwierzyć, że nie wiedziałeś, że do budowy modelu potrzebujesz farbki i nożyk. ta informacja jest przyjazna i nie ma w niej nic złego, ale kjp... prawdopodobnie udzieliłby Ci dużo bardziej wyczerpującej, systemowej informacji, gdybyś dał mu szansę.
  4. Jeszcze nie wiemy, czy autorowi szkoda życia na sprawdzanie poprawności modelu, czy na składanie prosto z pudła. :>
  5. Tak dla ścisłości, to niekoniecznie 'nawet'. Muzea mają swoje ograniczenia i cele. Rekonstrukcje lotnicze na całym świecie przechodzą proces typowy dla różnych dziedzin dziedzictwa kulturowego i dopiero nadejdzie czas, gdy muzea znajda się w awangardzie realistycznych rekonstrukcji. Na razie to pojedynczy pasjonaci ('pojedynczy' może oznaczać grupę ludzi) wkraczają na wyższy stopień wierności rekonstrukcji i to są już prawdziwe dzieła, które spokojnie mogą stanowić wzór dla każdego modelarza. Ale jeszcze sporo pożyjemy zanim to będzie powszechne. Na razie są to pojedyncze samoloty. Trzeba też pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak bezbłędna monografia.
  6. 1. Posiłkowanie się rekonstrukcjami wymaga znajomości całej historii jaka za nimi stoi. Jak do tej pory większość z nich jest podobnie miarodajna jak plastikowe modele. Dopiero w ostatnich latach pojawiły się pierwsze rekonstrukcje wykonywane na podstawie szeroko zakrojonych badań wszelakiej dokumentacji i jeszcze zgodne z ich wynikami mimo ogromnej, związanej z tym uciążliwości. 2. Kolorowe foty jednoznacznie potwierdzające użycie koloru kamuflażu 'pod szybkami' są znane i 'do znalezienia'. Za to nie widziałem żadnej jednoznacznie potwierdzającej kolor wnętrza. 3. Na zdjęciach czarno białych odróżnienie zielonego od zielonego jest sztuką samą w sobie, a wobec zniekształceń wprowadzanych przez szybę to mission impossible. Ewentualnie pomóc mogą dobre ujęcia bezpośrednie, bez pośrednictwa szybki. Szczególnie warto zwrócić uwagę na boczną krawędź płyty za fotelem pilota, zlicowaną z panelem za nią i tak samo oświetloną. Samolot Scotta 4. Malowanie tego typu powierzchni na kolor kamuflażu było w owym czasie standardem dla amerykańskich samolotów myśliwskich. Czyniono tak zarówno w produkcji na rzecz armii, jak i Navy.
  7. Dysza piętnastka, reszta paramentów zmienna i dostosowana do potrzeby chwili. Zresztą, podawanie parametrów to tylko taka zabawa, nikt tego nie robi na poważnie. Takie wąskie i kontrolowane w wyglądzie przejście kolorów nie jest wynikiem jednego pociągnięcia aerografem. Mnie interesowało zachowanie przebiegu zgodnego z tym egzemplarzem w oryginale i uzyskanie odpowiedniego wyglądu przejścia w skali. To oznacza wielokrotne poprawianie linii wszystkimi obecnymi kolorami. W sumie kilka sesji na to przejście ze względu na proces budowy, poprawki i zmęczenie operatora. Ale podobno powinno się to jednak robić jednym pociągnięciem .
  8. Właśnie o to chodzi, że od tacka nie wychodziło jak trzeba. Za to do imitacji malowania od grubych masek z tolerancją błędu max 1" w oryginale tack nadał się świetnie. A w ogóle to chodzi o to, że rezygnacja z malowania z ręki, czy z maskowania odbiera modelarzowi całą paletę możliwości imitowania różnych efektów.
  9. To jest kwestia tego co chce się osiągnąć. Maskowanie plasteliną w pewnych sytuacjach jest bardzo kłopotliwe, ze względu na ograniczoną kontrolę procesu malowania. Trudno jest uzyskać założoną głębokość rozmycia i kontrolować jego formę. A te rzeczy są różne w zależności od miejsca, czasu i samolotu. I na pewno te 15 cm to nie jest wartość graniczna. Tu kamuflaż z ręki, dyszą 0.4 i bez starania się bo i tak miał iść pod maskowanie. przejścia nie szersze niż 2mm. fota Tu między górą a spodem rozmycie do ok 1mm - Instrukcja przewidywała nie więcej niż dwa cale. Malowane z ręki z różnymi korektami formy do skutku. fota
  10. Na przedniej krawędzi, tam gdzie łuk osłony koła przechodzi w prostą osłonę goleni. W starej wersji jest tam jeden narożnik, a w nowej dwa - jakby dodano mały trójkącik. Ten trójkącik stał się potrzebny po dodaniu "nożyc" przy amortyzatorach. Być może warto uzupełnić tę informację. Modyfikacja była potrzebna, gdy zastosowano nożyce montowane z przodu goleni. Rzecz w zasadzie powojenna. Zastosowanie goleni z nożycami z tyłu nie wymagało takiej zmiany, ale to wciąż późniejsza sprawa i raczej nie IX. Jeśli chodzi o geometrię podwozia, to niestety rzadko.
  11. Być może istnieje kontekst, który uzasadniałby to stwierdzenie, ale jako ogólne maksyma jest zupełnie bez sensu. To że Ty jej nie rozumiesz, nie znaczy że jest bez sensu, bo ma go w sobie bardzo dużo, w kontekście każdego "dzieła" (nie zależnie czy jest to projekt czegoś, obraz, rzeźba czy np. model) jakie się wykonuje. Bo jeśli robisz coś według własnego pomysłu, i potrafisz wytłumaczyć zastosowane rozwiązania, pokazać skąd się wzięły i udowodnić że są one jedynym słusznym rozwiązaniem, to cały Twój zamysł na projekt jest słuszny. Dla przykładu obrazy przedstawiające białe płótno z dwiema maźniętymi kreskami, i sprzedają się za miliony dolarów, bo autor udowodni że jest w tym ukryty sens, lub żeby daleko nie szukać, "LOGO" naszego kraju które ostatnio zostało stworzone za 1mil zł, a jak wygląda każdy widział, ale autor udowadnia że jest to kwintesencja polskości zawarta w jego pomyśle. To uzasadnienie tyczy się tylko połowy tezy, więc nijak nie potwierdza jej słuszności, nawet gdyby brać je za dobrą monetę. A sam fakt, że udało się komuś przekonać innych do tej dobrej monety, moim zdaniem, niestety źle świadczy o kulturowym rozwoju naszej społeczności.
  12. Być może istnieje kontekst, który uzasadniałby to stwierdzenie, ale jako ogólne maksyma jest zupełnie bez sensu. Jest kilka rzeczy w szeroko pojętym modelarstwie, które są dla mnie całkowicie niezrozumiałe. I kiedy próbuję o nie pytać ludzi, którzy są z nimi za pan brat nigdy nie dostaję żadnej odpowiedzi. Także dlatego wielką zagadką dla mnie pozostaje dlaczego jest jakaś różnica w wartości przedstawienia takiego F-18 jak tu i F-18 za kalkami z rumuńskiego czołgu. Gdzie tu, u diabła, jest różnica?
  13. Na Twoim miejscu skorzystałbym z drugiej części trzeciej rady . A tak w ogóle, to wszystko to zależne jest od efektu jaki chcesz uzyskać. A to z kolei oznacza, że przydałoby się byś wiedział jaki efekt chcesz uzyskać, co akurat wcale nie jest takie oczywiste w modelarstwie, o ile można sądzić po prezentacjach na forach. Nie twierdzę, że poprzednie, czy jakieś inne schematy kolejności postępowania są niewłaściwe. Ale są właśnie schematami i mogą ograniczyć wykonawcę w wielu przypadkach, a na ogół prowadzą do ujednolicenia wykończenia modeli danego modelarza. Tylko dla przykładu powiem, że w ostatnim modelu skorzystałem tylko z jednej warstwy lakieru bezbarwnego. Najchętniej nie używałbym go wcale, ale rozsiane po modelu kalkomanie z napisami eksploatacyjnymi wymagały ujednolicenia faktury powierzchni i tu i ówdzie likwidacji widocznej krawędzi filmu. Gdyby nie ta 'pokalkowa' warstwa wyrównawcza, lakierowania modelu nie byłoby wcale.
  14. W wyścigach motocyklowych (tych bardziej amatorskich, bo wyżej to nie ma żadnych wątpliwości) jest taki motyw, że przy okazji gadki w temacie już po trzech zdaniach na krzyż pojawia się pytanie 'jakie kręcisz czasy?'. I to jest bardzo ważna i oczywista dla wszystkich informacja, bez której rozmowa nie ma większego sensu. W takim razie układ odniesienia staje się kompletnie abstrakcyjny, a znaczenie poszczególnych słów nie do skontrolowania . Forum modelarskie działa podobnie i moim zdaniem jest nawet zwyczajnie w dobrym tonie pokazać swój model, zanim zacznie się krytykować, dyskutować, czy w ogóle zabierać głos. To nie tylko naturalna uprzejmość ale i swego rodzaju legitymacja do wszelkich wypowiedzi. Naturalnie taką samą legitymacją będzie informacja 'nie buduję modeli'. Tu też układ odniesienia jest jasny.
  15. Też jestem ciekaw, bo odwrotnie to wiem.
  16. Fajnie, że przytoczyłeś wątek Wojtka. Fajnie, że wciąż się z nich korzysta.
  17. Ens George Gay - March 8, 1917 to October 21, 1994 ...
  18. ;) Jak chyba wiadomo, nie zgadzam się tutaj z Tobą. Z tym 'zawsze'. Może i tak powinno być; nie chcę tu wchodzić w temat. Dość, że często jest inaczej. Np. ja bardzo łatwo się zniechęcam kiedy autor nie ukrywa, że mu nie zależy, albo ukrywa słabo . Przy czym nie twierdzę, że to coś złego. Tzn. słabe ukrywanie jest słabe na wielu poziomach, ale w temacie modelarskim taka sytuacja stanowi po prostu obce mi pole zainteresowań. Nie znam się, to i się nie wypowiadam. Oczywiście w żadnym razie nie podważam tym samym drugiej części Twojej wypowiedzi.
  19. Kacper. Mój post tylko trochę zahaczał o Twoją relację. Miał charakter ogólny, ale śmiem twierdzić, że zawierał najlepszą radę jaką tu do tej pory dostałeś. O ile oczywiście chcesz robić modele redukcyjne w tradycyjnym znaczeniu. Przy częstym dzisiaj podejściu: 'robię model konkretnego samolotu, ale mam gdzieś jeśli wyjdzie mi zupełnie inny' (zawarta w tym sprzeczność jest dla mnie niezrozumiała, ale praktyka dowodzi, że świadczy to tylko o moich możliwościach poznawania świata ;) rada staje się oczywiście bezużyteczna. Marcin i Mikołaj rozumieją ją doskonale, więc jeśli chcesz robić modele takie jak oni, warto ją rozważyć. I nie chodzi mi o to, że Spit ma być tak szczegółowy jak lotnia Mikołąja, tylko o samo założenie, podejście. Stopień uszczegółowienia to zupełnie inna kwestia i jest ona rzeczą płynną. Zdaję sobie sprawę, że to znacznie utrudnia budowę modelu, bo trzeba włożyć znacznie więcej wysiłku w tematy nie mające nic wspólnego z piłowaniem i klejeniem. I trzeba to zrobić z wyprzedzeniem. I niestety jest tak, że nawet dowiadywania się o zgodność konstrukcji tylko z wykorzystaniem pomocy innych trzeba się nauczyć. Wiąże się to z planowaniem budowy i w konsekwencji - dopytywania. Bo tak jak robisz teraz - zawsze będzie się kończyć uwagą sprowadzającą się do: 'źle, popraw'. To może być frustrujące i zniechęcające. Dlatego i we własnym interesie warto zadbać o podstawy, a pierwszą jest wybór tematu. I tu masz przykład już z tego wątku. Model masz już zaczęty, budowę dość daleko rozplanowaną, a twierdzisz, że będzie to Gabszewicz WX-D. Może niektórzy koledzy są tak obcykani w historii PSP, że z kapelusza wiedzą o co chodzi. Ja kojarzę tylko te dziewiątki Gabszewicza jako SZ-G i wiem, że było ich kilka. Może i latał WX-D, cholera go wie, a może pomyliły Ci się kody. A może nazwiska. Mnie tam się nie chce sprawdzać autorów w takich sytuacjach, skoro mogą po prostu opisać konkretny model samolotu, oznaczenia i serial. Bo to serial jednoznacznie określa samolot, który mógł przecież wędrować po pilotach, jednostkach, czy krajach. Warto też zdeklarować się co do planowanego stopnia odwzorowania oryginału (jeszcze raz - nie stopnia szczegółowości modelu). Sam wspomniałeś o jednym takim z forum. Ja się na temat Sola tu zupełnie nie wypowiadam, ale skoro wybrałeś go na pejoratywny przykład, to zwróć też uwagę, że opcja:' OK, ale tego już nie poprawię, tamtego już nie zrobię, a jeszcze tego w ogóle ruszyć nie planuję' jest zniechęcająca dla pomagacza. Lepiej od razu sprawę stawiać jasno. Bo widzisz, być może podpowiedzi w wątkach bywają krótkie i banalnie proste i być może niektórzy koledzy mają łeb jak Kowalski i są w stanie rzeczywiście sypać nimi z rękawa. Mnie się zdarza, że dostaję pytanie, na które odpowiedź to trzy słowa na krzyż, a sprawdzenie tego zajmuje długie godziny. Czasem wiąże się z zawracaniem głowy innym ludziom itd. i przeciąga się to jeszcze bardziej. Pamiętaj, że forum to specyficzne miejsce. Znajdą się ludzie, którzy z powodów gorszych, czy lepszych będą zawsze gotowi wpisać się w wątek, a inni... nie zawsze. To są, moim zdaniem bardzo istotne rady dla wszystkich, którzy planują budować modele redukcyjne rozumiane dosłownie. Kilka sąsiednich wątków jednoznacznie dowodzi, że nie są zbędne. Mimo, że nie napisałem chyba słowa o konstrukcji Spitfire, wciąż uważam, że poruszyłem sprawy i dla Twojej relacji bardzo istotne. Ale, jak wspomniałem, przy współczesnym podejściu ze 'zgodnością' umieszczoną głęboko w dupie trudno będzie znaleźć w nich wartość.
  20. Błędne zatem szkice owe są.
  21. Ja zrozumiałem, że przy Gabszewiczu. A za cholerę nie wiem, czy Gabszewicz latał tylko jedną Mk.IX i zupełnie nie chce mi się tego sprawdzać. Ogólnie to nie ma problemu. Tylko zwracam uwagę, na taką przypadłość, dość charakterystyczną dla modelarzy wkraczających na drogę dokładniejszej budowy modeli. Działają tak, jakby Spity faktycznie dzieliły się na wczesne i późne, albo jakby Mustang z PSP równał się każdemu Mustangowi z PSP itd. Ja rozumiem przyczyny, ale nie zmienia to sytuacji, że potem okazuje się, iż mamy pół modelu zbudowane i zastanawianie się autora nad ostatecznym wyborem malowania. A większość malowań jest już wykluczona przez wykonane szczegóły, czy użyte kolory. O ile deklarowane chęci budowy modelu odzwierciedlającego rzeczywistość są szczere to taki proces jest gwarancją porażki. I ja się osobiście bardzo dziwię, że nie tworzy się modelarskiego wzorca, gdzie wybór konkretnego samolotu jest pierwszym krokiem na drodze budowy. To jest absolutna podstawa. Druga sprawa. Moim zdaniem, o ile chce się korzystać z pomocy innych, to warto wykazać, że na tej pomocy rzeczywiście komuś zależy i w miarę możliwości nie utrudniać pomagającemu życia. Rozmawiałem kiedyś z jednym takim 'mocnym' w temacie P-47 i usłyszałem od niego, że zmęczony jest nagabywaniami modelarzy, szczególnie z Polski (jego podkreślenie), którzy zachowują się, jakby był służącym mającym wykonać za nich całą robotę. I to nawet nie za 'dziękuję' bo i tego trudno uświadczyć. Przyjęło się na forach, że wystarczy rzucić temat, a pomagacze lecą na wyścigi. Można i tak, a można też zadbać o szczegóły i w tym zakresie - moim zdaniem z korzyścią dla modelu. To są ogólne uwagi, przypadkiem zebrane w tym wątku, ale będące wynikiem praktycznych doświadczeń. Mam nikłą, ale jednak nadzieję, że komuś się przydadzą.
  22. Możesz zwiększyć swoje szanse jednoznacznie określając pierwowzór modelu.
  23. greatgonzo

    Aerograf

    Istotne jest jak dużą wyrwę w budżecie zrobi ten wydatek. Różnica w komforcie malowania między Infinity, a Evo będzie minimalna, o ile w ogóle będzie. Wątpię by była. Różnicy w uzyskiwanych efektach na modelach nie będzie żadnej. Idealnie byłoby, gdybyś miał możliwość zgadać się z kimś i spróbować samemu. Ogólnie zasadnicze elementy aerografów H&S są wymienne między modelami. Ewentualne różnice w możliwościach sprzętu będą odwrotnie proporcjonalne do wzrostu ceny. To typowe dla wszelkich urządzeń. Wśród lepszych modeli aerografów różnice te mogą w ogóle nie występować w temacie malowania modeli, gdzie pryskamy na podłoża w ogóle nie chłonące farby, a także ze względu na specyfikę używanych tu lakierów. Satysfakcja związana z posiadaniem 'najwyższego modelu' też się liczy, ale mniej niż realne przekonanie, że zostanie się z modelarskim hobby na dłużej. Bez tej pewności lepiej wybrać tani aerograf, o ile kwoty o których mówimy mają znaczenie. Z kolei lepszy sprzęt pomaga także w tym, że wiadomo, iż ewentualne niepowodzenia w malowaniu nie są winą jakości sprzętu. Każdy aerograf dość łatwo uszkodzić rozkalibrowując dyszę. Jedyną istotną różnicę między Infinity, a Evo stanowi, o ile się nie mylę, obecność 'pamięci' blokady odciągnięcia dyszy. Gadżecik do dokupienia do Evolution. Uwaga, by nie brać dyszy 0,15 i wymienić ją na 0,2 jak najbardziej słuszna.
  24. Zakodowało Ci się dobrych kilkadziesiąt lat takiego przedstawiania tematu. Jak czerwony łom Spitfire ;). Nie znalazłem ani jednego samolotu z rejonu, który zachowałby te obwódki. A szukałem. Oczywiście mógł gdzieś zdarzyć się wyjątek, ale byłby to wielki rarytas. O kulisach sprawy ciekawie pisze Kolacha w artykule o Hogach Blackburna publikowanym w Aero, o ile pamiętam. Nieco wyjaśnień na ten temat jest też w ostatnim AeroPlanie na stronie 35.
  25. Ależ on ma te wcześniejsze oznaczenia. Tylko zamalowane. Tu Michał poradził bardzo ładnie. Co najwyżej można by się spierać o odcień tego niebieskiego, ale to już trzeba by zobaczyć model na żywca.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.