-
Liczba zawartości
4 381 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
W ramach nierobienia modelu, ale jednak robienia czegoś zrobiłem sobie coś. Dawno temu, nie bardzo, ale jednak dawno, Piotrek Dmitruk sprzedawał nadmiarowe urządzenie modelarskie. Sprzedawał i sprzedał, ale ja stwierdziłem, że też chcę takie, bo fajne. Znalazłem zaraz w chińskim sklepie za jakieś 250 złociszy. Stolik z prowadnicą i silniczkiem napędzającym piłę tarczową, prostnicę z końcówką do frezów i stałą głowicę wiertarską też z uchwytemdo frezów. Cóż, kiedy Magda zastosowała najbardziej przebiegły chwyt: Proszę bardzo, kup se, tylko najpierw przemyśl, czy naprawdę potrzebujesz. No to myślę sobie: Po zabawce! I faktycznie, bo jak się dobrze zastanowiłem, to mi wyszło, że naprawdę, to potrzebuję tylko tej stałej głowicy na frezy. Trudno, szkoda. Ale niespodziewanie, przy kolejnej wizycie w chińskim sklepie algorytm zaczął podrzucać mi zestawy złożone tylko z silniczka, ze stopą montażową i głowiczką na frezy/wiertła. Poszedłem tym tropem i korzystając z jakichś chińskich promocji nabyłem taki zestaw i zasilacz z regulacją napięcia, znaczy się obrotów. W sumie ze siedem dych. I teraz w ramach nierobienia modelu, ale jednak robienia czegoś, zmontowałem sobie do kupy taką modelarską frezareczkę:
-
Major Jakuszyn, zespół akrobacyjny Wojenno Wozdusznych, samolot uzbrojony z kompletem wojskowych znaków - pojęcie cywila jakby się nieco zuniwersalizowało :). Malowanie fajne.
-
Możliwość zobaczenia tego MiGa własnymi oczami była wielką niespodzianką i jednym z jaśniejszych punktów festiwalu we Włocławku. Gratulacje za trofea przyznane za inne dzieła!
-
Zwierciadełka są zamiast mechanicznych wskaźników chowania/wysunięcia podwozia. Konfiguracja konstrukcji miała swoje zalety.
-
Gdzie indziej autor napisał, ze model jest na zamówienie i pod gusta zamawiającego. Ale wg choćby modelworkowych standardów (rzecz umowna, ale chyba czytelna ), to i malowanie niekoniecznie się broni. Próba zróżnicowania jednolitej powierzchni wyraźnie wypaczyła odcień Sea Blue, przesuwając go w stronę wesołego niebieskiego. Tło gwiazd w oznaczeniach też świeci głębokim błękitem, a na krawędziach tego tła pojawiają się jasne aureole. To wszystko, razem z owymi nieszczęsnymi obiciami (także na płótnie), już na pierwszy rzut oka daje wrażenie nienaturalności. Ale niezbadane są ścieżki jakimi chadzają zamawiający modele. Skoro im pasi.... .
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Nie no, spokojnie. Pójdą na przemiał. Swoją drogą trochę to naciągane. Noseartowe nazwy samolotów to niekończąca się lista przekręceń, językowych uproszczeń, slangowych określeń, regionalizmów, zapisów fonetycznych, spontanicznego słowotwórstwa itd. Może Brytyjczyk nie był tego świadomy :). -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Dawno temu Trójce czytano książki. Możliwe, że tylko latem, nie pamiętam. Dwa razy dziennie przez kilka minut lektor (zwykle znani aktor/aktorka) czytał wybraną powieść. Gdzieś w połowie lat osiemdziesiątych Piotr Fornczewski (raczej kto inny, ale mnie się jakoś on mai) przedstawiał książkę KG 200, bezimienny oddział Luftwaffe. Jak widać polski tytuł wyjątkowo durny, ale rzecz była wyjątkowa, bo o drugowojennym lotnictwie. Przedstawiała historię dwóch pilotów oddelegowanych do rozwiązania problemu zdobytych przez Niemców B-17, dołączających chytrze do boxów 8th AF i zestrzeliwujących Amerykanów jak kaczki. Możliwe, że z zagrożeniem dla całego planu dziennych nalotów USAAF :). Jeden koleżka był zza wielkiej wody, drugi Sq/L z RAF, uziemiony ze względu na obrażenia pilot myśliwski, as z sześcioma zestrzałami (same Friedrichy). Rytm prezentacji książki w Trójce był taki, że nie sposób było wysłuchać całości. Ale po jakimś czasie udało mi się kupić tę książkę gdzieś na bazarku. Podobała mi się nawet, ale niewiele z niej pamiętam. Tyle, że akcja byłą bardziej sensacyjna, niż lotnicza. I jeszcze, że występowała w niej Forteca o imieniu własnym Dzwonią Dzwony. To zapadło mi w pamięć, bo wg mnie w tym imieniu zawiera się kwintesencja stylu, w którym amerykanie nazywali samoloty. Oczywiście mogłem coś pomieszać w tym opisie. Na fali książki nabyłem tego Tygrysa KG-200 bez tajemnic. Kompletnie nie pamiętam co jest w środku :). Ostatni lot admirała ma za to dla mnie sporą wartość sentymentalną. W tamtych czasach jakiekolwiek informacje o wojnie na Pacyfiku były bardzo rzadkie. Jak ktoś nie miał Flisowskiego, to pewnie pozostawała Cena Życia Arcta. Toteż ten Tygrys zrobił na mnie, bardzo młodym człowieku, wielkie wrażenie. Wraz z kilkoma fascynującymi planszami z cyklu Godło i Barwa w Skrzydlatej skierował moje zainteresowania w ten rejon działań okresu IIwś. Czy ja dobrze pamiętam, że w tygrysowej narracji to Lanphier zestrzelił Betty adamirała? Te dwa Tygryski znalazły już nowego właściciela, ale pozostałe dwa wciąż do wzięcia. -
Albowiem rzekł pan: warsztat w znoju i trudzie prowadzić będziesz, objawienia i wskazań nie zaznawszy, zaś w galerii wszelka wiedza pominięta i nieprzekazana na ciebie spadnie. I ty brzemię jej dźwigać będziesz, aż udźwigniesz. Azaliż nie taki jest los modelarza? Los, któren ku poprawie ręki jego sprawności wiedzie i ku ścieżce wyboistej, przeszkodami licznymi usianej, acz prostej, doskonałym modelem zakończonej.
-
Zależy od łomu! Zaprawdę powiadam o galerii niepokalanej, gdzie krytyka i wytykanie błędów zaiste grzeszne są, a to inaczej niż w warsztacie przyziemnym, gdzież kalanie krytyką i błędów wytykaniem świadectwem wiary staje się.
-
Nie pojmuję skąd to powszechne przekonanie o świętości galerii.
-
Niezwykle zacny warsztat.
-
Gdzieś w kącie, za szafką Uwiję swe gniazdko Stanę bacznie na warcie I jakby co, na alarm dam zwarcie.
-
Pomyślimy. Zobaczymy co tam nam jeszcze zmajstrujesz.
-
Mistrz!
-
To jak w końcu było z tymi pokrywami? Wiadomo dlaczego się odróżniają, czy zostają domysły? Bo ja tu muszę odszczekać i nie wiem na jaką nutę.
-
Ufff, uspokoiłeś mnie. Już się zastanawiałem dokąd wzywać karetkę... .
- 103 odpowiedzi
-
- model z pluskiem
- part
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dobra analiza. Intuicyjnie pchnąłbym przetarcia przy silniku nieco do przodu, ale na szczęście zdjęcia są lepszym odniesieniem niż moja intuicja :).
-
Bo ludzie wolą robić jakieś cudaki z Marine Core, albo AAF, czy NAF, zamiast należytych tematów.
-
Cóż, gdyby te luki (ciekawostka, wydawałoby się, że luk to jest to co ukazuje się po zdjęciu panelu) wyglądały jak przybrudzone i przez to ciemniejsze, to model prezentowałby się lepiej. Nie, żeby teraz prezentował się źle, sterylny taki, elegancki.
-
Najpierw myślę sobie: E, helikopterek, szkoda, że nie coś fajniejszego. A potem myślę sobie: Kurde, fajnie, że helikopterek, bo to jest okoliczność, która sprawia, że łatwiej uporać się z zawiścią.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
W wątku pojawiał się temat żółtych Tygrysów i ich wielbiciele. Ostatnio znalazłem coś takiego. Oddam za piwo. Plus koszt wysyłki paczkomatem InPost, jeśli ma być wysyłka. Piwo należy mi postawić przy okazji spotkania, np. na festiwalu modelarskim, Nieważne kiedy to się przydarzy. Najbliższa okazja Olsztyn '26. -
Moim zdaniem przetarcia z punktu widzenia warsztatu modelarskiego prezentują się bardzo dobrze. Problem jest raczej z umiejscowieniem i może kształtem. Po prawdzie to wyglądają jak kopiuj/wklej ze Spitfire. A Kobra ma inną geometrię. Do kabiny wsiada się w przedniej części skrzydła, w środku jest miejsce gdzie obsługuje się silnik. To tam jest najwięcej szurania. W części spływu jest tylko chodzenie, daleko mniej szkodliwe dla powłok niż szuranie. P-39 jest dość wredny w tej kwestii bo stoi niemal poziomo i przy zdjęciach robionych z poziomu stojącego człowieka perspektywa jest taka, że trudno stwierdzić, czy w ogóle są tam jakieś przetarcia. O dobre zdjęcia nie jest łatwo. Także nie przesądzam, o Kobrach nie mam prawie nic, a praktyka nie raz już zadała kłam takim teoretycznym rozważaniom. Mnie bardziej przeszkadza inna rzecz. Nadmiernie i zbyt jednorodnie podkreślone linie podziałowe. Szczególnie na kadłubie jest to dostrzegalne. Malowanie jest fajne, obowiązkowy marmurek nawet za bardzo nie denerwuje - wyróżniający się model.
-
Z nieco innej beczki: Kolejny raz przekonuję się, że to co widzimy w galeriach Tomka, to będzie chyba rzeczywisty modelarsko efekt skali. Pomimo, że zdjęcia są bardzo dobre, to gdy przyjrzeć się tym modelom na żywo, odnosi się wrażenie, że teraz dopiero można je w pełni docenić. Myślę, że efekt skali polega tu na tym, że patrząc na foty, nawet wiedząc jaki ma rozmiar model w 1/72, trudno jest odnieść duże fotogramy do rzeczywistej wielkości i podświadomie interpretuje się model jako znacznie większy. Ta zależność zachodzi, naturalnie, zawsze, ale w tym jest ambaras, że nie każdy model widziany na żywo koryguje wrażenie in plus :). Zaznaczam, że nie oglądam zdjęć modeli w telefonie, podobno niektórzy tak robią... .
-
Model po ukończeniu zaliczył w zasadzie jeden konkurs, gdzie pojawił się przy okazji planowanego spotkania zarządu strony Modelarstwo Redukcyjne. Potem cierpliwie czekał sobie w wepchniętej gdzieś w kąt gablocie na kolejną szansę. W tym roku przekręcił mi się w głowie jakiś trybik i postanowiłem objeździć trochę modelarską Polskę. Zawitaliśmy ze Spitkiem na trzy festiwale i wracaliśmy z nich raczej z tarczą. Okazało się, że ten niemal już piętnastoletni model może jeszcze dawać radę. A na dodatek ten skromny tour zaowocował też fajnymi znajomościami. Właśnie wróciliśmy z imprezy we Włocławku. Nie ma co ukrywać, że ze sporym bagażem satysfakcji. Wprawdzie nie widziałem żurawi, o których pisał Michał Janik, choć jechałem ta samą trasą i musiałem zadowolić się stadami łysek (chyba) zalegających na tafli jeziora zalewowego, ale wrażenia z imprezy zupełnie to wynagrodziły. Włocławek wybrał się w zasadzie sam, bo pojawiła się propozycja by tu właśnie znów się spotkać z kolegami z MR: Andrzejem Zioberem i Jarkiem Gienkiem Geniuszem. Dla mnie zawsze to jest wydarzenie bo obaj panowie oprócz bycia kumplami są też moimi mistrzami, którzy ukształtowali mnie modelarsko. Do tego zacne towarzystwo Tomka, Marka oraz Michała z latoroślą i wysoka jakość nieoficjalnej części imprezy była zapewniona. Trochę zerknąłem na miasto, bo ja nie bardzo lubię opcję gnania ponad trzysta kilometrów w jedną stronę, by zaraz następnego dnia wracać. Wolę być dzień wcześniej - nikogo jeszcze nie ma, ale mogę pokręcić się rowerem po okolicy i poznać coś nowego. A festiwal? Bardzo fajny. Prestiżowa miejscówka tylko pomaga, sporo miejsca, organizacja bez wpadek. I wynik więcej niż zadowalający. Najpierw, z opóźnieniem, otrzymałem nagrodę Pod But od klubu z Koszalina. Z opóźnieniem bo zagadałem się z Gienkiem i nie usłyszałem, że to Spit został laureatem. Widziałem tylko jak Przemek Litewka wnikliwie rozgląda się po sali wypatrując gdzie może ukrywać się ten typ co ignoruje ich nagrodę. Nawet pomyślałem: Co to za pacan tak olewa fundatorów? Po chwili Przemek powtórzył nazwisko i cała sala mogła się przyjrzeć temu pacanowi, jak przyśpieszonym marszem ku scenie stara się pokryć gafę. Koszalinianie byli jeśli nie pierwszym, to na pewno jednym z pierwszych klubów, który ustanowił własną nagrodę przyznawaną na festiwalach, na które docierają. Nagroda ma już swoją tradycję, zawadiacką, rozpoznawalną nazwę i zawsze kojarzyła mi się pozytywnie. Jeśli sprawdzałem gdzieś kto i za co otrzymał nagrodę fundowaną przez kogoś spoza kręgu organizatorów, to właśnie był to koszaliński But. Toteż było mi bardzo miło otrzymać go we Włocławku. A okazało się, że to miłe dobrego początki. Wprawdzie nie obyło się bez dozy emocji, bo organizatorom przytrafiło się stworzyć małe nieporozumienie. Do towarzystwa Spitfire'owi zabrałem swój drugi model. Drugi w sensie chronologicznym - drugi model jaki zbudowałem. Korsarz miał służyć raczej jako ciekawostka, trochę antyteza mojego modelarstwa i okazja by powytykać błędy. Ale na karcie startowej pojawiła się pieczątka informująca o wyróżnieniu. Pieczątka pojawiła się po prostu przez pomyłkę. Samo zdarzenie bez znaczenia, pomyłka błaha. Ale z jednym skutkiem ubocznym: nastąpiło rozchwianie mojego rozumienia sposobu przyznawania nagród na festiwalu. Spitfire otrzymał zwykłe wyróżnienie, ale zgłoszony był do konkursu z dokumentacją by rywalizować o Włocławską Iskrę. Ostatecznie pogubiłem się w tym jak dzielone są kategorie w tym konkursie i gdy na stole na scenie pozostała już tylko jedna, samotna, ostatnia statuetka, a wcześniej Iskra poszła już do autora modelu samolotu w skali 1:48 (świetny Su-22), to, rozumiecie, trochę poczułem, że mam coś takiego jak tętno. Cóż, to ja zostałem ostatnim lauretem i odebrałem tę ostatnią statuetkę. Włocławska Iskra to przyczepione do postumentu dwie łopatki z wirnika silnika samolotu TS-11 Iskra. I mówcie co chcecie, ale z całym szacunkiem dla wszystkich organizatorów festiwali, dla mnie nagroda skomponowana z kawałków prawdziwego samolotu stanowiącego kawał historii polskiego lotnictwa ma zupełnie inną wartość, niż kielich ze sklepu z medalami i pucharami. Cieszę się ogromnie. W dodatku trofeum jest niezwykle eleganckie. I to mogę obiektywnie udowodnić. Kiedy wróciłem do domu, pokazałem statuetkę i wyjaśniłem jej znaczenie, Magda zawołała: O, jakie to ładne! I z historią! Właśnie sobie zaaranżowałam nowy kącik dekoracyjny i będzie mi świetnie pasować. Wątpię, by istniała jakaś inna nagroda modelarska, która mogłaby załapać się na taki zaszczyt! Na konkursach modelowi Spitfire'a towarzyszyła dokumentacja, która wprawdzie zawierała wszelkie dane pozwalające komisjom wysędziować model, ale nie sędziowie byli dla mnie priorytetem. Zawartość mogła im nawet nieco przeszkadzać w pracy. Ale ja chciałem by dokumentacja przede wszystkim skierowana była do modelarzy, by mogli oni prześledzić proces budowy modelu i być może, znaleźć dla siebie coś ciekawego. Nie wiem, czy to mi się udało. Mam nadzieję, że na konkursach są jeszcze ludzie, którym chce się zajrzeć do dokumentacji prezentowanych modeli.
-
Kolegom, którzy mają problem z pozbyciem się zielonego odcienia twarzy, wywołanego zawiścią donoszę uprzejmie, że pieczątka informująca o wyróżnieniu Korsarza była błędem organizatora. Model, jako gorszy od modelu lepszego, wystawionego w tej samej kategorii, nie dostał nic. Skuteczność spadła o połowę - możecie zacząć oddychać!
