-
Liczba zawartości
4 492 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Każdy sam ustawi sobie granicę. Ale ja nie o granicach piszę i nie o wielkich wyzwaniach, tylko o konsekwentnej prezentacji w ramach granic przyjętych przez autora. Gotowy model ma tendencje do równania w górę, jeśli chodzi o jego odbiór. A może odwrotnie? Chodzi o to, że jeśli jakiś jego element będzie wykonany na lepszym poziomie, to inne, gorsze, będą odbierane jako niedociągnięcia. Nie przeciwpołożnie. Jakiś fajny element nie będzie wartością dodaną. To jest będzie, sam w sobie. Ale będzie też tworzył kontrastowe tło dla reszty uwypuklając słabsze miejsca. U Ciebie spodziewamy się dobrej ogólnej prezentacji. Poziom detali określą elementy zestawu, głównie kabina, która w dzisiejszych czasach jest zupełnie przyzwoicie odwzorowywana przez producentów. Przedstawienie przedziału silnika na zaniżonym poziomie zlikwiduje potencjalny efekt realizmu uzyskany resztą prac. Szczególnie, że ten przedział, ze względu na konstrukcję samolotu, jest tak eksponowany, że bardziej się nie da. Jako jakieś ćwiczenie, ten silniczek nic Ci nie da. Modelowi też nie pomoże. Chyba, ze pójdziesz za radą Barszcza... .
-
OK, to niechcenie jest tu nieistotne. Można je wyrzucić z mojej wypowiedzi. Reszta stoi.
-
Założenie jak założenie, ale ma swoje konsekwencje. Jeżeli uda Ci się poprawnie zbudować i pomalować model, ten przedział silnikowy będzie wyraźnie wyróżniał się in minus i zasadniczo wpłynie na całościową prezentację pracy. A nie ma żadnego powodu, by spodziewać się, że model nie będzie zrobiony poprawnie. Jeśli komuś nie chce się porządnie wykonać otwartych przedziałów samolotu, lepiej jest ich po prostu nie otwierać. Z pożytkiem dla modelu i modelarza. Zaoszczędzony czas i energię można przeznaczyć na jeszcze lepsze wykończenie budowy, albo po prostu na dowolne inne rzeczy. Model i tak skorzysta.
-
Satysfakcja pewnie większa. Przyjemność to inna okoliczność i może być różnie. Co prawda też zawsze miałem problem ze zrozumieniem, dlaczego ktoś wybiera sobie hobby, w którym trwanie bez rozwoju i brak wyzwań zupełnie go zadowalają, no i gdzie tu, u diabła, jest miejsce na przyjemność. Ale też chyba rozumiem, że to jest mój problem, nie tego kogoś.
-
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
W kwestii formalnej. Znaffca, to taki co nie wie, ale mówi, czy może to znawca, tylko na jeszcze wyższym poziomie? A może coś jeszcze innego? -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
kamuflażu -
P47 Thunderbolt Łanowski, Revell/Hobby 2000 1:72
greatgonzo odpowiedział krzy65siek → na temat → [L]Galerie
Zależy Ci? O chwycie pisałem na niebieskim. ZCY jest błędny. Na P-47 stosowano przynajmniej dziewięć rodzajów śmigieł i to nie licząc niuansów z zestawieniem piasta/łopata, czy testów. -
P47 Thunderbolt Łanowski, Revell/Hobby 2000 1:72
greatgonzo odpowiedział krzy65siek → na temat → [L]Galerie
Oj, tam. przyczepiłem się tylko do niewłaściwego dla M silnika i śmigła, wklejonego do góry nogami silnika i koloru chwytu powietrza do sprężarki... . Samoloty 63rd FS nie są najlepszym materiałem do porównań. Nikt nie wie czym je pomalowali. Za to 62nd to ta sama, jeśli chodzi o specyfikację (DTD) farba. Śmigło do silników serii C było inne , bo inny był wał śmigła. Optycznie różniło się od wcześniejszych trapezowymi w obrysie mankietami. Widać to wyraźnie na zdjęciu nosa P-47 Łanowskiego, które pokazałeś. -
P47 Thunderbolt Łanowski, Revell/Hobby 2000 1:72
greatgonzo odpowiedział krzy65siek → na temat → [L]Galerie
Jeśli spojrzymy na zdjęcia P-47-M z 61st FS to łatwo zauważymy różny stopień matowości farby na różnych przykładach. Ze względu na specyfikę wprowadzania tych samolotów do służby wydaje się mało prawdopodobne, by wpływ mogły tu mieć działania obsługi (polerowanie/woskowanie), choć zupełnie wykluczyć tego się nie da. Raczej w grę wchodzą różne warunki oświetleniowe, a możliwe, że i takie rzeczy jak mokre poszycie, czy sposób nakładania farby. Odkładając takie teorie na bok, farba Night byłą farbą, typu smooth. Te farby klasyfikowano jako farby matowe, jednak nie były one tak matowe, że bardziej się nie da. Można powiedzieć, że półmat, ale kolokwialnie rozumiany półmat to jest wszystko między absolutnym matem i pełnym połyskiem, czyż nie? Czy też półmat to dokładnie to co jest w środku - 50% połysku? Tu trzeba się ustawiać wyraźnie po stronie matu. Stopień zmatowienia dobraćć jest trudno, bo mówimy o efekcie w skali i wg mnie istotny jest tu też kontekst, czyli prezentacja innych modeli w kolekcji. Jeżeli obok siebie stoją ten p-47 M i Spitfire z Bitwy o Anglię to warto chyba różnice w połysku przedstawić? I to tak, by nie zamknąć sobie drogi do innych przypadków. Na zdjęciach mat wydaje się być faktycznie nieco zbyt intensywny. Trochę podejrzany jest też odcień, wyglądający na czysty czarny, na bazie szarości. Ale to trochę gdybanie, bo zdjęcia łatwo oszukują w takich niuansach. -
Ekierki niewygodnie się przykłada do ekranu. A fragment monografii nie porusza tematu, o którym mowa.
-
Takie rzeczy lepiej sprawdzać, Zauważanie jest zbyt obciążone potencjalnymi złudzeniami optycznymi. Można w literaturze, ostatecznie tak:
-
Hawker Hurricane Mk II D 1/72 Arma Hobby
greatgonzo odpowiedział Roland_Sebastian → na temat → [L]Warsztat
Trochę nienaturalnie się ułożył ten Sutton. -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
TB898 jest przypisywany do 317 dywizjonu jako JH-L i pewnie stąd nieporozumienie. Jednak do jednostki trafił później niż TD 138 i zdążył zaliczyć crasha na długo przed ostatecznymi problemami TD. Zatem nie da się wyprowadzić prostego wniosku, że jeden zniknął i zastąpił go drugi. -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Jest też zdjęcie, gdzie widać 138 i kawałeczek litery D. -
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
greatgonzo odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Serial samolotu przypisany był doń od narodzin (a nawet wcześniej) do jego końca. Owszem, w końcu możemy zetknąć się z problemem statku Tezeusza, ale to zostawmy filozofom i, w ostateczności, współczesnym restauratorom statków powietrznych. W dywizjonie 317 nie było opcji, żeby zmieniać Spitfire'owi serial. Edyta: Źle zrozumiałem powyższy post, więc ta część mojej wypowiedzi jest. wprawdzie prawdziwa, ale w kontekście zupełnie bez sensu. JH-L to TD 138, bez modyfikacji zmiany trakcji podwozia, a zatem i bez przetłoczenia na koło w górnym poszyciu skrzydła. Za to z nową golenią, z mechanizmem nożycowym z przodu, a tym samym, z odpowiednio zmodyfikowaną pokrywą podwozia i podcięciem poszycia przy wnęce na koło. -
Dlaczego?
-
Małe to, ale przyjrzawszy się, to one chyba są od Suttona, tylko późniejszej wersji. Czyli dalej się nie zepną :). Nie wiem czy zestaw zawiera tylko jeden rodzaj rodzaj pasów, ale producent to mógł popełnić błąd przy tworzeniu tego zestawu. Pasów do kabiny w Twoim modelu, jak sądzę, nie wklejał.
-
Pasy biodrowe to dałeś amerykańskie. Nikt tego nie zepnie :).
-
Sugerujesz słusznie. Ale też bez przesady. Tonacja jest widoczna i powtarzalna w sekwencji kilku postów. Idzie coś rozczytać.
-
Twierdzisz, że modele są bardzo ładne, ale robota jest ogólnie marna?
-
To znana i nieobca piszącemu te słowa przypadłość :). Zenek, trzymam kciuki!
-
To by się zgadzało. W ogóle dysze poniżej 0,2 są kłopotliwe. Precyzyjne malowanie jest specyficzne, bo wiąże się z minimalnymi otwarciami na niskim ciśnieniu, co w połączeniu z małą średnicą otworu dyszy tworzy idealne warunki do zasychania farby i niekorzystnej zmiany parametrów urządzenia. Modelarskie farby nie są idealne do takich zabaw, a niektóre właściwie się do tego nie nadają. Jeżeli malujemy coś rzeczywiście precyzyjnego to bierzemy to z dobrodziejstwem inwentarza, radząc sobie na różne sposoby. I to idzie, bo rzeczywiście precyzyjne rzeczy są z definicji małe i takie malowanie nie trwa bardzo długo. Można się skupić, a okres właściwej pracy urządzenia jest wystarczający, by podołać zadaniu, tak, czy inaczej. Tylko to co umownie nazywamy precyzyjnym malowaniem w modelarstwie w tych symbolicznych 98% ogarniemy dyszami rzędu 0,3. Mniejsze przekroje przydają się przy naprawdę precyzyjnych rzeczach. Rzeczach, do których prawie nikt nawet nie podchodzi. To zasadniczo. Nie wiem, może ten 771 jest chlubnym wyjątkiem. Ja bym jednak chociaż dopytał o szczegóły, bo (i to jest ogólna uwaga, broń boże personalna) można się naciąć na błąd komunikacyjny. Entuzjastyczna opinia, czy nawet różne definicje szczegółów (np. co konkretnie oznacza kreska 1mm itd.) mogą sprawić, że oczekiwania względem sprzętu rozminą się z rzeczywistością.
-
Ostatnio czytałem , przy okazji jakiejś prezentacji, jak zwracasz uwagę jednemu takiemu za brak równowagi w kolejnych ocenach różnych galerii. Chyba i Tobie się przytrafiło ;). Model jest specyficzny, bo rzeczywiście prezentuje szereg świetnych modelarskich działań i jednocześnie kontrastują z nimi rażące niedoróbki, znacząco wpływające na ten realizm. W oczy rzucają się niejednorodne, nierówne i zanikające linie podziału, niedopracowane łączenia elementów, czasem wyglądające jakby część stała konstrukcji była otwierana i niedomknięta, a czasem jak obspawana niekontaktującą elektrodą. To jest kolejny przykład na to, że w modelarstwie nie da się zastąpić jednej jakości inną , dodaną jakością. Niezależnie od zaawansowania docelowego modelu, wszystkim elementom należy poświęcić jednaką uwagę. I proporcjonalnie przygotować się do budowy. Rezygnacja z nitowania, może budzić małe rozczarowanie, ale nie jest szczególnie istotna w odbiorze modelu. Znajduje się w zbiorze miliona rzeczy, których modelarz postanowił nie zrobić. Nic to, zawsze można więcej, bardziej, nie zawsze trzeba i gdzieś musi pojawić się granica. Gorzej jest z rzeczami, które modelarz postanowił zrobić i wykonał wyraźnie gorzej. Oczywiście, że by to ominąć, na budowę trzeba by poświęcić nie dziewięć miesięcy a dwanaście, czy tam ile. Konieczność zachowania jakości wszędzie, to jedna z większych trudności jakie towarzyszą budowie bardziej ambitnych modeli, dużo bardziej kłopotliwa niż manualna sprawność, czy cierpliwość 'chwilowa' potrzebna przy tworzeniu drobniutkich detali. Bryza jest fajna, robota ogólnie OK i dobrze się na model patrzy. Jeśli z jej budowy wyklują się wnioski, które potem wejdą w życie, to w kolejnych galeriach będzie miazga!
-
Wnęka kółka ogonowego: NMF. Poziome profile wzmacniające - ZCY. Możliwe pojedyncze profile IG. Profile wzmacniające na styku ścianka/sufit NMF. Wnęka podwozia głównego: - sufit wnęki NMF - profile wzmacniające sufit wnęki prostopadłe do osi kadłuba - ZCY, możliwe pojedyncze profile IG - profile jak wyżej na łączeniach ze ścinką przednią i dźwigarem skrzydła - NMF - żebra - NMF - dźwigar skrzydła - ZCY - ścianka rozdzielająca wnęki w osi kadłuba - ZCY - profile pionowe wzmacniające ściankę rozdzielającą IG, możliwe też DDG - ścianka przednia wnęki w części mieszczącej koło (z ukośnymi wzmocnieniami)- ZCY, reszta ścianki przedniej NMF - profile wzmacniające, równoległe do osi kadłuba, w miejscu łączenia wnęki na koło z wnęką na goleń - ZCY, możliwe IG, np. przedni IG, tylny ZCY - blacha wzmacniająca miejsce montażu goleni podwozia (czyli sufit wnęki w przedziale goleni) ZCY, możliwy NMF - 'trójkątna' blacha wzmacniająca przed przedziałem goleni NMF - urządzenia na ściance rozdzielającej wnęki: rozdzielacz hydrauliki NMF, przewody hydrauliczne srebrne, cylindryczny zbiorniczek NMF z pokrywami ZCY i obejmami z gumowymi, czarnymi opaskami Możliwe podmalówki ZCY w różnych miejscach wnęki. Wszystkie pokrywy wnęk podwozia od wewnątrz pozostawiano NMF. Pas ochronny na pokrywach kół podwozia głównego mógł być wykończony różnie, ale tu najbardziej prawdopodobny będzie chyba ZCY.
-
E, tam. Starczyłby kawałek plastikowej płytki, czy w ogóle kawałek czegoś z plastiku. Pola wyznaczone ponacinanymi liniami, albo nawet bez linii, tylko wymaskowane. I jazda. Na takiej testowej planszy można sobie sprawdzać sporo kombinacji. Niekoniecznie jeden raz.
